sobota, 14 marca 2026 21:20, aktualizacja 2 godziny temu

Cracovia przegrywa trzeci mecz z rzędu. Słaba dyspozycja Pasów trwa

Cracovia przegrywa trzeci mecz z rzędu. Słaba dyspozycja Pasów trwa

W sobotę 14 marca Cracovia podejmowała u siebie Wisłę Płock. Rywale byli rewelacją pierwszej rundy Ekstraklasy. Nie mniej to Pasy były delikatnym faworytem, choć od października czekały na domowe zwycięstwo.

Choć ostatnie tygodnie nie były zbyt udane w wykonaniu Cracovii, bowiem zdarzyły jej się dwie porażki z rzędu (2:3 z Piastem, 0:1 z Legią), to i tak była ona faworytem spotkania. Wszystko przez beznadziejny start rundy w wykonaniu Wisły Płock. Nie licząc zwycięstwa z Rakowem 1:0 na początek lutego, to Nafciarze zaliczyli serię 5 porażek z rzędu.

Były zatem podstawy by przypuszczać, że Cracovia jeśli ma się przełamać to właśnie z takim zespołem. Płocczanie jeszcze nie walczą o utrzymanie, ale zjechali z pozycji lidera na 9 miejsce. Od początku meczu to gospodarze przejęli inicjatywę jeśli chodzi o grę kombinacyjną i posiadanie piłki. Pierwsza połowa stanęła pod znakiem przerzutów Amira Al-Amariego, oraz licznych dośrodkowań w pole karne, z których nic nie wynikało. Grający na szpicy Martin Minchev praktycznie nie istniał.

Paradoksalnie Wisła Płock, która w pierwszej połowie nie zrobiła zbyt wiele, by nie przegrywać, była jednocześnie bliżej gola po strzale Marcina Kamieńskiego. Mecz wydawało się, że umrze śmiercią naturalną. Bez wyrazu i bez większych emocji.

Można było się obawiać, czy w drugiej połowie jakoś diametralnie zmieni się obraz gry. Nafciarze chcieli jak zdobyć dowolną liczbę punktów niezależnie od stylu. Pasy z kolei nie oddawały strzałów godnych zapamiętania. Drugie 45 minut to jednak inna opowieść. Już w 51 minucie padła bramka na 1:0 w wykonaniu obrońcy Cracovii Bosko Sutalo, z tym, że było to trafienie samobójcze.

Prowadzenie gości potrwało niewiele, bo około 8 minut. To wtedy Ajdin Hasić wykorzystał dogodną sytuację i pokonał Rafała Leszczyńskiego. Nie długo po trafieniu Bośniaka Pasy ewidentnie poczuły, że Płocczanie to nie jest zespół, którego nie można ograć. Szczególnie bramka odmieniła samego Hasicia, który stał się pewniejszy siebie i częściej zaczął brać udział w akcjach ofensywnych.

Ten mecz jednak to o tyle nietypowa historia, że cały poprzedni akapit mógłby równie dobrze nie powstać. Gol na 1:1 dał radość kibicom, ale już w 69 minucie Deni Jurić ponownie wyprowadził na prowadzenie Wisłę Płock. Tym samym Pasy przegrywają już trzeci mecz z rzędu i można zacząć się zastanawiać na ile taki mecz jak sobotnia rywalizacja z Nafciarzami jest efektem tego, że trener Luka Elsner otwarcie powiedział, że chciał odejść, ale został przekonany do pozostania.

Zapewne ciężko takie kwestie ocenić. Wiadomo natomiast, że następna okazja, by wygrać, to mecz z GKS-em Katowice, który Pasy zagrają u siebie 21 marca.

Fot: Krystian Kwiecień / Głos24

Obserwuj nas w Google News

Sport - najnowsze informacje

Rozrywka