sobota, 7 maja 2022 21:00

Zna ją cały świat, jednak ta książka stawia ją w zupełnie nowym świetle. „Nie była ikoną czy postacią z pomnika, ale zwyczajną nastolatką”

Autor Joanna Jamróz-Haładyj
Zna ją cały świat, jednak ta książka stawia ją w zupełnie nowym świetle. „Nie była ikoną czy postacią z pomnika, ale zwyczajną nastolatką”

Agnieszka Zakrzewska wydała nakładem Wydawnictwa Flow książkę "Gwiazdy nigdy nie gasną". Opowiadająca o losach Anne Frank powieść jest dedykowana każdemu, nawet tym osobom, które unikają publikacji o Holocauście. To niezwykle ciepła opowieść m.in. o nadziei i przyjaźni, będąca idealną lekturą w obliczu tego, co dzieje się na Ukrainie.

Mieszkająca od ponad 20 lat w Holandii pisarka Agnieszka Zakrzewska wydała właśnie kolejną książkę. "Gwiazdy nigdy nie gasną" to opowieść o Anne Frank.

– Wierzę, że ludzie będą do niej wracać i czytać o historii Anne i Hannah wielokrotnie, za każdym razem mając nadzieję, wbrew biegowi historii, na jej szczęśliwy koniec

– mówi w rozmowie z Głosem24 Agnieszka Zakrzewska.

Jaka naprawdę była autorka znanego na całym świecie "Dziennika"? Dlaczego powieść "Gwiazdy nigdy nie gasną" jest dobrą propozycją dla osób, które boją się książek o Holocauście? Jak pokonać zło, gdy wydaje się to niemożliwe? Na pytania odpowiada Agnieszka Zakrzewska.

Agnieszka Zakrzewska/ Fot. archiwum prywatne Agnieszki Zakrzewskiej
Agnieszka Zakrzewska/ Fot. archiwum prywatne Agnieszki Zakrzewskiej

Dlaczego na bohaterkę swojej książki wybrała pani akurat Anne Frank?

– Mieszkam od ponad 20 lat w Holandii i moim marzeniem jest przybliżać ten kraj czytelnikom w Polsce. Anne Frank wraz z rodziną wyemigrowała z Niemiec do Holandii wskutek nazistowskich prześladowań i znalazła swój nowy dom w Amsterdamie. Uznałam, że postać Anne jest tak ciekawa i inspirująca, że warto opowiedzieć o niej więcej. Znamy Anne wyłącznie z dzienników, ale nie wiemy, jak wyglądało jej życie przed ukryciem się w oficynie kamienicy przy Prinsengracht 263. Te informacje, ale też wiele innych można znaleźć w mojej powieści.

Książka miała swoją premierę 27 kwietnia. Warto wspomnieć, że opisuje ona m.in. wydarzenia z życia Anne, które poznamy na podstawie odkrytych niedawno zapisków. Ile trwały prace nad nią i gdzie szukała pani materiałów?

– W Holandii bibliografia dotycząca rodziny Franków jest bardzo bogata. Moim problemem, paradoksalnie, nie był niedostatek dokumentacji na ich temat, ale jej nadmiar. Musiałam się sporo nagłowić, jak wyłuskać te najbardziej ciekawe i istotne dla fabuły informacje. Czytałam publikacje w trzech językach: angielskim, niemieckim i holenderskim, oglądałam materiały archiwalne oraz wywiady radiowe, prasowe i telewizyjne ofiar Holocaustu. Szczególnie cenne i pomocne były dla mnie nagrane lata temu rozmowy z ojcem Anne, który jako jedyny z rodziny przeżył wojnę, oraz wywiady z Hannah Goslar, jedną z głównych bohaterek tej książki, która była najlepszą przyjaciółką Anne. Jej przejmujące słowa, że nie możemy nigdy zapomnieć o tym, co się wydarzyło w przeszłości, mobilizowały mnie do pracy w chwilach zwątpienia.

Na co dzień mieszka pani w Holandii. Jaką rolę odgrywa tam Anne Frank?

– W Holandii temat Anne i rodziny Franków jest bardzo żywy. Co jakiś czas w prasie pojawiają się nowe informacje o nich. Ostatnio holenderską opinią publiczną wstrząsnęła publikacja ‘’Kto zdradził Anne Frank’’ autorstwa kanadyskiej pisarki Rosemary Sullivan. Autorka opisuje w niej wyniki śledztwa w sprawie potencjalnego zdrajcy, żydowskiego notariusza, który prawdopodobnie w 1944 roku wydał rodzinę Franków w ręce nazistów, wskazując ich kryjówkę w oficynie biura Ottona, mieszczącego się przy Prinsengracht 263 w Amsterdamie. Ta książka wywołała tak wiele kontrowersji, dotyczących niepotwierdzonych historycznie faktów, iż wydawca pod presją opinii publicznej zdecydował się wycofać ją ze sprzedaży.

Pomimo że wiemy, jak skończą się losy Anne, książka “Gwiazdy nigdy nie gasną” jest niezwykle ciepłą opowieścią m.in. o nadziei i przyjaźni. Jej lektura daje nadzieję i otuchę. Czy taki był pani zamiar?

Zdecydowanie tak. Przy okazji wielu wywiadów powtarzam, żeby czytelnicy nie bali się tej historii, gdyż paradoksalnie nie jest to opowieść o umieraniu. To przepiękna apoteoza życia, miłości i nadziei. Pokazuje nam proste wartości, które pozwalają cieszyć się nawet z najmniejszych drobiazgów, doceniać przyjaźń i miłość, rodzinę i poczucie bezpieczeństwa, które jest kruche i nieprzewidywalne, co udowadnia nam sytuacja z ostatnich miesięcy na Ukrainie.

Agnieszka Zakrzewska podpisująca powieść "Gwiazdy nigdy nie gasną" / Fot. Marlena Bielińska
Agnieszka Zakrzewska podpisująca powieść "Gwiazdy nigdy nie gasną" / Fot. Marlena Bielińska

Z książki można się wiele nauczyć, np. jak ważne jest mówienie swoim dzieciom, że się je kocha.

W rodzinie Franków dziewczynki były najważniejsze. Pamiętajmy, że akcja powieści rozpoczyna się w latach trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy stosowano tak zwany zimny wychów. Nie mówiono wtedy zbyt wiele o uczuciach, gdyż uważano, że „rozpieszczanie” latorośli jest niepedagogiczne i może je zepsuć, przewrócić im w głowach. Pod tym względem Edith i Otto Frankowie byli bardzo nowocześni i niereformowalni, gdyż ich córki codziennie słyszały, że są wyjątkowe, niepowtarzalne i bardzo kochane. W powieści opisuję bardzo wzruszający moment, kiedy nastoletnia Anne dostaje list od swojego ojca, w którym ten zapewnia ją o swojej miłości. Jestem przekonana, że okazywanie uczuć nie psuje, tylko daje nam solidne podstawy do życia w społeczeństwie i poczucie własnej wartości. Nigdy nie szczędźmy swoim bliskim, szczególnie dzieciom, zapewnień, że je kochamy i są dla nas najważniejsze. Miłość rodzicielska da im więcej niż rzeczy materialne.

Zdecydowała się pani na narrację pierwszoosobową. Jak pisało się jako Anne?

To był zabieg celowy, mający przybliżyć czytelnikom tę postać, sprawić, żeby bardziej się z nią utożsamiali, zżyli i mogli lepiej zrozumieć jej specyficzny sposób myślenia. Przez cały proces pisania powieści „Gwiazdy nigdy nie gasną” można powiedzieć, że stałam się Anne, cieszyłam się z jej sukcesów, śmiałam razem z nią z zabawnych rodzinnych sytuacji i… całą sobą czułam jej strach i zwątpienie, kiedy w pierwszy dzień wojny nad Amsterdamem pojawiły się wrogie niemieckie samoloty.

Czy praca nad książką zmieniła pani wyobrażenie o Anne Frank?

Na pewno. Wcześniej postrzegałam ją jako wyidealizowaną postać z pomnika, symbol Holocaustu, dziewczynkę ikonę, której dzienniki z czasu ukrycia w oficynie poznał cały świat. Podczas pisania tej historii niepostrzeżenie Anne... stała mi się bliska. To nie była żadna ikona, tylko normalna nastolatka, lubiąca żartować, flirtować z chłopcami, buntująca się przeciwko światu i... kochająca tort truskawkowy swojej mamy. Młodzi ludzie nigdy nie powinni trafiać na pomniki historii. Powinni cieszyć się młodością, beztroską, popełniać błędy i uczyć się, jak mądrze i pięknie żyć.

Jaka jeszcze była Anne Frank i co panią najbardziej w niej urzeka?

Anne była niepoprawną optymistką, buntowniczką, która nie mieściła się w sztywnych konwenansach lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Kochała przewodzić, była typem liderki, której zdanie liczyło się najbardziej w grupie rówieśników. W Holandii mówi się na takie dziewczynki pittig meisje. Mama Hanneli Goslar, drugiej bohaterki powieści, lubiła powtarzać, że Bóg wie wszystko, ale Anne wie wszystko lepiej. I to w niej pokochałam. Te niepokorność, indywidualizm i otwartość na świat, które to cechy wyróżniały ją z tłumu. Tacy ludzie mnie inspirują, motywują do działania i do odkrywania świata.

Książka uczy nas patrzeć na rzeczywistość nieco inaczej, doceniając to, co mamy.

To prawda. Czytając o losach dziewczynek, których największym marzeniem po wybuchu wojny jest pójście do kina lub do parku, przejażdżka tramwajem i zwykły spacer ulicą, uświadamiamy sobie, że w codziennym pośpiechu i natłoku spraw umykają nam najważniejsze wartości. Te najzwyklejsze, żeby nie rzec banalne. To, że mamy dach nad głową, ciepły i bezpieczny dom, a w nim nie drogie sprzęty, lecz ludzi, których kochamy i którzy na nas czekają. Zapominamy o tym lub nie chcemy pamiętać... Ta książka uczy nas czerpać z każdej chwili, doceniać ją, umieć dostrzec drobiazgi, które składają się na szczęście.

Dlatego też wydaje się idealną lekturą na te miesiące, na te dni. W obliczu tego, co dzieje się na Ukrainie.

Kiedy pisałam „Gwiazdy nigdy nie gasną”, nie miałam pojęcia, że za kilka miesięcy za naszą wschodnią granicą setki tysięcy ludzi poczują taki sam strach i bezsilność, jaki czuły rodziny Franków i Goslarów w ogarniętym wojną Amsterdamie. Ta książka jest ostrzeżeniem przed dyktaturą, rasizmem i nienawiścią, które powodują, że my wszyscy właśnie teraz musimy się bać o przyszłość naszą i naszych bliskich. Nigdy nie gódźmy się na zło, przede wszystkim takie, które dzieje się na naszych oczach. Nie przechodźmy obojętnie obok niesprawiedliwości i krzywdy, nie odwracajmy głów, kiedy widzimy, że ktoś cierpi. Te nasze codziennie „zgody” także przyczyniają się do rozpowszechniania nienawiści i do podziałów, które nigdy i nigdzie nie powinny mieć miejsca. Nie pozwólmy, żeby historia Anne i Hannah przytrafiła się ponownie jakiemukolwiek dziecku, bez względu na jego kolor skóry i narodowość.

Agnieszka Zakrzewska przed pomnikiem Anne Frank w Amsterdamie / Fot. Agnieszka Zakrzewska
Agnieszka Zakrzewska przed pomnikiem Anne Frank w Amsterdamie / Fot. Agnieszka Zakrzewska

Przyjaciółka Anne, Hannah, pokazuje nam, w jaki sposób można zwyciężyć zło. To, m.in. w kontekście trwającej za wschodnią granicą wojny, bardzo cenna lekcja.

Postać Hannah Goslar, kluczowa dla tej powieści, jest niezwykłym przykładem ogromnej siły życia i nieprawdopodobnej wręcz woli przetrwania. Jest jedyną ze wszystkich postaci występujących w książce, która nadal żyje. W tym roku kończy 94 lata. Mieszka w Jerozolimie, otoczona liczną kochającą rodziną. Hannah dotknęło tyle zła, straciła w czasie wojny oboje rodziców, a jednak cały czas jest kobietą pełną radości życia, miłości do ludzi i do świata. Jej zemstą na nazistach było sprowadzenie na świat trójki dzieci. Hitler szerzył pożogę i śmierć, a ona dała światu nowe życie. Tak to sobie pięknie umyśliła. Życie za śmierć... Dzisiaj musimy wierzyć, że nadejdzie w końcu taki moment, kiedy na Ukrainie znowu zapanuje pokój, a dzieci nie będą musiały kryć się w schronach i marzyć o powrocie do szkoły. My, cała ludzkość, jesteśmy im to winni. Właśnie dlatego napisałam tę książkę. Żeby pamięć o tych, którzy oddali życie po to, żebyśmy my mogli być wolni, nigdy nie zaginęła.

Jestem pewna, że dorastająca młodzież może odnaleźć w Anne cząstkę siebie (biorąc pod uwagę m.in. wesołość dziewczynki, jej zainteresowania, relacje z rodzicami). Do kogo jest adresowana książka?

Ta powieść jest adresowana do czytelników w każdym wieku, ale oczywiście najbardziej cieszy mnie, kiedy sięgają po nią młodzi ludzie. To taka piękna i wzruszająca historia o… marzeniach, które trzeba mieć zawsze, bez względu na wszystko, i nigdy nie pozwolić, żeby coś lub ktoś nam je odebrał.

Czy można w tym przypadku zaryzykować stwierdzenie, że, jeśli ktoś się boi książek wojennych, to ta pozycja jest m.in. właśnie dla niego?

Nie będę ukrywać, że wojna i całe zło z nią związane są w tej książce obecne, ale nie zdominowały fabuły. Są odzwierciedleniem tragedii ludzi, którym przyszło żyć w tamtych czasach. Nie koloryzuję wojennych tragedii, nie upraszczam trudnych i zagmatwanych losów moich bohaterów, a jedynie pokazuję, jak można, nawet za drutami obozów koncentracyjnych, z całej siły, ponad wszystko pragnąć żyć.

Tytuł niesie nadzieję i dodaje otuchy. Skąd taki pomysł?

Anne i Hanneli kochały gwiazdy. Wraz z przyjaciółkami założyły klub Mała Niedźwiedzica Minus Dwie. Ta trochę pokrętna nazwa wzięła się z tego, że konstelacja Małej Niedźwiedzicy liczy siedem gwiazd, a ponieważ dziewczynek było pięć, w zabawny sposób skorygowały nazwę klubu. Wszystkie członkinie uwielbiały wpatrywać się w niebo i liczyć gwiazdy. Anne i Hanneli obiecały sobie, że bez względu na to, co się wydarzy w ich życiu, za każdym razem kiedy spojrzą w niebo, będą o sobie myśleć. Gwiazdy nad nami nigdy nie gasną. Nawet jeżeli tu, na ziemi, dzieje się wiele zła, one cały czas nad nami świecą, dając nadzieję na nowy i lepszy świat.

Pomnik Anne Frank w Amsterdamie / Fot. Agnieszka Zakrzewska
Pomnik Anne Frank w Amsterdamie / Fot. Agnieszka Zakrzewska

Książka jest przepięknie wydana, z dbałością o każdy detal. Czy to właśnie dlatego zdecydowała się pani, pomimo różnych propozycji, wydać „Gwiazdy” w wydawnictwie Flow?

Tak, piękne i staranne zaprezentowanie tej powieści światu było dla mnie bardzo ważne. Lubię powtarzać słowa moich wydawczyń, które obiecały, że wydadzą „Gwiazdy” z czułością, na którą zasługuje ta niezwykła historia. Wierzę, że ludzie będą do niej wracać i czytać o historii Anne i Hannah wielokrotnie, za każdym razem mając nadzieję, wbrew biegowi historii, na jej szczęśliwy koniec.

Na koniec dobra wiadomość dla czytelników, w planach ma pani kolejne projekty. Czy może uchylić rąbka tajemnicy?

Z nowym wydawcą podpisałam umowy na trzy nowe książki. Kolejna powieść ukaże się na początku przyszłego roku i będzie opowiadać o losach niezwykłej kobiety, którą na pewno wszyscy Państwo znacie. Mam nadzieję, że pokochacie ją tak samo jak Anne i Hanneli.

Fot. tytułowe: Anne Frank (Wikipedia), Agnieszka Zakrzewska (archiwum prywatne A. Zakrzewskiej

Polska

Polska - najnowsze informacje