Prezydent Karol Nawrocki chce, by Polacy wypowiedzieli się w referendum w sprawie polityki klimatycznej UE. W Krakowie temat demokracji bezpośredniej ma już bardzo konkretny wymiar: 24 maja mieszkańcy zdecydują, czy odwołać prezydenta miasta i Radę Miasta Krakowa przed końcem kadencji.
Prezydent Karol Nawrocki skierował do Senatu wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum dotyczącego unijnej polityki klimatycznej. W proponowanym pytaniu obywatele mieliby odpowiedzieć, czy są za realizacją polityki klimatycznej UE, która — według sformułowania przedstawionego przez prezydenta — doprowadziła do wzrostu kosztów życia, cen energii oraz prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej. Zgodnie z wnioskiem głosowanie miałoby odbyć się 27 września.
W swoim wystąpieniu Nawrocki przekonywał, że w sprawach o dużym znaczeniu obywatele powinni mieć możliwość bezpośredniego wypowiedzenia się. Padło też zdanie, że „referendum jest najlepszym narzędziem” realizacji tego celu. To ważny polityczny sygnał, bo za niecałe trzy tygodnie do urn pójdą mieszkańcy Krakowa.
Ogólnopolskie i lokalne. Dwa różne referenda, jeden mechanizm
Trzeba jasno rozdzielić obie sprawy. Inicjatywa prezydenta dotyczy referendum ogólnokrajowego, w którym pytanie odnosi się do polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Krakowskie referendum ma charakter lokalny i odwoławczy. Mieszkańcy zdecydują, czy chcą odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa przed końcem kadencji. Głosowanie w Krakowie odbędzie się w niedzielę, 24 maja, w godzinach od 7.00 do 21.00.
Mimo tej różnicy wspólny jest mechanizm: w obu przypadkach decyzja ma zostać oddana bezpośrednio obywatelom. W przypadku referendum ogólnokrajowego prezydent może je zarządzić tylko za zgodą Senatu. Zgodnie z konstytucyjną procedurą Senat podejmuje uchwałę w tej sprawie, a wynik referendum ogólnokrajowego jest wiążący, jeśli weźmie w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania.
Kraków już przeszedł drogę od podpisów do głosowania
W Krakowie procedura jest już na dalszym etapie. 27 stycznia 2026 roku inicjatorzy referendum złożyli do Komisarza Wyborczego w Krakowie I powiadomienie o podjęciu inicjatywy przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Prezydenta Miasta Krakowa oraz Rady Miasta Krakowa przed upływem kadencji. Pełnomocnikiem został Rafał Zontek. 11 marca do komisarza trafił już formalny wniosek wraz z listami podpisów mieszkańców.
O skali tej akcji Głos24 pisał szeroko. Komitet referendalny informował, że do biura Komisarza Wyborczego w Krakowie złożono 134 tysiące podpisów, zebranych w ciągu 44 dni. To było znacznie więcej niż wymagane minimum, choć później kluczowa była oczywiście urzędowa weryfikacja list.
Po sprawdzeniu podpisów procedura mogła ruszyć dalej. Jak pisaliśmy na Głos24, konieczne było zebranie podpisów co najmniej 10 procent uprawnionych do głosowania mieszkańców, czyli w Krakowie 58 356 ważnych podpisów. Według podawanych przez KBW danych zweryfikowano 84 887 pozycji, z czego 61 146 uznano za prawidłowe. To wystarczyło, by komisarz wyborczy zarządził referendum.
Decyzja zapadła 7 kwietnia. Komisarz Wyborczy w Krakowie I wydał postanowienie o przeprowadzeniu referendum gminnego w sprawie odwołania Prezydenta Miasta Krakowa oraz Rady Miasta Krakowa przed upływem kadencji. Głosowanie odbędzie się w niedzielę, 24 maja 2026 roku, w godzinach od 7.00 do 21.00.
Ważna jest frekwencja
W Krakowie referendum dotyczy dwóch organów: prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa, więc Krakowianie nie będą odpowiadać na jedno pytanie. Wyborcy otrzymają karty z dwoma pytaniami: czy są za odwołaniem prezydenta oraz czy są za odwołaniem rady miasta. W obu przypadkach możliwe będą odpowiedzi „tak” albo „nie”.
Kluczowa będzie jednak frekwencja. Sam wynik „za” lub „przeciw” nie wystarczy, jeśli do urn nie pójdzie odpowiednia liczba mieszkańców. Komisarz wyborczy wyliczył dwa osobne progi ważności: dla referendum w sprawie odwołania prezydenta potrzeba udziału minimum 158 555 osób, a dla referendum dotyczącego Rady Miasta Krakowa próg wynosi 179 792 osoby. Dopiero po przekroczeniu tych liczb wynik głosowania będzie rozstrzygający.
I właśnie dlatego inicjatywa Karola Nawrockiego, choć dotyczy zupełnie innej sprawy i innego poziomu polityki, wybrzmiewa w Krakowie szczególnie mocno. Prezydent mówi o referendum jako narzędziu oddania głosu obywatelom. Kraków za chwilę sprawdzi to w praktyce — nie w debacie teoretycznej, ale przy urnach, w głosowaniu, które może zdecydować o przyszłości władz miasta.
Kraków przed testem frekwencji
Krakowskie referendum będzie miało dwa wymiary: polityczny i obywatelski. Z jednej strony jego inicjatorzy traktują je jako ocenę pierwszego okresu rządów Aleksandra Miszalskiego i obecnej rady miasta. Z drugiej — przeciwnicy odwołania władz przekonują, że kadencja powinna zostać dokończona, a prezydent Krakowa i jego zwolennicy zachęcają mieszkańców do pozostania w domach.

W tym kontekście prezydencka inicjatywa dotycząca referendum ogólnokrajowego nadaje krakowskiemu głosowaniu dodatkowy wymiar. Skoro na poziomie państwa referendum przedstawiane jest jako narzędzie oddania głosu obywatelom, podobne pytanie wraca lokalnie: czy mieszkańcy powinni korzystać z tego prawa także wtedy, gdy oceniają władze miasta przed końcem kadencji?
Ten argument pojawił się również w rozmowie Głos24 z Jakubem Klimasem z Nowej Nadziei, który mówił, że „referendum to najbardziej bezpośrednia forma demokracji”. W jego ocenie obywatele mają prawo sięgnąć po ten mechanizm, jeśli są zawiedzeni sposobem sprawowania władzy.

W Krakowie wybór bedzie prosty: ta dyskusja będzie miała bardzo konkretny finał. 24 maja okaże się, czy mieszkańcy uznają referendum za narzędzie, z którego warto skorzystać, czy też zwycięży strategia niskiej frekwencji. Niezależnie od wyniku jedno jest pewne: temat demokracji bezpośredniej wrócił do debaty publicznej dokładnie w momencie, gdy Kraków stoi przed jednym z najważniejszych lokalnych głosowań ostatnich lat.




















