Jan Gabryel (1898-1940), starszy przodownik - śledczy w Komendzie Powiatowej Policji w Złoczowie w woj. tarnopolskim, jeniec Ostaszkowa zamordowany w Twerze (Kalininie), po awansie aspirant Policji Państwowej.
Jan Gabryel, syn Julianny z Olszewskich i Antoniego Gabryela urodził się 18.08.1898 r. w Niskim Bródnie w woj. bydgoskim. W 1930 r. ożenił się z Władysławą Gackowską (1904-1983) w Błędziminie w woj. bydgoskim.

Zamieszkali w Złoczowie woj. tarnopolskim, gdzie Jan służył w Komendzie Powiatowej II RP jako śledczy tejże komendy. W Złoczowie na świat przyszły ich dzieci: w 1932 r. Zdzisław i w 1935 r. Lucjan. Jan Gabryel w 1936 r. pełnił służbę w pionie śledczym Policji Państwowej województwa tarnopolskiego. Po ukończeniu Szkoły Policyjnej w Mostach k. Lwowa po podjął służbę w Wydziale Śledczym Komendy Policji w Złoczowie. 3.01.1937 r. został przeniesiony w stan spoczynku. Po wybuchu II wojny światowej między 1 a 17.09. 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej, a po agresji Armii Czerwonej na Polskę 17.09. 1939 r. został aresztowany i osadzony w obozie jenieckim w Ostaszkowie. Po rozkazie Józefa Stalina z 5.03.1940 r. o wymordowaniu oficerów Wojska Polskiego przetrzymywanych w obozach jenieckich: Kozielsk, Ostaszków, Starobielsk został tegoż roku zastrzelony przez NKWD starzałem w tył głowy w Twerze (Kalininie) jako jeden z 21 857 oficerów. Pochowany został w zbiorowej mogile na cmentarzu w Miednoje. Pośmiertnie w 2007 r. został awansowany na stopień aspiranta Policji Państwowej.
O losach Ojca opowiedział mi Jego syn śp. Zdzisław Gabryel, wieliczanin od 9.05.1944 r., po 1990 r. chorąży sztandaru Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich Polski Południowej z siedzibą w Krakowie. Udostępnił mi fotografie: rodzinną

oraz Ojca z pracy w Komendzie Policji w Złoczowie

wyciętą przez niego ze zbiorowej fotografii pracowników Komendy przed agresją sowietów. Fragment wspomnień Zdzisława Gabryela opublikowałam w „Biblioteczce Wielickiej” zeszyt 93 (2010 r.) opracowanym po 148 spotkaniu z cyklu „Wieliczka-Wieliczanie” pt. „W 70 rocznicę zbrodni katyńskiej (1940-2010), wieliczanie, jeńcy wojenni Kozielska - Ostaszkowa – Starobielska zamordowani w ZSRR w 1940 r.”
W Wieliczce na Cmentarzu Komunalnym, na grobie rodziny Gabryelów w kwaterze G Władysławy Gackowskiej, Stanisławy i Zdzisława jest informacja: „JAN GABRYEL 1898 1940 INTERNOWANY ZGINĄŁ W OSTASZKOWIE ZSRR”. 3.05.2010 r. na tym cmentarzu w kwaterze „Dębów Pamięci” posadzono ku Jego pamięci „Dąb Pamięci” a Zdzisław Gabryel otrzymał certyfikat do dębu nr 2329/10127/WE/2010 podpisany w marcu 2010 r. przez śp. o. Józefa Jońca SchP, prezesa Stowarzyszenia PARAFIADA w Warszawie (zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10.04.2010 r.).
Zdzisław Gabryel 10. 04. 2010 r. napisał: „…Rodzice pochodzili z Pomorza. Jak Ojciec ukończył Szkołę Policyjną w Mostach k/Lwowa podjął służbę w Złoczowie. Rodzice pobrali się w 1930 r. na Pomorzu w Błędziminie i przenieśli się do Złoczowa. Z końcem 1938 r. Ojciec przeszedł na emeryturę, ale widząc co się dzieje w kraju na początku 1939 r. sam wrócił do służby czynnej, co uważał za swój obowiązek wobec Ojczyzny. Był prawie jedynym człowiekiem, który jako śledczy miał doskonale rozpracowane wszelkie wrogie ośrodki w powiecie. Za udział w wojnie otrzymał pośmiertnie Odznakę Pamiątkową „Krzyż Kampanii Wrześniowej 1939 r.” z Londynu z dnia 05.08.1985 r. nr legitymacji 10486.
W Złoczowie graniczyliśmy z cmentarzem (mieszkaliśmy przy ul. St. Czarneckiego 7a) gdzie Ojciec parę dni w nocy był schowany w grobowcu, a następnie nocą wrócił do domu i przebywał nie u siebie ale u sąsiadki mieszkającej w tym samym domu u Państwa Medyńskich. Pewnego dnia z końcem września 1939 r. gdy w domu były tylko matka i sąsiadka weszło NKWD z Ukraińcem, niejakim Błozowskim i poszli od razu do sąsiadki, i odsuwając szafę za którą Ojciec się ukrywał zabrali go bez jakiegokolwiek nakazu. Następnie prowadzili Ojca środkiem ulicy, po boku byli z NKWD, a za Ojcem szedł Ukrainiec. Przechodząc trzeci lub drugi dom, oparty na ogrodzeniu mieszkaniec tej samej ulicy powiedział do konwoju „As”. Miał to być chyba znak, że prowadzą właściwą osobę. Przez dwa dni siedział w komendzie NKWD, a potem przeprowadzili Ojca na zbiorcze miejsce wszystkich aresztowanych do zamku St. Sobieskiego. Na Komendzie nie było do nikogo żadnego dostępu, dopiero w zamku można było podać na dyżurce coś do jedzenia i ubrania. Nie było tam żadnego kontaktu z Ojcem, tak samo jak mieli to inni aresztowani. Po około 3 dniach powiedziano matce, że Ojca już w zamku nie ma. Po odejściu z zamku „jakiś” uczynny człowiek powiedział matce, że tej nocy odwieźli w kierunku Tarnopola 10 samochodów jeńców umundurowanych a wśród nich był jeden cywil. Z tego co powiedział i opisał było jasne, że tym cywilem by Ojciec. Od tej chwili nie było żadnych wiadomości o Ojcu, aż chyba do 2 lutego 1940 r., gdy przyszła kartka od Ojca, że przebywa w Ostaszkowie, jest mu dobrze i bardzo martwi się o rodzinę. To była Jego pierwsza i ostatnia widomość. Pomimo ogłoszenia w 1943 r. w prasie nazwisk osób zamordowanych w Katyniu i innych miejscach, poszukiwań wśród tych, którym udało się zbiec oraz przez różne organizacje z kraju i za granicą nie udało się czegokolwiek dowiedzieć. Mogły być tylko dwie możliwości: albo Ojciec zginął na Wschodzie, albo wyszedł z Armią Andersa. Cały czas mieliśmy nadzieję, że Ojciec wróci, szczególnie Matka, ale nie doczekała nawet jak przekazano nam kopie list wysyłkowych. To, że myśmy nie znaleźli się na Sybirze zawdzięczmy tylko Żydowi, który był naszym dobrym znajomym i pracował w Komendzie NKWD mając dojście do tajnych zamierzeń NKWD. Pracował tam zresztą tak samo jak przed wojną jako malarz pokojowy. Dzięki temu Żydowi (nie pamiętam jego nazwiska) 3 razy uciekliśmy przed wywózką na Sybir oraz uciekliśmy do Lwowa i zamieszkali pod nazwiskiem panieńskim matki Gackowscy. Do właściwego nazwiska wróciliśmy po przyjeździe do Wieliczki 9 maja 1944 r. …. Stanisław Ozga z Sierczy znalazł dla nas mieszkanie w Wieliczce… Matka nie doczekała się wieści o Ojcu, zmarła 24.11. 1983 r.. brat Lucjan zmarł 14. 05.2001 r.”
Zdzisław Gabryel po latach poszukiwań informacji o Ojcu był trzy razy w Miednoje. Pierwszy raz 31.08.1981 r. na otwartych dołach pomordowanych policjantów oraz pochowku ich szczątków. Drugi raz 02.09.2000 r. z bratem Julianem na otwarciu Polskiego Cmentarza Wojskowego i trzeci – 02.09.2002 r. w drugą rocznicę otwarcia tegoż cmentarza. Pan Zdzisław wygłaszał prelekcje dla uczniów i nauczycieli w ramach cyklu „Mnie Ta Ziemia od innych droższa” w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej i w wielickich szkołach, brał udział w obchodach Światowego Dnia Pamięci Ofiar Katynia w Krakowie, jako chorążysztandaru Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich Polski Południowej i w Wieliczce, także w spotkaniach z cyklu „Wieliczka-Wieliczanie”. Uczył nas i młode pokolenie wieliczan pamiętać o ofiarach zbrodni katyńskiej. Pamiątki po Ojcu pozostawił córce Małgorzacie Stankiewicz i jej rodzinie. Zmarł 22. 05. 2011 r.
opracowała Jadwiga Duda














![[NOWY CYKL – BOHATEROWIE MAŁOPOLSKI] Gdy okupant groził śmiercią, on wybrał siebie. Historia Romana Sichrawy](https://cdn.glos24.pl/2025/12/sichrawa_w300.webp)

![[HISTORIA] Tragedia na moście Ashtabula. Zginęli 300 m przed stacją](https://cdn.glos24.pl/2022/12/_The_Ashtabula_Bridge_Disaster__-51360007881-_w300.webp)


