sobota, 1 maja 2021 17:03

25-latek na ustach całych Dobczyc. "Dzieci kibicowały mi do późnych godzin nocnych"

Autor Norbert Kwiatkowski
25-latek na ustach całych Dobczyc. "Dzieci kibicowały mi do późnych godzin nocnych"

Sebastian Kasprzyk jak na honorowego obywatela Dobczyc przystało jest osobą, obok której ciężko przejść obojętnie. Skromny 25-latek za sprawą wygranej w hitowym programie telewizji Polsat „Ninja Warrior Polska” zyskał sobie sporą popularność, na którą zdecydowanie zasłużył. Specjalnie z tej okazji, porozmawialiśmy z tym niezwykłym mieszkańcem Dobczyc – o jego udziale w programie,  początkach ze sportem, sympatii społeczeństwa do jego osoby, łączeniu pracy z pasją oraz planach na przyszłość.

Zwycięzca trzeciej polskiej edycji programu „Ninja Warrior Polska”. Prawda, że brzmi dumnie? Czy możesz zdradzić nam swoje odczucia po finałowym odcinku. Sam chyba musisz przyznać, że w twoich oczach pojawiały się momenty zwątpienia w trakcie pokonywania ostatnich przeszkód?

- Cieszę się bardzo z tego, że udało mi się zdobyć ten tytuł. Nie było łatwo, przy niektórych przeszkodach było widać, że bardzo się męczyłem. Jestem osobą wysoką, więc w niektórych sytuacjach musiałem podnosić ciało do góry, przez co miałem większe napięcie w mięśniach. Na szczęście, udało mi się dostać do drugiego toru, a w konsekwencji zajść najdalej i zdobyć tytuł „Last Men Standing”. Pozostaje lekki „niedosyt”, że nie udało mi się ukończyć całej trasy i zostać pierwszym „Ninja Warrior Polska”.

Co ciekawe, nagrania do programu "Ninja Warrior Polska" kręciliście półtorej roku temu. Czy trudno było Ci utrzymywać w tajemnicy swój wielki sukces? Tyczy się to również twojej rodziny oraz przyjaciół, którzy mocno ci kibicowali z trybun.

- Było naprawdę ciężko. Program nagrywaliśmy na przełomie lipca i sierpnia ubiegłego roku. Co warto wspomnieć, w tym samym czasie realizowane były zdjęcia do drugiej i trzeciej edycji. To był tydzień, po tygodniu nagrań. Każdy się pytał, chciał znać wynik. Na szczęście, udało mi się zachować to w tajemnicy. Cały czas powtarzałem, żeby czekali. Wiedzieli tylko najbliżsi. Co z tego, żebym im teraz powiedział? Nie byłoby z tego żadnej frajdy, niespodzianki. Rodzina, która była ze mną w studiu - również musiała podpisywać specjalne dokumenty i też nie mogli zdradzać wyniku.

Wspomniałeś, że mimo wielkiego sukcesu, jakim był tytuł „Last Man Standing” i w ogólnym rozrachunku - zwycięstwo w całej drugiej edycji – pozostaje ci lekki niedosyt związany z nieukończeniem trasy. Czy jako osoba bez dwóch zdań charakterna – masz zamiar wystąpić w kolejnej edycji programu i jeszcze raz powalczyć o tytuł „Ninja Warrior Polska” wraz z główną nagrodą?

-  Tak, czekam cały czas na decyzję, kiedy ruszą castingi do czwartej edycji programu.  Mam dużą motywację, by się pojawić i tym razem „zdobyć górę”. Za każdym razem, gdy byłem na torze to poprawiałem swój dotychczasowy wynik. Teraz zdobyłem tytuł „Last Man Standing”, więc pozostaje mi tylko zdobyć upragnioną górę. Nie zmienia to faktu, że bardzo się cieszę z tego co osiągnąłem i kompletnie nie jestem zawiedziony. Zajść najdalej ze wszystkich i być tylko kilka ruchów od mety, przyprawia mnie o dumę. Nie mogłem w to uwierzyć…

Sebastian Kasprzyk w akcji Ninja Warrior Polska

Rywalizacja w Ninja Warrior Polska wymaga nie tylko wielkiego serca do walki, ale również wybitnej sprawności fizycznej. Ty z całą pewnością – posiadasz jedno i drugie. Potwierdzałeś to nie tylko na torze polsatowskiego show, ale - co nie każdy wie, występując na najwyższych rangą zawodach biegowych OCR. Czy możesz zdradzić, kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z tym „nietypowym” sportem?

- Moja przygoda rozpoczęła się w 2015 roku w Myślenicach podczas pierwszego górskiego Runmageddonu. Postanowiłem spróbować swoich sił, przez co błyskawicznie zakochałem się w tej dyscyplinie. Rozpocząłem prace z profesjonalnymi trenerami, które przynosiły efekty w postaci coraz lepszych rezultatów. Pojawiły się sukcesy nie tylko w Polsce, bo przykładowo z reprezentacją narodową zdobyliśmy brązowy medal  na Mistrzostwach Europy w biegach OCR. Tych sukcesów było naprawdę sporo. Dużym prestiżem dla mnie jest Mistrzostwo Polski Runmageddonu z 2019 roku. Od tamtego czasu cały czas mocno trenuje i dzięki temu, mogłem pojawić się w programie "Ninja Warrior Polska". Jak tylko zobaczyłem, że taki projekt pojawił się w Polsce to bez wahania się zgłosiłem.

Mieszkasz, pracujesz oraz trenujesz na co dzień w Dobczycach, których jesteś honorowym obywatelem. Jak ważny jest dla ciebie lokalny patriotyzm, który mogliśmy zauważyć u ciebie w trakcie trwania programu i czy zdarzały się momenty, w których myślałeś o przeprowadzce np. do Warszawy, gdzie być może miałbyś większe możliwości rozwoju?

- Moim zdaniem, mam bardzo fajne tereny. Są góry, których ludzie z Warszawy i innych okolic mocno mi zazdroszczą, bo nie mają przykładowo, gdzie trenować podbiegów. Patrząc z perspektywy warunków biegowych to mam idealne warunki. Jeśli chodzi o trenowanie przeszkód, to ja zajmuje się produkcją przeszkód treningowych i mam za swoim domem specjalny tor, na którym mogę sobie w spokoju ćwiczyć. Tu też mam świetne warunki treningowe. A jeśli chodzi o honorowe obywatelstwo Dobczyc – jest to niewątpliwie duże wyróżnienie dla mnie. Cieszę się z tego, że ludzie doceniają to co robię i na każdym kroku mnie wspierają. Czasami, gdy widzą mnie biegnącego po ulicy to mówią, że kibicują mi i to jest super. Przykładowo, teraz podczas finału Ninja Warrior Polska, spotkałem się z głosami od ludzi, że ich dzieci mając na rano do szkoły nie szły spać, tylko kibicowały mi do późnych godzin nocnych - obiecując, że następnego dnia będą się pilnie uczyć na zdalnym nauczaniu. To jest fajne, że czuje wsparcie w zasadzie od wszystkich mieszkańców Dobczyc.

Masz jakieś przypuszczenia, skąd może brać się tak duża sympatia ludzi do twojej osoby? Kibicowali ci w zasadzie wszyscy, nawet prowadzący program, co idealnie ukazuje osoba Karoliny Gilon, która nie ukrywała w wypowiedziach, że „wymarzyła sobie twoją wygraną”?

- Szczerze, nie mam pojęcia. Z Karoliną mam świetny kontakt od początku mojego udziału w programie i było to dla mnie niezwykle miłe, że mam osoby, które trzymają za mnie kciuki. A jeśli chodzi o moją okolice, to myślę, że mój udział w programie to coś nowego dla mieszkańców tych rejonów. Nie jest to piłka nożna, czy łucznictwo – tylko coś, z czym się wcześniej nie spotykali. Jest to sport ekstremalny, który przynosi naprawdę dużo emocji, bardzo dużo może się wydarzyć i mam wrażenie, że to też wpływa na odczucia ludzi wobec mojej osoby.

Wspomniałeś, że jesteś z zawodu ślusarzem. Co więcej, potrafiłeś przystosować  swój wyuczony fach do pasji sportowej. Czy możesz zdradzić nam coś więcej na ten temat?

- Tak, pracowałem w firmie jako ślusarz. Teraz otworzyłem swoją działalność i od ponad roku zajmuje się konstruowaniem przeszkód. Wynajmuje je na różne zawody typu Runmageddon. Cieszy się to dużą popularnością, dostaje również wiele zapytań np. z gminy Dobczyce, że chcą zorganizować, by takie konstrukcje treningowe pojawiły się na placach zabaw. Sprawia mi ogromną przyjemność, że mogę łączyć to co lubię, ze swoją pracą. Dużą satysfakcję sprawia mi wykonanie każdej konstrukcji i zadowolenie ludzi.

Zgodzisz się z tezą, że twoje sukcesy przykładają się na zainteresowanie młodych ludzi w regonie sportem? Zdarzają ci się sytuacje, np. w Dobczycach, gdy młodsze osoby spotykając cię na ulicy – mówią, że byłeś dla nich inspiracją do rozpoczęcia treningów?

- Zdecydowanie tak! Nawet bardzo dużo rodziców pyta się, czy ich pociechy mogą przyjść do mnie poskakać na konstrukcjach. Widzą mnie i chcieliby po prostu spróbować swoich sił. Ja nigdy nie odmawiam, z wielką chęcią zawsze przyjmuje. Cieszę się z tego, że dzieci mają okazję do treningów. Mam wielką nadzieję, że powstanie tu w przyszłości jakiś klub, lub po prostu jakiś zawodnik albo zawodniczka z regionu będzie startować w zawodach i robić to co ja robiłem. Prawda jest taka, że na razie biegam, trenuje, jednak niewiadome na ile organizm jeszcze pozwoli. Póki co jestem młody, ale nikt nie wie, co będzie za 10-15 lat.

To pytanie chyba samo się „rodzi”  w trakcie naszej rozmowy - widząc twoją pasję oraz zaangażowanie w rozwój młodzieży, jak i samych dyscyplin, które trenujesz. Czy widzisz się w przyszłości w roli trenera?

- Tak, bardzo chciałbym już po zakończeniu mojej przygody z bieganiem zająć się trenowaniem. Zajmowałem się już w Krakowie prowadzeniem zajęć biegowych z dziećmi i młodzieżą, jednak bardzo ciężko było mi połączyć to z treningami i pracą,. Kiedyś, jak nie będą już tak wyczynowo startował to z wielką chęcią bym się zajął trenowaniem oraz przekazywaniem swojej wiedzy, m.in. od strony technicznej, którą zdobyłem przez te lata startów w najróżnorodniejszych zawodach.

Na sam koniec chciałbym zapytać cię o twoje plany, może marzenia na przyszłość. Niewątpliwie jednym z nich było zwycięstwo w programie Ninja Warrior Polska. Czy jest coś, czego możemy ci jeszcze życzyć?

- Skupiam się na tym, żeby móc się cieszyć tym co robię i osiągać przy tym sukcesy. Nie ukrywam, że chciałbym kiedyś zdobyć upragniony medal Mistrzostw Świata w biegach przeszkodowych. Już dwa lata temu mieliśmy czwarte miejsce, brakło naprawdę niewiele. Mam nadzieję, że wpadnie mi do gabloty ten wymarzony krążek – tym bardziej, że medal Mistrzostw Europy i Polski już mam. Takim cichym marzeniem jest też „zdobycie góry” w programie "Ninja Warrior Polska" i wygrana głównej nagrody.

Sebastian Kasprzyk Ninja Warrior Polska

Foto: Polsat/Ninja Warrior Polska

Myślenice - najnowsze informacje