sobota, 26 marca 2022 16:38

Podpowiada, jak rozmawiać o wojnie z dziećmi z Ukrainy i z Polski. Jej książkę przetłumaczą na wszystkie języki europejskie

Autor Joanna Jamróz-Haładyj
Podpowiada, jak rozmawiać o wojnie z dziećmi z Ukrainy i z Polski. Jej książkę przetłumaczą na wszystkie języki europejskie

Alicja Safarzyńska-Płatos (psycholog, mama trójki) napisała trzy książeczki terapeutyczne dla dzieci z Ukrainy oraz tych, które z jakiegoś powodu spotykają się z trudnym tematem wojny. Jej pierwsza książka "Bohaterowie też płaczą" jest właśnie tłumaczona na 18 języków, ale zgodnie z obietnicą, jaką autorka otrzymała wiadomość z Europarlamentu, publikacja zostanie przełożona na wszystkie języki europejskie.

Alicja Safarzyńska- Płatos z wykształcenia jest psychologiem, a prywatnie mamą trójki dzieci i fascynatką wnętrz. Uwielbia pisać dla najmłodszych i, trzeba przyznać, idzie jej to bardzo dobrze. Do tej pory jedynymi odbiorcami wymyślanych przez nią historii były jej własne dzieci, a wykreowane opowieści trafiały wyłącznie do szuflady.

Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, wiedziała, że chce pomóc. Postanowiła wykorzystać to, co potrafi robić najlepiej. W kilka dni napisała trzy książki terapeutyczne, które pomagają najmłodszym oswoić trudny temat wojny.

– Później na Facebooku dałam ogłoszenie o poszukiwaniu tłumacza na język ukraiński, po 5 minutach musiałam skasować post, bo było tyle zgłoszeń. Jednocześnie konsultowałam opowiadania z kilkoma terapeutkami dziecięcymi, bo dobór słów ma dla dzieci ogromne znaczenie. Zgłosiło się też do mnie kilkudziesięciu ilustratorów chętnych do wykonania darmowych ilustracji

– opowiada nam Alicja Safarzyńska- Płatos.

Z autorką rozmawiamy o jej publikacjach oraz o tym, jak rozmawiać z dziećmi o wojnie i czego unikać podczas poruszania tego tematu.

Alicja Safarzyńska- Płatos/ Fot. archiwum prywatne autorki
Alicja Safarzyńska- Płatos/ Fot. archiwum prywatne autorki

Jak to się stało, że postanowiła pani napisać książkę dla dzieci o wojnie?

Od zawsze bardzo lubiłam pisać dla dzieci. Do tej pory niestety nic nie udało mi się wydać, mimo licznych prób. Wiele razy obiecywałam sobie, że więcej nic nie napiszę, bo trafia to tylko do uszu moich dzieci, a potem do szuflady. Jednak, kiedy wybuchła wojna, zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób mogę pomóc. Uważam, że każdy powinien pomagać w tym, w czym się najlepiej czuje. Ja jestem z wykształcenia psychologiem, do tego mam troje małych dzieci (5 lat, 3 lata i 7 msc) i kocham pisać. Zauważyłam, jak ta sytuacja dotyka moich dzieci, które mają bezpieczny dom, a i tak zaczęły się stresować, słysząc ciągle rozmowy o wojnie. Wyobraziłam sobie, jak traumatyczne musi być to wydarzenie dla dzieci ukraińskich, które uciekły przed wojną (nie wspomnę o tych, które tam zostały..). Utrata własnego domu, swoich rzeczy, rozstanie z ojcem/braćmi, którzy zostali, by walczyć, przyjazd do nieznanego kraju, obcy ludzie, obcy język i długo można by wymieniać. To koszmar i trauma na całe życie. Do tego nam, dorosłym jest bardzo trudno wytłumaczyć dzieciom to, co się dzieje. W sposób uczciwy, bez przekłamań i fałszywego uspokajania (co dzieci natychmiast wychwytują), ale jednocześnie tak, by nie burzyć poczucia bezpieczeństwa, by być oparciem i dawać przestrzeń na najtrudniejsze emocje. To niezwykle ciężkie, zwłaszcza gdy samemu czuje się lęk i nie wie, co będzie dalej. Te rozmyślania i rozmowy z moimi dziećmi, a także z zaprzyjaźnionymi mamami zainspirowały mnie do stworzenia opowiadań, które ułatwią nam, dorosłym wytłumaczenie sytuacji, a dzieciom jej zrozumienie.

Jak wyglądały prace nad książeczkami?

Książeczki powstały w błyskawicznym tempie. Napisałam je w zaledwie kilka dni. Później na Facebooku dałam ogłoszenie o poszukiwaniu tłumacza na język ukraiński, po 5 minutach musiałam skasować post, bo było tyle zgłoszeń. Jednocześnie konsultowałam opowiadania z kilkoma terapeutkami dziecięcymi, bo dobór słów ma dla dzieci ogromne znaczenie. Zgłosiło się też do mnie kilkudziesięciu ilustratorów chętnych do wykonania darmowych ilustracji. Wybrałam Ksenię Potępę, bo od dawna znam jej rysunki i jestem ich wielką fanką. Książki po nocach składała (i nadal to robi) moja siostra, która sama ma małe dzieci. W ciągu kilku dni była gotowa pierwsza część "Bohaterowie też płaczą" w trzech językach (polskim, ukraińskim i rosyjskim).

Co było dla pani najtrudniejsze w procesie powstawania książki?

Brak czasu. Jak wspomniałam, mam trójkę dzieci, w tym ponad półrocznego bobasa. Żeby cokolwiek zrobić, muszę rozplanować sobie logistykę. Czas mam tylko w nocy i wtedy, kiedy starszaki są w przedszkolu, a najmłodsza śpi. Często pracuję, siedząc na ławce i jedną ręką pisząc, a drugą kołysząc wózek. Jest to tym trudniejsze, że projekt od początku idzie w błyskawicznym tempie. Pisanie, tłumaczenia, konsultacja ilustracji, składanie, wrzucanie na stronę, a do tego tysiące maili, wiadomości i telefonów. Ciężko to pogodzić z byciem mamą.

O czym jest książka i dlaczego warto ją przeczytać dziecku?

Książki na razie są 2 (trzecią planuję opublikować w najbliższy wtorek) opowiadają historię Myszek, które uciekają ze swojego domu w lesie, w którym robi się niebezpiecznie oraz Ryjówek, które przygarniają je pod swój dach. Książka pt. „Bohaterowie też płaczą“ jest przeznaczona dla dzieci, które przyjechały do nas z Ukrainy. Historia Myszek nawiązuje do doświadczeń wojennych. Jest metaforą wyjazdu ze swojego kraju, pozostawienia rodziny i domu oraz lęku z tym związanego. Druga część pt. „Spotkanie z Bohaterem“ przeznaczona jest dla dzieci przyjmujących lub spotykających uchodźców. Opowiada o Ryjówkach, które goszczą u siebie uciekające Myszki, dzielą się z nimi swoimi rzeczami i starają się zrozumieć ich sytuację. Celem, który przyświecał mi w trakcie pisania, było stworzenie gruntu do rozmów z dziećmi zarówno tymi z Ukrainy, jak i z Polski (a teraz z całej Europy, ponieważ książka jest tłumaczona na 18 języków). Temat wojny jest wszechobecny, a rozmowy o niej bardzo trudne i pełne negatywnych emocji. Starałam się w jakiś sposób nadać kierunek tym rozmowom, pokazać że można rozmawiać szczerze bez dawania złudnych nadziei, ale delikatnie i przede wszystkim czule.

Okładka książki Alicji Safarzyńskiej-Płatos / Fot. Archiwum prywatne autorki
Okładka książki Alicji Safarzyńskiej-Płatos / Fot. Archiwum prywatne autorki

Książka jest dostępna za darmo do pobrania w trzech językach, ale, jak pani wspomniała, już trwa jej tłumaczenie na kolejne.

W tej chwili książka jest tłumaczona na 18 języków. Jednak wczoraj dostałam maila od pani z Europarlamentu, że wraz z tłumaczami postara się przetłumaczyć bajki na wszystkie brakujące języki europejskie. Do tego dochodzi język chiński i turecki.

Jest pani psychologiem. Proszę podpowiedzieć, jak rozmawiać z dziećmi o wojnie?

To bardzo ważne, by uczciwie rozmawiać z dziećmi. One chłoną tę sytuację jak gąbka. Nie rozumieją, co się dzieje, ich poczucie bezpieczeństwa legło w gruzach. Mówienie prawdy w przystępny i odpowiedni dla dzieci sposób pozwala im przeżyć tę sytuację i budować swój świat na nowo. Powinny mieć miejsce na emocje, zwłaszcza te trudne, mieć przestrzeń na odreagowanie i narzędzia do tego, żeby poradzić sobie z własnymi reakcjami i stresem. Ale podkreślę to jeszcze raz, ważna jest prawda. Nie możemy obiecywać czegoś, czego nie jesteśmy w stanie zapewnić. Nie wiemy, jak się to skończy. Nie wiemy, czy „będzie dobrze”. Jednocześnie warto zapewnić dzieci o tym, że jesteśmy blisko i pokazać to, na co mają wpływ- stąd w książkach mowa o wspólnym gotowaniu zupy, realnej czynności, która zajmuje czas i głowę. Oczywiście książka to tylko namiastka, zalążek i wstęp do ogromnej pracy, która czeka nas dorosłych, by przywrócić dzieciom poczucie bezpieczeństwa.

Praca z książką/ Fot. Archiwum prywatne autorki
Praca z książką/ Fot. Archiwum prywatne autorki

Co jest najtrudniejsze w takiej rozmowie? Na co trzeba się przygotować?

Strach. To potworne widzieć strach w oczach własnych dzieci i nie móc powiedzieć „nie musisz się bać“. Dzieci wiedzą więcej, niż nam się wydaje, słyszą rozmowy dorosłych, mówią między sobą w przedszkolach i szkołach. Dlatego nie warto niczego ukrywać. Oczywiście to nie znaczy, że mamy pokazywać im zdjęcia czołgów, albo opowiadać o drastycznych wydarzeniach. Starajmy się jednak odpowiadać na ich pytania, nie zbywać, być blisko, przytulać, dotykać. Mówić ich językiem o złych rzeczach, zapewniając jednocześnie, że jesteśmy obok, że zawsze mogą się do nas przytulić. Ta bliskość jest kojąca, widzę to po własnych dzieciach.

Czego jeszcze nie należy robić, rozmawiając z dziećmi o wojnie?

Jak wspomniałam, najważniejsze, aby nie kłamać. Dzieci i tak w to nie uwierzą, a mogą przestać nam ufać. Kiedy słyszą wokół, że Rosja może zaatakować Polskę, a my mówimy, że nam nic nie grozi, powstaje dysonans. Dzieci nie wiedzą, komu mają ufać. Kiedy padają pytania o nasze bezpieczeństwo, warto powiedzieć, że nikt nie wie, jak będzie, że mamy nadzieję, że jesteśmy bezpieczni i tu podać argumenty, ale przede wszystkim, że jesteśmy obok. Dzieci to tacy mali dorośli i tak należy z nimi rozmawiać.

Do Polski trafiają kolejne dzieci z Ukrainy. Wiele z nich ma traumatyczne doświadczenia np. boją się latających samolotów. Jak otoczyć je opieką?

To trudne pytanie, na które odpowiedź znają terapeuci. To, co możemy zrobić jako zwykli ludzie, to starać się być blisko, jednocześnie dając przestrzeń. To bardzo indywidualne i trudne. Każde dziecko reaguje inaczej na tę sytuację. Sama mam w domu 8-letnią dziewczynkę z Ukrainy z mamą oraz ciocią i widzę, jak reaguje nerwowym śmiechem na stresujące sytuacje. Inne dziecko może być ciągle smutne i płaczące, jeszcze inne może dusić emocje w sobie. Ważne, abyśmy my, dorośli starali się być empatyczni, nie narzucali, nie zmuszali do aktywności wbrew woli dzieci, dali miejsce na wyrażanie emocji, także tych trudnych.

Wszystkie książeczki Alicji Safarzyńskiej-Płatos można ściągnąć ze strony www.potrzebafantazji.pl.

Fot.: Alicja Safarzyńska- Płatos

Polska

Polska - najnowsze informacje