wtorek, 28 września 2021 10:26

„Minister przez 10 miesięcy nie miał nawet najmniejszej chęci, by się z nami spotkać”

Autor Edyta Sowa
„Minister przez 10 miesięcy nie miał nawet najmniejszej chęci, by się z nami spotkać”

Oświata i edukacja wymagają specjalnego, delikatnego traktowania. To czego uczymy młodych ludzi i świat, który im pokazujemy ma na nich realny wpływ i przekłada się na ich codzienne działania. Tymczasem, jak twierdzi Jakub Lewandowski, Przewodniczący Rady Dzieci i Młodzieży przy Ministrze Edukacji i Nauki Przemysławie Czarnku, minister chce zrobić ze szkoły arenę walki politycznej. Mówi też inne ciekawe rzeczy - jak zwrócić uwagę na problemy najmłodszego pokolenia i co boli polską młodzież.

Panie Jakubie, pana nazwisko to najgorętsze nazwisko ostatnich dni, jeśli chodzi o politykę. Jest Pan osobą, która nie bała się “podskoczyć”, mówiąc brzydko ministrowi Czarkowi. Co takiego się wydarzyło, że odważył się Pan na taki krok? Bo trzeba przyznać, że to był bardzo odważny krok jak na młodego człowieka.

Jeśli chodzi o to, dlaczego zrobiłem to, co zrobiłem i powiedziałem to, co padło w ostatnich dniach, to na pewno powodem tego była pewnego rodzaju odpowiedzialność za tych, którzy otaczają mnie każdego dnia. Za tych, których dzień w dzień widzę i z którymi się spotykam. Myślę tutaj o moich znajomych, choćby ze studiów, którzy wspierają mnie w działalności. A więc wzięło się to z poczucia odpowiedzialności, ale nie tylko. Myślę też, że z powodu pewnego rozgoryczenia i gniewu, który narodził się po słowach pana ministra. I rodzi się w zasadzie codziennie, bo myślę, że prawie codziennie mamy do czynienia z taką „karuzelą”, która ma za zadanie tylko i wyłącznie obrażać kolejne, nowe grupy społeczne.

Przypomnijmy jeszcze - jest pan studentem Uniwersytetu Warszawskiego, Wydziału Prawa. Którego roku?

Jeżeli pójdzie wszystko pomyślnie, to niedługo będę na trzecim.

Część młodzieży pewnie dopiero teraz usłyszała, że jest coś takiego jak Rada Dzieci i Młodzieży, specjalnie dla niej powołana. Proszę przybliżyć jej funkcję.

De facto działania Rady reguluje zarządzenie Ministra Edukacji i Nauki. Rada co roku w jest powoływana i rodzi się na nowo, w nowym składzie. No i tym razem urodziła się o troszeczkę zmienionych kompetencjach i zasadach działalności, bo w tym zarządzeniu to Minister Edukacji i Nauki ma właściwie całkowitą władzę nad Radą. Mówię tutaj o zwoływaniu posiedzeń, czy chociażby wyborze przewodniczącego Rady. Jest tam zapis, że jeżeli wybór nie dojdzie do skutku, bądź będzie nie odpowiadał ministrowi, to on sam mianuje przewodniczącego. Co do zadań - Rada ma za zadanie opiniować i doradzać w kwestii aktów prawnych wychodzących z Ministerstwem, bądź dopiero planowanych, dotyczących szczególności młodzieży. Oczywiście w kwestii tego, co należy do zadań resortu, czyli oświaty i wychowania. A my, jako przedstawiciele młodzieży z różnych województw, mamy za zadanie bronić interesów naszego środowiska, czyli  środowiska uczniów i studentów.

Jeśli chodzi o samą działalność, nie mogę powiedzieć nic dobrego, bo minister przez 10 miesięcy nie miał nawet najmniejszej chęci, by spotkać się z nami. Nie mieliśmy żadnego spotkania, pan minister nie poświęcił nam nawet 5 minut na to, by zamienić słowo, by posłuchać o tym, co my sądzimy na temat działań Ministerstwa nad planowanymi zmianami. Także myślę, że można otwarcie powiedzieć, że te zmiany, które są przeprowadzane, nie mają żadnego społecznego czy środowiskowego podparcia. Poza tym myślę, że środowisko najlepiej przedstawiło swoje zdanie podczas przyjazdu pana ministra do Olsztyna. Przypomnę – pan minister został wygwizdany przez młodzież z tamtego liceum.

Jak to się stało, że nagle wezbrała w panu złość? Coś nagle pękło? Bo bycie w Radzie było pewnie w jakimś sensie marzeniem? Dostanie się tam i zostanie przewodniczącym, to jednak coś dobrego, co pana spotkało. W którym momencie okazało się, że ta linia nie jest po pana myśli? Kiedy po prostu stwierdził pan, że musi powiedzieć głośno, że coś tu nie gra...

Muszę przyznać, że angażowałem się działalność społeczną od najmłodszych lat. Najpierw w samorządzie szkolnym, później w młodzieżowej Radzie w rodzinnym mieście we Włocławku. Kolejno też byłem delegatem na Sejm Dzieci i Młodzieży i aplikowałem do Rady Dzieci i Młodzieży od 2 kadencji I po 2 latach prób do 4 kadencji się dostałem. Faktycznie to było pewnego rodzaju marzenie, by zostać tym przewodniczącym, by kierować pracami Rady i by mój głos w końcu był słyszany. Co pękło? Chyba to co u większości uczniów. 1 września to jest dzień, kiedy młodzi ludzie wracają znowu do szkół. W tym roku po prawie rocznej izolacji, spędzonej w domu w trakcie pandemii Covid. Każdy z nas odczuł negatywne skutki tego, że siedzieliśmy prawie rok w zamknięciu. Jeśli chodzi o uczniów, to edukacja zdalna nie przyniosła pozytywnych skutków jakie przynosi ta w wersji stacjonarnej, normalnej w szkole, gdzie mogą spotykać się rówieśnicy. Ta izolacja na pewno będzie rzutowała na zdrowie psychiczne młodych ludzi. Z ostatniego badania, dla dosyć poczytnej gazety wynikało, że prawie 40% młodych ludzi czuje się gorzej psychicznie niż przed okresem pandemii. Co na to resort? Ostatnio otworzył telefon zaufania, w którym pracuje egzorcysta.

Przyniósł pan do ministra Czarnka dokumenty, z którymi chciał go pan zapoznać i poinformować, co złego dzieje się w polskiej szkole. On stwierdził, że to są kłamstwa, że nie miał pan argumentów. Co się znalazło w tych dokumentach? I jakie są bolączki polskiej szkoły i tak naprawdę, o co będziecie się starać, co będziecie chcieli naprawić?

Jeśli chodzi o to, to co przyniosłem do pana ministra, a co nie zostało w ogóle rozpatrzone, to były to historie dzieci, które w polskiej szkole spotkały się z różnymi formami nienawiści. Sztandarowym tego przykładem jest historia chłopca z warszawskich szkoły, które był azjatyckiej rasy i w został nazwany „chińską podróbką”. Ta nienawiść, która faktycznie w przestrzeni szkolnej się rodzi, ma swój początek w słowach ministra, w których pan minister naprawdę obraża całą masę grup społecznych. Przecież chyba 23 czerwca, pan minister obraził całą Paradę Równości, nazywając ludzi, którzy wzięli tam udział za nienormalnymi.  Powiedział „to nie są ludzie to ludzie normalni”, a to są słowa, które nie przystoją urzędowi, który pan minister piastuje. Bycie odpowiedzialnym za ogromny dział administracji rządowej, czyli całej oświaty i wychowania, a są one w rękach jednego ministra, rodzi pewne obowiązki. Między innymi zachowywania się i mówienia językiem takim, jaki przystoi temu urzędowi. Moim zdaniem, prowadzi to tylko do jednego – pan minister chce zrobić ze szkoły arenę walki politycznej, tak naprawdę arenę przekonań i w swoich racji. Ba powiem więcej, myślę, że zmiany legislacyjne, które ministerstwo ostatnio zaproponowało, maja służyć całkowitej centralizacji szkoły w rękach ministra. Bo w zwiększenie kompetencji Kuratorów Oświaty do tego poziomu, żeby oni bez żadnego trybu mogli odwoływać dyrektorów szkół, czyli na przykład samodzielne zezwalanie bądź niezezwalanie nieokreślonym organizacjom pozarządowym na współpracę ze szkołą, budzi pewne wątpliwości. Choćby takie, czy udział rodziców, czy samych uczniów w życiu szkoły nie zostanie ograniczony do minimum, czy w ogóle zostanie wykluczony.

15 września wystąpiliście z apelem o odwołanie Małopolskiej Kurator Oświaty, pani Barbarę Nowak. Dlaczego?

Pani kurator, myślę, że jest najlepszym przykładem tego, jakich ludzi do nadzoru nad edukacją powołuje pan minister. Z panią kurator wiąże się szereg skandali. Na przykład pani kurator nazwała Uniwersytet Jagielloński, czymś co nie przystoi, powiedzieć na antenie, chyba domem publicznym czy czymś podobnym. Były to słowa de facto bardzo negatywne w stosunku do całej społeczności akademickiej. Na tej konferencji były osoby, które faktycznie studentami UJ i nie kryły oburzenia, że takie słowa padły z jej ust. Myślę, że tak jak z ust pana ministra, na nowo padają nowe, zaskakujące informacje o otaczającym nas świecie, zupełnie nowo, odkrywają rzeczywistość, tylko chyba tak jak oni chcą ją widzieć, tak ją odkrywają.

Mówił pan, że minister jest jakby w bańce, gdzie doradcy podpowiadają mu jakieś zupełnie absurdalne historie. A gdyby można było coś doradzić ministrowi, gdyby okazało się, że on znajdzie chwilę i posłucha tego głosu młodzieży, to co pana zdaniem można by zmienić i za co należałoby się zabrać?

Na pewno, gdyby pan minister faktycznie chciał kogoś wysłuchać, ale nie w takim trybie jak w jakim ja zostałem zaproszony, czyli w trybie złożenia wyjaśnień i odpowiedzi na zarzuty pana ministra z początkową tezą, iż kłamię w słowach, które powiedziałem, to myślę, że na pewno powiedziałbym, panu ministrowi, żeby nie zachowywał się tak jak do tej pory, czyli nie mówił rzeczy, które nie przystoją osobie o tak wysokiej pozycji. Co zmienić? Uważam, że należy zająć się podstawą programową i krytycznym myśleniem. W kanonie lektur mamy świetną książkę, którą też czytałem i bardzo pozytywnie ją oceniam, bo budzi krytyczne myślenie i krytyczne spojrzenie na rzeczywistość. Została wycofana z kanonu lektur obowiązkowych. Mówię o książce Nancy Kleinbaum “Stowarzyszenie umarłych poetów”. To właśnie w tej książce główny bohater sprzeciwia się swojemu nauczycielowi i recytuje wiersz, który nie podoba się nauczycielowi. Ale podoba się jemu i jego kolegom. Oni w takiej swojej braci buntują się przeciwko zasadom, które obowiązują, które są już stare i zużyte, a tak naprawdę budują nowe spojrzenie na świat. I myślę, że wycofanie takich lektur byłoby i jest bardzo negatywne. Myślę o tym, jak ta lektura wpłynęła ona na naszą klasę – właśnie obudziła w nas taki bardzo silny charakter, taki nawet powiedziałbym bunt. Przeciwko temu, żeby nie słuchać w 100 procentach, żeby krytycznie patrzeć na słowa każdego nauczyciela i każdego wokół nas.

Na pewno powiedziałbym panu ministrowi, by zajął się zdrowiem psychicznym każdego młodego człowieka, bo tak naprawdę rok, który minął to ogromna ilością czasu i ogromne zmiany nastąpiły umysłach uczniów. To jest na pewno bardzo negatywne i z tym będziemy się mierzyć przez co najmniej dziesięciolecie. O kolejnej sprawie powiedziałbym najprostszymi słowami, panie ministrze: proszę, żeby szkoła była otwarta i żeby była ona tolerancyjna, żeby każdy mógł znaleźć w niej miejsce dla edukacji. Bo na tym polega idea szkoły, żeby nie wtłaczać w młode, chłonne umysły swoich przekonań, tylko by budować nowe pokolenie z nowym, krytycznym spojrzeniem, bo chyba na tym polega cały postęp, który na świecie się odbywa; odrzucać stare wartości i przyjmować nowe lepsze. Na tym polega chyba postęp. To według mnie najważniejsze rzeczy - by szkoła była otwarta, by uczyła krytycznego myślenia i by każdy znalazł miejsce. I na koniec - żeby nie była areną walki politycznej.

Książka, którą pan lubi, to historia o młodych buntownikach. Wygląda na to, że pan też jest teraz takim przykładem buntownika dla młodych ludzi. A minister z kolei mówił, że nie wróży panu kariery w polityce, zobaczymy, jak to się wszystko potoczy. Pewnie wszyscy młodzi będą za pana trzymać kciuki. Na koniec jeszcze jedna kontrowersyjna sprawa. Na stronie Ministerstwa Edukacji ukazało się pismo, w którym Rada rzekomo chce Pana odwołać ze stanowiska. Czy to odwołanie faktycznie jest, czy już Pana zwolnili, czy zawiesili? Na jakim etapie jest ta sprawa?

Wniosek, który pojawił się na stronie, został podpisany przez część członków Rady. Jeśli chodzi o samą treść, to ja uważam ją za absurdalną, bo tam wymienia się na przykład sabotowanie działań Rady. Myślę, że nie można sabotować swoich działań, bo musiałbym mieć chyba rozdwojenie jaźni, żeby negować coś, co sam robię i czym kieruje. Także wniosek uważam za coś absurdalnego, coś co nie ma przełożenia na rzeczywistość. Papier przyjmie wszystko. Można dowolne rzeczy wydrukować na kartkę i przedstawić ją opinii publicznej.

Sam wniosek został podpisany przez osoby, które chciał pokazać, że nie zgadzają się z moimi działaniami. Rozumiem to stanowisko, ale sądzę, że przytakiwanie dalej działaniom pana ministra nie będzie miało żadnych pozytywnych skutków. Ostatnio pan minister zwołał faktycznie posiedzenie Rady. To było w zeszłym tygodniu. Spotkanie, na którym... się nie pojawił. Pojawiła się część członków Rady i wyglądało to jak sejmowa komisja śledcza. Tak naprawdę ja siedziałem na środku i odpowiadałem na pytania, które z sali były kierowane przez osoby. W tym, te które pod wnioskiem o odwołanie się podpisały.

Myślę, że ten wniosek miał być „przyklepaniem” działań pana ministra i nie sądzę, żeby osoby, które podpisały się pod nim, były jakkolwiek inne światopoglądowo niż sam pan minister – w końcu mamy tam do czynienia z asystentem posła Sobolewskiego, posła Krajewskiego czy minister Machałek.

Polska

Polska - najnowsze informacje