sobota, 13 listopada 2021 09:32

Przed nimi najgorszy okres w roku. Jak pomagać? "Nie ma jednej recepty, uniwersalnego klucza"

Autor Edyta Sowa
Przed nimi najgorszy okres w roku. Jak pomagać? "Nie ma jednej recepty, uniwersalnego klucza"

Z tym nikt się nie obnosi, a większość wręcz się wstydzi. Bo prosić o pomoc, kiedy jest się bezdomnym nie jest łatwo. Ale na szczęście są ludzie, którzy wiedzą gdzie i komu ta pomoc jest potrzebna. O tym jak pomagać osobom w kryzysie bezdomności rozmawiamy z Piotrem Żyłką - inicjatorem ruchu społecznego "Zupa na Plantach".

Panie Piotrze, "Zupa na Plantach" działa już od 5 lat. Kto wpadł na pomysł, żeby taką inicjatywę powołać do życia?

– To była grupa znajomych. Na początku kilka osób z bardzo różnych przestrzeni i różnymi doświadczeniami, ale łączyło nas to, że był nam obojętny los osób wykluczonych, w tym wypadku żyjących na ulicach Krakowa i mierzących się z doświadczeniem kryzysu bezdomności. 5 lat temu, w listopadzie, była bardzo mroźna zima. I postanowiliśmy działać. Jak to często bywa - od pomysłu do wykonania, trochę czasu musi minąć. W końcu się zebraliśmy i wyszliśmy na ulicę - tak bardzo spontanicznie, bez jakiegoś długofalowego pomysłu. Chcieliśmy wyjść na ulicę i zobaczyć, gdzie i w jakich warunkach żyją w Krakowie osoby w kryzysie bezdomności. W telegraficznym skrócie tak się zaczęło, od jakiejś potrzeby wewnętrznej i od takiego prostego wyjścia na ulicę. I kiedy wyszliśmy bardzo szybko okazało się, że tych osób w Krakowie jest dużo. I też równocześnie okazało się, że jest bardzo dużo osób, które chcą się zaangażować w pomaganie. W krótkim czasie od pierwszego wyjścia okazało się, że to nie będzie taka prywatna inicjatywa kilku osób, tylko szybko - chcąc, czy nie chcąc - przekształciliśmy się w duży ruch społeczny, duży ruch wolontariuszy. Takich, którzy od tych 5 lat na różne już sposoby starają się pomagać osobom w kryzysie bezdomności.

Ciąg dalszy artykułu pod wideo

Ile osób jest zaangażowanych w pomoc?

– Trudno to dokładnie policzyć. Nie jesteśmy i staramy się nie być jakąś tak mocno sformalizowaną grupą. Nie trzeba u nas podpisywać deklaracji członkowskich i tak dalej. Wierzymy i uważamy, że każdy rodzaj pomocy jest dobry. Jesteśmy przede wszystkim przestrzenią działania wolontaryjnego, więc przychodzą tu różne osoby: studenci, uczniowie, dorosłe osoby po swoich godzinach pracy. Niektórzy przychodzą i angażują się bardzo regularnie. Są w zasadzie co tydzień. Niektórzy przychodzą raz na kilka tygodni, niektórzy raz w miesiącu. Tak jak im pozwala, czas. A dla nas każda z tych form zaangażowania jest dobra. Szersza rodzina „zupowa”, to są setki osób, które się angażują, działają, wspierają. Dzisiaj, żeby podać taki konkretny przykład, po południu z naszej siedziby na ul. Celnej 5 wyjedzie 8 ekip. Co tydzień robimy takie wyjazdy, w tak zwane miejsca niemieszkalne, czyli pustostany. Działki, kanały, przeróżne miejsca, w których starają się przetrwać osoby doświadczające bezdomności i my tydzień w tydzień do nich jeździmy. Żeby z jednej strony budować relacje, bo to jest to jest dla nas bardzo ważne i to jest w ogóle podstawa, na której budujemy wszystko inne, ale też żeby - bo zaczyna się już robić zimno - dotrzeć z doraźną pomocą, zobaczyć, czy mają to, co jest potrzebne, żeby te zimne dni i zimne noce przetrwać. Wyjedzie 8 ekip, a w każdej ekipie jest kilka osób. Dotrzemy do 50, 60 miejsc.

Teraz wyjeżdża 8 ekip. A jak było na początku?

– Zaczęło się to wszystko od rozlewania zupy raz w tygodniu. I nazwa Zupa na Plantach, wzięła się właśnie stąd, bo spotykaliśmy się na Plantach koło teatru Słowackiego. Tam tworzyliśmy przestrzeń spotkania najpierw przez jakieś 2-2,5 godziny. Gotowaliśmy wielki gar zupy w naszej siedzibie na Celnej. Później przenieśliśmy się na Planty, na początku była to akcja na małą skalę. Później się to rozwijało. Przychodziło 150, 200, 250 osób w kryzysie bezdomności i przez godzinę - półtorej godziny byliśmy ze sobą.

To jest bardzo ważne, bo od samego początku i z założenia nasze działania nie są działaniami, które mają na celu takie proste rozdawnictwo rzeczy czy posiłków. My przede wszystkim chcemy tworzyć przestrzeń na różnych poziomach, gdzie osoby żyjące w Krakowie, te które mają dom, którym w miarę dobrze się powodzi i te osoby, które są w dużo trudniejszej sytuacji, które żyją na ulicy, które mierzą się z kryzysem bezdomności, będą mogły się spotkać, poznać i będą mogły nawiązać relacje.

Czy pandemia zmusiła was do innej formy pomocy?

– Nasze działania zawsze miały wymiar regularnych akcji. Od początku. Na spotkania na Plantach wychodziliśmy regularnie, tydzień w tydzień, od 5 lat. Tak samo nasze działania, tak zwane streetworkingowe, czyli wyjazdy na pustostany - to też się dzieje regularnie. Tydzień w tydzień wyjeżdżamy, żeby właśnie budować na różne sposoby przestrzeń spotkania i dzięki temu budować relacje. Pandemia to przerwała. Ale jak tylko obostrzenia pozwolą i będzie bezpiecznie, będziemy chcieli do tego wrócić. Bo wierzymy, że kiedy są takie relacje, za którymi jest zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, to dzięki temu może się coś wydarzyć, dobrego, coś głębszego, coś większego.

Gdyby ktoś chciał was wesprzeć, to gdzie powinien się zgłosić?

– W dobie internetu i mediów społecznościowych, najlepiej jest wejść albo na naszą stronę „Zupa na Plantach” albo na nasz profil na Facebooku. Tam regularnie komunikujemy co robimy, w jakie działania można się zaangażować, jak można nas wesprzeć. Zawsze zapraszamy też na Celną 5. To jest takie miejsce otwarte i  każdy, kto chce przyjść i zacząć działać z nami, może to zrobić. Nie ma żadnych barier wstępnych, aplikacji czy dróg dojścia do tego, żeby zostać wolontariuszem „Zupy”. Ale ze względu znowu na pandemię, więc ze względu na bezpieczeństwo prosimy wszystkich, którzy chcą z nami działać, żeby najpierw z napisać na messengerze, czy meila wysłać te wszystkie informacje. Wtedy możemy wcześniej zastanowić się, w zależności od tego jaka to jest osoba, jakie ma możliwości, ile ma czasu, jak głęboko chciałaby się zaangażować. Możemy szukać sposobu zaangażowania.

W Krakowie widać bardzo dużo ludzi bezdomnych. Ale oni, przynajmniej tak się wydaje, nie są aż tak chętni, żeby prosić o pomoc. Jak zbliżyć się do nich? Jak weryfikujecie, komu pomóc?

– To jest bardzo złożony temat - jak budować relacje, jak w ogóle docierać do takich osób. Każda z tych osób jest zupełnie inna, ma za sobą zupełnie inną historię, inne, często dramatyczne, bardzo trudne doświadczenia. Więc nie ma jednej recepty, uniwersalnego klucza. Nie powiemy: „zrobisz to to i to i będzie taki - taki skutek i na pewno się to i to zadzieje”.  To osoby, które mają za sobą mnóstwo dramatów. I są od roku, dwóch, a czasami 10, 15 lat w kryzysie bezdomności. Tym bardziej ta sytuacja jest ich trudna. Stąd właśnie cały czas podkreślamy to budowanie relacji, bo potrzeba czasu, żeby właśnie poczuć się razem, bezpiecznie, żeby poczuć zaufanie. Dopiero wtedy, małymi krokami można próbować. Z naszej strony staramy się zrozumieć sytuację i dopiero jak zrozumiemy, szukać jakiś rozwiązań, w zależności od tego, na co ta dana osoba jest gotowa. Żeby podpowiedzieć, żeby towarzyszyć, żeby próbować coś zmieniać. Ale to jest bardzo długi proces. U każdej osoby wygląda to zupełnie inaczej. Jedyna uniwersalna rzecz, którą można powiedzieć to to, że jeżeli chcemy działać, czy w jakikolwiek sposób pomagać osobom w kryzysie bezdomności to trzeba do nich podejść z szacunkiem, bez żadnych założeń wstępnych. Bez tego, że my coś o nich wiemy i wiemy jak pomóc. Trzeba z szacunkiem, uwagą podejść i zatrzymać się. I dopiero wtedy coś może się zacząć.

fot: Facebook/Zupa na Plantach

Małopolska - najnowsze informacje