Jedni chcą Strefę Czystego Transportu zlikwidować, inni mocno ją zmniejszyć albo wprowadzać etapami. Łukasz Gibała i Jan Hoffman idą jeszcze inną drogą – ostateczną decyzję chcą oddać Krakowianom w referendum.
W skrócie:
- Bartosz Bocheńczak, Michał Drewnicki i Michał Klimek należą do najmocniejszych przeciwników obecnej SCT.
- Łukasz Wantuch, Sławomir Pietrzyk, Monika Piątkowska, Daria Gosek-Popiołek i Aleksandra Owca proponują raczej zmianę lub ograniczenie strefy niż całkowitą rezygnację z niej.
- Jan Hoffman i Łukasz Gibała chcą, aby o przyszłości SCT ostatecznie zdecydowali mieszkańcy.
- W sprawie cen biletów różnice są mniejsze, ale kandydaci proponują różne sposoby ich obniżenia.
Jeśli jest temat, przy którym kandydaci rzeczywiście pokazują różne wizje Krakowa, to Strefa Czystego Transportu. Podział nie przebiega jednak po prostej linii „za” i „przeciw”. Jedni chcą obecną uchwałę wyrzucić do kosza, inni zostawić SCT, ale mocno ją zmniejszyć. Są też zwolennicy stopniowego wprowadzania strefy i sprawdzania jej skutków.
Najdalej idą przeciwnicy SCT
Bartosz Bocheńczak chce obecną SCT zlikwidować. Jeżeli przepisy krajowe wymuszałyby istnienie jakiejś formy strefy, ograniczyłby ją do absolutnego minimum. Łączy ten postulat z szerszą krytyką polityki nakładania na mieszkańców kolejnych opłat – chce również cofnąć podwyżki cen biletów i opłat parkingowych.
Podobnie zdecydowany jest Michał Klimek, który mówi wprost: SCT „do kosza”. Jeżeli całkowita likwidacja okazałaby się niemożliwa, również zostawiłby ją jedynie w minimalnym zakresie. Mocno podkreśla przy tym sytuację osób, których nie stać na wymianę samochodu, oraz przedsiębiorców tracących klientów dojeżdżających spoza Krakowa.
Michał Drewnicki także jest konsekwentnym przeciwnikiem obecnego rozwiązania. Jako radny PiS głosował przeciw uchwale o SCT. Dziś chce jej likwidacji i ponownych konsultacji z mieszkańcami, a jednocześnie rozbudowy parkingów P+R i komunikacji publicznej, tak aby kierowcy mieli realną alternatywę dla wjazdu samochodem do miasta.
Marian Banaś także chce mocno poluzować zasady dla kierowców. Zapowiedział wycofanie ograniczeń dotyczących wjazdu starszych diesli, a wśród swoich pierwszych propozycji dla Krakowa wymieniał również bezpłatne parkowanie w soboty i niedziele. Krytykuje obecny kształt SCT, przekonując, że ochrony powietrza nie należy realizować kosztem wykluczania części kierowców.
Obecna SCT obowiązuje w Krakowie od 1 stycznia 2026 roku. Pierwszą ogólnomiejską uchwałę Rada Miasta przyjęła w listopadzie 2022 roku, a nową – 12 czerwca 2025 roku. Ta druga wyraźniej uprzywilejowała Krakowian, m.in. poprzez szerokie zwolnienia dla mieszkańców posiadających starsze auta. W 2025 roku uchwałę poparli radni KO i Nowej Lewicy, a więc środowiska polityczne wspierające Monikę Piątkowską i Darię Gosek-Popiołek. Łukasz Gibała i pięcioro z sześciu radnych Krakowa dla Mieszkańców wstrzymali się od głosu; jedynie Łukasz Maślona poparł uchwałę, podobnie Aleksandra Owca, natomiast Michał Drewnicki i cały klub PiS głosowali przeciw.
Warto dodać, że SCT to także pieniądze – tylko w pierwszym półroczu 2026 roku wpływy z opłat za wjazd do strefy wyniosły około 17 mln zł.
Zacząć od małej strefy
Inny pomysł mają Łukasz Wantuch i Sławomir Pietrzyk. Obaj nie negują samego istnienia SCT, ale uważają, że należało zacząć znacznie ostrożniej.
Wantuch proponuje na początek obszar wewnątrz I obwodnicy. Dopiero po roku miasto miałoby ocenić efekty i zapytać mieszkańców, czy strefę rozszerzać. W jego argumentacji chodzi nie tylko o jakość powietrza, ale również korki, parkingi i liczbę samochodów wjeżdżających codziennie do Krakowa.
Pietrzyk również uważa, że pierwszym etapem powinna być I obwodnica. Dopiero doświadczenia z mniejszej strefy miałyby pokazać, czy i w jakim kierunku warto ją powiększać. Zwraca przy tym uwagę na skutki SCT dla osób dojeżdżających do pracy oraz przedsiębiorców, m.in. na Rybitwach.
Strefa potrzebna, ale mniejsza
Monika Piątkowska nie proponuje likwidacji SCT, ale chce ją gruntownie przebudować. Wskazywała, że podstawowy obszar mógłby kończyć się mniej więcej na II obwodnicy, a ewentualne dalsze rozszerzenie powinno zależeć od akceptacji mieszkańców. Pieniądze związane z funkcjonowaniem strefy miałyby wracać do komunikacji publicznej i parkingów P+R.
Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy uważa SCT za potrzebne narzędzie ochrony zdrowia, ale chce znacząco ograniczyć jej obecny obszar, zapewnić swobodny dojazd do parkingów P+R i szerzej chronić mieszkańców Krakowa. O dalszym kształcie strefy chciałaby rozmawiać z mieszkańcami, m.in. w ramach panelu obywatelskiego.
Aleksandra Owca z Razem również nie kwestionuje samej idei SCT, ale mocno krytykuje sposób jej przygotowania i wdrożenia. Wcześniej zwracała uwagę, że automatyczne wyłączenie wszystkich mieszkańców spod ograniczeń było „pójściem na łatwiznę”. Z drugiej strony nie przekonują jej też propozycje sprowadzenia strefy praktycznie wyłącznie do ścisłego centrum. W jej podejściu SCT ma być jednym z elementów szerszej polityki transportowej, opartej przede wszystkim na sprawnej i dostępnej komunikacji publicznej.
Zdecydują Krakowianie?
Na końcu zostają dwaj kandydaci, którzy chcą przenieść najważniejszą decyzję poza gabinet prezydenta.
Jan Hoffman zapowiedział rozwiązanie etapowe. Najpierw chciałby szybko ograniczyć obecną SCT do ścisłego centrum. Następnie nowy model mieliby przygotować eksperci wspólnie z mieszkańcami, a jego ostateczny kształt zostałby poddany pod referendum. Hoffman podpisał już w tej sprawie „Deklarację Krakowską” i przekonuje, że skoro SCT będzie wpływać na życie Krakowian przez wiele lat, to właśnie oni powinni powiedzieć ostatnie słowo.
Referendum zapowiedział też Łukasz Gibała. Na inauguracji kampanii nazwał obecny kształt SCT „pomyłką” i zapowiedział, że w tej sprawie odda głos mieszkańcom. To oni mają zadecydować jaka SCT powinna obowiązywać w Krakowie.
Sprawa SCT w Krakowie to nie jest temat drugorzędny. Strefa, która weszła w życie od 1 stycznia 2026, była jednym z głównych paliw referendum, a sprzeciw wobec niej w dużej mierze doprowadził do odwołania Aleksandra Miszalskiego. Kkandydaci dobrze wiedzą, że ich stanowisko w tej sprawie może wpłynąć na ich szanse w wyścigu do fotela prezydenta. Dla części Krakowian właśnie odpowiedź na pytanie „co dalej ze strefą?” może przesądzić o tym, przy którym nazwisku postawią krzyżyk 27 września.



















