czwartek, 18 listopada 2021 13:55

Zabił ją rosyjski żołnierz. Jej ciało znaleziono po dwóch tygodniach

Autor Mirosław Haładyj
Zabił ją rosyjski żołnierz. Jej ciało znaleziono po dwóch tygodniach

18 listopada Kościół katolicki wspomina Karolinę Kózkównę, dziewczynę z podtarnowskiej wsi, męczennicę, która oddała życie, aby bronić swojej czystości i godności. O jej życiu opowiada proboszcz parafii w Zabawie i kustosz tutejszego Sanktuarium Bł. Karoliny Kózkówny ks. Zbigniew Szostak.

Karolina Kózkówna urodziła się 2 sierpnia 1898 roku we wsi Wał-Ruda nad Dunajcem, 23 km od Tarnowa, w przysiółku o nazwie Śmietana. Była czwartym spośród jedenaściorga dzieci Jana i Marii z Borzęckich.

Karolina nie wyróżniała się niczym szczególnym, miała jednak w sobie coś, co sprawiało, że ludzie ją lubili. Nigdy nie chorowała, była niezmordowana, dokładna i obowiązkowa.Karolina opisywana jest jako dziewczyna ogromnie wrażliwa na doznane dobro, ale też głęboko przeżywała własne niepowodzenia, żywiołowo współczuła nieszczęściu, cierpieniu czyjejś biedzie czy niedoli. Kiedyś, gdy w lesie zbierała z dziewczętami gałęzie na opał, uzbieraną wiązkę oddała koleżance, mówiąc po prostu: „Tobie trzeba więcej, bo ci bieda”. Nad sobą nigdy się nie użalała, wiedziała, czego chce, a ludzie mówili, że wszystko, co robiła i mówiła, było głęboko przemyślane i celowe. Była rozważna i spokojna, emanował z niej spokój wyrażający świadomość celu, stałość dążeń i siłę woli.

Kiedy w 1914 wybuchła I wojna światowa, jej rodzinną miejscowość objął front wojsk. 18 listopada do domu Karoliny zapukał jeden z żołnierzy rosyjskich. Wyprowadził on siłą z domu dziewczynę wraz z jej ojcem i siłą prowadził w kierunku lasu. Będąc na jego skraju, puścił wolno ojca, a dziewczynę pogonił w głąb leśnej gęstwiny. Karolina usiłowała uciec, stawiała żołnierzowi opór, broniąc się przed jego ciosami. Dziewczyna nie wróciła do domu. Ciało szesnastolatki znaleziono 4 grudnia 1914 r. Na szyi pod brodą widniał czarny skrzep, a od lewego obojczyka ku prawej piersi ciągnęła się głęboka rana.

10 czerwca 1987 św. Jan Paweł II w okresie swojej pielgrzymki do Polski i przyjazdu do Tarnowa, ogłosił ją błogosławioną. Stało się to podczas uroczystej mszy świętej przy licznym udziale duchowieństwa i wiernych - szacuje się, że by obecnych ok. 1,5 mln wiernych. Warto dodać, że w ceremonii uczestniczyły dwie siostry beatyfikowanej Karoliny,  Katarzyna i Maria, jedyne wówczas żyjące z jej rodzeństwa.

Błogosławiona Karolina została wybrana na patronkę Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej i Ruchu Czystych Serc. O zabitej przez żołnierza dziewczynie z podtarnowskiej Zabawy rozmawiamy z kustoszem Sanktuarium Bł. Karoliny Kózkówny, ks. Zbigniewem Szostakiem.

Można powiedzieć, że błogosławiona Karolina była ewangelizatorką swoich czasów i przede wszystkim swojego środowiska.

– Myślę, że była też taką prekursorką tych wszystkich ruchów, które dzisiaj mamy. Ona wykorzystywała wszystkie możliwe dostępne środki w tamtych czasach właśnie do ewangelizacji. Każdy ewangelizator, jeżeli rzeczywiście ma ducha ewangelizacyjnego, to, tak jak Karolina, będzie się rozglądał wokół, by zorientować się, jakie możliwe środki ma do wykorzystania. Co ona miała do dyspozycji? Pierwsza była biblioteka wuja Franciszka. Proszę sobie wyobrazić, że ponad 100 lat temu jej wuj Franciszek (brat mamy), który mieszkał niedaleko domu Karoliny miał jedną izbę przeznaczoną właśnie na bibliotekę. Można powiedzieć, że w tamtych czasach była ona porównywalna z internetem. Wszystkie wiadomości można było zdobyć albo przez to, że ktoś opowiedział, albo gdzieś przeczytał. Wuj Franciszek wiedział, że ludziom, oprócz jedzenia, spania i pracy, potrzebne jest jeszcze właśnie takie źródło, które będzie ich prowadzić i rozwijać. Karolina z tego źródła bardzo obficie korzystała, ale nie robiła tego tylko dla siebie, ale jako ewangelizatorka. Korzystała po to, żeby czytać i pomagać innym dowiedzieć się czegoś więcej. Taki był pomysł Karoliny na to, żeby ewangelizować pod gruszą, którą do dzisiaj można tu oglądać. Drzewo ma już ponad 200 lat. Karolina wtedy miała pomysł, żeby zebrać tam młodzież i dzieci, w celu zorganizowania im czasu. Spotykała się z nimi, czytała im słowo Boże i przygotowywała do sakramentów. Wszyscy z okolicy wiedzieli, że z Karoliną można spotkać się pod gruszą, gdzie działa się ewangelizacja, że tam warto było przyjść.

Grusza, pod którą nauczała Karolina/ Fot.: Sanktuarium w Zabawie

Które fakty z życia błogosławionej robią na księdzu największe wrażenie?

– Na pewno 18 listopada. Dla mnie też jest to najmocniejsze wrażenie, bo to wydarzenie koronuje całe jej życie. Karolina w tym 18. dniu wygrała. Na to składało się wszystko, co czyniła przez swoje życie: to, że chodziła do Kościoła, że się modliła, że była apostołem Ewangelii, że uczyła innych. To wszystko potem, w momencie tak wielkiej próby, jaką było to doświadczenie zła, sprawia, że zastanawiam się, skąd ona wzięła na tyle siły i determinacji, żeby wtedy nie zwątpić. To jest właśnie w tym najmocniejsze, że wtedy tak naprawdę obroniła swoją wolność. Wtedy nie pozwoliła, żeby wolność i godność zostały jej odebrane. Obroniła wszystkie wartości: swoją cnotę, swoją czystość, swoją wiarę, swoje przywiązanie do Jezusa. Nagrany jakiś czas temu film Zerwany Kłos pokazuje, że Karolina w tym zmaganiu się na skraju lasu obroniła także swoją miłość do ojca. Dla mnie pokazanie, jak woła "Tato, uciekaj, bo Cię zabije", wywołuje ciarki. Skąd taki pomysł? Ten film pokazuje bardzo dojrzałe zachowanie młodej dziewczyny. Jeżeli rzeczywiście tak było, tylko ojciec wiedział, ale był przerażony i pewnie niewiele pamiętał z tamtego czasu, bo nikomu nic nie opowiedział. Rozstanie z córką przeżywał do końca swojego życia. Wspomniany film pokazał wielką dojrzałość Karoliny, która w momencie wielkiego doświadczenia umiała pomóc ojcu także zachować jego własną godność. Przecież to ona go prosiła, by wracał.

Karolina przyciąga do Zabawy wielu młodych ludzi, część z nich czyni z błogosławionej swoją patronkę. Jak ksiądz myśli, na czym polega ten fenomen?

– Trzeba młodych zapytać. Myślę, że oni by najwięcej powiedzieli. Mam nadzieję, że nie pomylę się, jeżeli powiem, iż wielu przyjeżdża dlatego, że Karolina jest dla nich wzorem. Tak wynika z moich rozmów z nimi. Wzorem takiej osoby, która, po pierwsze wie, czego w życiu chce, zna cel swojego życia i pragnie go osiągnąć. Druga rzecz to dzisiaj, kiedy tak wielu jest zagubionych, a świat wcale nie pomaga, żeby się odnajdywać, idąc przez las, wielu szuka dla siebie takiego wzoru wierności temu, co jest dla człowieka najcenniejsze. To jest wolność. To jest godność. To jest relacja po pierwsze z Panem Bogiem, relacja ze swoimi bliskimi, relacja ze znajomymi. Myślę, że wielu dzisiaj odnajduje to u Karoliny - wielką siłę, która ocala. To, co w sercu każdego i młodego, i starszego drzemie to pragnienie, by kochać i być kochanym. Dzisiaj wszyscy mówią o miłości, wydają różne propozycje na miłość, ale wiemy, że jest tylko jedna Boża propozycja, która daje prawdziwe szanse. Właściwe szanse na to, żeby tę miłość przeżyć. Ja nie mówię tu o emocjach, ja nie mówię tu o namiastce miłości. Wydaje mi się, że jeżeli człowiek tutaj przyjeżdża, jeżeli młodzi przyjeżdżają, pokonują kilkaset kilometrów, to już wiedzą, że te namiastki nie wystarczają, że potrzeba naprawdę jest z siebie dać wiele, żeby dojść do istoty tej wartości, jaką jest sztuka kochania i bycia kochanym. Chodząc drogami Karoliny, wielu może odkryć, że ona może być wzorem tego, co trzeba czynić. To nie jest nieosiągalne. Jest to droga, którą ona odkryła, obroniła i, jeżeli ktoś chce, aby z Karoliną ją odkryć, to ma wielkie szanse, żeby przestać się łudzić, oszukiwać albo szukać jakiejś namiastki, chwilowej euforii czy przyjemności, co tak naprawdę nie wypełni serca, które ciągle będzie niezaspokojone.

Karolina pochowana jest pod głównym ołtarzem swojego parafialnego Kościoła.

– Ciągle powtarzam, że to jest jedyne miejsce na świecie, gdzie parafianka spoczywa pod głównym ołtarzem, a dodam, że jest tam też obraz Trójcy Święty, na który ona też kiedyś patrzyła. Obraz, który naprawdę uczy tajemnicy miłości.

Obraz Św. Trójcy w głównym ołtarzu/ Fot.: Sanktuarium w Zabawie

Wielu uważa, że Karolina powinna zostać ogłoszona świętą. Czy mógłby ksiądz powiedzieć coś na temat procesu kanonizacyjnego?

– Ja też uważam, że powinna zostać ogłoszona świętą. Myślę, że wielu jest przekonanych, że świętą była. Ciągle odkrywamy nowe tajemnice jej życia i to jest naprawdę bardzo ważny czas. Ufam, że może Pan Bóg da, że dożyję dnia jej kanonizacji. Proces jest na etapie ciągłego rozwoju, ale w tym roku takim jakby nowym akcentem jest to, że została zmieniona modlitwa o kanonizację. Czekamy na cud, który jest konieczny do ogłoszenia jej świętą. Jest też nowy obrazek, który został przygotowany z okazji 106. rocznicy męczeńskiej śmierci Karoliny. Coraz więcej parafii prosi o relikwie błogosławionej. Miejmy nadzieję, że jesteśmy coraz bliżej kanonizacji.

Co zmieniło się w obrazie błogosławionej Karoliny?

– Na podstawie jednego zdjęcia, które zostało zrobione, spróbowano jak najlepiej uchwycić wizerunek Karoliny. To jest nowy obraz namalowany przez współczesną artystkę.

Wizerunek bł. Karoliny/ Fot.: Sanktuarium w Zabawie

Błogosławiona Karolina została wybrana na patronkę Ruchu Czystych Serc. Czy może nam ksiądz przybliżyć ideę tej inicjatywy?

– To inicjatywa, która trwa od 2002 roku. Dosyć przypadkowo patronką stała się Karolina. Pamiętam spotkanie z jednym z księży ze wspólnoty Ruchu Czystych Serc, którzy byli w Gródku nad Dunajcem. Pamiętam, jak ksiądz Zbyszek przyszedł i powiedział, że poszukują patronki dla ruchu, który wtedy zaczął się rozwijać w Polsce. I kiedy usłyszał o Karolinie, to stwierdził, że to właśnie osoba, której potrzebują. Członkowie ruchu tutaj mają spotkania przynajmniej raz w roku po rekolekcjach, które przeżywają (notabene) w Gródku. Karolina ma szczególne miejsce w formacji, ponieważ raz, że jest tą osobą, która jest wzorem heroicznej walki w obronie swojej godności i czystości, ale też jest osobą, która, jak można usłyszeć w świadectwach, wspiera tych, którzy wypraszają przez jej wstawiennictwo potrzebne łaski i siły do tego, żeby powalczyć o godność i czystość.

Od pewnego czasu w Zabawie można nabyć pierścień błogosławionej Karoliny. Czy może ksiądz nam powiedzieć coś na jego temat?

– Jest to pierścień, który jest zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Dla panów to sygnet, na którym jest lilia, dla kobiet to forma pierścionka, też z lilią, która jest znakiem pewnego wyboru, który dokonuje się razem z Karoliną, za jej wstawiennictwem. Znam wiele historii, które mówią o tym, że jeżeli ten pierścień nie jest traktowany jako amulet, ale jako symbol, to prowadzi to do tego, że nawet w chwilach różnego zamieszania, człowiek znajduje ukojenie, a w tym całym zamęcie nastaje wielka cisza. Nie jest to jakieś cudowny pierścień, ale symbol tego, co człowiek chce wybrać. Jest to symbol dla tych, którzy może czasem poranieni, czasem bardzo poharatani, chcą przeżyć i doświadczyć tego, że Pan Bóg bardzo ich kocha.

Można pomyśleć w związku z tym, że Karolina sama była bardzo młodą osobą, a teraz właśnie jest patronką tego pierścienia, że jest on przeznaczony tylko dla osób młodych, tylko dla osób poszukujących ścieżki życia, ale też drugiej osoby. A jak to wygląda w rzeczywistości, czy w małżeństwie również można nosić taki pierścień?

– Wydaje się, że tylko młodzi poszukują miłości, ale tak naprawdę, dopóki człowiek żyje, jeżeli nie kocha, to jest po prostu już wrakiem. Człowiek potrzebuje miłości od urodzenia do śmierci, a po śmierci jeszcze większej. Ja też go noszę jako znak doświadczenia bliskości Karoliny i tej prawdy, że, będąc księdzem, przeżywam i kocham. Mam otwarte serce, żeby kochać ludzi, których Pan Bóg stawia na mojej drodze, ale też przeżywam to, że jestem kochany. Po pierwsze przez Boga, a po drugie to dla mnie jednoznaczne potwierdzenie, że jestem komuś bardzo potrzebny, kochany w znaczeniu właśnie duchowym. Znam małżeństwa, które na znak potwierdzenia tego, że pragną żyć w miłości, na pewnym etapie swojego życia zakładają ten pierścień. Czasem wdowcy i wdowy zakładają ten pierścień jako potwierdzenie, że ich serce ciągle jest zdolne do tego, żeby kochać i być kochanym i że na tym etapie życia, jakim jest na przykład wdowieństwo, też nie jest się okaleczonym.

Wspomniał ksiądz, że rozmawia z młodymi osobami, które przyjeżdżają do Zabawy. Jak ksiądz uważa, czym Karolina imponuje im najbardziej?

– Myślę, że po pierwsze imponuje takim chodzeniem po ziemi. Tym, że nie jest osobą, która urodziła się w cudownych warunkach, ale dziewczyną, w której można odnaleźć nasze codzienne zmagania się, historię życia, takiego życia powszedniego. Wydaje mi się, że Karolina mówi jednoznacznie, że droga naszego życia w większości to jest droga zwycięstwa w życiu codziennym. W jej przypadku wszystko zweryfikował 18 listopada, dlatego też jest dla nas wzorem. Została zweryfikowana w sposób heroiczny i jednoznaczny, ale przecież proces beatyfikacyjny szedł drogą pokazania heroiczności cnót Karoliny. Jej codzienne życie wykazywało piękne cnoty, wartości, zalety charakteru i usposobienia, relacje w domu rodzinnym w środowisku, w parafii. Jak popatrzymy na obraz beatyfikacyjny, Karolina w ręku ma różaniec dostępny dla każdego. Myślę, że Karolina dzisiaj może zachwycać, pokazując, że, jeżeli przemienimy serce, ukierunkujemy je na Boga i na drugiego człowieka, uczynimy nasze życie niecodziennym. Karolina, jak spotykała się z ludźmi, to nie dlatego, że ktoś wyciągnął ją z domu, tylko dlatego, że to ona pragnęła tego spotkania. To ona wyciągała ludzi z domu.

Która cecha księdzu osobiście najbardziej imponuje u Karoliny?

– Ja Karolinę poznaję cały czas. Wydaje mi się, że najbardziej imponuje mi jej bliskość przeżywania spotkania z Bogiem. To sprawiło, że miała tyle energii i siły do codziennego życia. Że miała poczucie wolności. Nieraz czytałem w różnych świadectwach, że czasem ktoś jej dokuczał, że była piegowata, ale ona z tego powodu nie miała kompleksów. Dlaczego? Bo wiedziała, kim jest. Wiedziała, że jest piękna w oczach Boga. Zastanawiałem się, skąd Karolina wzięła siłę 18 listopada 1914 r. Właśnie z tego spotkania z Bogiem i wydaje mi się, że to, co odkrywam u niej, to takie żywe, prawdziwe, głębokie przeżywanie obecności Pana Boga w domu, na modlitwie, w drodze do oddalonego o kilka kilometrów kościoła, w jej zaangażowaniu w relację z drugim człowiekiem. To chyba najbardziej przemawia do mnie i zachwyca, jej żywa autentyczna wiara. Tego by się chciało od Karoliny uczyć.

Uroczystości poświęcone Karolinie odbywają się każdego 18. dnia miesiąca. Jak wygląda ich porządek?

– O godzinie 15:00 jest droga krzyżowa szlakiem męczeństwa Karoliny, która wyrusza spod domu w Wał Rudzie. Tam zbiera młodzież, która niesie feretron Karoliny. Bardzo ciekawa rzecz, że mężczyźni ze wspólnoty Mężczyzn Świętego Józefa niosą feretrony z relikwiami Karoliny, to jest bardzo piękne. Myślę, że ci, którzy znają troszkę historię Karoliny i dramat jej ojca wiedzą, co to znaczy, zwłaszcza ojcowie mogą to zrozumieć. Jest też Wspólnota Rycerstwa Niepokalanej. Rozpoczynamy wyjściem procesyjnym spod domu Karoliny do bramy, gdzie o godzinie 15:00 specjalny dzwonnik wprawia w ruch dzwon, który można uruchomić tylko przez to, że poruszy się jego serce. Potem ruszamy spod stacji pierwszej, rozważając kolejne wydarzenia czy słuchając tego, co nam chcą powiedzieć kolejni goście zapraszani każdego 18. po to, żeby nas poprowadzić drogą krzyżową. I tak droga trwa jakieś półtorej godziny. Potem przemieszczamy się z Wał Rudy do Zabawy, gdzie Wspólnota Galilea animuje półgodzinne przygotowanie do Eucharystii. Potem jest msza z modlitwą o uzdrowienie. Tym, co kończy cały dzień modlitwy z Karoliną, jest modlitwa wstawiennicza z błogosławieństwem indywidualnym. Także zapraszam na takie spotkania w Zabawie. Warto też wspomnieć dla tych, którzy nie będą mogli być obecni, że istnieje alternatywa w postaci transmisji na stronie internetowej. Kamera jest po to, aby każdy, kto chce, mógł pobyć chwilę przy grobie Karoliny.

Wspomniał ksiądz, że Karolina wyprasza wiernym potrzebne łaski. Czy jest jakiś szczególny cud, który utkwił księdzu w pamięci?

– Tych cudów jest sporo. Pamiętam świadectwo rodziny, która przeżywała dramat, po tym jak lekarze w dwóch szpitalach orzekli, że dziecko ma się urodzić bez przełyku i żołądka. Tymczasem dziecko urodziło się zdrowe i nie potrzebowało żadnego leczenia. Takim wydarzeniem, które mocno utkwiło mi w głowie, jest świadectwo uzdrowienia 18-letniej Justyny z Białej Podlaskiej, która została potrącona przez samochód i była w stanie śpiączki ponad 2 miesiące. Modlitwa matki przy jej łóżku sprawiła, że wybudziła się ze śpiączki, a po kilku latach była tutaj. Pokazała mi pracę magisterską, którą skończyła.

Czy te świadectwa można gdzieś przeczytać?

– Te świadectwa można przeczytać na stronie internetowej. To są historie, które przeżyli wierni ufający, że Pan Bóg, tak jak w życiu Karoliny, jest dzisiaj żywy, wspiera, jest obecny, towarzyszy.

Niektórzy wierni mówią o wydobywającym się z sarkofagu zapachu róż. Czy miał ksiądz takie informacje?

– No miałem, bo słyszałem to właśnie od tych osób. Dotychczas dotarło do mnie też jedno świadectwo o tym, że w kościele słyszano śpiew. Nie mogę tego potwierdzić, bo sam go nie słyszałem. Nie czułem też kwiatów, ale myślę, że ten zapach róż czy lilii jest jakimś nawiązaniem do tego, że Karolina została zerwana jak róża. To jest właśnie ten znak męczeństwa.

Jak obchodzony jest w parafii 18 listopada w tym roku?

– W tym roku obchody rozpoczęliśmy 17 listopada wypominkami pielgrzymkowymi o godzinie 17:00. Dziś pierwsze grupy pielgrzymów przyjechały już o godzinie 9:00. O 15:00 będzie droga krzyżowa szlakiem męczeństwa Karoliny. Potem uroczysta msza święta odpustowa o godzinie 18:00. Po niej modlitwa o uzdrowienie. Z kolei w sobotę (20 listopada) w Centrum Sztuki Mościce w Tarnowie odbędzie się spektakl "Kwiat Polskiej Ziemi". Przez to wydarzenie chcemy pokazać bogactwo Karoliny, Kwiatu Polskiej Ziemi, która, jako pierwsza dziewczyna ze wsi, została beatyfikowana w polskim Kościele.

Co warto zobaczyć, pielgrzymując do Zabawy?

– Oprócz sanktuarium, domu Karoliny w pobliskiej Wał Rudzie i szlaku jej męczeństwa, przede wszystkim trzeba zobaczyć to, co pogłębia rozwój kultu błogosławionej. Mianowicie, jeżeli chodzi o młodzież, to miejsce spotkania, jakim jest namiot spotkań. Wioska galicyjska, która jest dla dzieci takim miejscem poznawania klimatu, w którym żyła Karolina, miejscem zapoznania się z realiami życia tamtych czasów. To jest pokazane w formie takiej ruchomej szopki. Elementem, który warto zauważyć, jest Kaplica Świętej Rodziny. Po tym, jak papież Franciszek ogłosił najbliższe miesiące Rokiem Rodziny, kaplica zaczęła się rozwijać. Będzie tam miejsce spowiedzi dla głuchych, dla kierownictwa duchowego, znajduje się tam też obraz namalowany przez tego samego autora, który malował Trójcę, która jest główny ołtarzu. Całe wyposażenie kapicy zostało już przygotowane, a jej poświęcenie będzie w przyszłym miesiącu. Z kolei już w najbliższą niedzielę będzie poświęcony pomnik Pan Jezusa Frasobliwego, który jest w Alei Pamięci Ofiar wypadków drogowych. To ważne miejsce, tam są krzyże, a na każdym z nich jest napisane, ile osób zostało zabitych, a ile rannych na polskich drogach.

Inf. i foto: Sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie

Tarnów - najnowsze informacje