Wsiadasz do tramwaju, uruchamiasz przejazd w aplikacji, a po wyjściu go kończysz. Cena zależy od odległości, a nie od czasu spędzonego w korku. Brzmi prosto, ale co, jeśli rozładuje się telefon, zapomnimy zakończyć podróż albo autobus pojedzie objazdem? ZTP odpowiedział na szczegółowe pytania Głos24. Część odpowiedzi może zaskoczyć.
W skrócie:
- Kraków chce wprowadzić taryfę, w której cena biletu zależy od długości przejazdu, a nie czasu podróży.
- Za przejazd do 3,5 km pasażer ma zapłacić 4 zł, a maksymalnie 9 zł.
- Objazdy nie mają podnosić ceny, ale brak zakończenia przejazdu w aplikacji może oznaczać opłatę aż do końca linii.
- Przesiadki mają być rozliczane łącznie dopiero po kilku miesiącach działania systemu.
- Przetarg nie jest jeszcze formalnie zakończony, a start taryfy w styczniu 2027 roku nie jest pewny.
Teraz temat wraca także w związku ze zmianą władzy w Krakowie. Łukasz Gibała został wybrany na prezydenta miasta i urząd ma formalnie objąć po zaprzysiężeniu.
W związku z planowanymi zmianami wysłaliśmy do Zarządu Transportu Publicznego szczegółowe pytania o zasady działania nowego rozwiązania. Odpowiedzi przekazał nam Piotr Subik z Biura Prasowego Urzędu Miasta Krakowa, przedstawiając stanowisko ZTP.
Taryfa odległościowa ma być dodatkową możliwością płacenia za krakowską komunikację, a nie zastępstwem dla obecnych biletów. Za pierwsze 3,5 km pasażer ma zapłacić 4 zł, a za każde kolejne rozpoczęte 500 metrów – 50 groszy. Maksymalnie jeden przejazd będzie kosztował 9 zł. Przy bilecie ulgowym stawki wyniosą odpowiednio 2 zł, 25 groszy i maksymalnie 4,50 zł. W ciągu 24 godzin pasażer nie zapłaci więcej niż 20 zł, a w taryfie ulgowej – 10 zł.
Te zasady są już zapisane w uchwale Rady Miasta. Nie oznacza to jednak, że gotowy jest cały system. – Szczegółowy sposób działania systemu zostanie doprecyzowany wspólnie z wykonawcą – wyjaśnia Piotr Subik. Część funkcji ma być uruchamiana etapami. Dotyczy to przede wszystkim rozliczania podróży z przesiadkami. Jak więc taki bilet ma wyglądać w codziennym użyciu?
Wsiadasz, podajesz numer pojazdu i uruchamiasz przejazd
Na początku przejazdu pasażer będzie musiał zarejestrować go w aplikacji mobilnej, a przy wysiadaniu – zakończyć. Z wyjaśnień ZTP wynika, że przy rozpoczęciu podróży trzeba będzie podać numer pojazdu. Podczas kontroli aplikacja wygeneruje kod QR zawierający m.in. numer pojazdu oraz godzinę rozpoczęcia przejazdu. W momencie rozpoczęcia kontroli możliwość kupienia czy uruchomienia biletu zostanie zablokowana – podobnie jak obecnie w aplikacjach mobilnych.
Taryfa odległościowa ma działać wyłącznie poprzez aplikacje mobilne. Nie musi to być jednak tylko mKraków. Inni operatorzy aplikacji biletowych również będą mogli oferować takie bilety po zawarciu umowy z ZTP. System nie zakłada natomiast korzystania z taryfy odległościowej wyłącznie za pomocą Krakowskiej Karty Miejskiej czy karty płatniczej. W aplikacji mKraków przed rozpoczęciem podróży ma być widoczna orientacyjna cena przejazdu. W przypadku innych aplikacji będzie to zależało od ich twórców.
Autobus jedzie objazdem. Pasażer nie ma dopłacać
To jedna z kwestii, która już latem budziła sporo wątpliwości. Co się stanie, jeśli autobus z powodu wypadku, remontu czy zamkniętej ulicy pojedzie kilka kilometrów dalej niż zwykle?
Tutaj odpowiedź ZTP jest jednoznaczna. Podstawą rozliczenia będą dane lokalizacyjne pojazdów i przystanków, ale cena przejazdu między tymi samymi przystankami ma być stała, niezależnie od tego, czy pojazd pojedzie krótszą, czy dłuższą trasą. Objazd nie powinien więc zwiększyć rachunku pasażera. Na cenę nie wpłynie także czas spędzony w korku. To właśnie jedna z podstawowych różnic w stosunku do obecnych biletów czasowych.
Zapomniałeś zakończyć przejazd? Możesz zapłacić 9 zł
A co, jeśli pasażer wysiądzie, ale zapomni zakończyć podróż w aplikacji? Odpowiedź jest prosta, choć dla roztargnionych może okazać się kosztowna. Opłata zostanie policzona tak, jakby pasażer jechał od przystanku, na którym rozpoczął przejazd, aż do ostatniego przystanku danej linii. Maksymalnie będzie to 9 zł przy bilecie normalnym i 4,50 zł przy ulgowym.
Czy aplikacja przypomni, że wysiedliśmy, ale podróż nadal jest aktywna? Tego jeszcze nie przesądzono. ZTP wyjaśnia, że taka funkcja będzie zależała od konkretnej aplikacji. Podobny problem pojawi się, gdy w czasie podróży rozładuje się telefon i pasażer nie zarejestruje wyjścia. Wtedy również przejazd zostanie zakończony na ostatnim przystanku linii.
Inaczej wygląda awaria samego systemu. Tu gotowej odpowiedzi jeszcze nie ma. ZTP zapowiada, że scenariusze działania przy poszczególnych awariach zostaną opracowane podczas wdrażania rozwiązania.
Przesiadka? Na początku zapłacimy za każdy przejazd osobno
Dziwić może sposób potraktowania przesiadek. Pełna funkcjonalność pozwalająca łączyć kilka przejazdów w jedną podróż ma pojawić się dopiero sześć miesięcy po wdrożeniu podstawowej wersji systemu.
Dopiero wtedy przejazd np. autobusem, a następnie tramwajem będzie mógł zostać potraktowany jako jedna podróż. Szczegółowe zasady mają trafić do regulaminu. Mogą dotyczyć m.in. czasu pomiędzy przesiadkami, odległości między przystankami oraz tego, czy pasażer nie wraca tą samą drogą. Do tego czasu każdy kolejny pojazd oznacza nowy, odrębnie płatny przejazd. I to nawet wtedy, gdy przesiadka nie zależy od pasażera.
Jeżeli tramwaj ulegnie awarii, kurs zostanie skrócony albo po wypadku pasażer będzie musiał wysiąść i przesiąść się do innego pojazdu, drugi odcinek zostanie policzony osobno. Dopiero po uruchomieniu funkcji przesiadkowej takie przejazdy będą mogły być traktowane jako jedna podróż, jeśli spełnią określone warunki.
To jedna z tych zasad, które mogą budzić największe wątpliwości: przez pierwsze pół roku pasażer może więc zapłacić dodatkowo za zmianę pojazdu wymuszoną nie przez własny wybór, lecz np. przez jego awarię.
Limit 20 zł. Ale nie od północy do północy
ZTP doprecyzował również, jak ma działać limit 20 zł. Nie będzie liczony według dnia kalendarzowego. Jeżeli pierwszy przejazd rozpoczniemy np. o godz. 14.37, 24-godzinny okres zakończy się o godz. 14.36.59 następnego dnia. Po wydaniu w tym czasie 20 zł – albo 10 zł w taryfie ulgowej – kolejne podróże nie będą już powodowały dodatkowych opłat.
Sposób pobierania pieniędzy może się natomiast różnić w zależności od aplikacji. Możliwe będzie pobieranie opłaty po każdym przejeździe, rozliczenie zbiorcze albo korzystanie z wcześniej zasilonego konta.
A co, jeśli system źle wskaże przystanek końcowy albo naliczy niewłaściwą kwotę? Pasażer będzie mógł złożyć reklamację. ZTP informuje również, że system będzie przechowywał informacje o przejazdach m.in. do celów statystycznych i obsługi historii transakcji, ale według urzędu nie będzie przy tym zbierał danych osobowych.
Styczeń 2027? Przetarg nadal nie jest zakończony
Największy znak zapytania dotyczy jednak nie tego, jak aplikacja będzie działać, ale tego, kiedy w ogóle zacznie działać. ZTP wybrał Mera-Serwis SGL na wykonawcę systemu. Podstawowy zakres oferty wynosi około 4,24 mln zł brutto, a wraz ze wszystkimi przewidzianymi opcjami maksymalnie około 5,92 mln zł. Konkurencyjna firma Beesset wyceniła podstawowy zakres na około 5,94 mln zł, a całość z opcjami na około 8,29 mln zł.
Beesset zakwestionował jednak wybór konkurenta i 21 września wniósł odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej. Z odpowiedzi przekazanej Głos24 wynika, że zarzuty dotyczą części dokumentacji Mera-Serwis zastrzeżonej jako tajemnica przedsiębiorstwa. Od czasu odpowiedzi ZTP sytuacja się zmieniła. Sprawie nadano sygnaturę KIO 4697/26, a odwołanie Beesset przeciwko ZTP trafiło na wokandę Krajowej Izby Odwoławczej 14 października o godz. 13.00. Na 19 października w publicznie dostępnych źródłach nadal nie ma opublikowanego rozstrzygnięcia w tej sprawie. Nie ma również informacji o podpisaniu przez ZTP umowy z Mera-Serwis. Formalnie więc przetarg nadal nie jest zakończony.
ZTP wcześniej zapewniał nas, że nadal dąży do uruchomienia taryfy w styczniu 2027 roku. Jednocześnie przyznał, że nie można wskazać granicznego terminu podpisania umowy, który gwarantowałby dotrzymanie tej daty. Wszystko zależy od zakończenia procedury odwoławczej, zawarcia umowy, a później harmonogramu uzgodnionego z wykonawcą.
Gibała chciał biletu przystankowego. Teraz popiera odległościowy
Do tego dochodzi jeszcze zmiana władzy w Krakowie. Łukasz Gibała od lat krytykuje rozliczanie przejazdów wyłącznie na podstawie czasu. W 2021 roku klub Kraków dla Mieszkańców proponował wprowadzenie biletu przystankowego, którego cena zależałaby od liczby przejechanych przystanków. Gibała wracał później do tego pomysłu w interpelacjach do władz miasta. W tegorocznej kampanii jego propozycja była już inna. Gibała opowiedział się za taryfą odległościową, w której opłata zależy od pokonanej odległości, a nie czasu spędzonego w korku.
W pierwszej kolejności chce jednak przywrócić zlikwidowany w marcu bilet 20-minutowy. Obecnie za 4 zł można podróżować przez 15 minut. Prezydent elekt zapowiedział, że projekt odpowiedniej uchwały ma trafić do Rady Miasta. Jeśli zmiany nie uda się wprowadzić wcześniej, wskazuje 1 stycznia jako termin nowego cennika. Ostateczna decyzja będzie należała także do radnych.
Na dziś pewne są więc przede wszystkim stawki i ogólne zasady taryfy odległościowej zapisane w obowiązującej uchwale. Nie jest natomiast przesądzone, kiedy system faktycznie ruszy. Trwa procedura związana z przetargiem, część rozwiązań technicznych dopiero ma zostać uzgodniona z wykonawcą, a miasto jest właśnie w trakcie zmiany władzy.
Gibała nie zapowiada rezygnacji z taryfy odległościowej. W pierwszej kolejności chce jednak cofnąć zmianę, którą krytykował od jej wprowadzenia, czyli przywrócić bilet 20-minutowy. Dopiero kolejne decyzje pokażą, czy i w jakim terminie „bilet za kilometry” rzeczywiście pojawi się w krakowskiej komunikacji.


















