piątek, 26 czerwca 2020 08:42

Wojenne Tajemnice Szpitala w Bystrej Podhalańskiej cz. 4

Autor Bernard Szwabowski
Wojenne Tajemnice Szpitala w Bystrej Podhalańskiej cz. 4

W latach 1944- 45 nasiliła się walka partyzancka oraz jej zwalczanie przez Niemców.

W dniu 13 października 1944 roku w Bystrej w przypadkowej potyczce z gestapowcami przejeżdżającymi od Jordanowa samochodem na pacyfikację Malinów, został postrzelony w staw biodrowy partyzant Ryszard Wolf- ps. „Kos”. Był on członkiem chrzanowskiej grupy partyzanckiej. Grupa ta w tym dniu przed południem przybyła pociągiem do Bystrej i pieszo udawali się do Łętowni. Rannego Wolfa Niemcy zanieśli na noszach do szpitala. Był w tym czasie w szpitalu również drugi postrzelony chłopak, prawdopodobnie również partyzant. Żandarmeria zorganizowała nad nimi nadzór. Dr Walski mimo, że punktualność była jego specjalną cechą, spóźnił się około 15- 20 minut.(zapomniał zabrać z domu narzędzi lekarskich, z którymi nie rozstawał się na co dzień i musiał zawrócić) Kiedy wchodził do szpitala, oficer żandarmerii oświadczył mu, że jest poszukiwany, bo przechowuje dwóch bandytów. Przeprowadzono rewizję szpitala i lekarza straszono rozstrzelaniem. Gestapowiec odbezpieczył pistolet, i przystawiając do jego głowy zapytał czy ma jakieś ostatnie życzenie, „tak, chcę zapalić ostatniego papierosa”- odpowiedział doktor, otrzymał pozwolenie, paląc modlił się do Matki Boskiej, do której odnosił się ze szczególnym nabożeństwem, i gdy miał kończyć palenie, wszedł żandarm oznajmiając „katowi”, że lekarz jest niewinny. Dla doktora Walskiego było to drugie narodzenie.

Partyzantów przejęła żandarmeria wraz z sanitariuszem 18 letnim chłopakiem z Juszczyna. Wkrótce sanitariusz poprosił o zwolnienie z pracy, lekarzowi oznajmił, ze zostali zmuszeni do podpisania deklaracji, że będą donosić a on tego robić nie chce. Po kilku dniach, wieczorem grupka 7 osobowa pod dowództwem kpt. Czaharskiego  przeprowadziła akcję odbicia kolegi. Wolf i drugi chłopak zostali w nocy „wykradzeni” i przez Stanisława Łazarskiego ps „Wojtek” przewiezieni furmanką najpierw do Łętowni, do domu Zofii Brutankowej „Wiślanki” a po pewnym czasie do Wilhelma Łazarskiego w Jordanowie,  gdzie pomocy medycznej udzielał im dr Jan Bednarczyk i dr Kazimierz Leśniak. Wolf pochodził z Chrzanowa i po wyzwoleniu leczony był w Krakowie. W Liceum Ogólnokształcącym w Jordanowie kontynuował do końca roku szkolnego 1944/45 naukę, po czym powrócił do Chrzanowa, ukończył studia wyższe i jako inżynier górnik pracował w kopalni węgla w Jaworznie. O drugim brak informacji, jak również o losach sanitariusza. Szczęście kolejny raz dopisało doktorowi.

Pewnego dnia został do szpitala przyniesiony partyzant, który został postrzelony w staw biodrowy. Na drzwiach do sali, w której przebywał ranny, doktor kazał wywiesić tabliczkę: „ UWAGA TYFUS”. Po 6 tygodniach podleczony, został przez kolegów na kocu wyniesiony w las.

13 października 1944 roku około godz. 6 rano przybył do doktora goniec z Polany Malinowej, gdzie stacjonowały na krótko 3 odziały polskiej partyzantki , doktor wręczył mu pakunek z papierosami, lekami, zawinięty w niemiecką gazetę i goniec poszedł do swoich. Znów szczęście uśmiechnęło się do dr Walskiego. U Malinów po południu zaczęła się akcja pacyfikacyjna i gdyby pakunek dostał się w ręce Niemców byłoby bardzo źle.

W tym mniej więcej czasie około godz. 22:00 przybiegła do domu lekarza pielęgniarka, że do szpitala został przyniesiony niemiecki żołnierz, postrzelony w klatkę piersiową. Bał się, że może to być jakiś podstęp, ale poszedł. Po drodze natknęli się na strzelaninę z placówki u Stopy (prawdopodobnie była to nieudana akcja partyzantów na most kolejowy w Osielcu), wepchnął pielęgniarkę do rowu i sam padł. Leżących w rowie zauważył patrol niemiecki, przedstawił się, że jest lekarzem i idzie do szpitala, bo tam jest ranny niemiecki żołnierz. Otrzymał pozwolenie udania się do szpitala, razem z nim poszli Niemcy. Ponieważ lekarzowi polskiemu nie wolno było leczyć Niemców, wezwano telefonicznie z Rabki  Gestapo z lekarzem. Przyjechał młody lekarz volksdeutsch, który stwierdził, że on nie ma jeszcze dostatecznej praktyki i nie potrafi zrobić zabiegu. W między czasie nastąpiło nieporozumienie między Gestapowcami pełniącymi warte przed szpitalem i zaczęli strzelać „do swoich cieni”. Doktor natychmiast został ustawiony na rozstrzelanie, bo uważali, że wciągnął ich w zasadzkę. Jeden gestapowiec dzwonił do Rabki a drugi trzymał lekarza pod bronią. Wkrótce okazało się, że to nieporozumienie miedzy wartownikami. Gestapowcy szybko wsiedli do samochodów i ze wstydem odjechali, zostawiając rannego doktorowi. W trakcie zabiegu przeprowadzanego przez doktora Walskiego pielęgniarka zauważyła dużą ilość krwi na podłodze i wówczas okazało się, że to krew z postrzelonej w Osielcu nogi doktora. W następnym dniu rano około 6 przyjechały trzy samochody żandarmerii niemieckiej i wmawiali dr Walskiemu, że w szpitalu przetrzymuje „bandytów”. Odpowiedział, że jeżeli uważają rannych za bandytów to ma tylko jednego i jest nim ranny niemiecki żołnierz. Poszli sprawdzić a ten opowiedział, że lekarz interesował się jego stanem zdrowia i był u niego w nocy. Po kilku dniach sanitarką wywieźli rannego ze szpitala.

Ciąg dalszy w następnym numerze Głosu Beskidzkiego oraz na www.glos24.pl

Opracował: Tadeusz Uczniak, Fot.: Tadeusz Uczniak

Wojenne Tajemnice Szpitala w Bystrej Podhalańskiej cz.1

Wojenne Tajemnice Szpitala w Bystrej Podhalańskiej cz.2

Wojenne Tajemnice Szpitala w Bystrej Podhalańskiej cz.3

Historia

Historia - najnowsze informacje