Wyprawa zaczęła się od jednego impulsu, a skończyła na akcji, o której informują zagraniczne media. Bartłomiej Szczoczarz opowiada co go skłoniło, żeby pojechać do atakowanego miasta, o alarmach, nalotach i napięciu, które zostaje w człowieku na długo. „Nie zawieźliśmy tylko żurku, zawieźliśmy wiarę, nadzieję i poczucie bezpieczeństwa” – mówi o akcji „Ciepła Zupa dla Kijowa”.
„Włączyły się alarmy, zaczęły spadać drony… wylądowałem w schronie” – tak Bartłomiej Szczoczarz opisuje moment, w którym wyprawa z pomocą do Kijowa stała się doświadczeniem wojny. W podcaście "Ósma za siedem" nasz gość – radny powiatowy i inicjator akcji „Ciepła Zupa dla Kijowa” (oraz wielu innych przedsięwzięć pomocowych) relacjonuje, co widział na miejscu i co zostaje w głowie, gdy znajdujesz się w mieście, w którym ludzie „nigdy nie wiedzą, co się stanie, kiedy zawyje alarm”.
Szczoczarz wraca też do impulsu, od którego wszystko się zaczęło: „oglądając wiadomości, zobaczyłem, jak naprawdę w Kijowie bomby spadają, noc w noc (…) jest zimno, nie ma wody, nie ma prądu”. I dodaje, że to nie była wyprawa „po to, żeby zawieźć zupę”: „zawieźliśmy wiarę, nadzieję i poczucie bezpieczeństwa, że naród polski pamięta i wspiera naród ukraiński”. W rozmowie opowiada o postanowieniu, które pchnęło go do działania, o ludziach, którzy byli z nim w ekipie i o tych, którzy pomagali tam, na miejscu.
Pytamy też o niespotykaną falę hejtu, która pojawiła się pod postem o wyprawie do Kijowa z ciepłą zupę. Szczoczarz odpowiadając na zarzuty „po co Ukraina” i na oskarżenia o autopromocję podsumowuje krótko: „Jak nie pomagasz, to nie przeszkadzaj”.
W tle rozmowy pojawia się też szerszy kontekst wsparcia dla Ukrainy – oddolnego i instytucjonalnego – gdy w pomoc dla Kijowa włączały się równolegle organizacje i środowiska kościelne, a akcja z zupą inspiruje inne kraje.
Na koniec pojawia się temat niebezpiecznego incydentu w drodze powrotnej i pytanie, które zostaje po każdej takiej wyprawie: co dalej – i skąd brać siłę, żeby robić kolejne rzeczy, gdy emocje jeszcze nie opadły. Szczoczarz zdradza też, dlaczego planuje powrót do Ukrainy i co tym razem tam zawiezie.
To będą koce, a w Krakowie ruszyła już wielka akcja ich zbiórki, nawet tych używanych.
„Pierwsze rzeczy, które mieszkańcy zabierali od nas, to były zwykłe koce. Są teraz bardzo potrzebne, bo przy temperaturach -10, -20°C można nimi okryć dzieci, zabezpieczyć okna lub drzwi. A wiemy, że tysiące mieszkań nadal nie mają ogrzewania, prądu i wody.” - mówi Szczoczarz. „Każdy z nas ma w domu wolny koc – podziel się nim, bo może komuś pomóc i uchronić przed zamarznięciem.” - apeluje. Zbiórka prowadzona jest w Tawernie La Capitana. Adres to Topolowa 3 w Krakowie.



















![[QUIZ] To oni decydowali o losach naszego świata. Sprawdź, czy potrafisz rozpoznać najpotężniejszych wodzów w dziejach](https://cdn.glos24.pl/2023/12/Najpot--niejsi-wodzowie-w-dziejach_w300.webp)