piątek, 2 września 2022 12:12

„Wiedziałyśmy, że zostały nam ostatnie sekundy”, a potem zjawili się agresywni właściciele…

Autor Mirosław Haładyj
„Wiedziałyśmy, że zostały nam ostatnie sekundy”, a potem zjawili się agresywni właściciele…

Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami opublikowało nagranie, na którym widać, jak inspektorki ratują kota, który, szukając pożywienia, wsadził głowę do metalowej puszki. Problematyczni okazali się właściciele zwierzaka.

Inspektorki z Krakowa (Joanna i Beata) opublikowały w mediach społecznościowych relację z interwencji.

-Z samego rana udałyśmy się do pewnej miejscowości w województwie świętokrzyskim.
Kiedy nawigacja oznajmiła nam, że jesteśmy u celu, Beata, kątem oka, zauważyła coś dziwnego, zawieszonego na ogrodzeniu oddalonym kilkadziesiąt metrów od nas. Ponieważ "to coś" zaczęło się gwałtownie przemieszczać, rzuciłyśmy się pędem w tamtym kierunku.
Okazało się, że to "coś" to kot, który nieszczęśliwie wsadził głowę w pustą puszkę po kocim jedzeniu. Głowa niestety utknęła mu w otworze, zamykając tym samym dopływ powietrza. Kot prawdopodobnie już od dłuższej chwili znajdował się w tej pułapce i widać było, że na naszych oczach gaśnie, gdyż najzwyczajniej w świecie się dusił. Wykonywał szybkie, krótkie oddechy i wił się w agonii.
Zanim się zorientowałam, Beata była już po drugiej stronie ogrodzenia . Niewiele myśląc, pospieszyłam za nią.
Kot leżał już na boku, bardzo szybko dyszał... Wiedziałyśmy, że zostały nam tak naprawdę ostatnie sekundy, zanim się udusi

-relacjonują inspektorki i dodają:

-W pierwszej chwili, kiedy Beata chwyciła kota, on w panice zaczął się bronić, jednak już po sekundzie zrozumiał chyba, że przybyłyśmy mu z pomocą i całkowicie się uspokoił. Leżał teraz już praktycznie bezwładnie, nie reagując na nasze próby uwolnienia go z tej zabójczej pułapki. Niestety puszka tkwiła mocno, jakby zassana na jego głowie, nie chcieliśmy ryzykować oskalpowania kota.
Napięcie sięgało zenitu....nasze nerwy też.
Nagle pojawiła się kobieta, twierdząc, że jest właścicielką tego biedaka i, że szuka go od wczoraj.
Ponieważ nie miałyśmy przy sobie żadnego ostrego narzędzia, poprosiliśmy panią, żeby przyniosła jakiś nóż lub coś w stylu sekatora.
W międzyczasie Beata wyciągnęła z samochodu śrubokręt, który służy do odkręcania mocowania koła zapasowego oraz klucz do kół, którego postanowiła użyć jako młotka. Czas uciekał nieubłaganie - tak jak życie tego kota.
Beata najpierw zrobiła dziurę w puszce, a następnie powoli zaczęła ją rozcinać, tak, by odciąć jej dno. Ja trzymałam biedaka, żeby przypadkiem się nie poruszył i nie nadział na ostrze. Kot był już tak słaby, że nie trzeba było nawet zbyt mocno go przytrzymywać
Kiedy dno zostało oddzielone od puszki, naszym oczom ukazał się, przeraźliwie łapiący oddech, pyszczek kota. Przerażające było to, jak wyglądały jego oczy - jak oczy zwierzaka tuż przed śmiercią - mętne i bez życia.
Brakło prawdopodobne zaledwie kilku sekund, żebyśmy go straciły. Jednak determinacja się opłaciła, kot mógł teraz swobodnie oddychać. Biedak nie miał siły aby wstać, leżał całkiem wiotki na trawie, dysząc i zachłannie łapiąc powietrze.
Przy kolejnej próbie ściągnięcia puszki z jego głowy, wreszcie się udało.
Najprawdopodobniej, kiedy powietrze dotarło do wnętrza, wcześniej zassana głowa kotka, zaczęła się obkurczać, co pozwoliło uwolnić zwierzę z pułapki.
Biedak nadal leżał na trawie, nie będąc w stanie utrzymać się na nogach, jednak jego oczy powoli zaczynały wyglądać normalnie. Wciąż wiotkiego kota, przeniosłam do samochodu.
Miałam nadzieję, że umieszczenie go w klimatyzowanym wnętrzu, pomoże mu wrócić do pełni sił.

W tym samym czasie na miejscu pojawiła się córka i syn kobiety, do której należał kot.

-Pani oznajmiła nam, że to nie pierwszy raz, kiedy zwierzak nadział się na puszkę, ale do tej pory doskonale sobie radził z uwolnieniem się z potrzasku.
Szczerze?? Ręce nam opadły.
Zanim usłyszałyśmy to wyznanie, miałyśmy nawet w planach oddać kota, uzyskując wcześniej pewność, że udadzą się z nim od razu do weterynarza. Jednak po tym co usłyszałyśmy, nie miałyśmy wątpliwości, że kot jedzie z nami.

Inspektorki przekazują, że wtedy zaczęły się problemy:

-Agresywny pan, roszczeniowa pani... , koniec końców, zmuszone byłyśmy wezwać asystę policji.
Co więcej - okazało się, że to mieszkańcy domu, do którego właśnie zmierzałyśmy na interwencję.... Ale to już inna historia...
Chcielibyśmy, aby ta historia stanowiła przestrogę, żeby zawsze miażdżyć puszki przed ich wyrzuceniem, tak by żadne zwierzę nie konało w męczarniach. Pamiętajmy, że wokoło nas żyje mnóstwo dzikich zwierząt, które często są głodne i zdeterminowane zrobią wszystko, żeby zdobyć pożywienie. Taka puszka stanowi wielką pokusę, ale i śmiertelną pułapkę. Bardzo często w sieci można znaleźć zdjęcia ofiar takiego bezmyślnego wyrzucania śmieci. Dbajmy zawczasu o tych, którzy sami sobie nie poradzą.
Rudy szczęściarz otrzymał na imię Frugo i będzie czekał na decyzję o odbiorze w KTOZ Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie.
Kraków

Kraków - najnowsze informacje