środa, 22 stycznia 2020 15:33

Karol Bunsch - Pisarz Niezwykły

Autor Piotr Sosin
Karol Bunsch - Pisarz Niezwykły

W listopadzie br. minęła 32. rocznica śmierci wybitnego, krakowskiego pisarza - Karola Bunscha. Starsi czytelnicy z pewnością pamiętają „Dzikowy Skarb”,  pierwszą i najbardziej znaną spośród kilkunastu powieści historycznych, którymi obdarował  nas, czytelników, Karol Bunsch.

Nie zamierzam z okazji jubileuszu podejmować się podsumowania Jego dokonań literackich, bo z nimi łatwo można się zapoznać, na profesjonalnie zredagowanej (przez wnuczkę pisarza) stronie internetowej: karolbunsch.pl

Pragnę przybliżyć Czytelnikom, nieznany obraz Karola Bunscha, widziany oczyma Jego córki, Pani Zofii Bunsch-Makarewicz:

„Polityka polega głównie na szczuciu jednych na drugich w rozgrywkach zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych” pisał z frontu Karol Bunsch, krytykując polski rząd na początku II. wojny światowej. Czy to wojna utwierdziła Go w przekonaniu, by od polityki trzymać się z daleka?

– Karol Bunsch był wychowany w środowisku patriotycznym. Mając 17 lat w tajemnicy przed rodzicami uciekł do Legionów. W swoich pamiętnikach opisywał tę swoją młodzieńczą buńczuczność, którą ostudziła dopiero pierwsza bitwa - a bardziej jej zła organizacja.
O polityce mówił: „polityka polega głównie na szczuciu jednych na drugich w rozgrywkach zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych”, dodając; „oraz na rozwiązywaniu problemów, których by nie było gdyby nie było polityków”. Twierdził, że polityka sama z siebie wymaga pewnej przebiegłości, a on był bardzo wrażliwy na czystość między intencją, a wykonaniem. Scharakteryzował ją w ten sposób, że jeżeli polityk jest uczciwy, to nie osiągnie swojego celu bo inni go oszukają, albo wygra nieuczciwie.

Mawiał też: „Generałem mnie nie zrobią, a na puclika* jestem za stary” - był tym przysłowiowym „generałem”.

W mundurze legionowym,rok 1915

We wspomnieniach pisze Pani, że ojciec nie chciał być ani prawnikiem ani adwokatem, ale z premedytacją nim został…

– Mój ojciec zdał tzw. „wojenną maturę” mając 17 lat. Rok później umarł jego ojciec. Została babcia, która nigdy nie pracowała i starszy o dwa lata brat - bardziej filozof oraz dwie siostry 9 i 2 lata młodsze od niego. Jego starszy brat, bardzo wrażliwy i religijny (nazywany przez matkę „święty Daśku”), podczas I. wojny światowej gdy panował wielki głód, swój przydział chleba zanosił rosyjskim jeńcom do obozu w Bronowicach, którzy rzeczywiście umierali z głodu. A Karol Bunsch gdzie mógł to coś do jedzenia załatwił i do domu przyniósł. Po prostu był bardziej obrotny, przedsiębiorczy i „chodził po ziemi”.

Dziadek umierając, o opiekę nad rodziną poprosił ojca, a nie starszego brata, i wymógł na nim, że wystąpi z Legionów i nie wróci na front. Ojciec wtedy skończył 18 lat i powołali go do wojska. Na front go nie wysłali dzięki wstawiennictwu kuzyna mojej babci (wówczas generała austriackiego), który sprawił, że ojca odesłano na szkolenie do Nowego Sącza. Wtedy jego brat spontanicznie zapisał go na prawo. Uznał – zresztą słusznie – że ojciec musi mieć zawód gdy wróci z wojska. Dlaczego na prawo? Bo prawo na UJ można było studiować bez obowiązku uczęszczania na wykłady. Ojciec wspomina w pamiętnikach, jak będąc w okopach dowiedział się, że od dwóch lat jego indeks „chodzi po podpisy” i właśnie (!) musi zdawać egzamin, jako student drugiego roku. Stąd się wzięła ta jego przypadkowość prawnicza.

Ojciec planował studiować w austriackiej renomowanej Akademii Wychowania Fizycznego albo stacjonarnie rolnictwo. Niestety nie było to w zasięgu jego możliwości, bo przebywał na froncie, a te uczelnie wymagały obecności na zajęciach.

Karol Bunsch doskonale znał historię Polski, którą ożywił w powieściach, ale i zinterpretował po swojemu, czego dał wyraz w wielu przedmowach. Dlaczego za tło swoich dzieł wybrał czasy piastowskie?

– Dlaczego czasy Piastów? Ojca interesował problem powstawania państwa, tworzenia się pewnej struktury państwowej. Chciał to prześledzić, a jak już śledził, to dokumentował. Poza tym ojca bardzo frapowała postać Bolesława Chrobrego i Mieszka I. Miał trzy takie postaci: B. Chrobry, Mieszko I. i Aleksander Wielki. Zupełnie nie cenił Sobieskiego, uważał, że „Odsiecz Wiedeńska” jest w historii jednym z nieszczęść dla rozwoju późniejszej Europy, ponieważ gdy Turcy mieli szansę przełamać hegemonię germańską, przeszkodził im w tym Sobieski. Później przez wieki to piętno wisiało nad Europą… Nie miał wykształcenia historyka ale historią interesował się zawsze – również filozofią. Posługiwał się żelazną logiką. Był bardzo bystry, inteligentny, reagował na świat zewnętrzny.

W intelektualnym rozwoju mojego ojca duży udział miał Adam Chmiel (mąż dalekiej kuzynki mojej babci), twórca Archiwum Krakowskiego, przyjaciel moich dziadków. Znakomity historyk, erudyta, który wg ojca, absolutnie wszystko co przeczytał zapamiętał. Sam będąc kolekcjonerem zaszczepił w moim ojcu zainteresowanie numizmatyką (pierwszą monetę do swojego zbioru ojciec dostał od niego gdy miał 11 lat). Wprowadził go w historię i topografię Krakowa, którą ojciec szczegółowo opisywał w swoich powieściach.

Jak wyglądało życie towarzyskie Karola Bunscha? Opera, teatr, kolacja…?

– Ponieważ moja mama nie pracowała, więc ojciec dbał by miała rozrywkę dlatego wieczory tradycyjnie należały do nich. Aktywnie uczestniczył w spotkaniach intelektualnych. W ogóle nie chodził do opery. Nie można też powiedzieć, że lubił sztukę awangardową. Właściwie każdą muzykę porównywał do Chopina - wszystko jedno kto by nie grał, mawiał: „ale Chopin!” albo „ale to nie Chopin!”. Nie lubił malarstwa współczesnego. Nawet jeden z jego bratanków, który był bardzo awangardowy, mówił, że nie przychodzi do stryja, bo u niego liczy się tylko Chopin, albo rzeźba klasyczna.

Interesował się malarstwem?

– Malarstwem się nie pasjonował. Poza tym w rodzinie był kult Adasia (jego brata-malarza), więc to malarstwo musiało się podobać.

A środowisko literackie?

– W to środowisko ojciec właściwie nie wszedł. Należy pamiętać, że został pisarzem mając 43 lata. Ponadto do 51. roku życia prowadził kancelarię. To nie jest wiek, w którym zawiera się znajomości. Owszem udzielał się w Związku Literatów, ale nie tak intensywnie jak choćby w krakowskim „Sokole”. Z kręgu literackich przyjaźni trzeba na pewno wymienić tłumaczkę Wandę Kragen i pisarza Jana Wiktora.

Karol Bunsch został pisarzem mając w ręku zupełnie inny fach…

– Ojciec nie lubił swojego zawodu, ale musiał być dobrym prawnikiem, bo jego kancelaria zapewniała rodzinie dostatni byt. Był bardzo obowiązkowy. Mawiał – „jak nie chcesz czegoś zrobić, to nie bierz pieniędzy, a jak już zdecydujesz się wziąć pieniądze, to zrób tak, że się nie da lepiej”. To było jego dewizą.
Po śmierci mojego dziadka (w 1916r) babcia dostała 300 złotych emerytury – czyli zupełnie nic. Byli głodni, mimo, że ojciec i brat posyłali do domu cały żołd. W domu została babcia z dwoma dziewczynkami (młodsza siostra ojca miała wtedy 8 lat, starsza 15). Z powodu głodu starsza siostra przerwała naukę i poszła pracować do apteki. Jednak to wszystko razem nie wystarczało. Babcia dostała wylewu i osobą, która świadczyła pomoc rodzinie był… woźny ze Szkoły Przemysłowej, w której uczył mój dziadek. Gdy skończyła się I. wojna światowa i do domu wrócili chłopcy, nie było ich stać na to żeby każdy sobie kupił płaszcz. Mieli jeden i chodzili w nim na zmianę.

Po I. wojnie światowej ojciec bardzo dużo pracował. Dorabiał się od zera, by w 1939 roku wprowadzić rodzinę do nowego (tego) domu. A wszystko dzięki adwokaturze.

W 2008 roku wykreślono z lektur szkolnych powieść Karola Bunscha „Dzikowy Skarb”. Dlaczego?

– Ponieważ dotknął takiego okresu historii, w którym działały takie postacie, jak biskup Muskata. Czyli teraz te książki są antyklerykalne i antyniemieckie. Oczywiście mądry polonista powiedziałby, że taka była historia.

Karol Bunsch był przede wszystkim świetnym pisarzem ale też… strzelcem sportowym i zapalonym myśliwym - o czym wie niewielu. Zdaje się, że pani Mama też odnotowała strzeleckie sukcesy?

– Mój tata był entuzjastą sportu. Na przełomie lat 1920/30 zorganizował w krakowskim „Sokole” (pierwszą w Krakowie) łuczniczą sekcję strzelecką, do której wciągnął moją mamę. Szybko okazało się, że całkiem dobrze sobie radziła. Do dziś mam w domu tego pamiątkę – tj. nagrodę mojej mamy za mistrzostwo świata wywalczone w 1936 roku, w Pradze. Zdobywała również medale w drużynowych mistrzostwach świata. Do dziś figuruje w opracowaniach historycznych łucznictwa światowego. Ojciec uprawiał strzelectwo sportowe i miał dobre wyniki. Był zapalonym myśliwym, zabierał mnie na polowania.

Jak wyglądało Państwa życie rodzinne?

– Ojciec był bardzo zajęty, mama zresztą też. Gdy wychodziłyśmy na spacery, to ja brałam wózek i lalkę, a mama łuk i szłyśmy do „Sokoła”, po czym mama szła na tor strzelecki, a ja się bawiłam lalką na świeżym powietrzu. Gdy jechałyśmy na wakacje, a mama jeszcze nie wyjechała na zawody, to miała zawsze tarczę i strzelała na łące.

Ważną i lubianą postacią w naszym domu była opiekunka. Niania Jula zjawiła się u  nas gdy miałam rok i była z nami aż do zamążpójścia, a później jako osoba dochodząca prowadziła dom. Podczas okupacji razem z mamą uprawiały ogród, dzięki czemu nie musieliśmy kupować warzyw i owoców. To była konieczność, bo ojciec w czasie okupacji nie utrzymałby z kancelarii tylu osób. Niania utrzymywała z nami ścisły kontakt aż do śmierci..

Czy Karol Bunsch był surowy jako ojciec?

– Ojciec był do rozmów intelektualnych i do… dawania pieniędzy. Pamiętam takie historie. Gdy w 1949 roku zasiadłam do maturalnego stolika obok mnie przystanęła nauczycielka kładąc dwa batoniki. Skonsternowana podziękowałam: „strasznie dziękuję”, na co usłyszałam: „nie, to tatuś ci przyniósł...”.  Zdziwiona zapytałam: „a skąd mój tatuś wiedział gdzie ja do szkoły chodzę?” I to był odruch zupełnie szczery. Mój ojciec nigdy nie był w szkole! Był do tego by dać pieniądze na czesne. Zdarzało się, że czesne „przejadałam” na lody i batoniki, szłam do ojca i się przyznawałam, pytał – „to ile ci trzeba dodać”? „Wszystko” - mówiłam. Na co on… „acha”.

Nie było takiej sytuacji, żeby mnie lub siostrze ojciec odmówił. To mama była tą, która pilnowała. Zwykle mówiła: „dzieci, ja nie wiem czy to wszystko zmieści się w budżecie. Tatuś mówił, że jest gorszy miesiąc…”. Tak też było gdy z siostrą wyjeżdżałyśmy pewnego razu na ferie. Najpierw pytałyśmy mamusię o zgodę, która mówiła: „dobrze, zróbcie kalkulację ale tatuś mówił, że jest gorszy miesiąc”. Gdy już wyliczyłyśmy ile nam potrzeba, ojciec nam dał… drugie tyle z komentarzem „żeby wam nie brakło”. Na miejscu odwiedził nas przyjaciel domu, dopytał jak wypoczywamy i… przekazał pieniądze od ojca „żeby nam nie zabrakło”. To, że nam może zabraknąć pieniędzy było jakąś obsesją ojca. To się wzięło chyba z jego dzieciństwa - z tamtej biedy.

Czego Karol Bunsch nie tolerował u ludzi? Jakimi ludźmi się otaczał?

– Przyjmował rzeczywistość taką, jaka była. Zawsze mówił, że do każdego hobby ma innego przyjaciela. W czasie okupacji gdy obowiązywała godzina policyjna można było jedynie przemknąć wieczorem gdzieś blisko domu, więc trzymano się sąsiedztwa. Rodzice grali wówczas w brydża, w stałym, sąsiedzkim gronie.
Kolejną grupą było towarzystwo z „Sokoła”, stamtąd wywodzili się m.in. koledzy narciarze, z którymi wyjeżdżał w góry. Oprócz nich było całe grono innych znajomych, z którymi rodzice spotykali się na co dzień.

Ojciec był przede wszystkim szalenie odpowiedzialny i rzeczowy. Nie istniała u niego bufonada. Jak mógł to obiecał i załatwił, gdy nie mógł mówił wprost. Nie znosił patosu - takiej pustej pompatyczności. Między innymi dlatego nie lubił religijnych ceremoniałów i w nich nie uczestniczył.

Podobno miewał nietypowe pasje?

– Bardzo lubił zajęcia plastyczne. Wyplatał siatki na ryby, bo był także wędkarzem. Nawet haftował. Trochę się to wzięło stąd, że po przebytym zatorze mózgowym została mu lekka niedyspozycja w ręce i wtedy lekarz poradził mu haftowanie. I wyhaftował parę obrusów. Jako młody mąż zrobił też bardzo ładne żyrandole, inkrustowane pudełka, a nawet kapelusz typu toczek z kolorowych piór – wszystko oczywiście dla mamusi.

Na pewno trudno było zostać anonimową osobą, gdy ojciec był tak poczytnym pisarzem

–  Nasz ojciec był dość daleko od środowiska literackiego. Chodził na zebrania, był honorowym radcą prawnym Związku, ale zupełnie nie odbieraliśmy tej jego popularności.

Oczywiście tu gdzie mieszkaliśmy zdarzało się, że nas ktoś zidentyfikował, zwłaszcza tam gdzie zostawiało się nazwisko - np. u szewca. Jednak nikt z naszej rodziny z tym się nie obnosił. To jedna z tych rzeczy, której ojciec również nie lubił - afiszowania się z nie swoją zasługą. No bo jaki ja w tym miałam udział, że tata książki pisał i że one się jeszcze podobały?

Dziś jeszcze zdarza się, że ktoś zapyta, ale są ludzie, którzy nawet nie wiedzą kim był Karol Bunsch.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

* puclik – ordynans (z austriackiego)

Historia - najnowsze informacje