„Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził” mógłby powiedzieć kibic Bruk-Betu Termalica. Trzeci pobyt Słoników w Ekstraklasie kończy się spadkiem, który z wszech miar nie jest zaskakujący. Co jednak poszło nie tak?
Pamiętam, jak przyszedłem na Reymonta na mecz Wisły Kraków z Bruk-Betem Termalica w sezonie 2023/24. Słoniki nie grały już o nic, Biała Gwiazda musiała wygrać swój mecz i mieć nadzieję na odpowiednie wyniki na innych stadionach, by wejść na ostatniej prostej do strefy barażowej. Finalnie goście z Niecieczy rozbili Wiślaków 3:0, kończąc jakiekolwiek dywagacje na temat tego, czy Wisła zagra w Ekstraklasie, czy nie. Był to dopiero dziesiąty mecz pod wodzą Marcina Brosza.
Od momentu jego zatrudnienia wiedziałem, że w następnym sezonie Bruk-Bet wróci do walki o awans, co faktycznie się stało. Będąc wtedy w 1 lidze, w trakcie 34 spotkań przegrali tylko cztery, remisując osiem. Słoniki świetnie sobie poradziły, choć dały się jeszcze wyprzedzić przez Arkę Gdynia, spadając na drugie miejsce w tabeli na koniec sezonu, ale to bez znaczenia, skoro awansowali.
Tak naprawdę od początku 2025 roku zastanawiałem się jak Bruk-Bet Termalica przygotuje się do Ekstraklasy. Trwające rozgrywki to trzecie podejście Niecieczan do najlepszej ligi w kraju. Pamiętam ich pierwszy pobyt w elicie. Bywały wtedy historyczne mecze w skali klubu spod Tarnowa. Choćby moment gdy gola Wiśle na Reymonta strzelił bramkarz Sebastian Nowak, co dało im wtedy remis. Albo gdy Legia Warszawa przegrała w Niecieczy 0:3. Charakterystyczny stadion postawiony przy polach uprawnych był wtedy miłą odmianą od wielkich miast jak Kraków, Warszawa, Gdańsk czy Poznań. Czymś świeżym i nietypowym, o czym pisały zagraniczne media. Prasa porównywała Bruk-Bet do niemieckiego Hoffenheim, które także swój stadion postawiły na wsi, a finansowanie klubu to miliony euro od jednego głównego właściciela.
Po trzech sezonach, od 2015 do 2018 roku, drużyna Bruk-Betu Termalica pożegnała się jednak z Ekstraklasą i jak się z czasem okazało, był to jak na razie ich najdłuższy pobyt w elicie. W niedzielę 3 maja bieżącego roku obejrzałem mecz, w którym GKS Katowice rozbija bezradnych Niecieczan, zrzucających ich tym samym do 1 ligi. Zacząłem się zastanawiać, co miał tamten okres trzyletni Bruk-Betu w Ekstraklasie? Dlaczego nie udaje się, chociaż do tego nawiązać i nie powalczyć, chociaż do ostatniej kolejki o utrzymanie?
Pierwszą kwestią, jaką sprawdziłem, były transfery. W sezonie 2015/16 gdy pierwszy raz zobaczyliśmy Bruk-Bet w Ekstraklasie w pięciu klubach, z których ściągnięto tam piłkarzy, trzy z nich były z Polski (Podbeskidzie Bielsko-Biała, Cracovia, Ruch Chorzów). W drugim sezonie tyle samo (Jagiellonia, Górnik Zabrze, akademia klubu). Natomiast już w trzecim, spadkowym, był tylko jeden klub z naszego kraju, który sprzedał Bruk-Betowi swojego piłkarza (Górnik Łęczna).
Można byłoby to nazwać przypadkiem, gdyby nie fakt, że w drugim pobycie klubu w Ekstraklasie (2021/22) nie ściągnięto żadnego piłkarza z polskich boisk, a w bieżącym, również spadkowym, jednego. Nie wiem, czy teza, by sprowadzać piłkarzy zaznajomionych z naszą piłką jest trafna. Może mimo wszystko to tylko ułamek powodu. Na liście zawodników z polskich klubów, którzy trafili między 2015 a 2018 rokiem do Bruk-Betu, byli Bartłomiej Babiarz, Mateusz Kupczak, Pavol Stano oraz Krzysztof Pilarz. Każdy z nich spędził pod Tarnowem około dwóch lat, z wyjątkiem Kupczaka, który grał tam pięć lat. Mam pewną teorię, że piłkarzom z rodzimych klubów i lig bardziej zależy na tym, by na pewnym poziomie nadal się trzymać, lub ewentualnie pokazać na rynku by za rok czy dwa trafić do większego zespołu.
W wypadku dwóch kolejnych okresów gry w elicie najczęstsze transfery pochodziły spoza Polski. Między 2021 a 2022 rokiem (drugi sezon w Ekstraklasie) pod Tarnów sprowadzono piłkarzy z ligi czeskiej, czy tureckiej. W obecnym sezonie brano ich z rozgrywek w Rumunii, Słowenii, Hiszpanii czy Cypru.
Kolejną sprawą jest być może kwestia układu ligi. Gdy za pierwszym razem Bruk-Bet trafiał do Ekstraklasy i pozostawał w niej trzy lata, mógł sobie pozwolić hipotetycznie na miesiąc ciągłych porażek. W sezonie 16/17, czyli swoim historycznie drugim, między połową kwietnia i maja wygrali tylko raz, a i tak zajęli ósme miejsce w lidze. Wszystko przez ówczesny podział na grupę mistrzowską i spadkową. Niecieczanie znaleźli się wtedy w najlepszej ósemce kraju po 30 kolejkach, dzięki czemu wiedzieli, że nie spadną.
Ponadto przez ostatnie 10 lat, gdy Bruk-Bet debiutował w Ekstraklasie, liga bardzo się zmieniła. Legia Warszawa nie jest już lokalnym hegemonem zgarniającym kolejne mistrzostwa, Raków Częstochowa nie jest już ciekawym projektem w drugiej czy pierwszej lidze, a Jagiellonia nie jest już średniakiem z przebłyskami za kadencji trenera Probierza, czy Mamrota.
Bruk-Bet przygotowując się za nie długo do nowego sezonu już zaplecza Ekstraklasy, musi w pierwszej kolejności zauważyć błędy z przeszłości, by móc myśleć o przyszłości. Przed nimi zostały trzy mecze na pożegnanie z elitą, w tym spotkania z drużynami z Pomorza (wyjazd na Arkę Gdynia i domowe starcie z Lechią Gdańsk). Na początek w niedzielę 10 maja zagrają w Niecieczy z Legią Warszawa. Gdy 3 maja oficjalnie spadli z ligi, kibice z różnych stron kraju zaczęli pisać, że „Bruk-Bet za słaby na Ekstraklasę, za mocny na 1 ligę” i pewnie jest w tym trochę prawdy.


















