W sobotę 29 marca trener Tułacz po przegranym meczu z Cracovią powiedział, że we wtorek czeka ich najważniejszy mecz w historii Puszczy. Co racja to racja. Czy Żubry mogą czuć, że zmarnowały szansę?
Długo Pogoń Szczecin dyskutowała z Niepołomiczanami, żeby to jednak na ich obiekcie rozegrał się półfinał. To, że w Zachodnio-pomorskim mają większy i lepszy stadion, nikt nie ma wątpliwości. Nie mniej to Puszcza została wylosowana jako gospodarz tego meczu, więc sama próba negocjacji była dość zaskakująca.
Ostatecznie Żubry zrobiły, co mogły, by to na ich obiekcie odbył się ten najważniejszy mecz w historii klubu. Pogoń od samego początku była faworytem spotkania, co nie może dziwić. Odkąd do gry na wiosnę wróciły ligowe rozgrywki, przegrali tylko jeden z ośmiu spotkań (0:3 z Lechem). Poza tym ich bilans jest imponujący.
Świetna seria i trauma Pogoni
Portowcy stracili siedem goli, z czego trzy w jednym meczu. Wiosnę rozpoczęli od czterech zwycięstw z rzędu. Ostatnio nieco wyhamowali. Jak porażka z Kolejorzem była brana pod uwagę, tak remis we Wrocławiu 1:1 był zaskoczeniem. Nie mniej podział punktów z Legią (0:0) i rozbicie Cracovii 5:2 wywindowały Pogoń na czwarte miejsce w lidze. W ostatnich 10 meczach w Ekstraklasie lepiej punktował tylko Raków Częstochowa.
Ekipa ze Szczecina jak wspomniałem, rundę weszła z czterema zwycięstwami z rzędu. Puszcza łącznie uzbierała sześć wygranych od początku ligi. No ale właśnie. Liga ligą, a bezpośredni mecz odbywał się w ramach Pucharu Polski. Tutaj Pogoń jest straumatyzowana po poprzednim sezonie, gdy przegrali trofeum w finale z pierwszoligową Wisłą Kraków.
Eneko Satrustegui i Angel Rodado zostali bohaterami kibiców Krakowie, a za Portowcami blisko rok ciągnie się tamto niepowodzenie. Puszcza mogła, Pogoń musiała. To była główna różnica w podejściu podczas wtorkowego wieczoru.
Wynik zakłamuje rzeczywistość
Mecz między Puszczą a Pogonią miał rozstrzygnąć, kto zagra na Stadionie Narodowym i po pierwszej połowie nie można było do końca mieć pewności. Co prawda po 45 minutach goście prowadzili 2:0, ale to nie było tak, że Żubry postawiły mur, który dwukrotnie okazał się dziurawy. Podopieczni trenera Tułacza wyglądali naprawdę dobrze.
W czwartej minucie Mateusz Cholewiak trafił w słupek, który uratował Pogoń od mocnego ciosu na początku meczu. Jeszcze lepszą sytuację miał Artur Craciun, który zmarnował rzut karny w jedenastej minucie. Dwadzieścia minut później Cholewiaka znów powstrzymało obramowanie, gdy genialnie podkręcił piłkę, która odbiła się od poprzeczki. Tak jak w pierwszym golu w wykonaniu Koutrisa, tak i tutaj Portowcy strzelili gola po wcześniejszej groźnej akcji Cholewiaka, gdzie tym razem bohaterem został Wahlqvist. Puszcza miałem zatem całkiem sporo okazji, by strzelić choćby gola kontaktowego, który dałby nadzieję, na drugą połowę.
Bramka do przerwy nie padła, co okazało się brzemienne w skutkach. W 52 minucie świetne podanie Ulvestada wykończył Koulouris i zrobiło się 3:0. Gol Greka tak naprawdę zabił ten mecz, bo ani Puszcza, ani Pogoń i nie potrafiły sobie wypracować więcej klarownych okazji. Gospodarze w końcowce pokonali w końcu bramkarza rywali, ale na spalonym. Od gola na 3:0 najlepszą okazję bramkową zmarnował rezerwowy gości Paryzek, którego strzał został wybity z linii przez Jakuba Serafina.
Nie będzie źle, jeśli...
Nie był to zły mecz podopiecznych trenera Tułacza. Wynik nie zawsze oddaje wydarzenia na boisku. Można mieć wręcz kilka pytań z kategorii "co by było gdyby?". Rzut karny, słupek i poprzeczka w pierwszej połowie mogły spokojnie trzykrotnie ugodzić Pogoń, która nie wiadomo co by zrobiła w takiej sytuacji.
Nie mniej najważniejszy mecz w historii Puszczy za nami i teraz pozostały marzenia o utrzymaniu w Ekstraklasie. Jeśli poprawią skuteczność w najbliższych tygodniach i zagrają z każdym jak w pierwszej połowie z Pogonią, to Niepołomice powinny być spokojne o ligowy byt swoich ulubieńców.
Fot: Krystian Kwiecień / Głos24