sobota, 16 kwietnia 2022 17:29

Kraków: "Mam międzynarodową pomoc i ciągle zgłaszają się kolejne osoby chętne do wsparcia"

Autor Joanna Jamróz-Haładyj
Kraków: "Mam międzynarodową pomoc i ciągle zgłaszają się kolejne osoby chętne do wsparcia"

34-letni Sebastian z Krakowa włączył się w pomoc dzieciom z Ukrainy na początku wojny. Mężczyzna w przebraniu uwielbianego przez dzieci psa Marshalla (bohatera popularnej bajki "Psi Patrol") odwraca uwagę najmłodszych uchodźców od sytuacji, w jakiej się znaleźli. Jego pomysł zainspirował wiele osób do włączenia się w akcję pomocową na rzecz dzieci z Ukrainy m.in. panią Katarzynę Doległo ze szkoły w Biskupicach.

34-latek z Krakowa najpierw pojawiał się na dworcu PKP, by nieść radość najmłodszym uchodźcom. Następnie odwiedzał grupy dzieci, do których został zaproszony. Teraz zdarza się, że pojawia się także u pojedynczych osób. Jego działalność na rzecz ukraińskich dzieci nie została niezauważona. Dziś jeździ po całej Polsce. Wiele osób (m.in. ze Stanów Zjednoczonych) postanowiło go wesprzeć lub do niego dołączyć.

O niesieniu pomocy najmłodszym Ukraińcom i dobrych sercach osób, które go wspierają, rozmawiamy z panem Sebastianem z Krakowa.

Drużyna Marshalla / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Drużyna Marshalla / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

Panie Sebastianie, podczas naszej ostatniej rozmowy (w połowie marca) zapowiedział pan, że dalej będzie pomagał i tak się dzieje. Co zmieniło się w pana pracy na rzecz dzieci z Ukrainy od tego czasu?

– Tak, nadal pomagam. Chyba z każdym dniem coraz bardziej. Zaangażowałem się w wizyty u dzieci na 100%. Zmieniło się to, że mniej pojawiam się na dworcach, ponieważ odwiedzam coraz więcej grup dzieci z Ukrainy w różnych miejscach, do których jestem zapraszany. Byłem także na weekend w Warszawie, gdzie najpierw z Fundacją Świętego Mikołaja, a później Fundacją Motoryzacja Dzieciom odwiedziłem setki dzieci.

Marshall z dziewczynką z Ukrainy / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Marshall z dziewczynką z Ukrainy / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

Czy jakaś sytuacja z ostatnich dni szczególnie pana poruszyła?

– Każda chwila to mnóstwo wzruszeń i nie da się jakoś wybrać konkretnego momentu. Czasem wzruszam się, kiedy dzieci się przytulają, innym razem potrafię się wzruszyć podczas zabawy, wygłupów, bo wiem wtedy, że to, co robię, jest potrzebne tym dzieciom. Ostatnio wiele osób pytało mnie, czy była jakaś wizyta, która szczególnie utkwił mi w pamięci. Zawsze mówię, że ciężko coś wybrać, ponieważ wszystkie są wyjątkowe, ale dzisiejszy dzień na pewno zapamiętam na długo. Ja, twardy facet się wzruszyłem. 3 godziny drogi tam i z powrotem do Nowego Sącza (po nocce w pracy i przed kolejną nocką), wszystko po to, by odwiedzić Martina. Martin jest autystycznym, uroczym chłopcem, który 17 kwietnia kończy 6 lat. Zawiozłem mu także kosz pełen prezentów. Takiej radości nie widziałem dawno! Po ucieczce z przedmieść Kijowa do Polski przeżył mnóstwo traumatycznych dla siebie wydarzeń. Dziś jest już bezpieczny z mamą w mieszkaniu w Nowym Sączu. Dziękuję Karoli Panek za informacje o chłopcu i kartki urodzinowe, które dziś mogłem przekazać. Dziękuję także Oskarowi Pierzchale za opiekę nad Martinem i jego mamą!

Sebastian z 6-letnim Martinem / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Sebastian z 6-letnim Martinem / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

Udało się panu zmotywować do pomocy także inne osoby.

– Udało się zaangażować mnóstwo osób do pomocy. Wiele z nich samych zgłasza się z chęcią pomagania. Często, kiedy wracam do domu, pod drzwiami czeka już paczka, a to ze słodyczami, czasem z zabawkami, czy też z przyborami szkolnymi. Zdarzyło się także, że do mojej pracy przychodziły osoby, które mnie kojarzą i zostawiały dla dzieci z Ukrainy prezenty, które później przekazywałem. Nie dam rady wymienić wszystkich osób, które mi pomogły oraz pomagają nadal. Jedną z nich jest na pewno pani Katarzyna Doległo nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Biskupicach, która zorganizowała i koordynowała wielką zbiórkę przekąsek i słodyczy. Dzieci zrobiły też własnoręcznie laurki. Poznałem ostatnio także panią Agnieszkę Klich, która zorganizowała wejścia do Parku Wodnego w Krakowie dla ponad 200 dzieci z Ukrainy. Przyleciała na tę okazję specjalnie z USA, zaprosiła mnie jako Marshalla, była też Świnka Peppa i Elsa, która także przyleciała do Polski ze Stanów, by wspierać uchodźców.

Marshal, Peppa i Elsa / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Marshal, Peppa i Elsa / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

Pomaga mi także Anglik Steve Hart, który angażuje się w pomoc rodzinom z Ukrainy od początku wybuchu wojny. Więc, jak widać, mam międzynarodową pomoc i ciągle zgłaszają się kolejne osoby chętne do wsparcia, czy też po prostu z dobrym słowem.

Marshall z dziećmi z Ukrainy / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Marshall z dziećmi z Ukrainy / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

W marcu pan Sebastian opowiadał Głosowi24, że powstaje specjalny film skierowany do najmłodszych, w którym Marshall ma zachęcać do niesienia pomocy Ukraińcom. Udało się go wykorzystać, a na efekt nie trzeba było długo czekać. Jedną z osób, która postanowiła wesprzeć działalność pana Sebastiana, wykorzystując przygotowane nagranie, jest pani Katarzyna Doległo ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach. Nauczycielka opowiada nam o tym, jak zrodził się pomysł pomocy, o zaangażowaniu dzieci i młodzieży, a także o nowych uczniach z Ukrainy.

Katarzyna Doległo ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach z psem Marshallem / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Katarzyna Doległo ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach z psem Marshallem / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

Jak to się stało, że szkoła włączyła się w pomoc dzieciom z Ukrainy?

– Już 25 lutego w naszej szkole zaczęła działać zbiórka dla Ukrainy, którą koordynowała jedna z ósmych klas przy wsparciu wychowawczyni i Rady Rodziców. Myślę, że wszyscy czuli ogromną chęć niesienia pomocy w tej ekstremalnie trudnej sytuacji. Po zobaczeniu na Facebooku działalności Sebastiana, albo Psa Marshalla, napisałam do niego z propozycją rozpoczęcia akcji zbierania przekąsek w szkole. Zrobiłam na szybko plakat i po zgodzie od Dyrekcji, zaczęliśmy działać. Odzew był bardzo pozytywny.

Uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

Którzy uczniowie zaangażowali się w pomoc?

– Uczniowie wszystkich klas zaangażowali się w akcję, jednak nie da się ukryć, że to młodsze dzieci z większym entuzjazmem zareagowały na prośbę Marshalla, którą obejrzeli, bo dla nich to bohater i chcą go naśladować. Jedna z III klas przywitała go piosenką z serialu, w zerówce maluchy szczekały jak serialowe pieski, każdy chciał mieć z nim pamiątkowe zdjęcie.

Czy zainteresowanie akcją zaskoczyło panią?

– Chyba nie. Marshall jest postacią z bajki, ale fakt, że osobiście miał przyjechać i przybić dzieciakom piątki, wpływał na nie bardzo motywująco. W czasie trwania akcji do szkoły dołączyli uczniowie z Ukrainy i ich obecność sprawiła, że nasze dzieciaki zobaczyły w nich kolegów, takie same dzieci, jakimi sami są. Chcieli im pomóc w porozumiewaniu się, w poruszaniu w szkole, w znalezieniu przyjaciół. Tak samo było z dziećmi z akcji Marshalla.

Uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

W jakim wieku są dzieci, które dołączyły do szkoły i jak przebiegł proces adaptacji?

– Dzieciaki, które uczęszczają do naszej placówki mają od sześciu do trzynastu lat. Myślę, że proces adaptacji przebiegł bardzo sprawnie. I za to naprawdę ogromne brawa należą się rówieśnikom oraz wychowawcom tych klas, ponieważ wykonali ogromną pracę, aby dzieci poczuły się zrozumiane, zaakceptowane oraz, przede wszystkim, bezpieczne w nowym miejscu.

Temat wojny jest trudny, zwłaszcza dla dzieci. Jak sobie pani z nim poradziła podczas lekcji?

– Uczę klasy VII i VIII, czyli już młodzież. Przede wszystkim wiedziałam, że tematu nie można przemilczeć, bo to mądrzy młodzi ludzie, którzy interesują się światem i nie są od niego odizolowani. Pytałam ich, jak się czują w związku z wojną w Ukrainie, co czują, czy chcą rozmawiać na ten temat. Jako polonista miałam również ułatwione zadanie, ponieważ to, czego boimy się powiedzieć na głos, albo nie potrafimy wyrazić, często znajduje się w poezji. W mówieniu o wojnie pomagali mi Szymborska, Różewicz, Stachura. Dzieciaki same zauważały w tych wierszach odniesienia do współczesności, porównywały do wojny w Ukrainie.

Uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana
Uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Biskupicach / Fot. archiwum prywatne pana Sebastiana

Jak jeszcze szkoła pomogła dzieciom z Ukrainy?

– Rada Rodziców błyskawicznie zorganizowała pierwszą zbiórkę, o której mówiłam na początku. Kiedy w szkole pojawiły się pierwsze dzieci z Ukrainy, przygotowała i rozdała nowym uczniom wyprawki, na które składały się artykuły plastyczne, długopisy, piórniki, plecaki. Wiem też, że wychowawcy i klasy, do których trafiały nowe dzieciaki, również witały ich upominkami.

Kraków

Kraków - najnowsze informacje