sobota, 12 marca 2022 15:46

"To był cud". Ewakuowali się jako ostatni, gdy upewnili się, że już wszyscy opuścili miasto

Autor Joanna Jamróz-Haładyj
"To był cud". Ewakuowali się jako ostatni, gdy upewnili się, że już wszyscy opuścili miasto

- Rosjanie prowadzą tak barbarzyński ostrzał w Mariupolu, ponieważ chcą zetrzeć z powierzchni ziemi miasto Maryi - powiedział o. Paweł Tkaczyk w rozmowie z Radiem Watykańskim. Paulini ewakuowali się jako ostatni, gdy z ich parafian nikt już tam nie pozostał.

Paulin o. Paweł Tkaczyk twierdzi, że ucieczka z Mariupola była cudem.

-Jestem głęboko przekonany, że nasza ewakuacja z Mariupola była cudem, czuwał nad nami Bóg

-powiedział dla w Radia Watykańskiego paulin.

Paweł Tkaczyk wyjechał w jedynym konwoju, który do tej pory opuścił Mariupol. Zdaniem ojca, Rosjanie prowadzą walczą zaciekle, bo chcą zniszczyć miasto Maryi. Ojcowie paulini opuścili je jako ostatni, gdy upewnili sięm że nikt z ich parafian tam nie został.

Uciekający ojcowie liczyli się, że to mogą być ostatnie chwile ich życia. Paulin wspomina również cudowną interwencję Bożej Opatrzności w czasie ewakuacji. Na punkcie kontrolnym pojawił się wójt maleńkiej wioski, który nie miał prawa tam być.

-Świadomie zmylił on Rosjan, mówiąc im, że z tej wioski nie ma już żadnej innej drogi, dzięki temu pozwolili nam się tam schronić, a następnie pokazał nam możliwą drogę ucieczki

- opowiadał Radiu Watykańskiemu paulin.

Ojciec Tkaczyk powiedział, że nigdy nie przypuszczał, iż będzie świadkiem tak ogromnego barbarzyństwa.

-Najtrudniejszym momentem był w sumie wyjazd z Mariupola. Kolejne posterunki nas przepuszczały, przejechaliśmy kilka kilometrów. Jednak na kolejnym punkcie Rosjanie nas zatrzymali. To był najcięższy moment, bo człowiek uświadomił sobie, że jest w pewnej pułapce, że oni jedynie czekają nocy, żeby wszystkich ludzi rozstrzelać, bo to jest ich taktyka, żeby później winę zrzucić na ukraińskie wojska. To był w sumie najcięższy moment, bo człowiek poczuł się bezradny. Niespodziewanie po południu pojawił się mężczyzna, który był sołtysem w sąsiedniej wiosce, i poprosił wojskowych, żeby przynajmniej ludzi nie trzymać na zewnątrz, bo było bardzo zimno, tylko pozwolić im się schronić pod dachem. Zaproponował, że może nas zabrać do wioski, byśmy mogli przenocować w szkole czy domach. Separatyści dalej nie chcieli nas puścić, wtedy wójt przekonał ich mówiąc, że jest to już ostatnia wioska, że tam się kończy droga i że dalej nie ma wyjazdu. W konwoju było ok. pół tysiąca ludzi w stu samochodach. Potem wójt powiedział nam, że jest jedno wyjście, którym można się wydostać, żeby ominąć posterunek. Ja uważam, że to Pan Bóg zainterweniował, bo była to pierwsza i ostatnia jak dotąd możliwość wyjazdu z Mariupola i nam się udało. Kolejne korytarze humanitarne były ostrzeliwane przez Ruskich. Ja mogę ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że ten moment, kiedy wójt się zjawił, to była Opatrzność Boża, bo on tam nie powinien być, spadł nam z nieba. Mógł przecież pomyśleć: Ruscy stoją, dalej kolumna samochodów, co mnie to interesuje, i pozostać obojętnym. On natomiast podszedł i zaproponował ludziom pomoc. My trochę się baliśmy, bo nie wiedzieliśmy, czy nie jest to pułapka typu, że wjedziemy do wioski, a tam flaga rosyjska powiewa. Ale wyjścia nie było, zaryzykowaliśmy i było między nami postanowienie, że będziemy trzymać się kolumn, nikt się nie odłączy. Mogę stwierdzić, że to była Opatrzność Boża, że ten wójt się pojawił i że w taki sposób to się zakończyło

- powiedział papieskiej rozgłośni paulin.

O. Tkaczyk wyraził nadzieję, że Mariupol nie zostanie zdobyty i miejscowi będą mogli wrócić, by podnieść to miasto z gruzów.

-To, co Rosjanie wyprawiali i wyprawiają w Mariupolu, woła o pomstę do nieba. Strzelali w takie miejsca jak kotłownie, transformatory dające prąd, bombardowali te miejsca, gdzie wodę pompują. Uderzali w takie miejsca, żeby ludziom jak najbardziej zaszkodzić. Bombardowali domy wszystkim, co mieli - samoloty, artyleria, Grady. Ostrzał trwał non stop z przerwami może do pięciu minut. Bombardują z diabelską siłą przede wszystkim dlatego, że jest to miasto maryjne i demon wszystko próbuje zniszczyć. - Drugi powód jest taki, że w 2014 r. ludzie wypędzili Ruskich z Mariupola i oni mszczą się za to, że to prawie w całości rosyjskojęzyczne miasto nie chce tzw. ruskiego miru. Oznacza to, że ruskojęzyczni czują się Ukraińcami i za to się mszczą, że miasto się trzyma i nie wpuszcza do środka tzw. wyzwolicieli. Rosjanie robią wszystko, żeby złamać mariupolskiego ducha obrony, żeby ludzie się poddali. I dlatego właśnie zbombardowali szpital położniczy, a wczoraj w centrum miasta zrzucili bombę, która miała około tony. Typowo niszczą miasto, żeby ludzi załamać, żeby tam wejść. Wiadomo jednak, że jak Ruscy wejdą, to zaczną tam robić czystki, czyli zabijać wszystkich, którzy są przeciwko nim. Oni z tym patyczkować się nie będą. Dlatego miasto się trzyma. Oni dla zasady próbują rozbić Mariupol, sprawić, że miasto zostanie starte z oblicza ziemi

- powiedział o. Tkaczyk.

Paulini ewakuowali się jako ostatni, gdy z ich parafian nikt już nie został w Mariupolu. Miasto opuścił też o. Paweł Tomaszewki, który sytuację w mieście nazwał Armagedonem.

Inf.: Jasna Góra/ Radio Watykańskie
Fot.: Jasna Góra

Polska

Polska - najnowsze informacje