„Kraków to nie tylko Rynek” — mówi Tomasz Mierzwa, przewodnik krakowski związany z Fundacją Poza Szlakiem. W podcaście "Ósma za siedem" pokazuje miasto z innej strony: przez forty, schrony, wojenne ślady na murach i Nową Hutę, którą warto zobaczyć szerzej niż tylko przez pryzmat PRL-u. Czy taki inny Kraków to dobry pomysła na majowy długi weekend?
Czy da się więc zwiedzić Kraków w weekend, nie zatrzymując się tylko na Rynku i Wawelu? Ile czasu potrzeba, by naprawdę poznać Twierdzę Kraków? Gdzie szukać śladów dawnych armii i konfliktów? I czego nie można pominąć w Nowej Hucie, jeśli chce się zobaczyć ją inaczej niż większość przyjezdnych? O tym wszystkim rozmawiamy z Tomaszem Mierzwą — przewodnikiem, który od lat pokazuje Kraków z pasją i poza utartym szlakiem.
Dla wielu turystów Kraków kończy się na Rynku, Wawelu i kilku najbardziej znanych ulicach. Dla innych zaczyna się dopiero wtedy, gdy zejdzie się z głównej trasy. Tomasz Mierzwa od lat pokazuje właśnie taki Kraków — mniej oczywisty, często niedostępny, ale pełen historii. W ramach Fundacji Poza Szlakiem organizuje wycieczki do fortów i innych miejsc, do których na co dzień mało kto zagląda. Jak przyznaje, zainteresowanie nimi stale rośnie. — Twierdza Kraków przez wiele lat była niedostępna, zapomniana. Teraz powoli jest odkrywana przez coraz szerszą grupę osób — mówi.
Dużo miejsca poświęcamy właśnie Twierdzy Kraków, którą Mierzwa zna od podszewki. Opowiada nie tylko o samych fortach, ale też o całym zapleczu twierdzy, dawnych koszarach, fortecznych słupkach i detalach, które zwykle umykają nawet uważnym spacerowiczom. Mówi, że jeśli ktoś chciałby zobaczyć wszystko, musiałby poświęcić na to znacznie więcej niż jeden weekend. Sam szlak Twierdzy Kraków ma około 120–130 kilometrów, a zwiedzanie jednego dużego fortu z grupą zajmuje około trzech godzin — i to, jak zaznacza, w szybkim tempie.
W rozmowie wracamy też do tych śladów historii, które są tuż obok. Tomasz Mierzwa mówi wprost: „W Krakowie jest całkiem sporo śladów po zaborcach, po wojnach, po armiach, które tutaj odbywały, przebywały”. Przypomina, że wiele budynków użyteczności publicznej to dawne obiekty Twierdzy Kraków, a po mieście wciąż można odnaleźć wojenne ślady, których większość mieszkańców nawet nie zauważa. Pokazuje turystom także „strzałki” — malowane na murach oznaczenia drugowojennych schronów, które do dziś zachowały się na elewacjach. Najwięcej takich śladów, jak mówi, odnaleźć można na Krowodrzy, gdzie zachowały się także niemieckie schrony przeciwlotnicze.
Dużo miejsca poświęcamy Nowej Huty. Mierzwa jest jej mieszkańcem i wielkim miłośnikiem, ale nie chce, by sprowadzać ją do roli turystycznej pocztówki z epoki PRL. „Nie do końca się podoba mi się pokazywanie Nowej Huty tylko pod kątem PRL-u. Ona oczywiście w tym czasie powstała. Natomiast to jest bardzo ciekawe założenie architektoniczne na skalę unikatową, na skalę światową” — podkreśla. Poleca spojrzeć na Hutę przez architekturę i urbanistykę, a szczególnie przez budynki Centrum Administracyjnego, które nazywa jedną z najciekawszych perełek tej części miasta. To właśnie tam oprowadza od lat i, jak mówi, za każdym razem grupy szybko się zapełniają. Wspomina też o Kopcu Wandy i o zimnowojennym schronie w sąsiedztwie Centrum Administracyjnego.
Nie brakuje też wątku turystycznego i tego, jak dziś miasto radzi sobie z własną popularnością. Mierzwa chciałby, by Kraków mocniej promował miejsca poza ścisłym centrum i zbudował własną, wyraźną markę turystyczną wokół takich miejsc jak Twierdza Kraków czy Nowa Huta. Jednocześnie zastrzega, że nie chciałby, by Huta podzieliła los dzielnic zdominowanych przez rozrywkę. „Nie wiem, czy ja bym chciał, żeby Huta podzieliła los Kazimierza czy teraz Podgórza. To nie jest dobre dla mieszkańców, gdy miejsce zmienia się w imprezownię” — mówi. „Ja myślę, że turyści nie są problemem, tylko jakość turystów jest problemem” — podsumowuje.



















