piątek, 4 kwietnia 2025 09:41, aktualizacja 16 godzin temu

Ta zbrodnia wstrząsnęła Grybowem. Adoptowany syn poćwiartował matkę

Autor Aleksandra Tokarz
Ta zbrodnia wstrząsnęła Grybowem. Adoptowany syn poćwiartował matkę

Wrzesień 2003, Grybów. Gdy w miasteczku panowała cisza i spokój, w jednym z domów rozegrał się prawdziwy dramat. – Nie zabiłem matki, bardzo ją kochałem – mówił Adam S. na pierwszej rozprawie w Sądzie Okręgowym w Nowym Sączu. To, co się stało, trudno jednak w ogóle zrozumieć.

Adam S. był adoptowanym synem Alicji S. Kobieta przyjęła go pod swoje skrzydła, gdy był dwumiesięcznym dzieckiem. Dbała o niego, niekiedy będąc nawet nadopiekuńczą. Adam był jej oczkiem w głowie. Chciała, by chłopiec wyrósł na porządnego, wykształconego mężczyznę. Miał zostać lekarzem – takie były plany matki. Szybko jednak Adam przestał być idealnym synem. Zaczął się buntować, a matce nie podobało się towarzystwo, w którym się obracał.

Prawdziwe problemy zaczęły się jednak w momencie, kiedy chłopak poznał starszą o rok koleżankę ze szkoły. Matce nie podobała się ta znajomość – o dziewczynie wyrażała się nieelegancko, a jej rodzinę nazywała „plebsem”. Konflikt zaostrzył się, gdy koleżanka Adama zdecydowała, że zostanie fryzjerką.

Między synem a matką dochodziło do częstych kłótni – chłopak wykręcał jej nadgarstki, przyduszał. Kobieta nigdy jednak nie złożyła na niego skargi. W pewnym momencie 65-latka podjęła decyzję o wizycie u specjalisty. Podejrzewała bowiem, że jej syn może mieć zaburzenia psychiczne. Psychiatra wykluczył jednak, by Adam był chory psychicznie.

Kłótnia goniła kłótnię. I tak aż do wrześniowego poranka w 2003 r. Policja weszła do domu Alicji, zawiadomiona przez zaniepokojoną sąsiadkę. 19-letni wówczas Adam tłumaczył funkcjonariuszom, że matki nie ma. Miała wyjechać z nieznanym mężczyzną i nie ma z nią kontaktu. To jednak nie przekonało policjantów. Z wnętrza domu wydobywał się zapach spalenizny, co dodatkowo ich zaniepokoiło. Mundurowi dowiedzieli się także, że mężczyzna kupował wcześniej cement, mimo iż nie znał się na pracach budowlanych. Pod schodami zauważyli nowo wybudowaną ściankę. Zburzono ją. Tam znaleziono dwa garnki, a w nich fragmenty ludzkiego ciała.

Jak wynikało z relacji Adama S., kobieta mocno potłukła się po tym, jak spadła ze schodów. Mężczyzna miał z matką układać na strychu deski, a gdy schodzili, potknął się i popchnął Alicję. Kobieta była wówczas przekonana, że syn chciał ją zabić. W kuchni wzięła do ręki nóż, wspominając o szatanie. Adam powstrzymał ją, sam zadając mocny cios. 65-latka upadła, uderzając głową o kafelki. Nie ruszała się. Mężczyzna reanimował matkę, jednak bez skutku. Potem poszedł po alkohol. Po drodze chciał wstąpić na komisariat, ale ostatecznie tego nie zrobił. Chciał pozbyć się zwłok. Poćwiartował ciało matki, gotował je w proszku. Potem palił i niszczył w maszynce do mięsa i mikserze. Resztę usuwał w toalecie.

Biegli doliczyli się ponad 850 fragmentów ciała, których wielkość wynosiła ok. 3 – 4 centymetrów. Mieli problem z dokładnym określeniem przyczyn śmierci kobiety.

Ostatecznie wydali kilka opinii. Adama S. po trzech procesach skazano za zbezczeszczenie zwłok i przekroczenie granic obrony koniecznej. Sąd przyjął, że mężczyzna spowodował śmierć matki, odpierając jej bezprawny atak nożem. Adama S. skazano na 11 lat więzienia. Mężczyzna wyszedł na wolność w 2014 r. Zamieszkał w Tarnowie, gdzie poznał nową dziewczynę. Urodził mu się syn. W 2015 r. znów zrobiło się o nim głośno, gdyż popadł w kolejny konflikt z prawem. Wczesnym rankiem w Krakowie pod Bramą Floriańską Adam S. wraz z kolegą zagroził nożem przypadkowemu mężczyźnie. Pokrzywdzonemu odebrali kubek kawy wart 7,95 zł.

Za działanie w recydywie Adamowi S. groziło 15 lat więzienia. Sąd skazał go jednak na trzy i pół roku pozbawienia wolności.

Magazyn - najnowsze informacje

Rozrywka