Po niemal trzech latach budowy, protestach, sporach o wygląd, dostępność i wpływ na panoramę Krakowa kładka Kazimierz–Ludwinów wreszcie zostanie otwarta. W niedzielę, 4 października, mieszkańcy po raz pierwszy przejdą i przejadą nową przeprawą przez Wisłę. Uroczystość rozpocznie się o godz. 18.30.
W skrócie:
- otwarcie kładki odbędzie się w niedzielę, 4 października, o godz. 18.30,
- inwestycja od początku budziła protesty i dyskusje o kosztach, wyglądzie oraz dostępności,
- najwyższa część pomostu widokowego nadal nie będzie dostępna dla osób poruszających się na wózkach,
- większość utrudnień na bulwarach związanych z budową już zniknęła, choć miasto nie potwierdziło osobnym komunikatem pełnego przywrócenia wszystkich ciągów po stronie Ludwinowa.
Hejnał mariacki, pierwszy przejazd rowerzystów, iluminacja kładki, obwarzanki i atrakcje dla dzieci – tak miasto zamierza uczcić otwarcie jednej z najbardziej dyskutowanych krakowskich inwestycji ostatnich lat.
Na uroczystości pojawią się m.in. pełniący funkcję prezydenta Krakowa Stanisław Kracik, dyrektor Zarządu Inwestycji Miejskich Łukasz Szewczyk, projektant Kazimierz Łatak i przedstawiciel wykonawcy.
Sama przeprawa ma około 130 metrów długości i niemal 14 metrów szerokości. Łączy Bulwar Inflancki po stronie Kazimierza z Bulwarem Wołyńskim w rejonie ul. Ludwinowskiej. Składa się z dwóch ciągów przeznaczonych dla pieszych i rowerzystów oraz wyniesionej części widokowej.
Kładka, która miała łączyć, a długo dzieliła
Historia projektu jest znacznie dłuższa niż sama budowa. Konkurs architektoniczny rozstrzygnięto już w 2006 roku. Wygrała koncepcja Biura Projektów Lewicki Łatak, jednak roboty rozpoczęły się dopiero w styczniu 2024 roku.
Kontrakt podpisany w 2023 roku opiewał na 113,7 mln zł, a w późniejszych miejskich zestawieniach wartość całej inwestycji wzrosła do około 127,9 mln zł. 65 mln zł pochodziło z Rządowego Funduszu Polski Ład.
Jeszcze przed rozpoczęciem prac inwestycja wywoływała protesty. Przeciwnicy wskazywali m.in. na koszty, wycinkę drzew, ingerencję w bulwary i krajobraz oraz skalę konstrukcji. Inicjatywa „Bulwar to My” próbowała doprowadzić do zatrzymania przedsięwzięcia, a pod obywatelskim projektem uchwały zebrano około 700 podpisów. Sprawa trafiła także do UNESCO – po interwencji mieszkańców Centrum Światowego Dziedzictwa zwróciło się o informacje dotyczące inwestycji. Zastrzeżenia pojawiły się również na gruncie prawnym: po sprzeciwie Prokuratury Rejonowej Kraków-Śródmieście Zachód wznowiono postępowanie dotyczące pozwolenia na budowę, jednak ostatecznie odmówiono jego uchylenia.
Później doszedł spór o to, na ile realizowana konstrukcja przypomina projekt, który przed laty wygrał konkurs. Po próbach obciążeniowych znów zestawiano lekką, jasną „wstęgę” z konkursowych wizualizacji z masywniejszą wersją, która rzeczywiście stanęła nad Wisłą.
Krytycy wskazywali m.in. na podpory, kolorystykę i schody prowadzące na środkową część kładki. Zwolennicy odpowiadali, że projekt musiał zostać dostosowany do wymagań technicznych, bezpieczeństwa i uzgodnień konserwatorskich.
Kontrowersji nie zakończy otwarcie. Na najwyższą część pomostu widokowego prowadzą schody. Oznacza to, że samodzielnie nie dostaną się tam osoby poruszające się na wózkach, a także np. rodzice z wózkami dziecięcymi. Dostępna dla nich będzie zasadnicza trasa prowadząca z jednego brzegu Wisły na drugi.
Bulwary wreszcie bez placu budowy?
Budowa kładki mocno dała się we znaki osobom poruszającym się wzdłuż Wisły. Już w styczniu 2024 roku zamknięto część Bulwaru Wołyńskiego od ul. Ludwinowskiej w kierunku hotelu Forum, a pieszych i rowerzystów kierowano na objazdy przez ulice Ludwinowską i Konopnickiej.
Po stronie Kazimierza długo problemem był Bulwar Inflancki. Dolny ciąg został ponownie otwarty 26 czerwca 2026 roku – jeszcze w czasie trwania budowy, pod tymczasowym tunelem zabezpieczającym. W lipcu zamknięto go ponownie na kilka dni podczas prób obciążeniowych, po których ruch miał zostać przywrócony.
Miasto zapewnia, że w ramach inwestycji uporządkowano także ciągi piesze i rowerowe, dojścia, pochylnie oraz schody. Czy wraz z otwarciem kładki rzeczywiście znikną wszystkie utrudnienia na bulwarach, mieszkańcy będą mogli sprawdzić już sami podczas pierwszego spaceru.
Trzech włodarzy i jedna kładka
Nowa przeprawa ma też dość przewrotną historię polityczną. Budowa rozpoczęła się w styczniu 2024 roku, jeszcze za prezydentury Jacka Majchrowskiego.
Później inwestycję przejął Aleksander Miszalski, który w czasie swojej prezydentury zdążył m.in. nagrywać rolki na dachu magistratu. Rolki z uroczystego otwarcia kładki jako prezydent już jednak nie nagra. Po majowym referendum został odwołany, a funkcję prezydenta pełni obecnie Stanisław Kracik.
To właśnie on będzie reprezentował miasto podczas niedzielnej inauguracji.
Można więc powiedzieć, że kładka miała trochę pecha do prezydentów: nie otworzy jej ten, za którego rozpoczęto budowę, ani ten, za którego nabrała ostatecznych kształtów.
Widok na Wawel. I na lunapark
Miasto zachwala środkowy pomost jako miejsce, z którego będzie można zatrzymać się i podziwiać panoramę Krakowa. I rzeczywiście – patrząc w jedną stronę będzie zachwycać nas wijąca się Wisła, Kazimierz i Wawel. W drugą widok może już wywołać zupełnie inne uczucia.
Po stronie Ludwinowa, w rejonie dawnego hotelu Forum, od lat działa kompleks rozrywkowy z diabelskim młynem, karuzelami, urządzeniami lunaparkowymi, balonem i tymczasowymi konstrukcjami. Problem nagłośnił radny dzielnicowy Krzysztof Kwarciak, który zwracał uwagę na chaos przestrzenny tego miejsca, „kicz”, hałas, migające jaskrawe światła i krzyki osób korzystających z atrakcji. Okolice Forum porównywał też do „bazaru z początku lat 90-tych”.
Nowa kładka będzie więc oferowała dwa bardzo różne widoki na Kraków: z jednej strony historyczną panoramę miasta, z drugiej przestrzeń, która od lat budzi pytania o estetykę jednego z najbardziej eksponowanych fragmentów nadwiślańskich bulwarów. Szczególnie po zmroku trudno będzie tego kontrastu nie zauważyć.
Być może otwarcie „widokowej kładki” będzie więc dobrą okazją, aby władze Krakowa wreszcie zobaczyły z jej perspektywy to, co mieszkańcy oglądają od dawna. I zajęły się miejscem, które dziś trudno uznać za wizytówkę miasta odwołującego się do swojej historycznej rangi i marki UNESCO.


















