wtorek, 13 grudnia 2022 12:53

41 lat temu wprowadzono stan wojenny. "Powiedzieli, że będą strzelać, a tuż obok leżała moja przestraszona córka"

Autor Patryk Trzaska
41 lat temu wprowadzono stan wojenny. "Powiedzieli, że będą strzelać, a tuż obok leżała moja przestraszona córka"

13 grudnia 1981 roku rozpoczęła się noc beznadziejności i bezsilności. 41 lat temu na terenie całej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, niezgodnie z Konstytucją został wprowadzony stan wojenny. Z okazji rocznicy tego wydarzenia, na znak pamięci pomysł, aby utrwalić zapiski o grudniu 1981 r. pod wspólnym hasłem: Pamiętają – pamiętaMY!  Małopolski Urząd Wojewódzki opublikował wspomnienia bohaterów tamtych dni.

Pamiętają – pamiętaMY!

Projekt  jest zbiorem wspomnień m.in. członków Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej do Spraw Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych. Wspomnienia te zostały zebrane przez Małopolski Urząd Wojewódzki w Krakowie. Poprzez relacje Małopolan przybliża on przebieg wydarzeń widzianych oczami ofiar i poszkodowanych.

- Nie ma bardziej żywego obrazu historycznego, niż ten nakreślony przez bezpośrednich świadków wydarzeń. Stąd pomysł, aby utrwalić zapiski o grudniu 1981 r. pod wspólnym hasłem: Pamiętają – pamiętaMY! Zarys tego, z czym przyszło się mierzyć polskiemu społeczeństwu w okresie stanu wojennego w Polsce, jest powszechnie znany. Jego tragizm tkwi jednak w szczegółach – w losach i przeżyciach poszczególnych osób, tych represjonowanych, zastraszanych, wyprowadzanych z domów nad ranem, często w piżamie czy na oczach dzieci – mówił wojewoda Łukasz Kmita.

Rocznicowe infografiki wraz z cytatami m.in. Adama Macedońskiego, Wojciecha Marchewczyka, Andrzeja Szkaradka, Jana Franczyka, Krzysztofa Bzdyla, Antoniego Lisa zostaną opublikowane na profilach Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie - Chcemy pokazać w ten sposób, że tak jak działacze opozycji antykomunistycznej pamiętają doświadczenia z okresu stanu wojennego, tak my nie pozwolimy zaginąć pamięci o tamtych wydarzeniach. Dlatego zachęcam do włączania się w wydarzenia rocznicowe – podkreśla wojewoda Kmita.

Machina komunistycznego terroru

- Dekret o stanie wojennym, w którym przewidziano karę śmierci za udział w strajku w zmilitaryzowanym zakładzie pracy takim jak mój, działał na ludzi paraliżująco. Moja zajezdnia podjęła od razu strajk. W poniedziałek rano, kiedy przed 7.00 przyszedłem pod bramę okazało się, że tramwaje wjeżdżały jeden po drugim na swoje trasy. Przerwałem to wraz z innymi członkami KPN pracującymi w zajezdni. Zablokowaliśmy całą komunikację tramwajową w Krakowie– wspomina Krzysztof Bzdyl.

Dwa dni później, do Zajezdni Tramwajowej w Łagiewnikach, bo o niej mowa, wkroczyły jednostki ZOMO. Krzysztof Bzdyl został zatrzymany i wywieziony do więzienia w Nowym Wiśniczu, a następnie skazany przez Sąd Warszawski Okręgu Wojskowego.

Siła i przemoc

Po północy 13 grudnia 1981 milicjanci przyszli natomiast do domu Jana Franczyka. Nie otworzył, ale dla nich nie stanowiło to najwyraźniej żadnego problemu. Zapowiedzieli, że wyłamią drzwi. Tak wspomina tamto wydarzenie Jan Franczyk:

- Drzwi trzeszczały coraz bardziej, a po całym mieszkaniu rozchodził się odgłos uderzeń metalu o drewno. Rodzice obudzili się. Nie spała także moja czternastoletnia siostra. Byli przerażeni. Po kilku minutach drzwi z hukiem otworzyły się i do mieszkania wpadło czterech cywilów.

Jako internowany trafił najpierw do Komendy Dzielnicowej Milicji Obywatelskiej w Nowej Hucie, a stamtąd do Nowego Wiśnicza. O skali siły użytej do zatrzymań tamtej nocy, świadczy dalsza część wspomnienia:

- O 5.00 zaczęto wyprowadzać nas po dwie osoby. Każdą parę skuto wspólnymi kajdankami. Skutych wyprowadzano przed budynek. Na parkingu komendy zobaczyłem więzienne budy i dziesiątki uzbrojonych milicjantów… wszyscy z bojowymi pałkami i gotową do użycia bronią. Kilkanaście minut później, ciasno upakowani w więziennych budach, cichymi jeszcze ulicami opuszczaliśmy Nową Hutę.

Niepewność i strach

Podobne odczucia przytaczają także Adam Macedoński i Andrzej Szkaradek.

- Przyjechali 13 grudnia. Nie chciałem otworzyć, ale w końcu musiałem, bo powiedzieli, że będą strzelać w drzwi – a tuż obok leżała w łóżku przestraszona Lilka, moja czteroletnia córka – przywołuje Adam Macedoński.

- Od żadnego z milicjantów nie można było się dowiedzieć, co się stało, każdy był niemową! Po jakimś czasie rano zaczęto nas wyprowadzać z cel. Mnie skuto z Grześkiem Sajdakiem i zaprowadzono w szpalerze zomowców do więźniarki, która stała na tyłach komendy. Było dużo śniegu i duży mróz– wspomina Szkaradek.

W przeciwieństwie do wspomnianych wcześniej Franczyka i Bzdyla nie trafił on jednak do Nowego Wiśnicza, a do Załęża. Po drodze zatrzymani obawiali się jednak, że są transportowani znacznie dalej:

- Dość długo jechaliśmy na wschód. Po drodze śpiewaliśmy pieśni kościelne i hymn. Kiedy mijaliśmy Rzeszów, to wpadliśmy w panikę, że wiozą nas na wschód do granicy ze Związkiem Radzieckim i dalej na Syberię. Okazało się, że nikt nie wiedział o nowym więzieniu wybudowanym w Załężu. Stąd ten strach…

Duch solidarności

Inny ze świadków tamtych wydarzeń wspomina, że 13 grudnia 1981 r. rozpoczęła się noc beznadziejności i bezsilności. Jednocześnie, jak podkreśla, zaczęła kiełkować konspiracja, która po niedługim czasie stała się tym, co scalało i umacniało więź społeczną. Pierwsze podziemne ulotki i gazety, przekazywane z rąk do rąk, dodawały otuchy i budziły nadzieję.

Jak silna była wola oporu u młodych ludzi, opisuje Wojciech Marchewczyk:

- W strajku, który miał formę okupacyjnego, brało udział kilkuset studentek i studentów, dla których wiadomość po ogłoszeniu „Dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego” spowodowała kompletną dezorientację, ale nie zgasiła woli walki.

- Pomimo wszystkich zastosowanych przez reżim środków represji, duch wolności narodu polskiego nie pozwolił się stłamsić i zagasić. Jednak to, co dziś może wydawać nam się tak odległe, nadal pozostaje ważnym fragmentem w dziejach Polski, który miał wpływ na to, jak wygląda nasz kraj współcześnie. Dlatego trwać musi nasz udział w sztafecie pamięci i odpowiedzialności za losy Ojczyzny– podsumowuje wojewoda Łukasz Kmita.

Światło Wolności

Krakowskie obchody rocznicowe rozpoczną się mszą świętą w katedrze wawelskiej o godz. 16:30, która zostanie odprawiona w intencji Ojczyzny i Ofiar stanu wojennego. Tuż po zakończeniu eucharystii nastąpi przemarsz na plac o. A. Studzińskiego pod Krzyż Katyński, gdzie złożone zostaną wiązanki i wieńce. Zapłoną także znicze.

Wzorem ubiegłych lat, 13 grudnia prowadzona jest kampania społeczna upamiętniająca rocznicę grudniowych wydarzeń z 1981. Akcję pod hasłem „Ofiarom stanu wojennego. Zapal Światło Wolności” – koordynuje Instytut Pamięci Narodowej.

- Także w moim gabinecie przy Basztowej zostanie w oknie umieszczona i zapalona świeca. Proszę Małopolan, abyśmy jak najliczniej wzięli udział w akcji „Zapal Światło Wolności”. Niech w naszych domach – dziś o godz. 19.30 – zapłonie symboliczne światło. Światło pamięci o Ofiarach Stanu Wojennego – mówi wojewoda Łukasz Kmita

Do wspólnego zapalenia światła wolności wojewoda zaprosił członków Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej do Spraw Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych. Spotkanie będzie także okazją do wspomnień oraz rozmów o bieżących wyzwaniach w zakresie chociażby integracji środowisk opozycyjnych.

inf. MUW/ fot. Wikipedia


Małopolska - najnowsze informacje