środa, 2 grudnia 2020 10:36

Ferie zimowe 2021: "Jest to dramat. Jest to dramat dla całego regionu" Podhale czeka zapaść?

Autor Mirosław Haładyj
Ferie zimowe 2021: "Jest to dramat. Jest to dramat dla całego regionu" Podhale czeka zapaść?

Ferie zimowe w  2021 mają trwać od 4 do 17 stycznia. Rozwiązanie zaproponowane przez rząd wzbudza kontrowersje.

W związku z pandemią koronawirusa rząd wprowadził szereg obostrzeń, które mają ograniczyć transmisję Covid-19. Obostrzenia dotyczą także turystyki, która już mocno ucierpiała wskutek epidemii. Co dla Podhala oznacza wprowadzenie ferii w jednym terminie?

O to zapytaliśmy panią Elżbietę Agatę Wojtowicz, Prezes Zarządu Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, która nie kryła sceptycyzmu w ocenie działań rządu.

Pani Prezes, czy mogła by pani mniej więcej procentowo określić odsetek mieszkańców Podhala żyjących z turystyki?
– Według naszej oceny to jest co najmniej dziewięćdziesiąt kilka procent. Gmina Zakopane jest na pierwszym miejscu spośród wszystkich gmin w Polsce, gdzie jest największa ilość zarejestrowanych działalności gospodarczych przypadających na 1000 mieszańców. Mamy zarejestrowanych ponad 6 200 podmiotów, z tego ok. 5 000 to są podmioty jednoosobowej działalności gospodarczej. To też pokazuje skalę problemu. Mówimy tutaj zarówno o dużych i średnich, jak i małych firmach – biorąc pod uwagę, że najczęściej są to firmy rodzinne, w dodatku „wielopokoleniowe”, gdzie pracują zarówno dziadkowie, rodzice, jak i dzieci. Tak naprawdę w takim przypadku zamknięcie dzielności i utrata miejsca pracy nie dotyka jednej osoby w rodzinie, tylko bardzo często są to dramaty całych rodzin, wszystkich ich członków. To na pewno. Natomiast wiemy, jak wygląda Podhale. Wśród tych wszystkich firm, które funkcjonują w regionie, to zdecydowanie ponad dziewięćdziesiąt kilka procent to są firmy związane bezpośrednio z turystyką, ale jest bardzo dużo firm, które pośrednio związane są tą branżą. Nie ma co udawać, nasz region jest czymś w rodzaju samonapędzającej się maszyny w dodatku tworzącej bardzo ścisły system naczyń połączonych wielu różnych działalności. Muszę się przyznać, że nawet sobie do końca nie zdawałam sprawy, jak daleko sięgają te powiązania i wpływają na branże, których kompletnie nie skojarzyłabym z turystyką.

W obliczu powyższych liczb, jak pani ocenia decyzję rządu w sprawie ujednolicenia terminu ferii? To chyba właśnie ta sprawa jest największą obecnie bolączką.
– Tak naprawdę to nie rozumiemy tej decyzji. Może kryją się za nią przesłanki i jakieś powody, o których nie wiemy lub których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Każdy rozsądny człowiek, nawet nie znający się na ekonomii, polityce czy nie będący epidemiologiem pomyślałby sobie, że skupienie w takiej sytuacji ludzi w jednym czasie, na dosyć ograniczonym terenie, i nie dotyczy to tylko Podhala, może grozić jeszcze większą transmisją zakażeń. To że Polacy przyjadą na ferie do Zakopanego, to my już widzimy. Można się tego domyślić nawet po ostatnich jesiennych tygodniach, czy tych teraz wczesnozimowych. Nie powstrzymamy fali przyjazdu turystów. Oczywiście, to będzie zdecydowanie mniejsza skala niż dotychczas i w nie takich warunkach, w jakich odbywały się ferie w latach poprzednich. Na pewno będzie mniej turystów w szerszej perspektywie czasowej, ale za to ilość ludzi, którzy jednorazowo przyjadą w tym feryjnym, dwutygodniowym terminie będzie ogromna. Będzie ona tak duża, że po pierwsze już boimy się o własne zdrowie i zdrowie naszych rodzin, pracowników. A po drugie, zdajemy sobie sprawę, że przy tak dużej liczbie ludzi, nawet przy zachowaniu bardzo rygorystycznych przepisów dotyczących bezpieczeństwa sanitarnego, może dojść do błędów w ich utrzymaniu. Wydaje mi się, że rozłożenie ferii w czasie, mało tego, przypisanie poszczególnych województw do konkretnych terminów – są przecież większe i mniejsze regiony – pozwoliłoby dużo lepiej rozłożyć liczbę osób nas odwiedzających. Można by, dla przykładu, uniknąć sytuacji, w której w tym samym czasie wypoczywałyby dwa duże pod względem ludności województwa. Stąd rozłożenie ferii w czasie wydawało się nam bardzo logicznym rozwiązaniem. Po pierwsze dającym warunki chyba jednak większego bezpieczeństwa sanitarnego, po drugie dające możliwości przedsiębiorcom nie tylko dobrego przygotowana się i przez to zapewnienia lepszego zabezpieczenia reżimu sanitarnego, ale też lepszej obsługi osób nas odwiedzających.

Pani Prezes, na co dzień styka się pani z opiniami i obawami ludzi, których omawiany problem dotknie bezpośrednio Jak ocenia pani społeczne nastroje?
– Jest to dramat. Jest to dramat dla całego regionu. Uważam, że jest to tragedia, która dotyczy nie tylko Podhala, ale też różnych innych miejscowości, które realizują turystykę sezonową, zimową. Ten dramat jest złożony, bo za każdą taką sytuacją kryją się ludzie. Taką chyba najbardziej dotkliwą i osobistą kwestią jest to, że dotyka to zarówno moich znajomych i bliskich, jak i mnie. Jak pan wspomniał, mam te sprawy na wyciągniecie ręki. Widzę jaka jest sytuacja zarówno w małych firmach, jak i w dużych. Mam też pierwsze sygnały i to niektóre nawet potwierdzone, że część firm zamknęła się, albo już się zamyka. Wiem, jak wygląda prowadzenie dużego obiektu, dajmy na to hotelarskiego, czy dużej firmy, gdzie poziom kosztów jest stały. Bez względu na to, czy przyjedzie jeden turysta, pięćdziesięciu pięciu, czy stu, ten poziom się nie zmienia. Oprócz tego widzę także to, że w takich sytuacjach stawiani są po jednej stronie właściciel i często zarazem pracodawcy, gdzie muszą podejmować decyzje: albo ograniczać wynagrodzenia swoim pracownikom, albo ich zwalniać i redukować zatrudnienie. To nie są łatwe wybory i nikomu nie zazdroszczę znalezienia się w takiej sytuacji. Widzę też rozpacz firm rodzinnych, gdzie ich krwawica, często kilku pokoleń, została przez rządzących tak łatwo zlekceważona. Niemalże z dnia na dzień ci ludzie zostali postawieni w sytuacji, w której nie będą mieli środków nie tylko dla siebie, ale także dla swoich rodzin. W tym wszystkim są jeszcze turyści, którzy w jakimś reżimie bezpieczeństwa, bo też chcą się czuć bezpiecznie, chcieliby wybrać się na zimowisko. Złożenie tego wszystkiego w spójną całość jest naprawdę bardzo trudne. Jak już wspomniałam wcześniej, to już pewne, że część firm z pewnością zakończy swoją działalność, bądź ją zawiesi i dużo czasu upłynie, niczym powrócą na rynek. Chce zaznaczyć, że reperkusje tego wszystkiego, nie będą tylko gospodarcze. Z pewnością odbije się to na społeczeństwie. Choćby z tego powodu, że wpłacimy mniej podatków – już przedsiębiorcy zalegają z płatnością wielu różnych danin, które szły do budżetu gmin. Gminy będą dysponowały zdecydowanie mniejszymi środkami, bo jak powiedziałam, nie wpłynie tak dużo pieniędzy od przedsiębiorców, przez co samorządy będą miały bardzo ograniczone finanse na realizację różnych zadań, także społecznych. Nie udawajmy, każda gmina dopłaca i to nieraz bardzo dużo, do chociażby zadań dotyczących edukacji. Taka jest rzeczywistość. Już nie mówię o inwestycjach. Owszem wstrzymamy się z realizacją wielu różnych projektów, ale jest szereg potrzeb dotyczących spraw społecznych, jak chociażby utrzymanie Miejskich i Gminnych Ośrodków Pomocy Społecznej, czy różne zapomogi dla najbardziej potrzebujących. Mniejsza będzie sprzedaż alkoholu, więc „fundusz alkoholowy” będzie mniejszy, przez co ograniczone zostaną działania podejmowane w jego zakresie. Już teraz samorządy ograniczyły inicjatywy mające na celu promocję kultury, realizacji pewnych zadań dotyczących zdrowia obywateli. Więc to będą rzeczy, które dotknął nas najprawdopodobniej nie tylko w przyszłym roku. To będą rzeczy, które odczuwać będziemy w o wiele dłuższej perspektywie czasowej.

Pozostając w temacie turystyki – 24 listopada premier Jarosław Gowin na swoim Twitterze poinformował, że dobiegły końca negocjacje między rządem a branżą narciarską, która protestowała. Zakończyły się one sukcesem - wyciągi mogą działać. Czy jednak nie było to pyrrusowe zwycięstwo? Stoki będą otwarte, ale kwatery już nie, co automatycznie sprawia, że liczba osób, które zdecydują się na wyjazd na narty spadnie i to bardzo.
– Cieszę się, że w ogóle cokolwiek zostało jeszcze otwarte – to tak na marginesie. Natomiast ta sytuacja pokazuje, jak nie potrafimy popatrzeć na te zagadnienia w sposób kompleksowy. Bez działalności hoteli, bez działalności wielu innych różnych usług dotyczących spędzania wolnego czasu  i tego wszystkiego, co wiąże się z turystyką zimową. Tak naprawdę cała zimowa branża turystyczna niewiele zyskuje poprzez otwarcie w tym a nie innym reżimie stoków narciarskich. Weźmy pod uwagę tym bardziej takie kuriozalne rozwiązania jak to, że na jednego narciarza na stoku musi przypadać 100 m2. Jak to porównać z 15 m2 klienta, który jest w galerii handlowej, czy w sklepie poniżej 100 m2, gdzie przypada na niego 10 m2. W przypadku narciarstwa realizujemy aktywności, które obywają się na wolnym powietrzu. Cały czas epidemiolodzy mówią, że w otwartej przestrzeni, a nie w zamkniętych pomieszczeniach, koronawirus mniej się transmituje, mniej się przemieszcza. Więc jeżeli zderzamy ze sobą te wszystkie rzeczy, to zaczynamy się zastanawiać nad tym, kto w ogóle takie obostrzenia dyktuje. A to, że rząd z nami nie rozmawia, jest chyba najgorszą rzeczą, jaką można sobie wyobrazić. Dlatego uważam, że wiele z podjętych decyzji powinno być podejmowanych po konsultacjach. I wiem, że każdy ciągnie kołderkę w swoją stronę. Wiadomo, zawsze koszula bliższa ciału, posługując się przysłowiem. Ale tak naprawdę, żeby ekonomicznie i społecznie chociaż w minimalnym stopniu mogło coś funkcjonować w takich specyficznych gospodarczo rejonach jak Podhale, wymaga to skorelowania wielu różnych rzeczy. A więc rozmów, mediacji, po prostu dialogu – na pewno byśmy się spotkali z rządem gdzieś w połowie drogi. Tym bardziej, że już teraz ponad pięćdziesiąt samorządów wspólnie z branżami, które po części reprezentujemy, opracowało rozwiązania, które dają realną możliwość realizacji przyjazdów na Podhale. Jeżeli turysta, jadąc za granicę, musi zrobić test, żeby gdziekolwiek pojechać, to dlaczego nie miałby mieć negatywnego testu, przyjeżdżając na wypoczynek w kraju. I nie mówię tu tylko o Podhalu. Równie dobrze mógłby pojechać nad morze. Dlaczego nie można by wdrożyć jeszcze dodatkowych obostrzeń sanitarnych, które dałyby możliwość chociażby w jakieś części, chociażby w 50 procentach, realizacji miejsce noclegowych? Nie czuje się znawcą, nie znam szczegółowych zagadnień z dziedziny epidemiologii, ale słucham wielu różnych ekspertów i oni sami między sobą, też mają różne zdania na ten temat. Myślę też, że cała ta grupa konsultantów przy Radzie Ministrów powinna wziąć pod uwagę różne opinie. Powinna wziąć pod uwagę także zdanie branż i szukać takich rozwiązań, które zapewnią przynajmniej w jakimś minimalnym stopniu funkcjonowanie firm.

Innymi słowy negocjacje są niezbędne.
– Tak naprawdę jest to dla nas być albo nie być. Jesteśmy gotowi na to, żeby wypracować nawet kuriozalne, w kontekście powierzchni przypadającej na osobę na stoku i w galerii handlowej, rozwiązania, ale w jakimś stopniu, choćby minimalnym, możliwość funkcjonowania gospodarczego. Wydaje mi się, że z pewnością znalazłby się wspólny mianownik pomiędzy oczekiwaniami a koniecznymi obostrzeniami. Byłby to zarazem mianownik, który dałby poczucie bezpieczeństwa turystom a także właścicielom i pracownikom przedsiębiorstw, które obsługują ruch turystyczny.

Pani prezes nawiązała już do spotkania gmin. Państwo, jako Tatrzańska Izba Gospodarcza, wspólnie z izbami z Nowego Sącza, Nowego Targu i Szczyrku wystosowaliście pismo do Prezesa Rady Ministrów pana Mateusza Morawieckiego, w którym wyrażacie poparcie dla wspomnianych postulatów samorządów gmin w sprawie zasad funkcjonowania branży turystycznej w okresie ferii zimowych w przyszłym roku. Ponadto postulowane są dodatkowe testy na koronawirusa, których koszty przedsiębiorcy biorą na siebie. Starosta Tatrzański ma nadzieję, że mimo wszystko stosunkowo odległa perspektywa czasowa wprowadzenia ferii sprawi, że pierwotne obostrzenia jednak zostaną złagodzone. Czy wyobrażacie sobie Państwo sytuację, w której złagodzenie restrykcji nie nastąpi? Czy Podhale będzie w stanie podnieść się po takim ciosie?
– Przywołam w tym miejscu kolejne powiedzenie: Nadzieja umiera ostatnia. Nadzieja nadal w nas jest. Podejmujemy wszelkie działania i wszystkimi sposobami próbujemy informować i komunikować o sytuacji, jaka jest w branży, ale też o możliwościach wyjścia z tego impasu. Realizacji, chociaż w części możliwości turystycznych wyjazdów. Zdajemy sobie też sprawę, że w naszym regionie dochód z zimowej działalności sięgał nieraz dochodów za całe półrocze a nawet więcej, stąd nie jest to bez znaczenia. Osobiście uważam, że decyzja na temat ferii była przedwczesna. Ograniczanie ich terminu do dwóch tygodni chyba też odbyło się za wcześnie. No, chyba że ma się gdzieś w zamyśle to, że całkowicie zabroni się obywatelom przemieszczać. W takim przypadku widziałbym uzasadnienie tego wszystkiego. Natomiast, jeżeli w dalszym ciągu mamy prawo przemieszczania się, to nie powstrzymamy wszystkich turystów przed przyjazdem. Nie będą to turyści jednodniowi i wiemy o tym na pewno. Mało tego, tworzenie przepisów, które dają możliwość ich omijania, to chyba najgorsze rozwiązania prawne, jakie znam. Stawianie właściciela obiektu hotelarskiego  w sytuacji, w której będzie on musiał wybrać między utrzymaniem swojej rodziny a przestrzeganiem prawa, jest mocno nie fair. Dylemat tego właściciela, czy ma przekroczyć przepisy, czy poświęcić dobro rodziny to też jest bardzo trudna sytuacja. Kontrola tego jest wręcz niemożliwa. Tak naprawdę postawiono zarówno nas, jak i turystów w bardzo niekomfortowej sytuacji. Z jednej strony są ludzie, którzy w desperacji wypełnią jakieś oświadczenia, które nie do końca są prawdą. Po drugiej stronie jest właściciel, który staje przed decyzją czy przyjąć turystę i zarobić cokolwiek, czy zrezygnować z tego i zostać z niczym. To są dylematy, które się tutaj rozgrywają i o których tutaj rozmawia się każdego dnia. Współczuję zarówno jednej, jak i drugiej stronie. Nie chciałabym, żebyśmy my Polacy byli stawiani w tego typu sytuacjach, bo wierzę, że mogą znaleźć się rozwiązania, które nawet z zachowanie obostrzeń dadzą możliwość przyjazdu turystom, który chcą odpocząć od całej tej sytuacji oraz choćby minimalnego zarobkowania miejscowej ludności. Obserwując sytuację wielu firm, widzę, że to już nie jest nawet kwestia zarabiania. To jest tak naprawdę dążenie do tego, by w jak największym stopniu zniwelować straty. To jest walka o przetrwanie, o utrzymanie się w jakikolwiek sposób na rynku a nie o to, aby mieć dochody. Całkowicie zmieniły się wskaźniki i priorytety tego, co do tej pory robiliśmy.

Czy ewentualny ruch turystyczny zmniejszy się? Czy spodziewa się pani odpływu turystów za granicę?
– Na pewno. Trzeba się liczyć z tym, że jakaś część turystów jednak nie zdecyduje się na wypoczynek. Powodów dla tego typu decyzji jest bardzo dużo. Trzeba zdawać sobie sprawę, że wielu ludzi straci pracę, nawet jeżeli planowali wyjazd, to ze względów finansowych nie skuszą się na niego. Po drugie, jednak pewne ograniczenia, jak chociażby te dotyczące korzystania ze stoków, zniechęcą ich. W tym miejscu nadmienię, że prawdopodobnie, ze względu na koszty, małe wyciągi się nie otworzą. Jest jednak taka grupa ludzi,  która, bez względu na istniejące ograniczenia, będzie chciała gdzieś wyjechać. Natomiast pytaniem jest, jaka będzie skala tego wszystkiego. Po lipcu i sierpniu w Polsce mówi się o sześćdziesięcioprocentowym spadku w turystyce. Jeżeli dodatkowo zostaną ograniczone, a już są, możliwości spędzenia tego wypoczynku, to obawiam się że możemy mówić może o 20-30 procentach turystów, którzy nas odwiedzą w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednich latach.

Czy pani zdaniem ew. rekompensaty są w stanie wyrównać straty powstałe w wyniku ograniczeń?
– Na początku problemów z epidemią wydawało mi się, że ci duzi dadzą sobie lepiej radę, niż Ci mali. Jednak rzeczywistość okazał się wręcz odwrotna. Dla każdej firmy, i to jak mówię trudno wyróżniać, małej czy dużej, rekompensaty nie wyrównają utraconych zysków. Nikt na to nawet nie liczy i nie czeka. Natomiast faktycznie najgorsza sytuacja jest w tych największych firmach, które zatrudniają naprawdę sporo pracowników. Zresztą ci pracownicy wykorzystali wszystko – i postojowe, i swoje urlopy. Znam firmy, gdzie personel losował między sobą, kto idzie i w jakim terminie na urlop bezpłatny, po to, żeby utrzymać miejsca pracy. Więc dochodzimy już do takiego stanu, gdzie wszystkie instrumenty, które mogły być wykorzystane, zostały użyte. Obecnie widzimy, że to, co zaproponował dotąd rząd w obecnej sytuacji, nie daje możliwości  przetrwania. To, co zapowiedział premier w tarczy 2.0, jest przez nas analizowane. Ale tylko w senacie zostało zgłoszonych 450 poprawek. Pamiętajmy, że niejednokrotnie przedsiębiorcy w ogóle nie skorzystali z rządowej pomocy lub w bardzo znikomym stopniu. W zapisach tarczy pominięte zostały niektóre branże i w dalszym ciągu są one pomijane. Taksówkarze, pralnie, pokoje z nr PKD (Polskiej Klasyfikacji Działalności) 5510,5520, przewodnicy… Mogłabym wymienić przynajmniej 10 takich działalności. Do tego w zapisach ustawy, aby otrzymać pomoc, trzeba spełnić szereg warunków. Niektórzy się dziwią, dlaczego się ktoś nie zgłosił. Ale wpływ na to miała podstawa prawna, nie lenistwo. Rozporządzenia dotyczące środków pomocowych nie wszystkim dawały taką możliwość.

Czy Podhale czeka zapaść?
– Sytuacja jest naprawdę groźna. W życiu w takiej sytuacji nie byliśmy. Przeżywaliśmy różne kryzysy gospodarcze, ale zawsze, prędzej, czy później wychodziliśmy z tego. Była też we wszystkich wiara, że to minie. W tej chwili sytuacja nie jest skutkiem jednorocznego kryzysu. Konsekwencje tego będą na pewno wieloletnie. My tutaj na Podhalu jesteśmy naprawdę hardzi i robotni, co by nie mówić o naszej społeczności. Jesteśmy naprawdę pracowici. Jesteśmy zaradni. Więc gdzieś na końcu mam taką nadzieję, że przetrwamy. Lepiej lub gorzej. Choć zdecydowanie wolałabym, żeby było lepiej. Mam też nadzieję, że nasz głos zostanie uwzględniony i dojdzie do korekty rozwiązań rządowych dających możliwość działania całej branży turystycznej podczas sezonu zimowego.

koronawirus najnowsze informacje
Podhale

Podhale - najnowsze informacje