„Życie w tej niepewności to jest po prostu horror” — mówi Marek Borysewicz. Z zastępcą przewodniczącego Stowarzyszenia Mieszkańców Gminy Siepraw „Nie dla S7 i łącznika z BDI” rozmawiamy o tym, jak z perspektywy mieszkańców wygląda spór o nowy odcinek S7 Kraków–Myślenice, czyli tzw. nową Zakopiankę.
Gościem rozmowy jest Marek Borysewicz, zastępca przewodniczącego Stowarzyszenia Mieszkańców Gminy Siepraw „Nie dla S7 i łącznika z BDI”. Stowarzyszenie wylicytowało udział w podcaście „Ósma za siedem” na aukcji Głos24 dla WOŚP. Licytowali nie tylko po to, by wesprzeć cel charytatywny, ale także po to, by nagłośnić sprawę, która — jak przekonują — nie dotyczy wyłącznie ich gminy, ale również mieszkańców innych regionów Polski mierzących się z wielkimi inwestycjami i współpracą z GDDKiA. Marek Borysewicz mówi o życiu w cieniu nowej Zakopianki, groźbie wyburzeń i poczuciu, że mieszkańcy wciąż nie są traktowani poważnie.
Jak opowiada, do Sieprawia trafił z Krakowa w 2008 roku, trochę przez przypadek, podczas zimowego wyjazdu. To wtedy zachwyciło go i jego żonę spokojne, zielone miejsce, do którego ostatecznie przenieśli się na stałe. Dziś mówi wprost, że może się okazać, iż nie będzie mógł tam dalej mieszkać. I nie jest wyjątkiem. Gmina Siepraw przez lata przyciągała ludzi szukających ciszy, zieleni i oddechu od Krakowa. Mieszkają tam zarówno osoby, dla których są to rodzinne strony od pokoleń, jak i tzw. wysiedleńcy — ludzie, którzy już raz musieli opuścić swoje domy, bo znajdowały się na terenach, gdzie dziś jest Jezioro Dobczyckie. Teraz wszyscy żyją w niepewności.
Gmina znalazła się pomiędzy kilkoma wielkimi inwestycjami infrastrukturalnymi. To nie tylko planowana budowa nowego odcinka S7 Kraków–Myślenice i łącznika z Beskidzką Drogą Integracyjną, ale także linia kolejowa do Myślenic, która również miałaby przeciąć teren gminy. Na te inwestycje nie zarezerwowano miejsca i powstały tam nowe domy. „A teraz raptem przychodzi państwo i mówi: no sorry, ale będziemy musieli was wyburzyć” — stwierdza.
Borysewicz mówi o strachu, niepewności i obawach o to, jak S7 wpłynie na okolicę. „Życie w tej niepewności jest karygodne. To jest po prostu horror” — mówi gość podcastu. Co czeka gminę, gdy plany GDDKiA dojda do skutku? „Siepraw byłby w ruinie. Podzielony jak tort, przejechany na połowę. Po prostu nie da się żyć” — dodaje.
Borysewicz podkreśla, że mieszkańcy nie protestują przeciwko samej budowie drogi i nie negują potrzeby połączenia północy z południem kraju. Problemem jest dla nich sposób, w jaki GDDKiA prowadzi dialog z ludźmi. „Nie protestujemy przeciwko temu, że powstanie droga” — mówi, ale zaraz dodaje, że mieszkańcy nie dostają odpowiedzi na pytania i nadal nie znają nawet pełnych wyników konsultacji, które odbyły się pod koniec ubiegłego roku.
Przedstawiciel stowarzyszenia „Nie dla S7 i łącznika z BDI” wyjaśnia też, dlaczego mimo „restartu”, odejścia przez GDDKiA od wcześniej zaprezentowanych wariantów i kolejnych spotkań z przedstawicielami komitetów oraz samorządów, zaufania jest mniej, a nie więcej. Według przedstawiciela Sieprawia obecny model rozmowy z Dyrekcją nie daje stronie społecznej realnego wpływu na to, którędy zostanie poprowadzona nowa droga. Dlatego po ostatnim spotkaniu, które odbyło się 15 maja, część środowisk zdecydowała o zawieszeniu swojego udziału w pracach zespołu.
Na końcu wybrzmiewa apel do GDDKiA, pod którym mogą podpisać się nie tylko przedstawiciele jednej gminy na południe od Krakowa, ale także wszystkich tych, przez które teoretycznie mogłaby przebiegać nowa Zakopianka: „Chcemy rzetelnej, uczciwej rozmowy. Chcemy być traktowani jako podmiot tej rozmowy, a nie przedmiot”.



















