Jan Hoffman, członkowie komitetu referendalnego i wolontariusze złożyli dziś w biurze Komisarza Wyborczego w Krakowie podpisy mieszkańców, popierających wniosek o referendum. W ciągu zaledwie 44 dni złożyło je 134 tysiące Krakowianek i Krakowian. To liczba ponad dwukrotnie przekraczająca wymagana, wiec wszystko wskazuje na to, że referendum się odbędzie.
Na briefingu zorganizowanym przed siedzibą Komisarza Wyborczego w Krakowie na placu Na Stawach radości z odniesionego sukcesu nie krył Jan Hoffman, który podkreślał, że to zasługa mieszkańców Krakowa, którzy chcę zmiany i chcę dać wypowiedzenie prezydentowi Miszalskiemu i związanym z nim radnym. Podziękował też wszystkim zaangażowanym w ich zbieranie w trudnej pogodzie - na początku akcji w Krakowie było nawet minus 15 stopni, co nie powstrzymało wolontariuszy. Najwięcej ok. 4,5 tysiąca zebrał Piotr Kubiczek.
Mocne słowa na konferencji
Przewodniczący komitetu referendalnego poinformował, że komitet kończy zbiórkę podpisów i już dziś przekaże je do komisarza wyborczego. Jan Hoffman podkreślał, że wynik okazał się lepszy i szybszy, niż zakładali organizatorzy na starcie akcji. Przypomniał, że od inauguracji zbiórki 27 stycznia minęły 44 dni, a jeszcze na początku za pełny sukces uznałby zebranie 100 tys. podpisów w ciągu 60 dni. W jego ocenie tempo akcji pokazało, że w mieście narasta oczekiwanie na zmianę.
– Kraków chce zmian, Kraków dąży do zmian, Kraków oczekuje, że te zmiany nastąpią szybciej i właśnie dlatego te podpisy tak szybko zebrano – mówił Jan Hoffman.
Przedstawiciel komitetu zwracał uwagę, że zbiórka odbywała się w trudnych warunkach, w czasie mrozów, deszczu i ferii, a mimo to wolontariusze przez wiele dni pracowali od rana do nocy, a mieszkańcy ustawiali się w kolejkach, by złożyć podpis. Podkreślał, że skala zaangażowania pokazała obywatelski charakter całej akcji. Jednocześnie zaznaczył, że nie był to projekt partyjny, lecz miejski ruch wymierzony w obecne władze Krakowa.
– To nie jest partyjny ruch, to nie jest ruch wymierzony w politykę krajową. To jest oddolny, miejski ruch, który jest wyrazem sprzeciwu wobec prezydentury Aleksandra Miszalskiego, a także wobec Rady Miasta, która – jak ocenił – została przez niego podporządkowana – mówił.
Hoffman odniósł się również do pojawiających się wokół referendum wątpliwości i sporów. Przekonywał, że mieszkańcy, mimo obaw związanych z przekazywaniem danych osobowych, zdecydowali się poprzeć inicjatywę i zaufać organizatorom. W ostrym tonie mówił też o reakcji otoczenia magistratu na akcję referendalną.
– Nagle magistrat i otoczenie prezydenta Miszalskiego przypomniało sobie, że PESEL trzeba chronić. Oczywiście trzeba go chronić zawsze, ale nie tylko wtedy, kiedy ktoś chce zrobić referendum przeciwko władzy – stwierdził. Dodał przy tym, że komitet będzie kontynuował działania informacyjne i przygotowywał się do kolejnego etapu procedury referendalnej.
Po Janie Hoffmanie głos zabrał wolontariusz Piotr Kubiczek, który zebrał najwięcej podpisów – było ich około 4,5 tys., ale jak zaznaczył, sukces nie należy do jednej osoby, lecz do mieszkańców i ponad setki wolontariuszy pracujących na ulicach Krakowa. Opowiadał, że Krakowianie nie tylko składali podpisy mimo niesprzyjającej pogody, ale też wspierali zbierających, przynosząc im gorące napoje i okazując solidarność z akcją.
– To nie jest mój sukces. To jest sukces mieszkańców Krakowa i wszystkich tych, którzy chodzili w niebieskich kamizelkach i codziennie pracowali na ulicach miasta – mówił Piotr Kubiczek.
Najmocniejsze słowa Kubiczka padły wtedy, gdy mówił o znaczeniu zebranych podpisów dla przyszłości prezydenta Krakowa. Wolontariusz przedstawiał referendum jako obywatelski sposób rozliczenia władz miasta.
– Te podpisy, które dzisiaj zostaną złożone w komisji wyborczej, są tak naprawdę wypisanym wypowiedzeniem pracy dla naszego prezydenta. Mam wrażenie, że prezydent zapomniał, że jest naszym pracownikiem, a to mieszkańcy zdecydowali, że zasiada dziś w Pałacu Wielopolskich – powiedział.
Kubiczek tłumaczył też, dlaczego komitet zdecydował się złożyć podpisy wcześniej, przed upływem pełnego terminu. Jak wyjaśniał, chodziło o to, by uniknąć terminu głosowania, który mógłby przypaść na długi weekend i wpłynąć na frekwencję. Podkreślał zarazem, że celem komitetu jest odwołanie nie tylko prezydenta, ale również Rady Miasta. – Najważniejsze jest odwołać prezydenta i odwołać Radę Miasta, bo to są dwa ciała, które chcemy odwołać. Samo odwołanie prezydenta niewiele pomoże, skoro ma on swoją większość w Radzie – mówił.
Kubiczek wskazał też, że jednym z najczęściej powracających tematów w rozmowach z mieszkańcami była Strefa Czystego Transportu. Mówił, że wielu mieszkańców powiatu krakowskiego żałowało, iż nie może podpisać się pod wnioskiem, ale deklarowało poparcie dla akcji właśnie z powodu planowanych zmian. Jego zdaniem przepisy dotyczące SCT budzą sprzeciw nie tylko wśród przyjezdnych, ale również wśród samych krakowian. – Tych absurdów jest więcej i ta strefa nie uderza tylko w osoby spoza Krakowa, ale także w dużej mierze w samych mieszkańców miasta – podkreślał.
Podpisy złożone i co dalej?
Po tym, jak pudła z podpisami zostały złożone w Delegaturze Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie, rozpoczyna się formalna weryfikacja wniosku. Komisarz wyborczy ma maksymalnie 30 dni na wydanie postanowienia o przeprowadzeniu referendum albo o odrzuceniu wniosku, więc przy złożeniu dokumentów 11 marca decyzja powinna zapaść najpóźniej 10 kwietnia. W tym czasie sprawdzana będzie nie tylko liczba kart, ale też poprawność danych wpisanych przez mieszkańców — w praktyce chodzi o PESEL, adres oraz to, czy podpis złożyła osoba uprawniona do głosowania w Krakowie. Jeśli wniosek przejdzie weryfikację, samo referendum będzie musiało odbyć się w dzień wolny od pracy, najpóźniej w 50. dniu od opublikowania postanowienia komisarza. Dziś najbardziej prawdopodobny wydaje się termin 17 maja, a w drugim wariancie 24 maja.
Tu kluczowa będzie frekwencja. Ponieważ referendum dotyczy dwóch organów — prezydenta miasta i Rady Miasta Krakowa — obowiązują dwa progi ważności. Dla pytania o odwołanie prezydenta trzeba obecności co najmniej 158 555 osób, a dla pytania o odwołanie rady miasta 179 792 osób. To oznacza, że jeśli celem byłoby jednoczesne odwołanie obu organów, w praktyce trzeba patrzeć na wyższy próg. Sama frekwencja jednak nie wystarczy — w każdym z pytań ponad połowa ważnie głosujących musiałaby opowiedzieć się za odwołaniem.
Jeśli referendum okaże się ważne i rozstrzygające, mandat prezydenta i rady wygaśnie, a do czasu wyborów ich funkcje przejmie osoba wyznaczona przez Prezesa Rady Ministrów do pełnienia funkcji organów miasta. Jak mówił Jan Hoffman: – Wierzę głęboko, że bezpośrednio po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego premier Donald Tusk powoła merytoryczną osobę na stanowisko komisarza miasta, a potem odbędą się wybory i mieszkańcy w zbiorowej mądrości wybiorą dobrego gospodarza na kolejne lata.
Same wybory przedterminowe trzeba będzie zarządzić w ciągu 90 dni od wystąpienia przyczyny ich przeprowadzenia, więc przy wcześniejszym wariancie referendum w grę wchodzi sierpień, a przy późniejszym terminie także końcówka sierpnia.
Po wydaniu postanowienia komisarza formalnie ruszy kampania referendalna, w którą komitet zapowiada aktywne wejście. – Teraz zaczyna się taki okres 30 dni niedookreślony prawnie, gdzie tak naprawdę z prawnego punktu widzenia nie ma jeszcze kampanii. Potem, jak komisarz przeliczy i wyda postanowienie, wówczas formalnie ruszy kampania nie wyborcza, ale referendalna – mówił Hoffman. Dodawał też: – Będziemy tę kampanię informacyjną prowadzić na skalę taką, jaką będziemy mogli.








fot. Mateusz Łysik











![[11.03.2026] Pogoda w Małopolsce na środę. W wielu miastach temperatura wzrośnie do 14–15°C](https://cdn.glos24.pl/2026/03/Kopalnia-Soli-Wieliczka_w300.webp)







![[QUIZ] To oni decydowali o losach naszego świata. Sprawdź, czy potrafisz rozpoznać najpotężniejszych wodzów w dziejach](https://cdn.glos24.pl/2023/12/Najpot--niejsi-wodzowie-w-dziejach_w300.webp)