wtorek, 19 maja 2026 12:18, aktualizacja 3 godziny temu

Będą zmiany w krakowskich radach dzielnic? W tle polityczna rozgrywka

Aleksandra Owca, Agnieszka Lętocha, Dominik Jaśkowiec
Aleksandra Owca, Agnieszka Lętocha, Dominik Jaśkowiec / Facebook

W Krakowie wraca dyskusja o tym, kto powinien zasiadać w radach dzielnic. Najpierw pojawił się postulat ograniczenia łączenia funkcji publicznych, teraz KO chce zmian dotyczących osób prawomocnie skazanych. Problem w tym, że sprawa wybucha w samym środku kampanii referendalnej.

"Patologia koryciarstwa". Ilu radnych łączy funkcje?

W krakowskim samorządzie znów zrobiło się głośno o zasadach pełnienia funkcji publicznych. Zaczęło się od postulatu Aleksandry Owcy, współprzewodniczącej Partii Razem, oraz Agnieszki Łętochy, byłej radnej klubu KO, a obecnie niezrzeszonej, które przygotowały rezolucję dotyczącą zakazu łączenia mandatu radnego z pracą lub funkcjami w administracji publicznej i spółkach samorządowych. Radne zaproponowaly w tej sprawie rezolucję, która przyjęła Rada Miasta Krakowa. Za dokumentem zagłosowało 17 z 26 radnych biorących udział w głosowaniu. Autorki argumentowały, że obecne przepisy sprzyjają konfliktom interesów i osłabiają zaufanie do samorządu.

To nie jest abstrakcyjny problem. Według zestawienia aktualnych list BIP, 15 z 43 radnych miasta zasiada równocześnie w radach dzielnic. Obecne przepisy nie zakazują łączenia obu funkcji. W praktyce oznacza to, że ta sama osoba może brać udział w decyzjach dotyczących całego Krakowa, a jednocześnie funkcjonować w samorządzie pomocniczym swojej dzielnicy.

Do sprawy odniosła się Aleksandra Owca z Partii Razem, która nie kryła radosci z sukcesu. Jak podkreślała, problem nie jest marginalny. Według przywołanych przez nią danych niemal 20 proc. radnych Krakowa pełni funkcje w spółkach samorządowych, wojewódzkich lub jednostkach miejskich. Jeszcze wyższy odsetek — ponad 60 proc. — ma dotyczyć radnych Sejmiku Województwa Małopolskiego zasiadających w radach nadzorczych i zarządach.

„Kraków jest przeciwko patologii koryciarstwa, która trawi polskie samorządy” — napisała Owca. Jak dodała, publicznie dostępne dane z KRS nie pokazują pełnej skali problemu, bo nie obejmują m.in. stanowisk doradczych czy innych funkcji pełnionych przy spółkach i instytucjach publicznych. „Cel jest jasny: konkretne zmiany w prawie i koniec koryciarstwa w polskich samorządach” — podkreśliła.

Czym właściwie są rady dzielnic?

Żeby zrozumieć o co chodzi w tym sporze, trzeba jednak zejść poziom niżej — do rad dzielnic. Kraków ma 18 dzielnic pomocniczych. W wyborach z 10 grudnia 2023 roku wybrano do nich 366 radnych dzielnicowych. Smutne jest to, że w tych wyboracha frekwencja wyniosła zaledwie 9,67 proc. W większości dzielnic rady liczą po 21 osób. Wyjątkiem są Dzielnica IX Łagiewniki-Borek Fałęcki oraz Dzielnica XVII Wzgórza Krzesławickie, gdzie jest ich po 15.

Kadencja rady dzielnicy trwa pięć lat, a wybory odbywają się w jednomandatowych okręgach wyborczych. Każdy wyborca głosuje tylko na jednego kandydata. W praktyce oznacza to, że mandat radnego dzielnicy można zdobyć bardzo niewielką liczbą głosów — czasem kilkudziesięcioma. Byli też kandydaci, którzy w swoich okręgach zdobywali mandat z wynikiem 41, 38 czy tylko 30 głosów.

Rady dzielnic nie są małymi radami miasta i nie decydują o strategicznym budżecie Krakowa, ale ich rola nie jest wyłącznie symboliczna. Wybierają i planują lokalne zadania, m.in. przy szkołach, przedszkolach, żłobkach, zieleńcach, skwerach, drogach dojazdowych czy infrastrukturze sportowej. Mają też prawo składać wnioski do Rady Miasta, prezydenta i miejskich jednostek oraz opiniować sprawy ważne dla mieszkańców — od planów miejscowych i projektów aktów prawa miejscowego, przez inwestycje komunalne i rozwiązania komunikacyjne, po sprzedaż lub zmianę przeznaczenia miejskich nieruchomości. Większy wpływ na bieżącą pracę dzielnicy ma jednak zarząd, który wykonuje uchwały rady i organizuje jej codzienne działania. W krakowskich dzielnicach działa obecnie ok. 85 członków zarządów, wybieranych spośród radnych dzielnicowych.

W radach dzielnic nie brakuje konfliktów, które z pozoru dotyczą organizacji pracy, a w praktyce bywają lokalną walką o wpływy. Dobrym przykładem są Grzegórzki, gdzie w kwietniu radni odwołali Monikę Firlej z funkcji przewodniczącej wraz z całym zarządem. Oficjalnie chodziło o obieg informacji, współpracę z komisjami, komunikację z radnymi i mieszkańcami oraz sposób prowadzenia spraw dzielnicy. Nieoficjalnie media opisywały jednak narastający od miesięcy konflikt w środowisku lokalnych aktywistów i pęknięcie w dotychczasowym zapleczu przewodniczącej. Nową szefową rady została Eliza Pałka-Grochal, wcześniej postrzegana jako osoba z bliskiego otoczenia Firlej. Za odwołaniem głosowało 13 radnych — dokładnie tyle, ile było potrzebne.

Teraz KO chce niekaralności

Na tym tle pojawił się kolejny pomysł — tym razem ze strony Koalicji Obywatelskiej. Poseł Dominik Jaśkowiec zapowiedział prezentację projektu ustawy Klubu Parlamentarnego KO pod hasłem „Stop przestępcom w radach dzielnic”. Jak podkreślił, sołectwa, rady dzielnic i osiedli „to nie miejsca dla prawomocnie skazanych przestępców”. KO chce, aby w jednostkach pomocniczych gmin obowiązywały standardy podobne do tych, które dotyczą radnych gmin, powiatów i sejmików.

To brzmi jak oczywisty postulat. Trudno politycznie bronić tezy, że w radach dzielnic powinny zasiadać osoby prawomocnie skazane za poważne czyny. Problem polega jednak na momencie, kontekście i potencjalnym adresacie tej zmiany.

Dyskusja o niekaralności nie pojawiła się w próżni. W tle jest sprawa Mateusza Jaśki, radnego Dzielnicy V Krowodrza, twórcy profilu „Co jest nie tak z Krakowem”. Jak podkreślają przeciwnicy referendum w Krakowie Jaśko został prawomocnie skazany za grożenie dziennikarzowi TVN24 Michałowi Fuji oraz próbę wręczenia łapówki. Radni KO oskarżają go też o pobicia. O to m.in toczyła się sprawa w sądzie w trybie referendalnym, bo czyny, jakich miał się dopuścic Jasko, przypisano organizatorom referendum.

Inicjatorzy referendum górą. Będą przeprosiny i kara
Sąd wydał kolejne orzeczenie w sprawie kampanii referendalnej w Krakowie. W tle są przeprosiny, ugoda i zawiadomienia do prokuratury.

Jaśko jest jednocześnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych internetowych krytyków krakowskiego magistratu. Od lat prowadzi ostre kampanie wymierzone w kolejne władze miasta, wcześniej był kojarzony m.in. z protestami taksówkarzy przeciwko polityce Jacka Majchrowskiego, dziś bardzo mocno atakuje prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Koalicję Obywatelską. Publikuje nagrania, komentarze i rolki, które w czasie kampanii referendalnej trafiają do dużej liczby odbiorców.

I właśnie dlatego wokół pomysłu KO pojawia się pytanie, którego nie da się pominąć: czy chodzi o systemową naprawę przepisów, czy o próbę wyeliminowania jednego wyjątkowo głośnego oponenta politycznego?

Luka była od lat. Dlaczego dopiero teraz?

Argument za zmianą przepisów jest prosty: skoro od radnych wyższych szczebli wymaga się określonych standardów, to podobne zasady powinny obowiązywać także w radach dzielnic, sołectwach i osiedlach. Zwłaszcza że także tam radni reprezentują mieszkańców, opiniują sprawy publiczne i współdecydują o lokalnych pieniądzach.

Rady dzielnic w Krakowie działają od lat. Statuty obowiązują od 2014 roku i były już zmieniane oraz konsultowane. W 2026 roku miasto uruchomiło kolejny etap prac nad nowymi statutami dzielnic. Powołany zespół zadaniowy odbył 10 posiedzeń, a konsultacje nowych statutów mają potrwać co najmniej 21 dni i zakończyć się najpóźniej 30 sierpnia 2026 roku.

Skoro więc luka była znana lub możliwa do zauważenia od lat, pytanie brzmi: dlaczego stała się politycznym problemem właśnie teraz? Odpowiedź trudno oddzielić od kalendarza. Kraków jest w trakcie kampanii referendalnej. 24 maja mieszkańcy mają zdecydować, czy chcą odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa przed upływem kadencji. Głosowanie odbędzie się w godzinach 7.00–21.00.

Co stanie się z pomysłem, jeśli referendum będzie skuteczne?

Jest jeszcze jeden paradoks. Jeśli referendum okaże się ważne, a mieszkańcy zdecydują o odwołaniu prezydenta i Rady Miasta Krakowa, obecna rada straci mandat do dalszego prowadzenia części politycznych projektów. W praktyce dalszymi zmianami w statutach dzielnic i ewentualnymi uchwałami musiałaby zająć się już nowa rada miejska.

To oznacza, że pomysł KO może stać się jednym z ostatnich elementów obecnej kampanii politycznej albo jednym z pierwszych tematów, które odziedziczy nowy układ w Radzie Miasta Krakowa. Zwłaszcza że sprawa nie dotyczy tylko jednego nazwiska. Bo problem krakowskich dzielnic jest szerszy niż Mateusz Jaśko. To niska frekwencja, mandaty zdobywane kilkudziesięcioma głosami, łączenie funkcji, lokalne konflikty, słaba rozpoznawalność radnych i ograniczone, ale jednak realne kompetencje. Dlatego zmiana zasad może być potrzebna. Tyle że jeśli ma być poważna, nie powinna wyglądać jak przepis pisany pod jednego przeciwnika w środku kampanii referendalnej.

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka