piątek, 3 lipca 2020 13:21

Wojenne Tajemnice Szpitala w Bystrej Podhalańskiej cz. 5

Autor Głos 24
Wojenne Tajemnice Szpitala w Bystrej Podhalańskiej cz. 5

23 grudnia 1944 roku zapalił się w Osielcu budynek starej szkoły w której Niemcy zorganizowali łaźnię i „odwszawalnię”.Pomieszczenia na piętrze zajmowali żołnierze niemieccy, złożono tam dużo łatwo palnej tzw. „wełnianki drzewnej”. Przyczyną zapalenia było nadmierne palenie w łaźni.

W tym czasie przybiegł do dra Walskiego z Toporzyska goniec z kartką pisaną po rosyjsku, że ma udać się do leśniczówki koło dworu. Po dojściu we wskazane miejsce zastał postrzelonego Rosjanina kulką „dum-dum” w prawą część brzucha. Pocisk wychodząc z ciała poczynił straszne spustoszenie , z odsłonięciem nerki i wyrwaniem dużej części ciała. Lekarz zaproponował rannemu przewiezienie do szpitala, ale on nie wyraził zgody, więc założył mu opatrunek, zrobił zastrzyk z morfiny, drugą ampułkę zostawił w razie gdyby zaszła potrzeba i udał się z powrotem do szpitala. Za około 2-3 godziny żandarmi niemieccy przetransportowali do szpitala rannego Rosjanina i powiedzieli, że dwaj ludzie, podali rysopisy (jeden podobny był do dr Walskiego) udzielili mu pomocy i musiał jednym z nich być lekarz, bo opatrunek jest fachowo założony. Rosjanina żandarmi pilnowali w szpitalu przez 5 dni i wypytywali go czy opatrunku nie założył mu dr Walski. Rosjanin odpowiedział, że tego doktora widzi na oczy po raz pierwszy. Po zwolnieniu na chwilę posterunku, ranny serdecznie podziękował doktorowi. Żołnierz ten po podleczeniu został przez żandarmów zawieziony na gestapo w Makowie Podh. i po około 3 dniach, tuż przed wkroczeniem Rosjan, został rozstrzelany.

W ostatnią niedzielę stycznia 1945 roku, kiedy już następował koniec wojny, na roli Bachulowej (Pod Banią), na granicy Bystrej i Osielca, został postrzelony rosyjski partyzant i umieszczony w domu u Dedów. Po południu lekarz został zawiadomiony, że ma się udać do Dedów do rannego. Doktor Walski zabrał środki opatrunkowe, zarzucił na nogi koc i z dwoma pielęgniarkami udał się saniami niby na przejażdżkę. Na miejscu okazało się, ze partyzant ma postrzeloną nogę w kolanie. Zaproponowano mu przyjęcie do szpitala, ranny odmówił twierdząc, ze za chwilę przyleci po niego samolot. W poniedziałek do Bystrej wkroczyli Rosjanie i przywieźli go do szpitala. Tu został odpowiednio zaopatrzony.

Nie zachowała się dokumentacja pacjentów leczonych w bystrzańskim szpitalu. W kwerendzie zbieranej przez mnie do opracowania strat wojennych na podbabiogórzu, znalazłem zaświadczenie wydane przez szpital z pieczątką „Komunal Krankenhaus”, potwierdzający pobyt mieszkańca Sidziny. Z rozmowy z kilkunastoma mieszkańcami Osielca, Bystrej i Sidziny wynika, że było tam leczonych bardzo wielu. Nie wszystkich chorych udało się uleczyć. 6 lipca 1944 roku zmarł pochodzący z Zawoi Klemens Biłka ur. 16 listopada 1897 roku, zamieszkały w Sidzinie nr d. 279.

Prawdopodobnie ostatnim pacjentem, który zmarł na dur plamisty, był Walenty Szopa- tyle wiedziano o zmarłym. Zmarł 1 marca 1945 roku a z braku danych osobowych, nie było wiadomo skąd pochodził. Lekarza już nie było, bo na początku lutego 1945 roku powrócił do Gostynia. Żołnierz rosyjski zawiózł go do Sidziny, gdzie odbył się pochówek. Pochowany został „za bramą cmentarną w prawo w rogu” . Dane personalne zmarłego zostały dostarczone dopiero 23 marca 1945 Okazało się, że był to mieszkaniec Skomielnej Czarnej syn Józefa i Wiktorii, nr domu 186, lat 69, wdowiec.

Doktor Walski odbierał również porody (np. urodzonego w dniu 29 lipca 1944 roku Jana Czarnego z Sidziny, syna Józefa i Franciszki Hujda), był chrzestnym (np. urodzonego w dniu 24 sierpnia 1941 roku syna Franciszka Podejmy i Marii, Michaliny Pięta, Stefana, którzy byli przesiedleni do Sidziny z Poznania).

Pracujący w zastępstwie za chorego zawiadowcę stacji w Osielcu, Roman Bachul podał następujące zdarzenie (o czym dr Walski nigdy nie wspominał). Jako pracownik kolei wyjeżdżał na delegacje do Rabki. Jeden z kolegów ostrzegł go by uważał, bo tu jest szkoła gestapowska i łatwo jest wpaść. Na dworcu w Rabce wskazał na osobę stojącą pod ścianą i powiedział, że jest to Krzyżanowski, który z ramienia gestapo zajmuje się Żydami. Niewiele trzeba było czekać, gdy w Osielcu na stacji z wagonu „nur fur Deutsche” wysiadł Krzyżanowski. Tu spotkał się z jakimś konfidentem i udali się w kierunku kościoła. Po chwili została do stacji kolejowej doprowadzona rodzina doktora Walskiego. Pani Anna Walska trzymała na ręku jedno małe dziecko  a czworo z najstarszym około 12 letnim stali płacząc, czekali na ojca, którego Krzyżanowski zabrał do środka, by sprawdzić, czy nie jest obrzezanym. Po chwili został wypuszczony. Tym razem trauma nie ominęła małych dzieci. Zdarzenie to przeżył również sam Roman Bachul, bo jego rodzina przechowywała w Bystrej żydowską dziewczynkę. Żydem był również pracujący na kolei telegrafista.

Ciąg dalszy w następnym numerze Głosu Beskidzkiego oraz na www.glos24.pl

Opracował: Tadeusz Uczniak, Fot.: Tadeusz Uczniak

Historia

Historia - najnowsze informacje