Dotyk. Zapach. Obraz. Będziemy się kłócić, jak skończy się wojna w Ukrainie

Jedna z młodych ofiar ataku Rosji na Ukrainę
Jedna z młodych ofiar ataku Rosji na Ukrainę / Łukasz Wantuch

Dla większości osób obecna dyskusja dotycząca ogłoszenia roku UPA jest dyskusją czystą, sterylną, abstrakcyjną. Dla mnie ma twarze. I nie tylko twarze.

Zapach

Byliśmy w Buczy po wyzwoleniu, wiosną 2022 roku. Widzieliśmy ciała pomordowanych ludzi, wyciągane z grobów koło kościoła. Do końca życia będę pamiętał ten zapach. Słodko-kwaśny. Nie do końca taki, jakiego człowiek się spodziewa. Bardzo charakterystyczny. Czułem go też w innych miejscach w tym mieście. Staliśmy przed zniszczonymi domami i nagle wiatr powiał w naszą stronę. Ten sam zapach. Ludzi, którzy zginęli i których ciał nie można było wyciągnąć, bo budynek groził zawaleniem.

Ekshumacja ofiar w Buczy
Ekshumacja ofiar w Buczy / Łukasz Wantuch

Obraz

Szpital we Lwowie. Długi korytarz. Na końcu, po prawej stronie, pokój dla najciężej rannych. Zawsze kiedy widzę rannego żołnierza, zastanawiam się, co mu się stało. Czasami człowiek próbuje się domyślać. Urwana stopa — może mina, pewnie „motylek”. Byliśmy w wielu szpitalach. Chodzimy po pokojach, rozmawiamy, uśmiechamy się, wręczamy drobne podarki. Chcemy choć trochę podnieść tych ludzi na duchu. W tamtym pokoju nie potrafiliśmy powiedzieć ani słowa. Leżał tam żołnierz, któremu pocisk wybuchł koło głowy. Nie jestem w stanie opisać jego ran ani jak wyglądał. Przeżył. I wiem, że to brzmi okropnie, ale patrząc na niego, zastanawiałem się, czy przeżycie nie było dla niego przekleństwem. Byliśmy w tym pokoju kilka razy, w odstępach kilku miesięcy. Zawsze była przy nim żona. Zawsze, kiedy przychodziliśmy. Siedziała przy łóżku i trzymała go za rękę. Ten obraz też zostanie ze mną do końca życia.

Dotyk

Mała wioska, jakieś 500 metrów od granicy z Białorusią. Starsza kobieta, osiemdziesiąt, może dziewięćdziesiąt lat. Niewidoma. Przywieźliśmy jej żywność. Opowiadała o sobie. Że straciła wzrok. Że ma jedynego syna, ale jest alkoholikiem. Nie widziała nas. Słyszała tylko nasze głosy. Dotykała nas po twarzach. Każdy z nas płakał.

Więc kiedy słyszę, że ktoś nas znowu obraża, upokarza, że „plują nam w twarz”, ogarnia mnie pusty śmiech. Dopiero kiedy człowiek widzi takie rzeczy, czuje taki zapach, pamięta taki dotyk, zaczyna rozumieć, co jest ważne. Nie będę bronił tej uchwały lwowskiej rady obwodowej. Uważam, że jest idiotyczna i kompletnie bez sensu.

Kraków reaguje na rok UPA. Gibała pisze do mera Lwowa
Spór Krakowa z Lwowem o upamiętnienie UPA. Jest apel Gibały, reakcja Łukasza Wantucha i pytanie o dalszą współpracę miast.

Widzę też na Ukrainie rzeczy, które gotują mi krew w żyłach. Jestem w Kijowie czy Charkowie, widzę te Lexusy, te drogie samochody, a potem jadę do ludzi, którzy nie mają za co kupić jedzenia. I mnie szlag trafia. Mam wtedy ochotę powiedzieć: jest wojna. Wprowadzić brutalne zasady. Konfiskować luksusowe samochody i majątki bez odszkodowania. Zamknąć granice również dla kobiet i wprowadzić dla nich obowiązkową służbę. Przywrócić karę śmierci. Tak daleko idą czasami moje myśli. Żeby wygrać z Rosją, Ukraina musiałaby na pół roku sama stać się Rosją. Ale wiem też, jak łatwo mi to mówić. Siedzę w Polsce. Nie żyję w państwie ogarniętym wojną.

Jedna z młodych ofiar wojny pochowana na cmentarzu w Charkowie
Jedna z młodych ofiar wojny pochowana na cmentarzu w Charkowie

Byłem tam 107 razy. Po takich wyjazdach na pewne rzeczy patrzy się inaczej. Kiedy odwiedzasz w szpitalu żołnierza wyciągniętego z płonącego czołgu. Kiedy rozmawiasz ze staruszką, która mówi, że ma w przeliczeniu 250 złotych emerytury, i słuchasz, ile kosztuje ją jedzenie. Kiedy widzisz, jak ci ludzie próbują przeżyć. Wtedy te wszystkie wielkie kłótnie, nasze obrażanie się, bo jakiś dureń czy jakaś rada przyjęli uchwałę, wyglądają zupełnie inaczej. To jest śmieszne. Żałosne. A kiedy staje się pretekstem do odmawiania pomocy ludziom — po prostu obrzydliwe.

Trzeba mieć naprawdę niskie poczucie własnej wartości, żeby pozwolić, by jakaś głupia uchwała decydowała o naszej dumie i o tym, czy pomożemy drugiemu człowiekowi. Ja nie czuję się obrażony. Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Pomagam Ukrainie, bo chcę. Uważam za absolutnie naturalne, że ludzie pomagają sobie nawzajem. Nie oczekuję wdzięczności. Listów. Padania na twarz. Czerwonych dywanów. Zapewnień, jaki jestem wspaniały. Jeżeli ktoś pomaga po to, żeby później odbierać hołdy i słuchać pochwał, to dla mnie jest w tym coś obrzydliwego. Zwłaszcza kiedy za brak odpowiednio wielkiej wdzięczności chce karać ludzi, którzy potrzebują pomocy.

A już szczególnie trudno mi zrozumieć tych, którzy nazywają się chrześcijanami. Chodzą do kościoła, modlą się do Jezusa — Żyda, który uczył pomagania innym — a potem wracają do domu, siadają przed komputerem i piszą: „Wypierdalaj na Ukrainę”.

Akurat w dniu, kiedy była dyskusja w Radzie Miasta, dostałem kilkanaście przesyłek z lekami dla dzieci. Dzięki zrzutce i kilkudziesięciu osobom z Polski, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych kupiliśmy ponad 250 opakowań paracetamolu — po 10, 20, 50 tabletek. W sumie kilkanaście tysięcy tabletek, które trafią do ukraińskich domów dziecka. O taką pomoc nas poproszono. Ci ludzie po prostu złożyli się na leki dla dzieci. I za to każdej z tych osób serdecznie dziękuję.

Leki dla ukraińskich domów dziecka
Leki dla ukraińskich domów dziecka / Łukasz Wantuch

Dzisiaj wystosowałem też pismo do prezydenta Łukasza Gibały, żeby gmina Kraków kupiła tysiąc syropów na kaszel i przekazała je ukraińskim domom dziecka. W internecie taki syrop kosztuje kilkanaście złotych. Całość kosztowałaby mniej więcej tyle, ile obiad, który miał się odbyć po zaprzysiężeniu. I właśnie takie rzeczy powinniśmy robić.

Po tamtej stronie jest wielu idiotów, którzy robią wszystko, żeby nasze stosunki były jak najgorsze. Podejrzewam, że część z nich może być opłacana przez Moskwę. Ale niezależnie od tego, czy to czyjaś celowa robota, czy zwyczajna głupota, odpowiedź powinna być taka sama. Na głupotę odpowiadać miłością. Na idiotyzmy — pomocą. Nie obrażać się, nie opowiadać, że ktoś nam pluje w twarz. Po prostu robić swoje. Kupować leki. Dostarczać żywność. Pomagać ludziom, którzy tej pomocy potrzebują. To jest najlepsza odpowiedź. Ja swoje znam. Będę dalej pomagał. Kłócić się możemy, jak skończy się wojna.

Każdy z nas ma zadanie do wykonania.

Łukasz Wantuch

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka