środa, 21 stycznia 2026 07:43, aktualizacja 2 godziny temu

Schrony tylko na mapie?

Schrony tylko na mapie?

Na mapie będącej częścią rządowej aplikacji „Gdzie się ukryć” zostało zaznaczonych ponad 70 tysięcy miejsc schronienia na terenie Polski. Przyglądając się olbrzymiej liczbie punktów wyświetlających się w granicach Krakowa można odnieść wrażenie, że praktycznie na każdym rogu znajduje się schron, a nasze miasto jest lepiej przygotowane na atak niż Stalingrad podczas II wojny światowej.  

Problem się zaczyna jednak, gdy ktoś chce rzeczywiście znaleźć bezpieczne miejsce. Często nawet właściciele  budynków są bardzo zdzwieni, że ich nieruchomości zostały oznaczone jako punkty ewakuacji i sami nie mają pojęcia, gdzie można się schować w sytuacji  zagrożenia. Łatwo odnieść wrażenie, że stworzona mapa jest wirtualna nie tylko pod względem formy w jakiej są prezentowane informacje.

Nie warto siać paniki, wieszcząc perspektywę, że schrony będą potrzebne. Odpowiedzialność wymaga jednak przygotowania się nawet na najgorsze scenariusze, a odporność społeczeństwa na zagrożenia również stanowi element odstraszania potencjalnego wroga. Z taką infrastrukturą jest jak z ubezpieczeniem, które się wykupuje z nadzieją, że nigdy nie trzeba będzie z niego korzystać. Po długim okresie spokoju perspektywa wojny przestała być zupełną abstrakcją i chyba w dzisiejszych czasach nie trzeba nikogo przekonywać jak duże ma znaczenie obrona cywilna. Dobrze, że po latach zaniedbań, Państwo zaczyna się przygotowywać na sytuacje kryzysowe. Tylko wydaje się, że potrzeba jest więcej pracy u podstaw, zamiast działań, które być może efektownie wyglądają, ale mają mało treści w sobie.

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcin Kierwiński prezentując pod koniec zeszłego roku aplikacje z lokalizacjami miejsc ukrycia nie mógł się nachwalić wielkim sukcesem. Atmosferę triumfu trochę zepsuły jednak pytania dziennikarzy, którzy drążyli czym różni się mapa od stworzonej przez poprzedni rząd, poza nazwą i odświeżonym wyglądem. W odpowiedzi pojawiły się argumenty, że tym razem lokalizacje miejsc schronienia zostały dokładne sprawdzone przez służby. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała zapewnienia. Powstało sporo publikacji pokazujących, że ciężko jest znaleźć zaznaczone na planie bezpieczne miejsca i niektóre informacje są błędne. Obecny rząd, podobnie jak poprzedni nie przyłożył się do tematu.

Włączyłem mapę i przyjrzałem się kilku wskazanym lokalizacjom. Zaznaczone obiekty są w większości przypadków zwykłymi budynkami mieszkalnymi. Z ciekawości skontaktowałem się z paroma zarządcami nieruchomości, którzy nic nie wiedzieli, że u nich są wyznaczone jakieś miejsca ukrycia. W aplikacji zostały uwzględnione nawet domki jednorodzinne bez piwnicy. Może ich właściciele mają zacząć kopać schrony w ogródku? Na mapie nie ma wskazówek dokładnie, gdzie znajdują się bezpieczne miejsca i jak można się do nich dostać. Przy większości lokalizacji jest umieszczony tylko tajemniczy napis: „Ograniczona dostępność (dostęp w ramach wzajemnej pomocy)”. Prawdopodobnie w rządowej aplikacji zostały uwzględnione budynki mające piwnice czy podziemne parkingi, według informacji zawartych w dokumentach urzędowych, co nie zawsze odpowiada rzeczywistości. Takie dane mają wartość, ale powinny zostać odpowiednio zaprezentowane.

Z wielu relacji, wynika, że nikt nie informował właścicieli, że w ich budynkach są jakieś punkty ewakuacji. Nie ma żadnych oznaczeń i szczegółowych procedur kwalifikacji obiektów. To powinno przecież wyglądać tak, że najpierw się wyszukuje miejsca mogące pełnić funkcje schronów, potem się powiadamia właścicieli lub zarządców obiektów, a na końcu oznacza poszczególne lokalizacje lub chociaż umieszcza jakieś wskazówki w aplikacji. Zdaniem wielu ekspertów narzędzie może wręcz stwarzać zagrożenie, zamiast poprawiać bezpieczeństwo, bo może dawać złudne poczucie, że w jakimś miejscu da się bezpiecznie schować.

Prawo rozgranicza schrony mające spełniać wyśrubowane normy i miejsca ukrycia będącymi w założeniu konstrukcjami prowizorycznymi, które można łatwo zorganizować w ramach istniejących zabudowań. Obiektów z prawdziwego zdarzenia w Polsce praktycznie nie ma. Niedawno zostały wprowadzone przepisy określające zasady tworzenia infrastruktury, powstały liczące tysiące stron dokumenty i nawet są zarezerwowane jakieś pieniądze na działania. Można jednak odnieść wrażenie, że kierunek nie jest jasno wytyczony. Pojawia się pytanie czy celem jest zapewnienie jak największej liczbie Polaków jakiegokolwiek miejsca ukrycia, czy budowanie porządnych schronów, co zajmie dekady. Bardziej racjonalną strategią wydaje się przystosowywanie do celów ochronnych istniejących piwnic czy parkingów podziemnych. Na niektórych osiedlach budowanych w czasach PRL-u znajdują się powstałe w dawnych czasach obiekty, które można reaktywować. Przy projektowaniu nowych budynków zgodnie z przepisami trzeba będzie już przewidywać tworzenie schronów.

We wrześniu zeszłego roku w Polsce po raz pierwszy od wybuchu II wojny światowej rozległ się alarm powietrzny. Dla wielu ludzi był to spory szok. Poczucie bezpieczeństwa niejednej osoby zostało wtedy zachwiane. To jest jednak tylko niewielka namiastka tego, co można poczuć praktycznie każdego dnia w Ukrainie, która czasem tylko podczas jednej nocy bywa atakowana tysiącami uzbrojonych rakiet i dronów. Wskutek nalotów są niszczone obiekty cywilne praktycznie w całym kraju. Ludzie często kładą się spać z duszą na ramieniu nie wiedząc czy przetrwają noc. A to tylko niewielka część okropieństw jakie w związku z wojną doświadcza tamtejsze społeczeństwo. Warto się zastanowić jak my byśmy się w takiej sytuacji odnaleźli? Nie szturmują nas rosyjskie wojska, ale jesteśmy atakowani przy pomocy rosyjskiej dezinformacji mającej nas skłócić z Ukrainą, której bohaterska obrona sprawia, że wojna jest daleko od naszych granic. Wielu przybyszów z zza wschodniej granicy ciężko pracując próbuje jakoś przetrwać w tych niełatwych czasach. W każdym społeczeństwie są dobrzy i źli ludzie. Niestety czasem w mediach społecznościowych jakieś niekorzystne zdarzenia są rozdmuchiwane do absurdalnych rozmiarów i przez to wielu ludzi zapomina o przytłaczającej większości porządnych osób, które bardzo dzielnie znoszą próbę z jaką muszą się mierzyć.

Fot: Zuzanna Gietner / Głos24

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka