Kolejny raz krakowianie udowodnili, że można na nich liczyć. Na dworcu nie brakuje wolontariuszy, którzy chcą pomóc uchodźcom z Ukrainy. Panuje jednak chaos, o czym informują w mediach społecznościowych internauci. Brak osoby, która koordynowałaby udzielaną pomocą.
Setki osób dzień i noc koczują na krakowskim dworcu, stojąc w długiej kolejce do punktu recepcyjnego po skierowanie do noclegu tymczasowego. Towarzyszą im wolontariusze - osoby, które z potrzeby serca postanowiły pomóc uciekającym przed wojną Ukraińcom.
Sytuację skomentował w mediach społecznościowych niezależny samorządowiec i radny miasta Krakowa Łukasz Gibała.
– Jestem zaniepokojony brakiem koordynacji pomocy dla osób z Ukrainy w Krakowie. To, co się dzieje na dworcu, to, że ludzie czekają tam godzinami, bo nie mają dokąd pójść, to, że śpią na podłodze – to wstrząsające.
Zobacz:

Wolontariusze widzą problem
Taki sam problem dostrzegają wolontariusze, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami na krakowskich grupach pomocowych.
– Nie chcę rozpoczynać pyskówki, ale uważam, że należy się lepiej zorganizować - choć może nie mam najlepszych pomysłów.co wczoraj nie działało na dworcu
– rozpoczyna swój wpis jeden z wolontariuszy.
Jednym z problemów jest jedzenie, które zostało przyniesione przez krakowian:
– Tony żarcia, którego nie dało się zmagazynować lub przechowywać, nie wiem, ile z tego jedzenia przyniesionego przez wspaniałych ludzi zmarnowało się przez noc.
Kolejnym jest brak pomysłu na to, jak zagospodarować ręce gotowe do pracy:
– Mnóstwo ludzi - jak ja - po prostu przyszło pod ruchome schody 3go peronu i zapytało czy pomóc, nikt w zasadzie nie wiedział jak ich zagospodarować, nikt nie pomyślał o zmianach. Uważam, że nie można w takim miejscu być dłużej niż 3-4h bo trzeba odpocząć psychicznie i fizycznie. Ale wielki szacunek dla osób które tam były cały dzień, jak długo będą miały siłę, nie wiem
– żali się wolontariusz.
Kolejnym problemem jest fakt, że wolontariusze praktycznie nie mają dostępu do pomieszczenia tylko dla siebie.
– Kurtki walają się między śmieciami, jedzeniem przygotowywanym na miejscu i resztkami jedzenia. o kiblu z wodą z prawdziwego zdarzenia można pomarzyć - bo tam też jest składzik
– donosi we wpisie internauta i dodaje:
– Nie ma miejsca na składowanie, brak chłodni, regałów. a z tego co zauważyłem 15 minut po przyjeździe nowego pociągu jedzenie zostało rozprowadzone między przyjezdnymi i nikt już więcej nic nie chce, a dary spływają. jest mnóstwo małych inicjatyw - bardzo mnie ten zapał cieszy, ale to wszystko kosztuje.
Na dworcu brakuje ulotek i tłumaczy, którzy pokierowaliby uchodźców we właściwe miejsce:
– Przyjezdni, jak już zaspokoją głód, są głównie zdezorientowani, brakuje ulotek i tłumaczy. główne pytania to karty sim, nocleg, dalsza kontynuacja podróży, orientacja w przestrzeni - takie ulotki by bardzo pomogły, roznosząc jedzenie nie byłem wstanie się dogadać - słowa jak "kasa" czy "rozkład" nic przyjezdnym nie mówią. brakuje tłumaczy, ale ci też muszą mieć dobrą i aktualną informację.
Ostatnią sprawą, na jaką zwraca uwagę wolontariusz, było zamknięcie terenu galerii bez wcześniejszego komunikatu:
– Wczoraj zamknęli z minuty na minutę, bez uprzedzenia dostęp do terenu galerii. nawet ja byłem zaskoczony, nie mówiąc o rozdzielonych rodzinach - dlaczego nie było komunikatu przez megafony - nie wiem. ja się błąkałem po korytarzach dworca z 2ką przerażonych kobiet zanim ktoś mi powiedział że peron 4ty ma otwarte przejście!!! jaki idiota podjął decyzję o zamknięciu bram - nie wiem.
Inf.: Facebook