wtorek, 15 marca 2022 17:00

Niesie pomoc najmłodszym uchodźcom, a serca krakowian wyleczyły ją ze sceptycznego podejścia do narodu

Autor Joanna Jamróz-Haładyj
Niesie pomoc najmłodszym uchodźcom, a serca krakowian wyleczyły ją ze sceptycznego podejścia do narodu

Krakowianie nie ustają w niesieniu pomocy Ukraińcom. Jedna z mieszkanek stolicy Małopolski postanowiła pomagać na dworcu, odwracając uwagę najmłodszych uchodźców od sytuacji, w której się znaleźli.

Idąc dworcem, nie sposób nie zwrócić na nie uwagi. Kolorowe, uśmiechnięte, z balonami i przekąskami, otoczone gromadką dzieci. Wolontariuszki, albo wolne, dobre duchy (jak o sobie mówią), od pewnego czasu działają na krakowskim dworcu z myślą o najmłodszych uchodźcach, którzy czekają tu na lepsze jutro. Odwracają uwagę dzieci od sytuacji, w której znalazły, ofiarując nie tylko gadżety, ale przede wszystkim czas, uśmiech i serce. O tym, jak zrodził się pomysł animacji na dworcu, rozmawiamy z Anitą Kostaną.

Jak to się stało, że zdecydowała się pani włączyć w pomoc uchodźcom?

– Na pewno czułam złość na to, co się dzieje na świecie i na to, jak niewielki mam wpływ. Roznosiła mnie energia i bardzo chciałam coś zrobić. Ale tak bezpośrednio – nie poprzez wpłatę na zrzutkę. Myślę, że też zadziałała swego rodzaju presja społeczna – prawie każdy publikował informacje o tym, że pomaga. Poczułam, że też chcę być tego częścią, by zrobić coś dobrego, ale także by pomóc sobie zmierzyć się z tą sytuacją i emocjami. Niestety „wyścig” pomocy nie ułatwiał mi wyboru, jak się do tego przyczynić, zwłaszcza że bardzo chciałam to zrobić „z głową”. Wszędzie spotykałam się ze sprzecznymi informacjami – tu zbierają, ale 5 minut później mają już nadmiar, tu mają przyjechać dzieci, ale nie przyjechały i tak w kółko odbijałam się od ściany. Pożaliłam się na sytuację sąsiadowi na placu zabaw, że bardzo chciałabym pomóc, ale nie wiem, jak, na co on wspomniał mi, że, będąc na dworcu, kupił trochę słodyczy i je rozdał … tak po prostu. I spotkał się z ogromną wdzięcznością i masą uśmiechów. Pomyślałam, że świat właśnie dał mi wskazówkę i następnego dnia pobiegłam na dworzec ze słodyczami i paczką balonów.

Najmłodsi uchodźcy na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids
Najmłodsi uchodźcy na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids

Skąd pomysł, by pochylić się nad najmłodszymi?

– Ach, to akurat było proste i oczywiste od samego początku – dzieci są szczere, niewinne i pełne nadziei. Nie mogłam pozwolić, by straciły wiarę w dobroć w tak młodym wieku, w końcu to one są naszą przyszłością. Dodatkowo na co dzień jestem matką, a moja praca od wielu lat obraca się właśnie wokół dzieci, więc to po prostu trochę moja specjalność.

Jak jesteście panie odbierane przez dzieci?

– Z początku bałyśmy się, jak zostaniemy odebrane, żeby ktoś nie zarzucił nam, że to nie jest powód ani miejsce do zabawy. Na szczęście dzieci są mega pozytywnie nastawione, często dość nieśmiałe, ale są i takie, które spędzają z nami kilka godzin i bacznie obserwują, co jeszcze wymyślimy. Na ten moment tworzymy fantazyjne figurki z balonów, rozdajemy słodycze, zabawki, soczki, a także malujemy tatuaże i twarze – nie tylko dzieciom. Najczęściej wybieramy barwy Ukrainy, by balony i tatuaże niosły ze sobą ważną symbolikę. Od następnego tygodnia chcemy to również połączyć z wizytą maskotki… zobaczymy, co jeszcze uda nam się „przemycić” z naszego animatorskiego świata.

Animatorki podczas pracy z dziećmi na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids
Animatorki podczas pracy z dziećmi na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids

Spędziła pani na dworcu kilka dni. Jak ocenia pani sytuację w tym miejscu?

– Z początku chaos i zderzenie z rzeczywistością, w końcu wojna stała się ciut bardziej realna. Gdy ludzie zrozumieli, że nie szukamy tam zarobku, w większości byli bardzo przyjaźnie nastawieni (choć były przypadki osób, którym przeszkadzało np. to, że balon pękł i kojarzył się z wystrzałem, na szczęście te skojarzenia były tylko dorosłych – dzieci się śmiały.) Z dnia na dzień ludzi przybywało przez ostatnie 2 tyg, na ten moment jest tam o wiele spokojniej, dlatego zapewne będziemy zmieniały miejsce naszych działań.

W internecie pisze pani, że można Was wesprzeć. W jaki sposób?

Można nas wesprzeć w najprostszy sposób – czyli wpłacając na naszą prywatną zrzutkę https://zrzutka.pl/9ayakv. Można też przynosić małe zabawki, soczki, musy, kolorowanki, kredki do zaprzyjaźnionego Biura Rachunkowego Reja przy ul. Fabrycznej 6 lok. 2 lub bezpośrednio do nas na dworzec, po wcześniejszym dogadaniu się, kiedy będziemy. Po większą ilość możemy także sami podjechać, staramy się być elastyczni. Biuro zbiera także samodzielnie karmy dla zwierząt. Jeśli ktoś chciałby się przyłączyć – na pewno przydałaby się nam osoba, która ubierze nasze kostiumy-maskotki.

Najmłodsi uchodźcy na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids
Najmłodsi uchodźcy na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids

Po napaści Rosji na Ukrainę krakowianie pokazali swoje wielkie serca. Jaką pomoc panie otrzymałyście?

– O tak, ilość dobroci, z jaką się spotkałam wyleczyła mnie ze sceptycznego podejścia do naszego narodu. Zaczęło się pierwszego dnia od tego, że pani wcisnęła mi 100zł, prosząc bym kupiła coś dla dzieci. Drugiego dnia – to samo… dodatkowo zjawiali się ludzie, którzy po prostu zostawiali nam słodycze i soczki, wiedząc, że na pewno trafią do dzieci. I tak po kilku dniach postanowiłam założyć zrzutkę. Odezwali się znajomi, którzy dostarczyli wiele darów, zebrali się sąsiedzi z osiedla, wciąż pukając do drzwi z rzeczami dla dzieci. Podobnie prywatni ludzie wsparli nas kolorowankami, zabawkami, słodyczami… jest tego ogrom! Z firm wsparło nas wcześniej wspomniane Biuro Rachunkowe, Studio Paznokci Glamtu, które również organizuje dla nas zrzutkę, od Centrum Animatora dostaliśmy mnóstwo balonów i farbek do malowania twarzy, zaś agencja Hula Events przekazała nam 1000zł na zakupy.

Praca wolontariuszek z dziećmi na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids
Praca wolontariuszek z dziećmi na krakowskim dworcu/ Fot. Hopla Kids

Jak długo zamierza pani pomagać najmłodszym uchodźcom?

– Z początku nie wiedziałam, czy chcę się w to angażować na dłużej, ale dosłownie mnie wciągnęło. Póki mam czas, zdrowe dziecko i będzie taka potrzeba – to będę w gotowości i chętnie wesprę tam, gdzie będę się czuła potrzebna i będę czuła, że faktycznie ta pomoc jest trafna i przemyślana. Choć szczerze, mam nadzieję, że nie potrwa to długo i że wszystko się skończy happy endem.

Czym zajmuje się pani na co dzień?

– Na co dzień przede wszystkim jestem mamą. Oprócz tego prowadzę firmę z animacjami i pokazami artystycznymi (www.facebook.com/hoplakids), robię także fire show i bubble show. Oprócz tego, zajmuję się jeszcze… tarotem. Ot, takie nietypowe połączenie. Na szczęście nikomu ono nie przeszkadza. Koleżanka, która pomaga mi to wszystko ogarniać i wspiera mnie najmocniej, również jest artystką – zajmuje się szyciem i malowaniem w każdym tego słowa znaczeniu - https://www.facebook.com/agakijakfacepainting

Fot.: Hopla Kids

Kraków

Kraków - najnowsze informacje