środa, 12 maja 2021 14:43

Marian Banaś zapowiada kolejną kontrolę NIK. O co chodzi tym razem?

Autor Marzena Gitler
Marian Banaś zapowiada kolejną kontrolę NIK. O co chodzi tym razem?

Najwyższa Izba Kontroli weźmie pod lupę działania instytucji państwowych, które nie zareagowały na nadużycia w SKOK-u Wołomin. Z ustaleń Onetu wynika, że NIK skontroluje m.in postępowanie: Komisji Nadzoru Finansowego, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego czy Narodowego Banku Polskiego.

Nadużycia finansowe w SKOK-u Wołomin to jedna z największych afer gospodarczych ostatnich lat. Z wołomińskiej Kasy wyprowadzono prawie 3 mld zł. Skutkiem tego była ogłoszona w 2015 roku jej upadłość, a poczynania syndyka budzą obecnie zastrzeżenia prokuratury.

Prokuratura postawiła też zarzuty dotyczące funkcjonowania samego SKOK-u Wołomin. Uważa, że spółdzielcza kasa działała jak mafia, która wyłudzone przez fikcyjne kredyty dla podstawionych osób pieniądze od zwyczajnych klientów, inwestowała w wiele biznesów, prowadzonych przez powiązane z szefami osoby.

Z akt śledztwa wynika, że w latach 2009-2014 SKOK Wołomin nie weryfikował klientów. W aktach sądowych sprawy upadłościowej widnieje lista ok. 400 pożyczkobiorców, którzy po upadku kasy nie spłacali swoich zobowiązań mimo nadzoru Krajowej Kasy SKOK, a następnie Komisji Nadzoru Finansowego.

Co ciekawe, największe kwoty pożyczali m.in. przez celebryci, biznesmeni, prawnicy, urzędnicy powiązani z dwoma głównymi organizatorami całego mechanizmu – Piotrem S. i Piotrem P.

W wyniku upadku SKOK-u Wołomin pieniądze straciło ponad 250 tys. osób ( dla porównania w aferze Amber Gold było to 11 tys. osób) z czego część poszkodowanych w aferze wciąż nie odzyskała swoich pieniędzy i prawdopodobnie nigdy ich nie odzyska. Cześć strat poszkodowanych pokrył wprawdzie Bankowy Fundusz Gwarancyjny, ale o odzyskanie swoich oszczędności wciąż walczy kilkaset osób, które w SKOK-u miały lokaty wysokości powyżej 100 tys. euro.

Strat jest jednak jeszcze więcej, bo ci, którym fundusz zwrócił pieniądze, od paru lat są wzywani przez syndyka do zapłaty dwukrotności swoich udziałów. Kwoty wysokości od 500 do 2 tys. zł ściągane są często od ludzi starszych, emerytów, którzy nie potrafią zapewnić sobie obrony prawnej.

Afera SKOK Wołomin nie byłaby możliwa, gdyby nie polityczny parasol. Jeden z organizatorów SKOK Wołomin Piotr P. złożył zeznania, z których wynikało, iż obecny minister aktywów państwowych Jacek Sasin oraz dwóch ówczesnych senatorów PiS, których nazwiska nie padły, otrzymywali pieniądze ze SKOK Wołomin. P. opowiadał w zeznaniach, jak rzekomo wręczał politykom PiS gotówkę w kopertach - informuje Onet.

"Jeżeli sąd usłyszy, że czołowe nazwiska polityków, którzy są dziś u władzy np. poseł Sasin, senator J., senator B., są to osoby, które bardzo dobrze znam i otrzymywały od nas ze SKOK pieniądze. Mówię w liczbie mnogiej, ponieważ nie byłem jedyną osobą, która przekazywała tym panom koperty z banknotami" - powiedział podczas zeznania.

Warto też przypomnieć, że właśnie politycy związani z Prawem i Sprawiedliwością tworzyli w Polsce po 1989 r. system kas. To wieloletni senator PiS Grzegorz Bierecki, jego brat Jarosław Bierecki, Adam Jedliński, Grzegorz Buczkowski, a także Lech Kaczyński. Według jednego z dokumentów Komisji Nadzoru Finansowego – harmonogramu jej prac przy aferze SKOK Wołomin – Kasa Krajowa wiedziała o problemach finansowych wołomińskiej kasy już od 2008 roku, kiedy Bierecki był jeszcze prezesem Kasy Krajowej. A jednak nie zawiadomiono wtedy prokuratury o nieprawidłowościach ani nie ustanowiono tam zarządcy komisarycznego, co pozwoliłoby wielu ludziom ocalić swoje pieniądze. Z dokumentu wynika też, że już po przejęciu nadzoru nad SKOK-ami przez KNF, Kasa Krajowa nie poinformowała Komisji o tym, kiedy stwierdziła nieprawidłowości w SKOK-u Wołomin oraz nie przekazała dokumentacji z własnej kontroli w wołomińskiej kasie.

Kontrolę NIK działania instytucji państwowych przy aferze SKOK Wołomin zapowiedział niedawno w wywiadzie dla Business Insidera prezes Izby Marian Banaś, który od kilku miesięcy jest na politycznej wojnie z Prawem i Sprawiedliwością.

Onet potwierdził w Najwyższej Izbie Kontroli, że Izba w szczególności zamierza przeprowadzić kontrolę dotyczącą nadzoru KNF nad działaniami naprawczymi wybranych banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. W ramach procedury kontrolnej przedstawiciele Izby mają sprawdzić, czy nadzór Komisji Nadzoru Finansowego był legalny, rzetelny i skuteczny. Jak ustalili dziennikarze, kontrola powinna zakończyć jeszcze w tym roku.

Z informacji Onetu wynika także, że pod lupą kontrolerów NIK znajdą się też Bankowy Fundusz Gwarancyjny czy Narodowy Bank Polski, przeciwko którym w ostatnich tygodniach wpłynęło do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodzi o doniesienie złożone przez jednego z członków Rady Wierzycieli SKOK-u Wołomin na organy postępowania upadłościowego, czyli przedstawicieli BFG i NBP oraz samego syndyka Lechosława Kochańskiego.

Jak twierdzą informatorzy Onetu, decyzja o kontroli SKOK-u przez NIK to m.in. skutek właśnie tego zawiadomienia, w którym zarzucono zarówno syndykowi, jak i funkcjonariuszom publicznym prowadzenie postępowania upadłościowego na szkodę wierzycieli, w tym w szczególności deponentów członków Kasy.

Zdaniem wierzycieli syndyk miał ukrywać przed nimi dane co najmniej 83 nieruchomości, stanowiących zabezpieczenie kredytów zaciągniętych w SKOK-u Wołomin, a także świadomie podejmować działania, które uniemożliwiły sprzedaż w całości majątku jednemu z banków.

Co wykaże kontrola NIK i prokuratorskie śledztwo - zobaczymy.

Polska

Polska - najnowsze informacje