Poświęcił się dla zdobycia medalu tak bardzo, że tylko kilka razy widział swojego nowo narodzonego syna. Teraz będzie miał czas na radość i odpoczynek.
W trakcie środowego finału wioślarzy Dominik Czaja wraz z kolegami podjął się walki o srebro, co finalnie zakończyło się niepowodzeniem. Krakowianin i tak cieszy się z brązu, bo jak sam powiedział w Wirtualnej Polsce po odebraniu krążka: „Ten brąz smakuje jak złoto”.
Końcówkę już płynęliśmy siłą woli, był plan, żeby jeszcze zaatakować, ale już nie byliśmy w stanie odpowiedzieć. Ale i tak jesteśmy bardzo szczęśliwi. Srebro było blisko, ale z brązu też jesteśmy bardzo zadowoleni. Spełniliśmy nasze marzenie, zdobyliśmy upragniony medal olimpijski–powiedział dziennikarzom.
Nie udało się zdobyć srebra, ale Dominik i tak wie, ile kosztowało go samo przygotowanie. Pomoc żony Marii, która po porodzie została sama z dzieckiem, jest nieoceniona. Gdyby nie jej wsparcie i akceptacja poświęcenia męża, mogłoby się w Paryżu nie udać. Nasi wioślarze mieli zresztą z tyłu głowy traumę, która wydarzyła się w Tokio. Wtedy do medalu zabrakło trzy dziesiąte sekundy.
Dotychczas widział swojego syna ledwie trzy razy. Teraz jak sam podkreśla, chce się skupić na rodzinie. Najbliższy czas spędzi na odpoczynku z najbliższymi, co przyda się z całą pewnością, zważywszy na specyfikę dyscypliny, którą uprawia. Wioślarze spędzają średnio 290 dni w roku na zgrupowaniach.
Brązowy medal zdobyty przez naszą czwórkę podwójną jest jak na razie trzecim na trwających Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu.
fot: Polski Komitet Olimpijski / Instagram