Najpierw podrożało parkowanie, później ruszyła SCT, wydłużono godziny działania OPP, a od marca wzrosły ceny biletów. Dla wielu Krakowian te decyzje zlały się w jeden coraz wyższy rachunek za poruszanie się po mieście. Kandydaci niemal zgodnie obiecują ulgę pasażerom. Przy kierowcach tej zgody już nie ma.
W skrócie:
- Krakowski bilet 15-minutowy kosztuje 4 zł, podczas gdy w Warszawie za 3,40 zł można podróżować 20 minut.
- Hoffman, Piątkowska, Gosek-Popiołek i Drewnicki chcą przywrócenia biletu 20-minutowego, ale nie wszyscy podali jego przyszłą cenę.
- Kraków sam przygotowuje na 2027 rok opcjonalny bilet zależny od długości trasy – to kierunek podobny do rozwiązania, o które wcześniej zabiegał KdM.
- Przy OPP różnice są większe: Banaś i Klimek chcą darmowych weekendów, a Wantuch widzi miejsce nawet na rozszerzanie płatnego parkowania.
Najpierw parking, potem bilety
Podwyżka cen biletów zbiegła się z innymi zmianami, które podniosły koszty poruszania się po Krakowie. Od sierpnia 2025 roku obowiązują wyższe, rosnące opłaty za parkowanie – w najdroższej podstrefie A kierowca bez Karty Krakowskiej płaci 9 zł za pierwszą, 10 zł za drugą i 11 zł za trzecią godzinę.
Od początku 2026 roku działa SCT, a od 31 stycznia wydłużono działanie OPP do godz. 22. Przed referendum miasto złagodziło jednak część nowych zasad: od 30 kwietnia Krakowianie posiadający Kartę Krakowską nie płacą za parkowanie w niedziele w podstrefie A, zwiększono też liczbę dni świątecznych wolnych od opłat.
2 marca weszły też droższe bilety komunikacji miejskiej, a 10 sierpnia rozszerzono obszar płatnego parkowania, m.in. w rejonie ronda Matecznego, Cmentarza Podgórskiego i Błoń. Warto jednak dodać, że o obejmowanie kolejnych ulic OPP nieraz apelują sami mieszkańcy, którzy skarżą się, że samochody osób przyjezdnych zajmują miejsca i trudno im zaparkować pod własnym domem. Miasto uzasadnia zresztą rozszerzanie i zmiany w OPP właśnie poprawą dostępności miejsc postojowych dla mieszkańców.
Choć każda z tych zmian miała osobne uzasadnienie, dla mieszkańca korzystającego raz z samochodu, raz z tramwaju efekt jest prostszy: poruszanie się po Krakowie zaczęło kosztować więcej. Nic dziwnego, że po SCT bilety i parking stały się kolejnym tematem obecnej kampanii.

Kraków droższy od Warszawy? W krótkich biletach – tak
Dziś krakowski bilet 15-minutowy kosztuje 4 zł, podczas gdy w Warszawie za 3,40 zł można jechać 20 minut. Jeszcze większa różnica jest przy dłuższej podróży: w Krakowie 90 minut kosztuje 9 zł, a w Warszawie 7 zł.
W Krakowie zniknęło 20 minut, zastąpione biletem 15-minutowym za 4 zł. To właśnie krótkie bilety stały się symbolem podwyżki, zwłaszcza, że często nie wystarczą na zaplanowaną podróż z uwagi na wszechobecne korki. Teraz te 20 minut zrobiło w tej kampanii zaskakującą karierę.
Bilet 20-minutowy wraca w programach
Jan Hoffman składa tu jedną z najbardziej precyzyjnych deklaracji: chce przywrócić bilet 20-minutowy w cenie obecnego 15-minutowego, czyli za 4 zł. Ma to być jedna z jego pierwszych decyzji po objęciu urzędu.
Monika Piątkowska również zapowiada powrót 20 minut i obniżenie kosztów komunikacji. Porównuje przy tym Kraków z Warszawą i mówi wprost, że podnoszenie jednocześnie kosztów biletów, parkowania i innych opłat było jednym z najgorszych sposobów szukania dodatkowych dochodów. Na razie nie przedstawiła jednak pełnego nowego cennika – więcej konkretów może przynieść zapowiedziana na 19 sierpnia prezentacja „Piątki Piątkowskiej”.
Daria Gosek-Popiołek także chce przywrócić 20 minut. Krytykowała zmianę jeszcze przed rozpoczęciem obecnej kampanii, a dziś otwarcie przyznaje, że poparcie podwyżki przez radnych Lewicy było błędem. Jako jedno ze źródeł dodatkowych pieniędzy dla miasta wskazuje opłatę turystyczną, która miałaby wspierać m.in. transport publiczny.
Michał Drewnicki również opowiada się za powrotem dłuższego najtańszego biletu i niższymi cenami. Ma przy tym argument z własnej działalności w Radzie Miasta – w grudniu 2025 roku głosował przeciw nowej taryfie.
Choć wszyscy zapowiadają zmiany, nie pojawiły się jeszcze pełne nowe cenniki pokazujące, ile miałyby kosztować poszczególne bilety.
Cofnąć podwyżki. Tylko do jakiego poziomu?
Bartosz Bocheńczak idzie szerzej: chce cofnąć podwyżki zarówno biletów, jak i opłat dotykających kierowców. Problem widzi w samej metodzie łatania finansów miasta poprzez kolejne obciążenia mieszkańców. Najpierw chce audytu i szukania oszczędności.
Michał Klimek także uważa, że problemów finansowych komunikacji nie powinno się rozwiązywać kolejnymi podwyżkami. Jego receptą jest przede wszystkim obniżenie kosztów funkcjonowania systemu i ograniczenie biurokracji. Znacznie bardziej konkretny jest w sprawie samochodów: w soboty i niedziele parkowanie w OPP chciałby zrobić bezpłatne.
Więcej szczegółów przedstawia Marian Banaś. Chce powrotu do wcześniejszych cen biletów, a dodatkowo proponuje bezpłatną komunikację dla kobiet po 60. i mężczyzn po 65. roku życia. Zapowiada również bezpłatne parkowanie w soboty i niedziele oraz skrócenie godzin działania OPP. Pieniędzy na te zmiany chce szukać przede wszystkim w audycie i oszczędnościach w miejskich wydatkach.
Płacić za przebytą drogę
Inny pomysł na bilety wraca w programach Łukasza Gibały i Sławomira Pietrzyka: zamiast płacić za czas, płacić za faktycznie przejechaną trasę.
Takie rozwiązanie już wcześniej proponowało środowisko Łukasza Gibały. Kraków dla Mieszkańców chciał tzw. biletu przystankowego – pasażer płaciłby za liczbę przejechanych przystanków, a nie za minuty spędzone w tramwaju czy autobusie. Sam Gibała, który oficjalnie potwierdził start 7 sierpnia, nie przedstawił jeszcze w tej kampanii nowej taryfy, ale wraz z radnymi KdM głosował w grudniu 2025 roku przeciw podwyżkom cen biletów.
Podobny kierunek proponuje dziś Sławomir Pietrzyk. Również chce odejścia od taryfy czasowej i przekonuje, że pasażer nie powinien płacić więcej tylko dlatego, że tramwaj utknął w korku. Kandydat nie przedstawił jednak pełnego nowego cennika.
Co ciekawe, w podobną stronę zmierza teraz samo miasto. Od stycznia 2027 roku Kraków chce wprowadzić dodatkową taryfę zależną od liczby przejechanych kilometrów. Różnica jest więc techniczna: KdM i Pietrzyk chcą liczyć przystanki, miasto – kilometry. Wspólna zasada jest ta sama: płacić za przebytą drogę, a nie za czas stania w korku.
Owca: przeciw droższym biletom, ale nie przeciw opłatom za samochód
Ciekawie wygląda stanowisko Aleksandry Owcy. W grudniu 2025 roku zagłosowała jako radna przeciw podwyżce cen komunikacji miejskiej, ale obecnie nie przedstawiła jednak swoich pomysłów nowej taryfy.
Jej głosowania pokazują natomiast różnicę między podejściem do komunikacji publicznej i samochodowej: tego samego dnia poparła zmiany dotyczące OPP. To pasuje do szerszej filozofii krakowskiej lewicy – transport publiczny powinien być dostępny cenowo, ale korzystanie z samochodu w najbardziej zatłoczonych częściach miasta nie musi być równie tanie.
OPP mocniej dzieli kandydatów
I właśnie przy parkowaniu kończy się szeroka zgoda na hasło „taniej”.
Michał Klimek i Marian Banaś proponują bezpłatne parkowanie w soboty i niedziele. Bartosz Bocheńczak także łączy swój program z cofnięciem wzrostu obciążeń dla kierowców.
Zupełnie inaczej patrzy na to Łukasz Wantuch. Nie tylko nie chce likwidować OPP, ale dopuszcza jego rozszerzanie tam, gdzie chcą tego mieszkańcy dzielnic. Jego logika jest taka, że samochody osób dojeżdżających codziennie spoza Krakowa nie powinny zajmować miejsc mieszkańcom. Jednocześnie chce większych preferencji dla Krakowian, zwłaszcza osób rozliczających tutaj podatki.
Daria Gosek-Popiołek nie zapowiedziała na razie powszechnej obniżki opłat parkingowych. Uważa jednak, że o rozszerzaniu OPP powinni współdecydować mieszkańcy poszczególnych obszarów, zależnie od ich potrzeb. Pytana o obecne ceny parkowania mówiła, że jest otwarta na dyskusję, ale nie uważa ich za „znacząco za wysokie”. Zwracała przy tym uwagę, że Krakowianie korzystający z miejskich preferencji płacą mniej.
Bilety i opłaty parkingowe dotyczą na co dzień bardzo wielu Krakowian, dlatego w tej kampanii trudno będzie poprzestać na ogólnych hasłach o „tańszym mieście”. Na spotkaniach z mieszkańcami kandydaci będą musieli odpowiadać coraz bardziej konkretnie: ile ma kosztować bilet, ile parkowanie i skąd wziąć pieniądze na ewentualne obniżki. Na razie nie wszyscy przedstawili pełne propozycje nowych stawek.
Taniej brzmi dobrze. Ale komunikacja kosztuje ponad miliard
I tu pojawia się najmniej efektowna część wyborczych obietnic: rachunek.
W 2025 roku krakowska komunikacja przewiozła około 350 mln pasażerów, a roczny koszt funkcjonowania systemu sięga już około 1,1 mld zł. Wpływy z biletów nie pokrywają wszystkich wydatków – transport publiczny wymaga więc dużego finansowania z budżetu miasta.
Dlatego samo hasło „obniżymy bilety” jest łatwe. Trudniejsza jest odpowiedź na pytanie, kto pokryje różnicę.
Jedni kandydaci – jak Bocheńczak, Klimek czy Banaś – szukają jej przede wszystkim w audycie, oszczędnościach i niższych kosztach administracji. Gosek-Popiołek wskazuje m.in. na pieniądze z opłaty turystycznej. Piątkowska mówi o zmianie sposobu zarządzania miejskimi finansami i odrzuca prostą metodę sięgania po kolejne pieniądze z kieszeni mieszkańców.
A nad wszystkim wisi jeszcze przygotowywana przez miasto taryfa kilometrowa. Nowy prezydent obejmie więc urząd w momencie, kiedy Kraków już będzie w trakcie kolejnej dużej zmiany systemu biletowego.
W tej kampanii warto zatem pytać kandydatów nie tylko: „ile będzie kosztował bilet?”. Równie ważne są dwa następne pytania: „jak będziemy za niego płacić?” i „skąd miasto weźmie pieniądze na obniżkę?”



















