wtorek, 2 czerwca 2020 14:52

#Kawadlasasiada – osiedlowa akcja z Krakowa robi furorę!

Autor Katarzyna Domagała
#Kawadlasasiada – osiedlowa akcja z Krakowa robi furorę!

Wszystko zaczęło się początkiem maja, od ciasta, którego nie mogła odebrać koleżanka. Damian postanowił zatem ogłosić na osiedlowej grupie, że podzieli się ciastem. Chętnych było kilkudziesięciu. Każdy, kto się załapał, do ciasta dostał kubek kawy. Słodka paczka trafiała do sąsiadów z okna, po sznurku. To były pierwsze kroki akcji #Kawadlasasiada, w której nie chodzi tylko o napicie się kawy. Rozmawiamy z Damianem Grubą, inicjatorem przedsięwzięcia.

Od kilku tygodni dzielisz się z sąsiadami ze swojej dzielnicy kawą, choć nie tylko, bo wraz z kawą na linie zjeżdżają m.in. pyszne ręcznie robione ciastka. Z dnia na dzień w social mediach coraz więcej hasztagów #Kawadlasasiada. O co chodzi z całą akcją i jak to się zaczęło?

– Zaczęło się od ciasta, które upiekłem dla znajomej. Niestety, nie mogła go odebrać, a - akurat - to ciasto najlepiej smakuje na świeżo. Pomyślałem zatem, że najlepiej będzie, jak podzielę się nim z kimś, kto mieszka blisko. Nie czekając długo, wrzuciłem ogłoszenie na naszą osiedlową grupę.

Szybko okazało się, że na ciasto ma ochotę aż kilkadziesiąt osób! Umówiłem się z tyloma, ile wychodziło kawałków. W trakcie całej “operacji” pomyślałem, że ciasto to przecież deser, a dla mnie do deseru musi być kawa. I tak zdecydowałem, że do każdego kawałka ciasta będę dołączał kubek kawy. Zamówienie - jak widać to na filmie, który zamieściłem w sieci – trafiało do właściciela w papierowej torbie przymocowanej na sznurku. Z czasem sznurek został przyozdobiony lampkami. Powiedziałbym, że to nocna wersja.

Zaczęło się od ciasta, ale to kawa gra w akcji pierwsze skrzypce. Kawa, którą przygotowujesz w wyjątkowy sposób. Opowiedz, jak wygląda ten rytuał.

– Przygotowuję kawę metodą alternatywną do tych, które dzisiaj są popularne. Ten sposób parzenia był praktykowany w latach 70. i 80., a obecnie wraca i staje się coraz bardziej modny. Coraz więcej kawiarni serwuje tego typu kawę.

Alternatywna metoda parzenia, inaczej zwana też speciality, to nic innego jak podrasowanie klasycznego parzenia maksymalnie, jak to możliwe w warunkach domowych. Ważny jest wybór odpowiednich ziaren i sposób ich zmielenia. Mielenie ziaren tuż przed przygotowaniem kawy wydobywa z nich dodatkowe aromaty. Następnie należy zwrócić uwagę na grubość zmielonego ziarna. Temperatura wody podczas zalewania powinna wynosić 92-94 st. C. Dzięki temu smak kawy staje się bogatszy.

Bardzo istotny jest również czas nalewania i ilość wody. Każdą kawę przygotowuję ze stoperem, termometrem i wagą. Pije ją dopiero wtedy, gdy delikatnie przestygnie. Wtedy uwalniają się dodatkowe walory smakowe. W smaku kawa jest bardzo delikatna, ale wyczuwalne są różne nuty smakowe. Nie czuć palenia i goryczki, które są często spotykane choćby w kawach z supermarketów. Zainteresowane osoby zapraszam do spróbowania.

Co istotne, przygotowując paczkę z kawą i ciastkiem, staramy się działać zgodnie z zasadą zero waste, czyli wykorzystywać wszystkie możliwe produkty. Na przykład do ciasteczek dodajemy fusy z kawy. Ludzie proszą również o przepisy, więc je udostępniam, a później przesyłają mi zdjęcia ich wypieków. To jest świetne!

Akcja nie skończyła się na jednej kawie i jednym kawałku ciasta.

– Obserwując, jak duże jest zainteresowanie wypiciem kawy po sąsiedzku, zdecydowaliśmy, że będziemy kontynuować akcję. Teraz - mogę to śmiało powiedzieć - jest to już rytuał. Dopóki nam i ludziom sprawia to frajdę, będziemy to robić. Osoby, które przychodzą po kawę, często przynoszą coś na wymianę i tak było w zasadzie od samego początku. Ktoś przyniósł książkę, ktoś inny szczep kwiatka albo upieczony chleb bananowy. To jest niesamowity efekt tej akcji.

Gdy wszystko zaczęło się rozkręcać, postanowiłem wrzucać posty na inne krakowskie grupy, co też spotkało się z dużym odzewem, choć nie tak licznym, jak ten pierwszy.

Jak umawiasz się z ludźmi na kawę pod oknem?

– Przez prywatną wiadomość na Instagramie Moments_Krk. Dogadujemy konkretną godzinę, żeby pod oknem nie gromadziły się tłumy, a później na spokojnie się spotykamy. Oczywiście czasami bywa tak, że ktoś się spieszy, więc tylko wpadnie po kawę i ucieka, ale takie sytuacje zdarzają się naprawdę rzadko.

O czym rozmawiacie?

– O różnych sprawach! Przewijają się tematy związane z dzielnicą, osiedlem czy miastem. Ale dzielimy się też naszymi zainteresowaniami. Okazuje się, że poznaję wiele osób, które interesują się podobnymi sprawami, jak ja. Pod okno przychodzą też ludzie, które zwyczajnie potrzebują się wygadać; opowiedzieć, co przytrafiło im się konkretnego dnia. Ja wtedy pozostaję w roli słuchacza! (śmiech)

Obserwuję też, że większość osób wypija kawę zanim skończymy rozmowę. To chyba dowód na to, że w akcji #Kawadlasasiada najważniejsza jest rozmowa.

Ile osób przychodzi po kawę każdego dnia?

– Trudno powiedzieć, ponieważ ich nie liczę. W jeden dzień jest więcej, w inny mniej. Bardzo cieszy mnie to, że oprócz stałych bywalców ciągle pojawiają się nowe osoby i są zainteresowane.

To głównie ludzie młodzi?

– Przeważnie tak, ale nie tylko. Częstuję też kawą sąsiadki z Krowodrzy, które są już w dojrzałym wieku. Nie umawiam się z nimi przez social media. Kiedy je widzę, macham i zapraszam na kubek kawy. Informacja o akcji rozniosła się nie tylko w internecie.

Myślisz, że gdyby nie pandemia - i m.in. konieczność dostarczania kawy na sznurku - akcja odniosłaby tak duży sukces?

– Z pewnością nie, ale chcę wyraźnie zaznaczyć, że #Kawadlasasiada nie była w żaden sposób związana z epidemią. Nie jest to również kawiarnia - ludzie dostają od nas kawę za darmo. Myślę, że gdyby nie było pandemii i akcji, i tak coś po tym sznurku bym spuszczał - potwierdzą to z pewnością moi znajomi (śmiech). A tak całkiem na serio mówiąc: głównym celem akcji nie jest wypicie kawy, ale przede wszystkim spotkanie. Kawa jest pretekstem do nawiązania sąsiedzkich relacji, pretekstem do rozmowy; dodatkiem do spotkania. Z drugiej strony mam świadomość, z jak wieloma akcjami prospołecznymi dzisiaj rywalizuję. Być może w innych okolicznościach rozwijalibyśmy się jeszcze szybciej.

Czy te spotkania dają ci pozytywnego kopa w czasie epidemii, izolacji społecznej; podnoszą na duchu?

– Na pewno przynoszą sporo pozytywnych emocji i nowych znajomości, co jest budujące. Mam nadzieję, że działa to w obie strony, czyli że ludzie, z którymi się spotykam, czują to samo. Jednak muszę przyznać, że okres pandemii nie działa na mnie destrukcyjnie, jeśli chodzi o samopoczucie czy zajęcia. Jestem raczej typem osoby, która ciągle ma coś do zrobienia. Jedyny negatywny aspekt to ograniczenia dot. przemieszczania się czy kwestie ekonomiczne.

Akcja zaczęła się w Krakowie na Krowodrzy, ale wiemy, że na pewno tam się nie skończy, bo zainspirowałeś do jej kontynuacji ludzi z innych miast w Polsce.

– Od połowy maja #Kawadlasasiada rozdawana jest w pięciu oknach w całej Polsce. W Krakowie, w dwóch miejscach w Warszawie, we Wrocławiu i w Zarzeczu na Podkarpaciu.

Jak to się stało, że ludzie z innych miast również zaczęli dzielić się kawą z sąsiadami?

– Dostawałem bardzo dużo wiadomości z całej Polski wspierających akcję. Ktoś pisał, że chętnie wpadłby na kawę, ale niestety nie jest z Krakowa. Na co ja odpisywałem, że przecież sam może rozpocząć taką akcję. I tak mamy już pięć adresów z kawą dla sąsiada, co ogromnie nas cieszy.

Czy osoby z innych miast prowadzą akcję dokładnie w ten sam sposób, co ty, czyli dostarczają kawę za pomocą sznurka przez okno?

– Niekoniecznie, wykorzystują też swoje pomysły. Jedna dziewczyna wywiesiła na dziewiątym piętrze baner z napisem #Kawadlasasiada. To wysoko, więc na kawę można umówić się z nią w parku. Z kolei inna osoba wystawiła swój bujany fotel na zewnątrz, na którym można usiąść, wypić kawę i poplotkować. Zaangażowanie i kreatywność ludzi są wyjątkowe!

Tak sobie myślę, że ta akcja to również świetny sposób na budowanie relacji społecznych. Może ludziom ich po prostu zwyczajnie brakowało, nie tylko w czasie pandemii, stąd tak duże zainteresowanie i chęć.

– Podczas tych spotkań widzę, że ta chęć rozmowy, poznania się, jest bardzo naturalna. Być może mamy problem z inicjowaniem kontaktu, dlatego trudno nam stworzyć silne relacje sąsiedzkie. Sam z doświadczenia wiem, że zagadanie do nieznajomego na ulicy jest trudne, a nawet jeśli już do tego dojdzie, efekty często nie są takie, jakbyśmy chcieli. Wspólna kawa okazała się być doskonałym pretekstem do nawiązywania znajomości i budowania relacji społecznych.

Być może opatentowałeś przepis na obojętność społeczną, której nie da się dzisiaj nie zauważyć. Chcesz kontynuować tę akcję?

– Jasne. Jeśli tylko będzie zainteresowanie ze strony ludzi, dalej będę częstował kawą!

I dalej kawą ze sznurka? Może stanie się on symbolem akcji?

– Może, kto wie? Sznurek jest już na tyle znany i lubiany, że sąsiedzi robią sobie z nim selfie! Kiedy widzę, ile ludzi wrzuca posty na Instagrama z hasztagiem #Kawadlasasiada lub oznacza mnie @Moments_Krk, czuję, że to naprawdę ma sens!

Foto: @Moments_Krk

Małopolska - najnowsze informacje