sobota, 26 września 2020 16:21

COVID-19. Cztery objawy równocześnie – jeśli nie występują, nie ma zlecenia na testy

Autor Wiktoria Mitura
COVID-19. Cztery objawy równocześnie – jeśli nie występują, nie ma zlecenia na testy

Żeby osoba z kwarantanny mogła zostać poddana testom na wykrycie koronawirusa musi mieć cztery objawy – równocześnie. Jednak, wszystkie te objawy bardzo rzadko występują u osoby zakażonej – i tu stwarza się duży problem.

- Sprawa kierowania przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej na testy członków rodziny osoby chorej na COVID-19, przebywających na kwarantannie jest problematyczna – powiedziała konsultant krajowa ds. medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas dla PAP.

Od września lekarze rodzinni mogą wystawić skierowanie na wykonanie testu na obecność koronawirusa. Ale by to zrobić, u pacjenta muszą wystąpić w tym samym momencie cztery objawy, już podczas teleporady. Tymi objawami są: duszność, kaszel, temperatura powyżej 38 st. Celsjusza i utrata węchu lub smaku. Gdy u pacjenta występują objawy koronawirusa, jednak nie wszystkie z wyżej wymienionych, lekarz musi zbadać pacjenta osobiście, po czym decyduje co dalej robić.

Konsultant zaznaczyła, że wszystkie cztery objawy występują u osoby zakażonej bardzo rzadko. Jest to bardzo problematyczna sytuacja. Osoba z koronawirusem może nie być przetestowana i niestety – może zarażać innych.

Kolejnym problemem lekarzy rodzinnych jest testowanie osób na kwarantannie, które są współlokatorami zakażonych. W takich przypadkach, osoby przebywające na kwarantannie nie muszą mieć wszystkich czterech objawów, mogą mieć np. dwa lub trzy, a niestety prawdopodobne jest, że mogą być zakażeni. Co najgorsze – takim osobom nie można zlecić testu przez telefon, a przyjmowanie ich w przychodni jest dość ryzykowne.

- Wizyta domowa w środowisku, gdzie przebywa chory zakażony koronawirusem, to duży problem. Zaangażowanie środków ochrony, transport, procedury i czas, który musi poświęcić lekarz udający się na taką wizytę. Z kolei, jeśli pacjent ma odbyć wizytę w przychodni, musi uzyskać przepustkę w sanepidzie. Jest to wyzwanie administracyjne i organizacyjne – wyjaśniła dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz.
- Pamiętajmy, że do przyjęcia, zbadania i wizyt domowych pozostaje wielu chorych, którzy nie są zakażeni, ani podejrzani – i też chcą mieć zapewnioną należytą opiekę. Zaczyna brakować czasu – dodała w rozmowie z PAP.

Domy opieki społecznej

Kolejną ważną kwestią według konsultant krajowej jest diagnozowanie pacjentów w DPS-ach.

- Często wzywa się do DPS-u lekarza POZ, by zbadał np. pięciu pacjentów z podejrzeniem COVID-19, a tymczasem w placówce jest stu pensjonariuszy. Niejednokrotnie zarządzający DPS oczekują, że lekarz POZ wystawi skierowania wszystkim podopiecznym. To jest kilka godzin samego klikania w systemie – przyznała.

Konsultant przyznała, że problemem są również karetki wymazowe. Lekarz rodzinny prawie nie ma możliwości skierowania do niej pacjenta. – Lokalnie działa to niestety bardzo różnie – powiedziała.

Wedle postępowania Ministerstwa Zdrowia osoby zakażone koronawirusem mają być kierowane do szpitali lub do oddziałów zakaźnych.

- Część pacjentów będzie mieć problem z dotarciem do szpitali. To zarówno kwestia posiadania własnego transportu, jak i oddalenia szpitala od miejsca zamieszkania pacjenta. To są odległości nawet ponad 100-150 km – zauważyła konsultant krajowa.

Info: PAP

Polska

Polska - najnowsze informacje