poniedziałek, 27 lipca 2026 10:57, aktualizacja 2 godziny temu

„Raś do dymisji”. Mikrokawalerki ministra rozgrzały kampanię w Krakowie

💬Komentarze
Pokój hotelowy
Pokój hotelowy / Pixabay

„Kompromitacja”, „jawny konflikt interesów”, „Raś do dymisji” – publikacja o trzech mikrokawalerkach należących wcześniej do Ireneusza Rasia wywołała polityczną burzę. Wiceminister odpowiada dziś za przepisy o najmie krótkoterminowym, z których wykreślono ważne uprawnienia samorządów. Czy wcześniejsza inwestycja wystarczy jednak, by oskarżać go o pisanie ustawy pod własne interesy? I dlaczego sprawa tak mocno wybrzmiała właśnie w Krakowie?

W skrócie:

  • Ireneusz Raś wykazywał z wynajmu mieszkań średnio 1800 zł miesięcznie. Więcej zarobił na późniejszej sprzedaży lokali.
  • Nie przedstawiono dowodu, że mieszkania były za jego czasów wynajmowane turystom na doby.
  • Z projektu ustawy zniknęło prawo gmin do wyznaczania stref ograniczających najem krótkoterminowy.
  • W Krakowie temat stał się ważnym elementem kampanii przed przedterminowymi wyborami prezydenckimi.

„Burdele i imprezownie za ścianą”

Polityczne komentarze pojawiły się natychmiast po publikacji Wirtualnej Polski. Były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński z PiS napisał, że Polacy będą mieli „burdele i imprezownie za ścianą”, aby rodzina Rasia mogła nadal zarabiać. Przemysław Czarnek uznał, że wiceminister „zabiega o swoje interesy”, i wezwał go do wycofania się z prowadzenia ustawy.

Jan Śpiewak zażądał dymisji. Polityk Razem Maciej Konieczny ironizował natomiast, że minister nie ma mieszkań, ponieważ część przypadła byłej żonie, a pozostałe sprzedał bratu.

Do krytyków dołączyła Aleksandra Owca, radna i kandydatka Partii Razem na prezydentkę Krakowa. Ogłosiła rozpoczęcie petycji „Dom to nie hotel”, rządowy projekt nazwała „kompletnym ogryzkiem ustawy”, a całą sprawę – „kompromitacją”.

– Rejestr nie uciszy żadnej imprezy, nie uspokoi żadnego osiedla i nie uratuje przed falą dzikiego najmu żadnej dzielnicy – mówiła Owca.

Zażądała również dymisji Rasia i przywrócenia wykreślonych przepisów.

Samo posiadanie mieszkania nie jest skandalem

Szczególnie ostrożni w budowaniu takiego zarzutu powinni być politycy innych ugrupowań. Zakup lokalu inwestycyjnego jest legalny i nie jest niczym nadzwyczajnym wśród przedsiębiorców, samorządowców czy parlamentarzystów.

Nie ma większego znaczenia, czy mieszkania inwestycyjne mają politycy PiS, KO, PSL, lewicy czy Konfederacji. Jeżeli samo ich posiadanie ma być dowodem konfliktu interesów, należałoby według tych samych kryteriów przeanalizować oświadczenia majątkowe wszystkich posłów pracujących nad przepisami dotyczącymi nieruchomości, najmu i podatków.

Konflikt interesów nie polega na tym, że ktoś kiedyś posiadał mieszkanie. Powstaje wtedy, gdy osoba publiczna może wykorzystać stanowisko do ochrony konkretnego, aktualnego interesu swojego lub bliskich albo gdy ukrywa wpływ zainteresowanych podmiotów na przygotowywane przepisy.

W przypadku Rasia takie pytania można stawiać. Odpowiedzi nie powinny jednak zastępować dowodów.

Trzy lokale po 12–13 metrów

O co dokładnie chodzi? W 2020 roku Ireneusz Raś i jego ówczesna żona kupili trzy lokale w kamienicy przy ul. Poznańskiej w Łodzi. Każdy miał zaledwie około 12–13 mkw.

Po rozwodzie jeden przypadł byłej żonie polityka. Dwa pozostałe Raś sprzedał we wrześniu 2023 roku swojemu bratu, ks. Dariuszowi Rasiowi, wieloletniemu archiprezbiterowi bazyliki Mariackiej w Krakowie.

W części komentarzy pojawia się informacja, że lokale zostały na brata „przepisane”. Z ustaleń dziennikarzy wynika jednak, że doszło do sprzedaży. Raś kupił dwa mieszkania za łącznie 166 tys. zł, a po trzech i pół roku sprzedał je za 300 tys. zł. Różnica wyniosła 134 tys. zł, a cena sprzedaży odpowiadała stawkom rynkowym dla tego budynku.

Na wzroście wartości mieszkań Raś zarobił więc dobrze. Dochody z samego wynajmu wyglądały jednak znacznie skromniej.

W oświadczeniu majątkowym wykazał 21,6 tys. zł rocznego dochodu z „wynajmu mieszkań”, czyli średnio 1800 zł miesięcznie. Za dziewięć miesięcy 2023 roku podał 16,2 tys. zł – ponownie 1800 zł miesięcznie. Po sprzedaży lokali dochód z tego źródła zniknął z jego oświadczeń.

Raś zapewnia, że w czasie, gdy był właścicielem mieszkań, były one przeznaczone do najmu długoterminowego. Obecnie lokale należące do jego brata i byłej żony można wynająć również na krótki pobyt. Dziennikarze nie przedstawili jednak dowodu, że podobnie wykorzystywano je przed sprzedażą.

Wiceministrem Raś został w grudniu 2023 roku, trzy miesiące po zbyciu ostatnich łódzkich lokali. Do rządu wszedł więc już bez nich.

Czy wcześniejsza inwestycja w nieruchomości wystarcza zatem, by mówić o jawnym konflikcie interesów? Czy potrzebne są dodatkowe dowody pokazujące, że polityk albo jego bliscy nadal mogliby skorzystać na przyjętych rozwiązaniach?

Od PO przez Trzecią Drogę do rządu

Raś jest związany z krakowską polityką od wielu lat. Był przewodniczącym Rady Dzielnicy XVI Bieńczyce, krakowskim radnym i dyrektorem kancelarii prezydenta Andrzeja Gołasia. W latach 1997–1999 prowadził też działalność gospodarczą w branży turystycznej.

Do Sejmu wszedł w 2005 roku z listy Platformy Obywatelskiej. Przez trzy kadencje kierował sejmową Komisją Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki.

Jego polityczna droga prowadziła przez różne środowiska. Zaczynał w Porozumieniu Centrum, później był związany z PiS i przez wiele lat z PO. W 2021 roku został wykluczony z Platformy i dołączył do Koalicji Polskiej. Następnie współtworzył partię Centrum dla Polski.

W 2023 roku zdobył mandat z krakowskiej listy Trzeciej Drogi. Kilka tygodni później został sekretarzem stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki.

Z ustawy zniknęły strefy

Najważniejsze pytania nie dotyczą jednak wielkości mieszkań ani osoby ich obecnego właściciela. Chodzi o to, dlaczego rząd zrezygnował z części wcześniej zapowiadanych regulacji.

Pierwsza wersja projektu pozwalała gminom wyznaczać strefy, w których najem krótkoterminowy mógłby być ograniczany. Ministerstwo jeszcze pod koniec maja broniło tego rozwiązania jako narzędzia umożliwiającego reagowanie na lokalne problemy.

Autopoprawką z 7 lipca przepis został usunięty. O wykreślenie stref wnioskowało między innymi Airbnb. Zadowolenia nie kryło Polskie Stowarzyszenie Wynajmu Krótkoterminowego, które napisało o projekcie „naszej ustawy” i dodało, że „presja ma sens”. Później wyjaśniało, że „nasza” oznaczała jedynie ustawę dotyczącą branży. Przedstawiciele organizacji spotykali się z Rasiem w ministerstwie czterokrotnie.

Czy branża miała większy wpływ na projekt niż samorządy i mieszkańcy? Kto podjął ostateczną decyzję o usunięciu stref? I dlaczego rozwiązanie bronione wcześniej przez resort nagle uznano za niepotrzebne?

Rządowa ustawa nadal przewiduje utworzenie centralnego wykazu obiektów, obowiązkowe numery rejestracyjne, kontrolę ofert przez platformy oraz ograniczenie działalności prowadzonej bez zgłoszenia. Rząd przyjął projekt 14 lipca.

Rejestr może pomóc w walce z szarą strefą. Nie rozwiązuje jednak problemu kilkunastu apartamentów w jednym budynku ani regularnych imprez za ścianą.

Kraków: realny problem i idealne paliwo wyborcze

W Krakowie spór ma wyjątkowo mocny lokalny wymiar. Według danych miasta pod koniec marca 2026 roku w systemie eKON znajdowało się 2712 legalnie zgłoszonych obiektów oferujących 37 327 miejsc noclegowych. Ewidencja obejmuje nie tylko mieszkania z Airbnb, ale również hostele, aparthotele i pokoje gościnne. Nie zawiera też obiektów działających bez zgłoszenia.

Skutki rozwoju rynku najmocniej odczuwają mieszkańcy Starego Miasta, Kazimierza i części Podgórza. Kolejni goście, walizki na klatkach, kody do bram przekazywane obcym osobom, nocne powroty i imprezy sprawiają, że mieszkanie obok turystycznego lokalu nie przypomina zwykłego sąsiedztwa.

Do tego dochodzą wypieranie najmu długoterminowego, wzrost cen mieszkań i stopniowe przekształcanie centrum w przestrzeń nastawioną przede wszystkim na odwiedzających. Najem krótkoterminowy nie jest jedyną przyczyną gentryfikacji, ale może ją przyspieszać.

Temat pojawił się przy tym w środku kampanii przed przedterminowymi wyborami prezydenta Krakowa. Trudno o lepsze polityczne paliwo. Łączy mieszkania, rosnące ceny, hałas, wielkie platformy internetowe, turystykę i poczucie, że mieszkańcy tracą wpływ na swoje otoczenie.

Aleksandra Owca promuje petycję „Dom to nie hotel”. Daria Gosek-Popiołek i Rafał Komarewicz zwołali na poniedziałek posiedzenie Krakowskiego Zespołu Parlamentarnego pod hasłem „Kamienica czy hotel?”. Klub Kraków dla Mieszkańców zapowiedział rezolucję do rządu i Sejmu.

Czy chodzi wyłącznie o skuteczną regulację? A może również o to, kto zostanie w kampanii zapamiętany jako najgłośniejszy obrońca mieszkańców?

PiS atakuje, Konfederacja broni swobody

PiS szybko wykorzystało sprawę do uderzenia w rząd. Jednocześnie ugrupowanie nie sprzeciwia się samym pracom nad regulacją. W kwietniu 175 posłów PiS zagłosowało przeciw odrzuceniu bardziej restrykcyjnego projektu Polski 2050, dzięki czemu trafił on do komisji.

Krytyka Rasia nie oznacza więc automatycznie odrzucenia stref czy większych uprawnień samorządów. Pytanie, czy PiS przedstawi własne rozwiązania, czy pozostanie przede wszystkim przy żądaniu odsunięcia ministra.

Inaczej zachowała się Konfederacja. Piętnastu jej posłów głosowało za odrzuceniem projektu już w pierwszym czytaniu. Partia pozostała w ten sposób przy obronie swobody działalności gospodarczej i prawa właściciela do decydowania o swoim lokalu.

Czy krakowscy politycy Konfederacji równie zdecydowanie będą bronić tej zasady w rozmowach z mieszkańcami kamienic, którzy od lat skarżą się na działające za ścianą pseudohotele?

Jedno mieszkanie czy hotel rozproszony?

W całym sporze ginie istotne rozróżnienie. Czym innym jest właściciel wynajmujący jedno odziedziczone mieszkanie albo udostępniający swój lokal podczas wakacyjnego wyjazdu. Czym innym firma zarządzająca kilkudziesięcioma apartamentami i przejmująca całe piętra budynków.

Pierwszy przypadek może być dodatkowym źródłem dochodu. Drugi przypomina już hotel rozproszony po mieszkalnej kamienicy, ale bez recepcji i części obowiązków nakładanych na zwykłe hotele.

Jednocześnie mieszkania na doby są potrzebne części odwiedzających. Dla rodziny z dziećmi lokal z kuchnią, pralką i kilkoma łóżkami może być wygodniejszy i tańszy niż dwa pokoje hotelowe. Turyści zostawiają też pieniądze w restauracjach, sklepach, muzeach czy transporcie.

Gdzie zatem postawić granicę? Czy takie same przepisy powinny obowiązywać właściciela jednej kawalerki i operatora kilkudziesięciu lokali? Czy wspólnota powinna móc zakazać każdego najmu, czy jedynie reagować na powtarzające się uciążliwości? I czy samorząd powinien ograniczać działalność w całych dzielnicach, czy tylko w najbardziej obciążonych budynkach?

Konflikt interesów czy wygodny cel?

Sprawa Rasia wymaga wyjaśnienia. Ministerstwo powinno pokazać, kto i dlaczego zdecydował o usunięciu stref oraz jaki wpływ na projekt mieli przedstawiciele branży.

Dotychczasowe ustalenia nie pokazują jednak, aby Raś dorobił się fortuny na wynajmie. Nie dowodzą też, że za jego czasów lokale były udostępniane turystom na doby. Do rządu wszedł już po ich sprzedaży.

Czy wystarcza to do żądania dymisji? Czy wcześniejsza inwestycja podważa wiarygodność ministra, nawet jeśli nie ma już w niej udziałów? A może łatwiej atakować polityka za trzy mikrokawalerki, niż rozstrzygnąć znacznie trudniejszy spór między prawem własności, interesem branży turystycznej i spokojem mieszkańców?

W Krakowie odpowiedź na te pytania będzie miała znaczenie nie tylko dla przyszłej ustawy. Może też zdecydować, kto najwięcej zyska na tym temacie w trwającej kampanii.

Obserwuj nas w Google News

Wybory w Krakowie 2026 - najnowsze informacje

Rozrywka