niedziela, 13 marca 2022 13:07

"Chcą normalnie żyć". Ukraińscy uchodźcy z parafii w Zabawie szukają pracy

Autor Mirosław Haładyj
"Chcą normalnie żyć". Ukraińscy uchodźcy z parafii w Zabawie szukają pracy

Do położonego pod Tarnowem Sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie trafili uchodźcy m.in. z Żytomierza. Zamieszkali w Domu Formacyjnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Wał Rudzie. O gościach i pomocy niesionej im przez parafian opowiada nam proboszcz parafii w Zabawie i kustosz tutejszego sanktuarium ks. Zbigniew Szostak.

W nocy z niedzieli na poniedziałek (6 marca) do Sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie (powiat tarnowski) dotarła grupa 12 uchodźców z Ukrainy. Zamieszkali w w Domu Formacyjnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Wał Rudzie na przeciwko chaty bł. Karoliny, która została zamordowana przez rosyjskiego żołnierza. Opiekę nad grupą sprawuje Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Tarnowskiej.

Uchodźcy z Żytomierza którzy znaleźli schronienie w podtarnowskiej Wał Rudzie, czują się bezpiecznie. Dom został doposażony w niezbędny sprzęt AGD, który umożliwia samodzielne przygotowanie posiłków. Sala spotkań oraz plac do gry w piłkę przy domu są miejscem zabawy dla dzieci.

Na zdjęciach widać zbombardowaną szkołę oraz kościół. Uciekli, aby ratować swoje życie.

-Tragedia Żytomierza, który został zbombardowany w sposób bestialski przez rosyjskie wojska jest nie do opisania. Dziękujemy wszystkim , którzy spieszą z pomocą. Mam nadzieję że uchodźcy znajdą  w  domu bł. Karoliny swój drugi dom a Ona ich będzie wspierać w walce o wolność i godność

-czytamy na stronie sanktuarium.

O gościnności i pomocy parafian rozmawiamy z proboszczem Zbigniewem Szostakiem.

Ile osób przyjęła parafia?

– Na obecną chwilę mamy ponad 50 osób.

Skąd są uchodźcy?

– Z różnych miejscowości, przede wszystkim z Charkowa, Żytomierza, a także ze Lwowa.

Czy osoby, które zatrzymały się w Wał Rudzie, będą niebawem wyjeżdżać w dalszą podróż, czy też zostaną tu na dłużej?

– W tej chwili to już się ustabilizowało. Ci, którzy są w domu naprzeciwko domu Karoliny, są z nami od początku. Dojadą do nich jeszcze dwie osoby i oni zostaną tu do momentu, kiedy będą mieli, jak sami mówią, możliwość powrotu do domu. Oni nie przyjechali do nas samochodami, tylko zostali tutaj przez nas przywiezieni. Tymi osobami w Domu Formacyjnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży zajmuje się młodzież z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Przedstawiciele młodzieży wynajęli busa, pojechali do Przemyśla i ich przywieźli tutaj do Zabawy.

W jakim stanie są te osoby?

– Trauma polega też na tym, że oni wszyscy z rodzinami chcą być razem. Nawet nie chcą być w oddzielnych pokojach, tylko chcą być razem. To też przejaw takiej traumy, ale ten szok najbardziej przeżywają dzieci. Z tego, co ja z nimi rozmawiam, to niektóre rzeczywiście są mocno przestraszone. 14-letni chłopak, który przyjechał tu z ojcem, wspominał, że jak wyjeżdżali, to uciekali spod ostrzału rakietowego. Oni dopiero teraz powoli dochodzą do siebie. Spędzają czas z młodzieżą, uczestniczą w różnych spotkaniach, byli na przykład na siatkówce, w czwartek na czuwaniu. Goście z własnej inicjatywy każdego dnia o 15:00 przychodza do kościoła i sami prowadzą modlitwę w intencji o pokój na Ukrainie. To są przede wszystkim prawosławni.

Uchodźcy z ks. proboszczem / Fot. Sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie
Uchodźcy z ks. proboszczem / Fot. Sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie

Ksiądz udostępnia im świątynię?

Tak, chcą się modlić. Część z nich codziennie uczestniczy w mszy świętej i też część z nich korzysta z sakramentów.

Wojna uruchomiła w ludziach dużo dobra (wspominał ksiądz o wspaniałej inicjatywie młodzieży), czy inni parafianie również włączyli się w pomoc?

Tak, wielu parafian dostarcza gościom potrzebne rzeczy. Uruchomiliśmy taki specjalny magazyn, gdzie zawiezione zostały matki, które do nas trafiły. One mogły powybierać sobie to, co im potrzebne do opieki nad dziećmi. bo przecież przyjechały tu z małymi walizkami. Codziennie dostarczane są Ukraińcom wszystkie produkty, które są im potrzebne do przygotowania posiłków, ponieważ w domu, gdzie teraz mieszkają, została uruchomiona dla nich specjalna kuchnia.

Sami gotują, a produkty dostarczają parafianie?

Dokładnie w ten sposób to funkcjonuje. My zapewniamy im materiały, a oni sami sobie przygotowują to, na co mają ochotę. To nie są ludzie, którzy chcą, żeby ich niańczyć. Oni chcą, żeby im umożliwić życie. Dlatego też znaleźliśmy im 2 rowery, żeby mieli możliwość wyjechania gdzieś, nawet do sklepu, czy po prostu poruszania się. Szukamy też dla nich samochodu, żeby mogli się niezależnie poruszać, bo oni ten cały czas chcą żyć. Szukam też możliwości, żeby ich jakoś uruchomić, bo sami mówią, że nie mogą tylko tkwić i czekać, aż coś się skończy. Jakby to potrwało dłużej, chcą wracać, ale mają też świadomość, że może nie być do czego wracać.

Czy te osoby, które macie chciały jakoś nie wiem szukać swoich krewnych?

Ci, co mieli krewnych, już pojechali. To była grupa, która mieszkała u nas w hotelu. W tej chwili jest tam jakieś 30, 40 osób. Niektórzy byli tu kilka dni i pojechali, szukając swoich krewnych. Ci, którzy zostali, raczej nie mają krewnych, czyli nie mają gdzie jechać.

Czy jesteście w stanie jeszcze kogoś przyjąć? Czy na razie to jest maksimum?

W tej chwili to jest maksimum, ale pewnie jakby trzeba było, to do domów prywatnych, jeżeli nie będzie miał innej możliwości. Wszystkie zapasy, jeżeli chodzi o miejsca, już się nam wyczerpały.

To, że mieszkają niedaleko domu błogosławionej Karoliny, która przecież została zamordowana przez rosyjskiego żołnierza, to ma wymiar symboliczny.

Tak, to taki piękny znak.

Wspomniał ksiądz, że oni chcą normalnie żyć. A co z zajęciami edukacyjnymi dla najmłodszych?

Opublikowałem na stronie sanktuarium zdjęcie z ich szkoły. Pokazała mi je jedna z matek. Budynek został zbombardowany. Planujemy więc uruchomić takie zajęcia tutaj. Na razie niektóre z matek wzięły ze sobą po jakiejś książce. One bardzo chcą się uczyć języka polskiego. Ja też sugeruję, żeby zorganizować im taki rytm i one chcą w to wejść. Chcą, żeby były zajęcia adresowane konkretnie do dzieci, żeby one także mogły się uczyć. Gościmy bardzo świadome osoby. Jedna pracowała w logistyce banku, inna chciałaby otworzyć swój punkt, bo jest manicurzystką. Wszystkie osoby chciałyby coś robić, tylko musimy im to jakoś umożliwić, zwłaszcza, jeśli okaże się, że będą musiały zostać tu dłużej. Mam nadzieję, że jak się otworzy ruch turystyczny, to część z nich będzie miała szansę, żeby się jakoś zaangażować i coś sobie zarobić, właśnie na przykład przy obsłudze pielgrzymów. Chcemy pomóc.

Czy jesteście przygotowani na tak długofalową pomoc?  

Na pewno nie będzie także ich wyprosimy z tego domu, tylko trzeba będzie się zmobilizować, by pomóc. W pokojach, w których teraz mieszkają są łazienki i łóżka piętrowe, ale to w tym momencie jest dla nich dobre, ponieważ chcą być razem. Wiadomo jednak, że to nie są warunki do życia na dłuższy czas. Na pewno na czas przetrzymania, przetrwania czy znalezienia sobie jakiegoś lokum, potem sposobu na życie. Tak można funkcjonować nawet i na pół roku. Oni się nie załamali. Widzimy, że są pogodni, wczoraj rozmawialiśmy, nie płaczą, mają kontakt z rodzinami, z mężami i wiedzą, że są bezpieczni. Myślę, że dadzą radę to wytrzymać. Te osoby chętnie by się w coś zaangażowały i poszukujemy różnych możliwości, żeby dać im pracę również z możliwością dojazdu, bo tutaj wszędzie jest daleko. Nasi goście naprawdę dali się poznać jako osoby godne szacunku.

Czytaj również:

Zabił ją rosyjski żołnierz. Jej ciało znaleziono po dwóch tygodniach
Wiadomości Tarnów: 18 listopada Kościół katolicki wspomina Karolinę Kózkównę, dziewczynę z podtarnowskiej Zabawy, męczennicę, która oddała życie, aby bronić swojej czystości i godności. O jej życiu opowiada proboszcz parafii, ks. Zbigniew Szostak.

Inf. i foto: Sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie

Tarnów - najnowsze informacje