piątek, 15 listopada 2019 11:21

Chrzanów : Historia we wspomnieniach cz.24:Kopalnia Janina, cz. X

Autor Piotr Sosin
Chrzanów : Historia we wspomnieniach cz.24:Kopalnia Janina, cz. X

Przyszedł dzień 24 stycznia 1945 roku...

Jednostki wojsk hitlerowskich rozmieszczone na wszystkich wzgórzach libiąskich, będące pod rosyjskim obstrzałem artyleryjskim, w panice wycofały się z Libiąża. Niemieckie kierownictwo kopalni ogarnął niesamowity strach. W wściekłości postanowiono uszkodzić elektrownię kopalnianą i główne maszyny wyciągowe. W tej „gorączce” w nocy z 24 na 25 stycznia kierownictwo z bronią w ręku rozkazało natychmiast wymontować łożyska maszyny wydobywczej przy szybie nr I, załadowano je na furmankę w drewnianych pakach i wywieziono w nieznanym kierunku. Jednak po kilku dniach przez przypadek pewien libiążanin odkrył tę maszynę w Imielinie, bo Niemcy nie zdążyli jej dalej wywieść, gdyż wojsko rosyjskie ich dogoniło.

Robotnicy pracujący tej nocy w warsztacie maszynowym pochowali się, ażeby za nieposłuszeństwo w demolowaniu maszyn „nie dostali kulą w łeb”. Oprócz wymontowania wielkich łożysk z maszyny wydobywczej została też uszkodzona elektrownia, maszyna parowa szybu nr I i maszyna elektryczna szybu nr II na poziomie 300 m. W hali pomp głównego odwodnienia, gdzie były zamontowane 3 wielkie pompy o napędzie elektrycznym i jedna parowa, były nieczynne. Poziom wody na dole w chodnikach i na ścianach zaczął się w szybkim tempie podnosić...

Pomimo kul, jakie leciały przez Libiąż, a potem rabowania domów przez wojsko rosyjskie, tymczasowy zarząd kopalni posłał pompiarzy do swej pracy. Byli to: Marcel Wronka i Wincenty Szyndler (jego syn Franciszek, zmarł w tym roku w styczniu, mając 103 lata i 6 miesięcy; był mistrzem w graniu w szachy, rozwiązywaniu krzyżówek i geniuszem lokalnej historii). Oprócz tych dwóch pierwszych pompiarzy, którzy po drabinach zeszli na poziom 300 m, też za nimi w kilka godzin później zeszli tam: Władysław Mamoń, Edward Bębenek, Kazimierz Sermak i Augustyn Bochenek. Wszyscy przez kilka dni - 24 godziny na dobę, pompą parową, co nie było łatwą pracą, bo się ciągle psuła, z dołu kopalni pompowali wodę na powierzchnię.

Na dole kopalni byli też w różnych zakamarkach pojedynczo ukryci Żydzi. I wreszcie wyszli z zamaskowanych ciemności, w których się miesiącami ukrywali. Był to m. in. Manfred Prager, który w latach 60-tych przyjechał z Izraela do Libiąża, by podziękować Bochenkowi za
przechowywanie go w niedostępnym dla górników miejscu, gdzie groziło zawałem stropu; tam niemieccy sztygarzy nie zaglądali.

Pośród różnych Żydów tam osobno przechowywanych był też Wostwald August; jedzenie donosili mu: Nędza i Franciszek Tryner (podobne wydarzenie było też w libiąskiej piekarni).

Po wojnie kopalnia dobrze prosperowała, dzięki różnym wynalazkom wspomagającym wydobycie węgla. Pod koniec lat 40-tych dzieci libiąskich górników, co roku w wakacje zaczęły na 21 dni wyjeżdżać na kolonie w różne atrakcyjne miejscowości, m.in. do Zielonej Góry, Kóz, Pewli,

fot 1:  Krystyna Wolska, Gertruda Łysak, Stanisława Flis, Swoboda itd... - Zielona Góra, rok 1949

Murzasichla, Wrocławia, Piasków k/Krynicy Morskiej itd. Zaś od 1956 r. dyrektor kopalni Antoni Kucharz zaczął na dwutygodniowe wczasy wysyłać górników z żonami. Pierwsze wczasy były w sierpniu w Murzasichlu koło Zakopanego. Dyr. Antoni Kucharz od 1945 r. był ósmym dyrektorem na kop. Janina, a pierwszym był Jan Znański.

Fot: 2 - w środku siedzi dyr. Antoni Kucharz. Są tam małżeństwa: Gackowie, Kraśni, Benio, Koneczni (moi rodzice), Dadakowie, Jakubikowie, Piotrowscy, Drabcowie, Wójcikowie, Nowakowie i góral Łukaszczyk, u którego w willi mieszkali ci oto wczasowicze - rok 1956

Wiesław Koneczny

Historia - najnowsze informacje