czwartek, 10 marca 2022 13:10, aktualizacja 3 lata temu

Krakowski dworzec. Najtrudniej jest kiedy przyjedzie pociąg z transportem. Noclegi kończą się o 13-tej

Autor Marzena Gitler
Krakowski dworzec. Najtrudniej jest kiedy przyjedzie pociąg z transportem. Noclegi kończą się o 13-tej

Anna po drodze zgubiła się z mężem i ich trzyletnią córką. Bardzo się o nich boi, bo nie ma z nimi kontaktu, ale nie chce wyjechać z Krakowa, bo liczy, że tu może odnajdzie w końcu męża. Czekała na nich na krakowskim dworcu głównym. Dworzec to miejsce, które dla wielu uchodźców mogłoby być pierwszym w miarę spokojnym przystankiem w podróży. Ale czy rzeczywiście jest? Jak wygląda codzienność na dworcu? Kto tu pomaga? Na jaką pomoc mogą liczyć uchodźcy? Sprawdziłam.

Środa, godzina 17

Przed budynkiem dworca na placu przed Galerią Krakowską wzmożony ruch, ale nie widać tłumów. To, co najpierw się rzuca w oczy to dwie hale namiotowe, które powstają przy pomniku Ryszarda Kuklińskiego. Mają tam znaleźć chwilowy odpoczynek ci, którzy nie pomieszczą się na dworcu. Hale stawiają służby na polecenie wojewody. Obok w szarym namiocie punkt zbiórki darów prowadzony przez Caritas. Można tam zostawić to, co może pomóc uchodźcom - zarówno tu w Krakowie, jak i na granicy czy już na Ukrainie.

Wchodzę do punktu odpoczynku tymczasowego. To dawna poczekalnia krakowskiego dworca, wykorzystywana jeszcze przed jego rozbudową. Ścisk, tłum ludzi, zaduch. Przy wejściu na dwóch stołach wyłożone rzeczy najbardziej potrzebne uchodźcom - napoje, jedzenie. Wszystko można dostać za darmo. Punktem opiekują się wolontariusze - harcerze.  

W środku porozkładane polowe łóżka i materace. Na nich dziesiątki zmęczonych ludzi. Trudno jednak odpocząć w takim rozgardiaszu. Miejsca do spania stłoczone są na parterze i porozkładane wzdłuż ścian na galerii. Tam jest trochę luźniej. Są jeszcze wolne miejsca. Do nocy wszystkie się zapełnią. Nie przyjechały jeszcze wieczorne pociągi z Przemyśla.

Jedną z harcerek, które pełni tu służbę od tygodnia, jest Aleksandra Aksamitowska z ZHR Orle Gniazdo ze Śródmieścia w Krakowie. – Zaczęłam tydzień temu we wtorek i staram się przychodzić co najmniej raz na dwa dni. Przynajmniej na kilka godzin – mówi wolontariuszka w harcerskim mundurze. Z jej hufca pomaga tu większość harcerzy, która ma ponad 16 lat - bo to dolna granica przyjmowania zgłoszeń do wolontariatu. –  Myślę, że młodsze osoby po prostu nie nie poradziłyby sobie. Jeśli chodzi o starszych - angażują się wszyscy. Mamy cały grafik rozpisany i o różnych godzinach przychodzą i chłopaki, i dziewczyny – dodaje.

Na jaką pomoc mogą tu liczyć uchodźcy? Co jest najbardziej potrzebne? – Jeśli chodzi o potrzeby żywnościowe czy wodę, to na bieżąco są uzupełniane przez naszych koordynatorów, ewentualnie przychodzą po prostu ludzie i nam to uzupełniają, więc nie ma problemu. Niektórzy potrzebują noclegu, niektórzy potrzebują, żeby im zainstalować kartę SIM. Niektórzy chcą, żeby im pomóc dostać się gdzieś dalej, do innego miasta, gdzie mają znajomych lub rodziny, więc do tego trzeba podejść bardzo indywidualnie – relacjonuje Ola.

Aleksandra Aksamitowska nie jest w stanie oszacować ile osób przewija się przez ten punkt. – Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nie jesteśmy w stanie po prostu zliczyć każdego z osobna – mówi nasza rozmówczyni. Według jej oceny może się tu pomieścić około 100 osób, może trochę więcej. – Najtrudniej jest kiedy przyjedzie jakiś pociąg z transportem. Wtedy napływają ludzie, którzy albo chcą przeczekać na swój kolejny transport, albo albo czekają po prostu, żeby zorganizować sobie nocleg inny niż ten, tutaj, bo wiadomo, że to jest tylko tymczasowa opcja dla tych ludzi.

Najtrudniej jest w nocy, kiedy gromadzą się tu ludzie, aby po prostu przespać noc, najczęściej w oczekiwaniu na jakiś pociąg. Co się dzieje, gdy brakuje dla nich miejsc? – Ja nie byłam nigdy na nocnym dyżurze, ale wiem, że kierujemy też do innych punktów na Pawiej i przy peronie numer 4 – mówi harcerka. Czy przychodzą do nich ludzie, którzy mówią, że nie znaleźli noclegu? – Tak, oczywiście są są takie sytuacje, bo wiadomo, nie wszyscy mają rodzinę, nie wszyscy mają jakieś ustalone lokum. Ja osobiście staram się pomóc takim ludziom. Mam kilka numerów do pań, które pracują w nieruchomościach i po prostu dzwonią dalej i szukają, czy by kogoś nie przyjęli. Na przykład wczoraj miałam taką sytuację, że właśnie zawiozłam panie do takiego miejsca, gdzie inne osoby organizują im takie noclegi, bardziej na stałe. I się udało – opowiada.

Życie osób oczekujących na dalszy transport na dworcu dezorganizuje też to, że pociągi mają teraz bardzo duże, nawet dwugodzinne opóźnienia.  

Dla większości wolontariuszy służba na dworcu to pierwsze doświadczenie zetknięcia się z takim ludzkim dramatem. Jak sobie z tym radzą? – Mamy wsparcie psychologiczne, mamy linię telefoniczną, na którą możemy dzwonić, kiedy potrzebujemy takiego wsparcia, więc to jest nam zapewnione – mówi Aleksandra.

Godz. 17.30

Wychodzę z poczekalni na starym dworcu. Schodzę do głównego budynku w podziemiu. Im bliżej kas, tym więcej koczujących tu ludzi. Na matach siedzą całe rodziny z gromadką dzieci. Grupy znajomych, którzy połączyła ucieczka przed wojną. Ktoś śpi, inni siedzą przy nielicznych gniazdkach, do których wpięli rozgałęziacze i ładują telefony. Są psy i koty w kontenerach. Jest głośno. Ciągły ruch.

W holu widać punkt Caritas. Na stoliku wyłożone wszystko, co może się przydać w długiej podróży. Jedzenie dla dzieci, pieluchy, zapakowane w torebki bułki.  – Zgłaszają się tu ludzie z bardzo różnymi potrzebami. Niestety nie jesteśmy w stanie załatwić wszystkiego – mówi Mariusz Wilk, wolontariusz Caritas, który dziś na dworcu jest po raz pierwszy. Pochodzi spod Krakowa, ale tu studiuje i zgłosił się do wolontariatu. – Jest u nas woda, pieluszki dla dzieci, koce, mamy też suchy prowiant. Mamy tutaj pudełko, w którym są koce, więc jeśli ktoś potrzebuje, to będziemy je rozdawać.

Punkt Caritas nie działa jednak całodobowo. Jest czynny od godziny 7 do 20. Jakich rzeczy w tej chwili najbardziej potrzebują uchodźcy? Czy można tu znaleźć nocleg? – Caritas oferuje pewien nocleg, ale to się szybko wyczerpuje. Dziś skończyły się o godz. 13. Jeśli nic nie mamy, to wysyłamy ich do punktu informacji, który jest przy peronie 4 – mówi wolontariusz. – Mamy kontakt z siostrami, które także mają zgłoszenia od rodzin, indywidualnie. Jednak jak na przykład zadzwoniłem po 15, to powiedziały, że już nie ma miejsc. Czasem jest tak, że dostają kilkanaście zgłoszeń w ciągu 10 minut – dodaje inna wolontariuszka Caritas, która też pomaga w tym punkcie.  

Godz. 18

Punkt przy peronie 4. Małe wejście oblepione długą, zakręcającą dwa razy kolejką. Są w niej ludzie dorośli, dzieci, psy. Nie sposób się przepchać, żeby o coś zapytać.  Idę więc do punktu medycznego. Prowadzi go Maltańska Służba Medyczna. – W zasadzie zaczęliśmy już w niedzielę, czyli 3 dni po tym, jak zaczął się konflikt na Ukrainie ze względu na to, że ona była tu olbrzymia potrzeba – mówi Bartosz Pogan z Maltańskiej Służby Medycznej. – Codziennie tutaj przewija się kilkanaście tysięcy osób. Wielu z nich kilka dni temu opuściło swoje domy, biorąc ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, ale nie biorąc często swoich leków. To są osoby na przykład, które na stałe się leczą, czy to na nadciśnienie, czy na cukrzycę i przez to, że nie mieli dostępu do swoich leków przyjeżdżają do nas w złym stanie zdrowia. Dlatego otworzyliśmy ten punkt, żeby tymi osobami się tutaj na miejscu zaopiekować, zanim oni pojadą gdzieś dalej – mówi ratownik.

W punkcie medycznym na krakowskim dworcu codziennie dostaje pomoc mniej więcej około 100 osób. Jest on czynny od godziny 8:00 rano do 24 czy nawet do pierwszej w nocy, w zależności od potrzeb, tak jak przyjeżdżają pociągi z Przemyśla. – Posiadamy tutaj, na miejscu, swoją karetkę i jeżeli jest taka potrzeba, możemy zawieźć kogoś do szpitala. Mieliśmy osoby, które miały w bardzo złym stanie nogi po wielodniowym marszu, bez przerwy i wymagały już interwencji chirurgicznej, więc były transportowane do szpitala wojskowego na Wrocławskiej – mówi Bartosz Pogan.

W prowadzenie punktu na dworcu zaangażowanych jest 30 osób. W czasie zmiany jest 5-6 medyków – wolontariuszy. – Niektórzy po prostu przychodzą tutaj po pracy, inni wzięli wolne. Staramy się po prostu jakoś wygospodarować ten wolny czas, bo jesteśmy wolontariuszami, więc poświęcamy nasz wolny czas, żeby tutaj pomóc – deklaruje nasz rozmówca.

Maltańczycy obecnie mają wszystko, co może być potrzebne w takim punkcie i wydają to potrzebującym. Organizują też ciągle zbiórkę leków dla Ukrainy. – Jednocześnie organizujemy transport darów na Ukrainę do szpitala we Lwowie, odbędzie się on już w najbliższy piątek. Jeżeli ktoś chciałby nas wesprzeć, zapraszamy na dworzec główny w Krakowie do punktu medycznego Maltańskiej Służby Medycznej. Przyjmiemy dary, a w piątek pojadą do Lwowa do szpitala – dodaje.

Godz. 18.30 hala dworca.

Pomiędzy czekającymi tu ludźmi widać wolontariuszy i zwykłych mieszkańców, którzy przyszli im pomóc. Ktoś niesie kartonowe pudełko bułek. Inni roznoszą zupę. Przychodzą też ludzie z dziećmi, które próbują przekazać dzieciom uchodźców słodycze lub zabawki. Nie zawsze są przyjmowane. Nie zawsze można zrozumieć dlaczego, choć Ukraińcy próbują tłumaczyć, że na przykład ich dziecko jest chore i nie może jeść takich rzeczy, albo przekonać rozbrykanego pięciolatka, żeby wziął maskotkę, kiedy on nie chce. Uśmiechają się przepraszająco...

Obok wejścia na peron 4 jest jeszcze jeden punkt tymczasowego odpoczynku. Przez przeszkolone ściany widać zapełnione łóżka polowe. Wolontariuszka w drzwiach blokuje wejście, wpuszcza pojedyncze osoby tylko wtedy, gdy ktoś wyjdzie.

Największy tłum stoi w kolejce do tak zwanego punktu recepcyjnego. Uwija się tam kilku - nie wiem pracowników czy wolontariuszy. Patrzę z góry na kilkusetosobową kolejkę, która zwija się dwa razy. Na co liczą ci ludzie? Co mogą tu dostać? Ile muszą czekać, aby dostać się do wejścia?

Zabieram z końca kolejki dwie osoby, z najmniejszymi dziećmi. To Anna i Katja z pięcioletnimi Nikitą i Arturem. Poznały się w podróży. Anna i jej syn są z Doniecka, jechali przez Dnipro. Po drodze zgubiła się z mężem i ich trzyletnią córką. Bardzo się o nich boi, bo nie ma z nimi kontaktu. nie wie, czy udało im się przekroczyć granicę. Dzisiejszą noc spędzą u mojej córki. Potem zobaczymy.

Czwartek, godz. 13.

Anna i Katja w punkcie recepcyjnym dostały tylko kartkę z kilkoma adresami. Świetna pomoc - zwłaszcza, że jeszcze wczoraj nie miały polskiej karty SIM i nie mogły w ogóle dzwonić.

Udało się znaleźć im miejsce na dłuższy pobyt u dominikanek na ul. Kasztanowej. Nie chciały wyjechać z Krakowa, bo Anna liczyła, że tu może odnajdzie w końcu męża. Okazało się dziś, że jej mąż z córką będzie próbował przedostać się do Rumunii, a stamtąd do Polski. Dopiero wtedy się spotkają...

Wczoraj Kraków poinformował, że nie przyjmuje zgłoszeń od osób indywidualnych, które chcą przyjąć uchodźców z krakowskiego dworca. Zdaniem wiceprezydenta Andrzeja Kuliga miast zrobiło już co mogło.

Kraków. Miasto wstrzymuje pomoc dla uchodźców. Brakuje żywności!
Oficjalny serwis miejski poinformował, że Kraków wstrzymuje wydawanie pakietów pomocowych dla uchodźców. Stanowiły pierwsze wsparcie żywnościowe dla osób przybywających do miasta po wielodniowej podróży.

Dziś w rozmowie z nami przewodniczący Rady Miasta Krakowa Rafał Komarewicz poinformował, że miasto nie dostało żadnego wsparcie od wojewody, który na pomoc uchodźcom w całym województwie dysponuje obecnie... 6 mln zł. Miasto już wydało 14 mln, a w rezerwie miało w sumie 19 mln.

„To, co się dzieje na dworcu jest wstrząsające!” Gibała wskazuje, kto jest winien chaosowi
Wiadomości Kraków: Krakowianie bardzo zaangażowali się w pomoc dla Ukraińców. Na dworcu nie brakuje wolontariuszy, panuje jednak chaos. “To, co się dzieje, jest wstrząsające” - pisze Łukasz Gibała.

Pomoc dla uchodźców organizują krakowskie i polsko-ukraińskie fundacje. Ludzie zgłaszają się i proszą o pomoc na facebookowych grupach. Miejsca w Krakowie są - choćby właśnie u dominikanek, które sam jeżdżą na dworzec po uchodźców i przygotowują dla nich kolejne pokoje.

Kompletny chaos. Ludzie koczują na dworcu, a Kraków wstrzymuje przyjmowanie zgłoszeń do bazy miejsc dla uchodźców!
Na oficjalnej stronie Miasta Krakowa ukazał się niepokojący komunikat, z którego wynika, że miasto nie przyjmuje obecnie zgłoszeń do bazy mieszkań, które indywidualnie chcieli zaoferować uchodźcom mieszkańcy.

Miejsca są też w gminach pod Krakowem, ale ludzie o nich nie wiedzą. Brakuje koordynacji. Gdyby nie ta oddolna inicjatywa nawet nie sposób sobie wyobrazić jakiejkolwiek pomocy dla uchodźców. Wczoraj miasto ogłosiło, że nie będzie już wydawać pomocy żywnościowej...

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka