piątek, 18 listopada 2022 18:58

"Nawet 200 tysięcy złotych odszkodowania!" Za przekazanie spisów powinni odpowiedzieć wojewodowie?

Autor Marzena Gitler
"Nawet 200 tysięcy złotych odszkodowania!" Za przekazanie spisów powinni odpowiedzieć wojewodowie?

Andrzej Porawski, Dyrektor Biura Związku Miast Polskich, proponuje, aby wójtowie, burmistrzowie i prezydenci, którzy ponoszą konsekwencje przekazania spisów wyborców Poczcie Polskiej, wystąpili na drogę sądową przeciwko wojewodom, którzy ich do tego namawiali. - Chodzi o to, żeby dać nauczkę prawdziwym sprawcom tego złamania prawa, ponieważ to urzędnicy administracji rządowej, a konkretnie wojewodowie, wysyłali ponaglenia. W tych ponagleniach niektórzy wprost grozili zarządem komisarycznym i to są ewidentni sprawcy tego, co się stało. Dlatego, moim zdaniem, ci wójtowie czy burmistrzowie, który otrzymają takie postanowienia sądowe, nie powinni odpuścić - przekonuje.

Prawie 200 wojtów, burmistrzów i prezydentów przekazało spisy wyborców Poczcie Polskiej przed tzw. wyborami kopertowymi, które miały się odbyć 10 maja 2020 r.. Organizowane w pandemii wybory prezydenckie ostatecznie nie odbyły się w zaplanowanym terminie, mimo to samorządowcy, niejednokrotnie działając pod presją wojewodów, przekazali spisy nieuprawnionej do ich przetwarzania instytucji, bo tak zwana ustawa kopertowa, która dawała podstawę do przeprowadzenia głosowania korespondencyjnego, weszła w życie zbyt późno. Oskarżenia przeciwko "nadgorliwym" włodarzom wniosła Sieć Obywatelska Watchdog Polska. W październiku uprawomocniła się decyzja sądu odnośnie przekazania spisu wyborców przez Wójta Gminy Wapno Macieja Kędzierskiego. Sąd uznał, że samorządowiec przekroczył swoje uprawnienia ale warunkowo umorzył postępowanie na rok. Orzekł jednak nawiązkę i pokrycie kosztów sądowych.

PiS wielokrotnie próbował "wyjść z twarzą" z wyborów kopertowych, które Najwyższa Izba Kontroli uznała za nielegalne, próbując ustawowo uznać, że przy ich organizacji nie doszło do złamania prawa. Ostatnią próbę - projekt uchwały abolicyjnej, niespodziewanie zdjęła z porządku obrad marszałek Elżbieta Witek, ale prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że projekt wróci poprawiony. Sytuacja rodzi wciąż wiele pytań. Co będzie z samorządowcami, których sprawy w związku z wyborami kopertowymi są w sądach i prokuraturach? Czy jeśli wobec któregoś zapadnie jednak wyrok skazujący, zostanie pozbawiony możliwości reelekcji? Pojawiają się też głosy, że wójtowie i burmistrzowie działali pod presją, a za bezprawne przekazanie spisów Poczcie powinni odpowiedzieć ci, którzy ich do tego namawiali.  Takiego zdania jest m.in Andrzej Porawski, długoletni Dyrektor Biura Związku Miast Polskich (organizacji, która zrzesza ponad 330 miast), z którym rozmawiamy o wyborach kopertowych, ustawie abolicyjnej i konsekwencjach przekazania spisów dla samorządowców.

Panie dyrektorze, Związek Miast Polskich od początku miał zastrzeżenia na temat trybu organizacji wyborów kopertowych. Co budziło Państwa największe wątpliwości?

– Sama propozycja zorganizowania wyborów kopertowych, zwłaszcza wprowadzona tak późno, była propozycją zupełnie nierealną logistycznie. Ona była też prawnie wątpliwa, ponieważ Kodeks Wyborczy, którego nikt nie zmienił w tym zakresie, umożliwiał wtedy głosowanie pocztowe tylko osobom niepełnosprawnym, obłożnie chorym i tak dalej. Poza tym ten pomysł de facto odsuwał od organizacji wyborów Państwową Komisję Wyborczą, która zgodnie z Konstytucją odpowiada w Polsce za przeprowadzenie jakichkolwiek wyborów. Do tego doszła wątpliwość związana z RODO.

Myśmy natychmiast zamówili opinię prawną (w tym samym czasie pojawiło się kilka innych opinii prawnych) i udostępniliśmy tę opinię wszystkim wójtom, burmistrzom i prezydentom związanym z naszym stowarzyszeniem i zdecydowana większość z nich nie przekazała spisów wyborców Poczcie, a niektórzy (na przykład z opcji rządzącej), którzy nie chcieli się „narażać”, przekazali dane na nośniku zabezpieczonym hasłem i stwierdzili, że hasła udostępnią, jak się wyjaśnią wątpliwości prawne. Nie wiemy ilu dokładnie samorządowców przekazało je łącznie, ale jak podaje Sieć Obywatelska - Watchdog Polska, która śledziła tę sprawę, jest to maksymalnie 200 z 2,5 tysiąca wszystkich wójtów, burmistrzów i prezydentów, więc większość poważnie potraktowała naszą opinię prawną. Wyciągnęli z niej wnioski i nie przekazali spisów.

W sprawie spisów zapadł już pierwszy wyrok – chodzi o wójta gminy Wapno, Macieja Kędzierskiego. Co pan o tym sądzi?

– Faktycznie pierwszy z samorządowców, których Watchdog oskarżył, jest już po prawomocnym orzeczeniu sądu. Celowo mówię orzeczeniu czy postanowieniu, bo nie zapadł wyrok. Moim zdaniem sąd znalazł absolutnie salomonowe wyjście z tej sytuacji. Uznał bowiem, że wójtowie znajdowali się pod naciskiem ze strony władz, które mają w stosunku do wójtów rygor nadzoru i w trybie nadzoru możliwość pozbawienia funkcji i wprowadzenie komisarza. Takie pogróżki były ze strony władz centralnych kierowane. Sąd zważywszy to wszystko tego pierwszego wójta (gminy Wapno, Macieja Kędzierskiego – przyp. red.) nie skazał, bo wyrok skazujący oznaczałby konsekwencje i utratę funkcji. Sąd go nie skazał, ale stwierdził przekroczenie uprawnień i z uwagi na inne okoliczności zawiesił dalsze postępowanie warunkowo na rok. Wiadomo, że po roku ulega takie postępowanie umorzeniu. Sąd orzekł tylko sankcję finansową, mianowicie wpłatę 2000 zł na organizację charytatywną i pokrycie kosztów postępowania, więc konsekwencje są materialne. Moim zdaniem jednak bardzo poważne są inne konsekwencje - szkody moralne, bo najpierw ten wójt znalazł się wówczas pod naciskiem i ugiął się pod tym naciskiem, a potem był oskarżony w dwukrotnym postępowaniu sądowym. Moim zdaniem ci „skazani” (czyli właściwie nie skazani, tylko dotknięci tymi postępowaniami, wobec których orzeczono taką „karę”) powinni ubiegać się o odszkodowanie od tych, którzy ich do tego nakłonili, bo nakłanianie do działania wbrew prawu jest wprost przestępstwem. Kodeks Karny ma na to artykuły. Oni powinni teraz już kierować pozwy nie tyle na drogę karną, że ktoś ich namawiał do przestępstwa, bo to powinien zrobić prokurator z urzędu, tylko w powództwie cywilnym zażądać po pierwsze odszkodowania za szkody moralne, a po drugie zwrotu od tych, którzy ich nakłaniali, zasądzonych nawiązek i opłat (w przypadku wójta Wapna to 2000 zł plus koszty sądowe).

Jak wysokie pana zdaniem powinno być takie odszkodowanie?

– Zaproponowałem w jednej z publikacji na portalu Związku Miast Polskich, przytoczonej potem przez Przegląd Samorządowy i przez inne media, żeby żądali 200 tysięcy złotych odszkodowania, wiedząc, że to jest za dużo, ale wiedząc też, że sądy nie zasądzają nigdy tyle, o ile się wystąpi. Poza tym to jest trudno wymierne. Chodzi o to, żeby dać nauczkę prawdziwym sprawcom tego złamania prawa, ponieważ to urzędnicy administracji rządowej, a konkretnie wojewodowie, wysyłali ponaglenia. W tych ponagleniach niektórzy wprost grozili zarządem komisarycznym i to są ewidentni sprawcy tego, co się stało. Dlatego, moim zdaniem, ci wójtowie czy burmistrzowie, który otrzymają takie postanowienia sądowe, nie powinni odpuścić. Wójt Wapna wprost powiedział, że on czuje się oszukany przez premiera i przez wojewodę. Jeśli czuje się przez kogoś oszukany, to istnieje droga sądowa do skierowania pozwu cywilnego.

Problem wójtów, burmistrzów i prezydentów PiS chce rozwiązać przyjmując ustawę „abolicyjną”.

– Ja uważam, że ta ustawa abolicyjna nie ma sensu, bo działanie wstecz jest w państwie prawnym nielegalne. W dodatku ono stwarza pewien niebezpieczny precedens, bo równie dobrze będzie można uchwalić ustawę, która działania będące 2 lata temu legalne, nagle wstecz uzna za nielegalne i będzie można kogoś skazać w oparciu o taką ustawę uchwaloną ex post. Tu jest wprawdzie w drugą stronę, bo ustawa zaproponowana przez posłów niby uniewinnia, tyle że uniewinnienia wymagają ewentualnie ci, którzy zmusili czy nakłonili poprzez naciski i groźby niektórych wójtów czy burmistrzów do przekazania tych spisów, bo to oni zawinili. Moim zdaniem jednak taka ustawa jest w ogóle nielegalna.

Już była jedna próba abolicji dla urzędników i została słusznie zablokowana. Tak samo ta też powinna zostać zablokowana i nie powinna być uchwalona, zwłaszcza że nie dzieje się wielka krzywda tym wójtom i burmistrzom, bo ich sprawy zapewne nie skończą się wyrokiem skazującym - ten precedens dotyczący wójta Wapna zapewne stanie się wzorcem wszędzie indziej, gdzie takie sprawy są rozpatrywane, czyli nie ma zagrożenia utraty funkcji.

Wielu zastanawia się z niepokojem, czy toczące się sprawy o nieuprawnione przekazanie spisów Poczcie mogą doprowadzić do zagrożenia, że taki wójt czy burmistrz przestanie móc pełnić dalej funkcję lub nie będzie mógł kandydować.

– Moim zdaniem takiego zagrożenia nie ma. Bardzo chwalę decyzję sądów (obu instancji) w sprawie wójta Wapna. Uważam, że znalazły one wyjście wręcz salomonowe, wydając postanowienie, które nie jest wyrokiem. Sąd orzekł, że nastąpiło przekroczenie uprawnień, ale biorąc pod uwagę okoliczności, jakby usprawiedliwił wójta i nie skazał go, nie wydał wyroku. Zawiesił tylko postępowanie na rok. Jeżeli ten wójt nie popełni przez rok innego przestępstwa, to postępowanie w tej sprawie będzie umorzone, niezależnie od tego, że musi zapłacić to, co sąd zasądził. Natomiast podkreślam – moim zdaniem wójt stanowczo powinien żądać zwrotu tych pieniędzy od tych, którzy go nakłonili do takiego działania.

Czy jest zatem w tej chwil sensowne ubieganie się o prawo łaski, bo wójt Wapna zapowiedział, że będzie ubiegał się o ułaskawienie do Prezydenta?

– Jest to jedna z dróg, ale nie jestem prawnikiem i nie jestem pewien, czy prawo łaski może być zastosowane bez wydania wyroku. Jak wiadomo był już taki precedens i pan prezydent zastosował prawo łaski w stosunku do pana ministra Kamińskiego „awansem”, bo nie został jeszcze za nic skazany. Zapowiadano tylko, że on przekroczył uprawnienia i że będzie pozew. On go ułaskawił niejako a priori. Skoro Kamińskiego ułaskawił bez wyroku, to także tego wójta może, przy czym prezydent mógłby anulować też te kary finansowe dla wójta Wapna.

Sąd Rejonowy w Wągrowcu i potem Sąd Okręgowy w Poznaniu, które orzekały w sprawie przekazania spisu wyborców przez wójta Maciej Kędzierskiego nie skazały go i jak pan podkreślał nie zapadał wyrok. Czy jednak pozostali samorządowcy mają się czego obawiać czy mogą spać spokojnie, licząc, że też nie zostaną pozbawieni możliwości dalszego kandydowania? Sądy będą przecież rozpatrywać te sprawy indywidulanie.

– Jestem przekonany, że ten pierwszy wyrok - jako precedensowy - będzie utrzymywany w innych sądach. Sądy są niezależne, ale kierują się bardzo często precedensami, a tu mamy wyrok precedensowy i to jest moim zdaniem bardzo mądry wyrok (tak pozwalam sobie go ocenić, choć rzadko oceniam sądy). Sąd właśnie - wbrew temu, co mówią koledzy z PiS-u - nie zastosował formalistycznej wykładni, bo gdyby ją zastosował, to powinien wójta ukarać - powinien wydać wyrok. Jednak, biorąc pod uwagę okoliczności dodatkowe, uważam, że zachował się bardzo rozważnie, bardzo rozsądnie, wręcz salomonowo. Moim zdaniem nie zapadnie więc wyrok skazujący, bo wierzę w mądrość ludzi dobrej woli. Nie chcę jednak prorokować. Uważam, że ten wyrok był na tyle mądry, że kolejne wyroki powinny iść w tę samą stronę.

Wróćmy jeszcze do ustawy abolicyjnej. Jako Związek Miast Polskich będziecie reagować i będziecie próbowali przekonywać parlamentarzystów, że to zły pomysł?

– Myśmy już wysłali naszą opinię do Sejmu i Sejm ja zna. Gdyby jednak Sejm to uchwalił, to my poprosimy Senat, żeby odrzucił tę ustawę. A gdyby Sejm potem odrzucił uchwałę Senatu, to będziemy prosili Prezydenta o niepodpisywanie tego „czegoś”.

fot. Fb. Andrzej Porawski i Głos24

Polska

Polska - najnowsze informacje