wtorek, 11 czerwiec 2019 20:40

Tak wygląda miniaturowe miasto budowane przez kilkanaście tysięcy godzin (ZDJĘCIA + WIDEO)

Napisał
fot. Paweł Gąsiorek fot. Paweł Gąsiorek

Paweł Gąsiorek uwielbia pociągi. Często odwiedza stacje kolejowe, ale poszedł też o krok dalej – zbudował własne stacje i nie tylko. Stworzył całe miniaturowe miasto, po którym jeżdżą lokomotywy ciągnące wagony. Makietę w skali TT 1:120 tworzy od trzynastu lat. Efekt jest imponujący. To, co do tej pory powstało, robi ogromne wrażenie.

Skąd u Pana ta pasja? Ludzie mają w domach kolejki, ale Pan stworzył całe miasto, dopracowane w każdym szczególe.

Paweł Gąsiorek:

– Moje zainteresowanie kolejką w miniaturze zaczęło się, gdy miałem 8 lat. Ubłagałem wtedy mamę, by kupiła mi zestaw startowy w składnicy harcerskiej w Andrychowie. Lokomotywa, trzy wagony, sześć torów prostych i osiem łukowych, a do tego zasilacz. I tak stopniowo przekształciło się to w moją największą pasję, choć nie jedyną.

 

Czy zawodowo miał Pan kiedykolwiek związek z koleją?

– Nie, zawodowo nigdy nie byłem związany z koleją. Po prostu od dziecka interesowały mnie pociągi, bardzo lubiłem odwiedzać stacje kolejowe. Zacząłem od tej w Kętach, gdzie mieszkam przez całe lata. Gdy podróżuję po Polsce, zawsze szukam stacji, by je obejrzeć, poznać różne zakamarki. Najciekawsze są te, gdzie linie są już zamknięte.

 

Od lat buduje Pan makietę w skali TT 1:120. Naprawdę robi to wrażenie! Ile czasu już zajęło jej przygotowanie?

– Pasja trwa już 37. rok, z przerwami na szkoły, wojsko, pracę. Budowa tej makiety to 13 lat. Nigdy nie przeliczałem poświęconego czasu na jej budowę… Może to kilka, albo kilkanaście tysięcy godzin… Sam nie wiem. Jeśli wykonuje się coś z pasji, to pracy się nie przelicza.

 

A jak zdobywa Pan elementy?

– Wszelkie elementy potrzebne do budowy makiety dziś są dostępne właściwie „od ręki”. Ja korzystam ze sklepów firmowych, czyli zaopatruję się w 90% u producentów.

 

Zawsze tak było?

– Nie, dawniej takie artykuły modelarskie dostępne były tylko w składnicach harcerskich. Można je było dostać częściowo „spod lady” i oczywiście od osób, które jeździły do NRD.

 

Przeliczył Pan kiedyś koszt tych wszystkich przedmiotów?

– Zawsze podaję koszt poniesiony na materiały w groszach. Jeśli chodzi o koszt budowy to wyszło już 7 400 000 groszy polskich.

 

Ile wszystkich elementów jest już na makiecie?

– Na makiecie znajduje się wiele elementów… Może to za małe słowo, ale nie da się tego już policzyć.

 

Miejsca też zajmuje już sporo… Jaka to powierzchnia?

– Moja makieta w skali TT 1:120 zajmuje powierzchnię 2100 mm na 1700 mm, czyli 2.1 metra x 1.7 metra.

 

Czy jest możliwość rozbudowy?

– Oczywiście, jest możliwość rozbudowy, bo podczas projektowania infrastruktury taki zamysł się pojawił. W trakcie budowy zrobiłem już nawet bocznicę, wypuściłem tor z myślą, jakbym kiedyś rozbudowywał makietę.

 

Czy to, co Pan stworzył, to jakieś konkretne miasto?

– To miasto to wytwór mojej wyobraźni, nie wzorowałem się na niczym – powstało tak po prostu.

 

Widać tu prawdziwe życie. Są radosne momenty, ale też jest pogrzeb, wypadek, w którym zginął rowerzysta...

– Wszystko z życia wzięte. Ten świat w miniaturze oddaje naszą rzeczywistość.

Postacie, które znajdują się na makiecie, tworzą różne historie. Jest na przykład pani, która trzepie dywan, a obok faceci grillują i piją alkohol. Są pracownicy kolei, jest wypadek. Są wędkarze, rowerzyści, ludzie podróżujący samochodami. Chciałem odwzorować jak najwięcej rzeczywistości, choć nie zawsze – z uwagi na ograniczone miejsce – jestem w stanie wszystko przedstawić.

 

A przeliczył Pan chociaż kiedyś same postacie i budynki?

– Na makiecie znajdują się 32 budynki, w tym stacje kolejowe, parowozownia, nastawnie kolejkowe, sklepy, pub, apteka, leśniczówka, wieża ciśnień, wiatrak, stacje transformatorowe i inne budynki mieszkalne. Jest też cmentarz, na którym odbywa się pogrzeb i są zapalone znicze.

Poza tym jest 21 zwrotnic sterowanych elektrycznie, 25 semaforów, 11 bocznic kolejowych, 13 mostów kolejowych, ponad 300 drzewek, 28 mb torowiska, 48 świecących latarni, 16 pojazdów z podświetlonymi reflektorami oraz 2 radiowozy policji i karetka pogotowia.

Jest też 8 ruchomych postaci: wieśniak z kosą, pani trzepiąca dywan, pan rąbiący drewno, pracownik torowy, chłop z kilofem, ogrodnik z konewką, dzieci huśtające się na huśtawce, pan przy sianie. I do tego 310 innych postaci, w tym: młoda para, fotograf, wędkarze nad jeziorem, rolnicy, rowerzyści, przechodnie, podróżni, policjanci, sanitariusze, pracownicy kolei, rowerzysta, który nie przeżył wypadku i wiele wiele innych.

 

A jakie lokomotywy Pan ma?

– Tabor kolejowy to: 53 lokomotywy – spalinowe, parowe i elektryczne, 70 wagonów – osobowe, towarowe-kryte, cysterny, węglarki, platformy...

 

Efekt jest imponujący! Ile pociągów może jeździć jednocześnie?

– W jednym czasie na makiecie mogą poruszać się trzy pociągi. Jeżdżące pociągi, ruchome postacie i cała infrastruktura sprawia, że to miasto tętni swoim życiem.

 

Sam Pan zrobił do tego instalację elektryczną?

– Instalację elektryczną, która znajduje się pod makietą, wykonałem samodzielnie i jest ona podzielona na poszczególne sekcje. Czas poświęcony na tę czynność to około 10 miesięcy.

 

Czy makieta jest przenośna? Czy można ją przewieźć i prezentować na wystawach?

– Makieta jest jak najbardziej przenośna, pomimo że jest to jeden element. Była już prezentowana w różnych miastach, takich jak: Żywiec, Bielsko-Biała, Oświęcim, Przeciszów, Jaworzno, Lubin, Kraków, Katowice, Łódź, Gdańsk, Szczecin, Poznań, Bydgoszcz, Kęty. Odbywało się to przy okazji imprezy pod nazwą Kolejomania lub podczas konkursów modelarskich.

 

Co chciałby Pan jeszcze dobudować do swojego miniaturowego miasta?

– To co mam obecnie, to centrum miasta, teren maksymalnie zabudowany. Jeśli będę miał możliwość i fundusze, to zrobię drugi bloczek, drugą planszę takiej samej wielkości, ale tym razem znajdować się tam będzie wieś. Umieściłbym większe jezioro, lasy, pola, łąki. Chciałbym, żeby to był taki spokojny teren. I oczywiście jedna lub dwie stacyjki, gdzie będą się zatrzymywać pociągi.

Chciałbym to tak połączyć, by osoba oglądająca nie była nawet w stanie dostrzec, że to są łączone elementy. Wszystko powinno idealnie do siebie pasować.
Miałem też kiedyś pomysł, żeby zrobić drugą część makiety pod kątem zimy. Można zastosować np. sztuczny śnieg. Choć muszę przyznać, że nie jest to takie proste. Jeśli mamy postać, która chodzi po śniegu, to trzeba jej stopy odbić, by były na śniegu widoczne. Do tego sople na rynnach, dachach.

Ważny jest pomysł, czas i potrzebne pieniądze.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki, by udało się stworzyć drugą makietę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

fot. Paweł Gąsiorek

Anna Piątkowska-Borek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.