niedziela, 22 maja 2022 09:34

„Przyszła Ukrainka do fryzjera i nie chciała zapłacić". Fake newsy nie tylko w sieci. Kto za nimi stoi?

Autor Marzena Gitler
„Przyszła Ukrainka do fryzjera i nie chciała zapłacić". Fake newsy nie tylko w sieci. Kto za nimi stoi?

Zdaniem ekspertów z Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych w przestrzeni polskich social mediów działa aktywnie około 10 tysięcy kont dystrybuujących dezinformacje. Poprzednio z tych kont płynęły informacje podważające wiarygodność pandemii. Z fake newsami o Ukraińcach możemy się spotkać nie tylko na Facebooku czy Twitterze. Może wam też powiedzieć... sąsiad.

Opowieści krążą z ust do ust

„Przyszła Ukrainka do fryzjera. Zrobiła sobie FULL a kiedy fryzjerka podliczyła rachunek powiedziała, że Państwo polskie niech zapłaci”. Słyszeliście taką historię? Można ją spotkać w wielu wersjach. Raz jest to jedna, raz dwie Ukrainki. Raz historia dzieje się w podkrakowskiej Wieliczce, raz na Śląsku, raz na Pomorzu. To nie koniec opowieści. Usłyszymy też o roszczeniowej matce, która „śpi do południa” i „nie chce się zajmować swoimi dziećmi”. O Ukraince, której nie podoba się mieszkanie u Polaków, bo jest tam wspólna kuchnia, w końcu o Ukraince, która chciała „dobrać się do męża” swojej gospodyni, która ją przyjęła.

Opowie wam je sąsiad, znajomy, przeczytacie je w komentarzach na Wykopie. Każdy usłyszał je „z pierwszej ręki”. Wszystkie są „prawdziwe”, a autor komentuje je zwykle „no i po co nam to było? Widzi pani, jacy są ci Ukraińcy? Lepiej na nich uważać, nie są tacy dobrzy, wszystko im się należy … itp. Opowieści krążą z ust do ust, ale dziwne jest to, że wszystkie są do siebie podobne i internauci szybko je rozszyfrowują. „Połowę tych historii już słyszałem kilkakrotnie. Zawsze to samo: znajoma znajomej, ciotka babci ojca od strony kuzyna itd. Onucowe urban legends opowiadanie i powielane z wypiekami na twarzy przez naiwne pelikany, na c… wy piszecie te ruskie fejki?” – komentują m.in. na Wykopie.

Niebezpieczne fake newsy

Czasem nie kończy się jednak tylko na opowieściach, a za rozpowszechnianymi w sieci fake newsami idą czyny. Na początku marca, nieco ponad tydzień po wybuchu wojny w Ukrainie, gdy granice chciały przekroczyć setki tysięcy uchodźców media społecznościowe obiegły informacje o zwiększonej liczbie przestępstw na terenach przygranicznych. W sieci zaczęły krążyć doniesienia, że w Przemyślu i powiatach przygranicznych doszło do poważnych przestępstw kryminalnych: włamań, napaści i zgwałceń. Co ciekawe, w sieci pojawiła się nawet rozpowszechniająca informacje o rzekomych incydentach fałszywa strona przemyskiej Policji. Ta musiała szybko zareagować i zdementować informacje. „Profil na portalu społecznościowym Facebook pod nazwą Komenda Miejska Policji w Przemyślu nie jest administrowany przez przemyską policję – poinformowano na stronie podkarpacka.policja.gov.pl. - Policja nie odpowiada za treści umieszczane na tym profilu. Komenda Miejska Policji nie posiada profilu na żadnym portalu społecznościowym”.

Głos zabrała również Komenda Główna Policji, apelując o spokój nierozpowszechnianie niesprawdzonych wiadomości „To nieprawda. Policja nie odnotowała zwiększonej ilości przestępstw w związku z sytuacją na granicy. Nieprawdziwe informacje o wzroście przestępczości w Przemyślu i na terenach przy granicy, mogą wywoływać niepotrzebne niepokoje i negatywne reakcje wobec cudzoziemców, którzy przyjechali z Ukrainy. Policjanci zapewniają bezpieczeństwo mieszkańców i uchodźców #StopFakeNews” – podkreślono w komunikacie.

Jak się okazało te fake newsy wywołały jednak niepokojący skutek. Do Przemyśla przyjechały „bojówki”, aby bronić przed uchodźcami i pilnować porządku. Przemyska Policja poinformowała, że grupa młodych mężczyzn wykrzykiwała wulgarne słowa, ale po interwencji mundurowych sprawcy się rozbiegli i nie doszło do eskalacji agresji. To nie był jedyny incydent. Do Policji wpłynęło też zgłoszenie o pobiciu w Przemyślu trzech cudzoziemców, których zaatakowało czworo napastników. Jeden z poszkodowanych, 30-latek z urazem ręki, wymagał pomocy lekarskiej.

"Gwałcą" i "zabijają"

7 maja anonimowy Internauta napisał na Twitterze, jakoby w Kostrzynie nad Odrą dwóch Ukraińców próbowało zgwałcić małych chłopców. Informacja błyskawicznie rozeszła się po sieci, wśród osób, które podobnie, jak autor, wcześniej były przeciwne „segregacji sanitarnej”. Jak się okazuje, nagonkę na uchodźców prowadzą ci, którzy wcześniej prowadzili walkę z „fałszywą pandemią”. Ten fake news też zdementowała policja. "Lubuska Policja stanowczo dementuje informację, która pojawiła się w sieci. Kłamliwy wpis miał informować o usiłowaniu zgwałcenia dwóch małych chłopców przez obywateli Ukrainy w Kostrzynie n/O. Mimo, że nie mieliśmy informacji i sygnałów w tej sprawie, to policjanci dokładnie sprawdzili czy do takiego zdarzenia doszło. Taka sytuacja nie miała jednak miejsca" – czytamy w wydanym w tej sprawie oświadczeniu.

Jeszcze większą falę nienawiści do Ukraińców wywołało zabójstwo, do którego doszło w Warszawie na Nowym Świecie. Policja ustaliła już tożsamość podejrzanych i nic nie wskazuje, że to Ukraińcy.

Skąd się biorą fake newsy o Ukraińcach?

Zdaniem ekspertów z Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych w przestrzeni polskich social mediów działa aktywnie około 10 tysięcy kont dystrybuujących dezinformacje. Poprzednio z tych kont płynęły informacje podważające wiarygodność pandemii. - Najbardziej zauważalne było to w pierwszych dniach i tygodniach rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W naszych badaniach udało nam się odnotować związek między kontami „antyszczepionkowymi”, a tymi szerzącymi prorosyjską propagandę. Zauważyliśmy to w dosyć prosty sposób – przed wojną jednym z aspektów naszych działalności był monitoring różnych grup, które powielały „antyszczepionkową” narrację. Część z tych grup niejako „z automatu” przeszła do antyukraińskiej ofensywy. Były to wpisy siejące dezinformację związaną z nagłymi podwyżkami paliw (co spowodowało kolejki i braki na stacjach benzynowych), a np. w późniejszym czasie, także rozsiewano fałszywe informacje o nakazach opuszczenia internatów i akademików przez dotychczasowych mieszkańców, by mogli w nich zostać rozmieszczeni ukraińscy uchodźcy – mówi w rozmowie z Głosem24 Marcin Wiśniewski, Dyrektor IBIMS.

Jak wyjaśnia Marcin Wiśniewski, eksperci instytutu szukają powiązań między kontami, które mają podobną narrację. - Do naszych badań używamy szeregu narzędzi, które analizują sentyment w wypowiedziach w sieci, śledzimy także jak treści „rozchodzą się” w danych bańkach w Internecie. Staramy się także szukać powiązań między kontami, które wyraźnie powielają jeden przekaz i działają zgodnie z jedną, taką samą narracją – mówi Dyrektor IBIMS.

Marcin Wiśniewski tłumaczy też, na jakie posty i informacje powinniśmy uważać, biorąc pod uwagę, że to mogą być fake newsy, które ktoś celowo chce rozpowszechnić. - Przede wszystkim na takie, które bardzo wyraźnie i mocno „grają” na naszych emocjach odwołując się do argumentów „patriotycznych”, a także na takie, ewidentnie nienawistne wobec Ukraińców. Konta zajmujące się propagandą antyukraińską, bardzo często przywołują bolesne wspomnienia dotyczące Wołynia, UPA i Bandery. Często powoływany jest argument dotyczący zagrożenia dla polskości i języka polskiego, które miałoby wynikać z „rażąco proukraińskiej postawy” władz krajowych, ale i tych samorządowych.

Czasem zdarza się, że właśnie spontanicznie reagując na to, co nas poruszyło, wręcz automatycznie udostępniamy, albo komentujemy taki post. Marcin Wiśniewski przestrzega, że do wszystkich takich informacji w sieci trzeba podchodzić z dużym dystansem, a ewidentnie nienawistne, zgłaszać administatorom. - Nie możemy dać się wciągnąć w żadną dyskusję, bo z reguły jest ona skazana na porażkę. Ignorujmy i przede wszystkim nie udostępniajmy dalej treści, które nie mają obiektywnych źródeł i nie da się ich zweryfikować w mainstreemowych mediach. Dajmy na to jakiś czysto hipotetyczny przykład - jeżeli ktoś emocjonalnie opisuje agresywne zachowania obywateli Ukrainy wobec Polaków, o których opowiadał mu jego znajomy znajomego, to powinniśmy podejść do tego z dużym dystansem. Starajmy się także uświadomić naszym najbliższym, jakie czyhają na nich zagrożenia. Pamiętajmy też, by nie klikać w linki, które według nas nie pochodzą ze źródeł godnych zaufania. Warto także zgłaszać ewidentnie nienawistne treści do administratorów grup, czy po prostu do samych serwisów. Powinny one być systematycznie usuwane – dodaje.

Polska

Polska - najnowsze informacje