Za drzwiami hospicjum świat toczy się dalej. Zmieniają się pory roku, pada deszcz, ktoś spaceruje z psem po chodniku. A po drugiej stronie – w salach pełnych ciszy i skupienia – są ludzie, dla których czas płynie inaczej. W tej codzienności jest jedno uczucie, które nie słabnie mimo choroby i ograniczeń: miłość. I tęsknota.
– Najbardziej brakuje mi tego momentu, gdy pies kładł głowę na kolanach – mówi pani Maria, od miesięcy objęta opieką paliatywną. – Nie chodzi o spacer ani zabawę. Chcę go po prostu przytulić. To daje spokój.
Dla wielu seniorów zwierzę towarzyszące jest kimś znacznie więcej niż pupilem. To codzienny rytm, rozmowa bez słów, obecność, która trwała latami. Gdy pojawia się przewlekła choroba, a leczenie wymaga pobytu w placówce, ta więź nagle zostaje przerwana.

Szarik i scena, którą wszyscy pamiętamy
Miłośnicy „Czterech pancernych i psa” doskonale pamiętają szpitalny wątek z udziałem Szarika. Ranny Janek leży w wojskowym szpitalu, a koledzy – wbrew regulaminom – próbują umożliwić mu spotkanie z psem. Marusia potajemnie wpuszcza Szarika do sali, a potem razem apelują do przełożonego: wyjątkowa sytuacja, wyjątkowa zgoda. I w końcu pies dostaje specjalne zezwolenie.
Choć to scena z serialu, jej sens pozostaje zaskakująco aktualny. Intuicyjnie czujemy, że w chwilach słabości obecność zwierzęcia nie jest zagrożeniem, ale wsparciem. Ciepłem. Znakiem ciągłości normalnego życia.

„To część mojego świata”
Pan Stefan przez lata mieszkał tylko z kotką Luną. – Ona zawsze wiedziała, kiedy wracam zmęczony – opowiada. – Teraz, kiedy jestem w hospicjum, myślę o niej codziennie. Wiem, że czeka. I ja też czekam.
Personel medyczny przyznaje, że rozmowy o zwierzętach często wywołują u pacjentów uśmiech i wyciszenie. – Widok zdjęcia psa czy kota potrafi zmienić nastrój chorego – mówi pani Barbara, pracownica hospicjum. – Gdyby istniały jasne procedury, takie spotkania można by organizować bezpiecznie i z poszanowaniem wszystkich.
Rodziny pacjentów również widzą, jak ważna jest ta relacja. – Mój brat całe życie opiekował się psem – mówi pani Jadwiga. – Rozłąka była dla niego trudniejsza niż sama choroba. Marzył tylko o tym, żeby się spokojnie pożegnać.

Tęsknota działa w obie strony
W takich historiach nie chodzi wyłącznie o emocje pacjentów. Zwierzęta także przeżywają rozłąkę. Wystarczy przypomnieć krakowskiego psa Dżoka – symbol wierności i oczekiwania – albo wiele mniej znanych historii, gdy pies po hospitalizacji właściciela leży przy drzwiach, nie chce jeść, reaguje na każdy dźwięk kluczy.
Miłość i przywiązanie nie znikają wraz z diagnozą. One trwają – po obu stronach.

Karta praw pacjenta do kontaktu ze zwierzęciem
Właśnie z takiego myślenia zrodziła się inicjatywa „Karty praw pacjenta do kontaktu ze zwierzęciem towarzyszącym”, przygotowana przez dr. hab. n. med. i n. o zdr. Tomasza Dzierżanowskiego z Kliniki Medycyny Paliatywnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dokument w skrócie zakłada, że:
- więź ze zwierzęciem jest elementem godności i życia osobistego pacjenta,
- obecność pupila powinna być traktowana podobnie jak odwiedziny bliskich,
- osoby w ciężkim stanie chorobowym mają szczególne prawo do spotkania i pożegnania,
- odwiedziny mogą odbywać się przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa i higieny,
- kontakt ze zwierzęciem jest formą wsparcia emocjonalnego i terapeutycznego,
- placówki powinny tworzyć procedury, a nie stosować bezwzględne zakazy.

Petycja, która daje nadzieję
W sprawie Karty powstała petycja – list poparcia dostępny na stronie petycjeonline.com. Jej podpisanie jest dobrowolne, a dane osobowe nie są gromadzone ani wykorzystywane poza potwierdzeniem woli sygnatariuszy. Dokument podkreśla znaczenie miłości, bliskości i obecności zwierzęcia w czasie choroby.
Petycję podpisało już blisko 36 tysięcy osób. To pokazuje, że coraz więcej Polaków myśli o opiece paliatywnej nie tylko w kategoriach medycznych, ale także ludzkich.

„Chcę tylko przytulić mojego psa”. Godność, która nie zna regulaminów
– Nie potrzebuję wiele. Człowiek nie przestaje kochać tylko dlatego, że jest chory. A czasem mam wrażenie, że system każe nam się z tej miłości tłumaczyć. Ja nie proszę o nic wielkiego – chcę tylko przytulić mojego psa. Wystarczy chwila, dotyk, poczuć go przy sobie. To daje spokój i siłę – mówi pani Maria.
Dziś takie spotkania często zależą od wrażliwości personelu i od tego, czy ktoś zdecyduje się „nagiąć regulamin”, wziąć na siebie odpowiedzialność i poszukać rozwiązania mimo braku jasnych procedur. A przecież nie powinno to być loterią: raz się uda, innym razem – nie, bo „takie są zasady”.

Scena z Szarikiem, choć serialowa, pokazuje coś bardzo realnego: czasem wystarczy jedna decyzja „wyjątkowo”, jedna procedura, jedno rozsądne zezwolenie. A potem zostaje moment, który dla pacjenta bywa ważniejszy niż tysiąc słów – ciepły pysk przy dłoni, mruczenie, spokojny oddech i pewność, że nie jest się samemu. Tak po ludzku. Tak do końca.
Właśnie dlatego potrzebna jest zmiana systemowa – taka, która nie zmusza personelu do obchodzenia zasad, tylko daje bezpieczną, jasną ścieżkę działania. Temu ma służyć petycja i „Karta praw pacjenta do kontaktu ze zwierzęciem towarzyszącym”: żeby miłość i pożegnanie nie zależały od przypadku, lecz były traktowane jak część opieki i godności pacjenta.
fot. Pixabay



















