piątek, 25 marca 2022 16:27

Ryszard Derdziński: "Nazywanie tak Rosji Tolkienowi by się nie podobało". Dziś wyjątkowe święto

Autor Mirosław Haładyj
Ryszard Derdziński: "Nazywanie tak Rosji Tolkienowi by się nie podobało". Dziś wyjątkowe święto

25 marca obchodzony jest Dzień Czytania J.R.R. Tolkiena. Jak zaznacza nasz rozmówca Ryszard Derdziński, tolkienista i podróżnik, data została wybrana nieprzypadkowo. Chodzi nie tylko o uroczystość Zwiastowania Pańskiego w Kościele katolickim. 25 marca w kalendarzu "Władcy Pierścieni" jest podwójnie znaczący to dzień upadku Czarnej Wieży oraz dzień, kiedy Frodo i Sam docierają do Szczelin Zagłady.

Od 2003 roku The Tolkien Society 25 marca organizuje corocznie Dzień Czytania Tolkiena, który obchodzony jest również w Polsce. Jego data jest nieprzypadkowa, ponieważ angielski profesor chciał nawiązać do katolickiego święta Zwiastowania. O tym, że wiara była dla Tolkiena ważna i znajdowała odzwierciedlenie w jego twórczości, rozmawialiśmy z ks. Stanisławem Adamiakiem, autorem książki "Teologia Tolkiena".

– Gdybyśmy dosłownie brali daty kalendarzowe z Władcy Pierścieni i przekładali je do naszych dat, to właśnie 25 marca upadła Czarna Wieża – to jest ten dzień, kiedy Frodo i Sam docierają do Szczelin Zagłady, gdzie następuje ważna próba, której Frodo nie zdaje, bo on nie wrzuca dobrowolnie pierścienia do Szczelin, ale Sauron upada, bo połakomił się na to Gollum. To jest ważna data dla Śródziemia

– zaznacza w rozmowie ze Stacją7 Ryszard Derdziński, miłośnik Tolkiena i współtwórca „Elendilionu”, polskiego stowarzyszenia miłośników Tolkiena.

Z jednym z najlepszych polskich tolkienologów porozmawialiśmy o profesorze z Oxfordu oraz jego twórczości, która znajduje swoje odzwierciedlenie również w obecnym czasie, czasie wojny. Odniesienia do wykreowanego przez Tolkiena świata możemy odnaleźć w pojawiających się w przestrzeni medialnej opisach konfliktu na Ukrainie, gdzie Rosja nazywana jest Mordorem.

– To by się Tolkienowi nie podobało. Jestem tego pewien. Tolkien w listach wyrażał opinię, że nie wolno demonizować i dehumanizować nieprzyjaciela. Pisał to w kontekście II wojny światowej i Niemców. A orkowie to istoty nieludzkie, ubezwłasnowolnione przez demoniczną siłę i moc Saurona. Tolkien nie lubił ściśle alegorycznego odczytywania jego "Władcy Pierścieni". Zjawisko związane z agresją Rosji wobec niepodległej Ukrainy, owo patrzenie na wojnę z perspektywy Śródziemia, świadczy jednak o wielkiej sile oddziaływania tolkienowskiego dzieła na popkulturę

– mówi w rozmowie z Głosem24 Derdziński.

Ryszard Derdziński/Fot.: Elżbieta Musialik
Ryszard Derdziński/Fot.: Elżbieta Musialik

Skąd wzięła się pana fascynacja Tolkienem? Co Pana w jego literaturze urzekło, zachwyciło?
– Wychowałem się w domu pełnym książek. Rodzice kochali opowiadać mi baśnie i bajki. Potem na półkach odkryłem książki o Celtach i Wikingach. Po szkole uwielbiałem posnuć się po księgarniach i antykwariatach. To właśnie w takim antykwariacie spotkałem Hobbitów i Gandalfa, gdy przeglądałem z zaciekawieniem czasopismo Śląskiego Klubu Fantastyki, "Fikcje", w którym w latach 80. publikowano dział "Tolkienistyka". W 1985 w tym samym antykwariacie zdobyłem swojego pierwszego "Hobbita" i "Silmarillion". Miałem 11 czy 12 lat, gdy moja pasja się rozpoczęła. Od razu nauczyłem się pisać runami, a z czasem, gdy przyłączyłem się do Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki (pod koniec podstawówki), zacząłem Tolkiena poznawać jeszcze lepiej. Co mnie urzekło? To chyba nieuchwytne, ale na pewno zakochałem się w bogactwie i głębi świata, opisanego w tych książkach. Wciągnęły mnie też alfabety i języki Tolkiena. Już w liceum tworzyłem pierwsze teksty w języku quenya. Dziś wiem, że pociągnęło mnie nie tylko bogactwo tolkienowskiego świata i jego różnorodność. Urzekły mnie i pociągnęły też fundamenty tego dzieła, które wiążą się mocno z przekonaniami Profesora Tolkiena.

W kontekście tego pierwszego pytania, chciałbym zapytać o Pana osobiste doświadczenie nawrócenia. Czy było ono skutkiem lektury Tolkiena?
– To bardzo osobiste pytanie. I nie wiem, czy potrafię opowiedzieć o tej wielkiej przygodzie mojego życia, o tej mojej Podróży. Ale na pewno lektura Tolkiena, a także C. S. Lewisa, przyjaciela Profesora Tolkiena, ich specyficzne podejście do wiary chrześcijańskiej, która docenia ludzką wyobraźnię i kreatywność, połączyło się z moimi poszukiwaniami. Gdy kształtowała się moja dojrzała katolicka wiara, gdy szukałem (wciąż szukam!) odpowiedzi na coraz to nowe pytania, Tolkien był mi (i wciąż jest) jednym z drogowskazów. Tu szczególny wpływ miała biografia Tolkiena i głęboka lektura jego listów.

To teraz niejako w kontrze zapytam: literaturze Tolkiena często przypisuje się głębsze znaczenie, doszukuje sensów filozoficznych a nawet religijnych. Choć w świetle różnych teorii interpretacji możemy sobie na takie działanie pozwolić, to czy nie jest ono na siłę? Przecież Tolkien pisał dla dzieci. Świat fantasy i mitologie z których czerpał to świetna rozrywka. Więc może poza eskapizmem nie powinniśmy oczekiwać i doszukiwać się czegoś więcej?
– Czy Tolkien pisał dla dzieci? "Władca Pierścieni" to książka dla dojrzałego czytelnika. Tak samo całe "Legendarium", z "Silmarillionem" w roli głównej. Tolkien nie zgadzał się z poglądem, że baśnie są dla dzieci. Świetnie swoją koncepcję mitu i baśni opisał w ważnym eseju "O baśniach" oraz w poemacie filozoficznym "Mitopeja". Warto poznać te teksty. Tolkien pisał z serca, a to serce było wypełnione głębokimi pragnieniami wieczności, prawdy i piękna. Profesor Tolkien był bardzo zaangażowanym katolikiem. Nie tylko codziennie uczestniczył w Eucharystii, ale też bardzo chciał, żeby jego twórczość była jak witraż, przez który w piękny sposób przenika wieczne Światło.

Czy przy czytaniu Tolkiena potrzebny jest jakiś klucz interpretacyjny? Co pozwoli nam "wyciągnąć" z niego jak najwięcej?
– Ja sam zachęcam do samodzielnej lektury bez klucza. Niech dzieło działa samodzielnie! Każdy człowiek ma swoją własną ścieżkę, a najpiękniejszych odkryć dokonuje się samemu. Wtedy się je bardziej docenia. Dopiero po przeczytaniu eposów Tolkiena warto sięgnąć po opracowania. Wtedy można porównać swoje intuicje z całą bogatą krytyką. I naprawdę warto sięgnąć po listy Profesora i jego biografię. One wiele, wiele wyjaśniają!

Olbrzymie poruszenie wśród fandomu wywołał trailer serialu Amazona. Czy oburzenie jest uzasadnione? Czy można oceniać produkcję po jej kilkudziesięciosekundowym zwiastunie?
– Tolkien dziś to wielki fandom i... wielka kasa. Zmarł strażnik dziedzictwa, syn Profesora, Christopher Tolkien. I od razu myszy zaczęły buszować. Ja to oceniam tak: marka "Tolkien" ma tak wielką renomę i tak wielki wpływ, że pewni ludzie (a niestety biorą w tym udział także zachodnie towarzystwa tolkienowskie) postanowili odsączyć z dzieła katolicką moralność i teistyczną metafizykę, bo to nie pasuje do dzisiejszych "postępowych" programów i ideologii. Tolkien dla wielu jest dziś przestarzały. Słyszy się wręcz, że nie pasuje do dzisiejszych czasów, bo jest zbyt "rasistowski", "mizoginiczny" i "homofobiczny". On taki oczywiście w ogóle nie jest. Jest uniwersalny. Ale dla tych ludzi to za mało. I dlatego są próby nadania dziełu Tolkiena nowych treści. Usuwa się to, co nie pasuje, dodaje się nowinki. I to się dzieje także w tworzonym serialu. Wiemy o tym nie tylko ze zwiastuna, ale też z towarzyszących mu plakatów. Śmiejemy się często, że we współczesnym filmie muszą już stale zaistnieć "inkluzywne", "multikulturowe" i "genderowe" elementy - jak w socrealizmie, sztuka ma być użytecznym narzędziem kształtowania społeczeństwa. I to robi Amazon. Jako tolkienowski specjalista mogę zapewnić, że zgodnie z logiką świata Tolkiena elfy albo krasnoludy nie mogą mieć ciemnej skóry. I nie chodzi tu o rasizm, o jakiś nordycyzm – chodzi o logikę świata przedstawionego, gdzie na przykład nie ma czasu na ewolucję elfów, bo one są nieśmiertelne, nie ma następstwa wielu pokoleń, nie ma czasu na zmianę wyglądu. A elfy u Tolkiena narodziły się na szerokości geograficznej, która jest odpowiednikiem naszego klimatu umiarkowanego. U Tolkiena to ludzie, śmiertelnicy, są wielorasowi i wielokulturowi. I to można by było pięknie pokazać w serialu. Ale nie, twórcy postanowili ulepszyć Tolkiena. Z jednej strony pieniądze, z drugiej pokusa, żeby filmem tworzyć inżynierię społeczną.

Elementy wykreowanego przez Tolkiena świata używane są obecnie do opisu wojny na Ukrainie. Mam tutaj na myśli choćby nazywanie Rosji Mordorem...

– To by się Tolkienowi nie podobało. Jestem tego pewien. Tolkien w listach wyrażał opinię, że nie wolno demonizować i dehumanizować nieprzyjaciela. Pisał to w kontekście II wojny światowej i Niemców. A orkowie to istoty nieludzkie, ubezwłasnowolnione przez demoniczną siłę i moc Saurona. Tolkien nie lubił ściśle alegorycznego odczytywania jego "Władcy Pierścieni". Zjawisko związane z agresją Rosji wobec niepodległej Ukrainy, owo patrzenie na wojnę z perspektywy Śródziemia, świadczy jednak o wielkiej sile tolkienowskiego dzieła na popkulturę.

Wracając jednak do twórczości angielskiego profesora. Które dzieło Tolkiena jest dla Pana najważniejszym i dlaczego?
– Mogę Pana zdziwić, ale jest to mała książeczka pod tytułem "Liść, dzieło Niggle'a". Akurat tutaj mamy do czynienia z alegorią śmierci i pośmiertnego losu człowieka, z procesem oczyszczania się z egoizmu i przygotowaniem na pełne spotkanie z Bogiem. To opowiadanie Tolkiena bardzo pomogło niejednej osobie poradzić sobie z umieraniem, z towarzyszeniem umierającemu... Mam z "Nigglem" związane swoje własne przeżycia, gdy odchodziła moja mama.

Jakie lektury uzupełniające poleciłby Pan tym, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej na temat jego twórczości?
– Bardzo polecam dwie biografie Tolkiena - pióra Carpentera i Gartha. Koniecznie też zachęcam do poznania zbioru listów Tolkiena. Wiele dobra może też dać lektura wspomnianego eseju "O baśniach".

Na koniec jeszcze jedna kwestia, która mocno głębi fanów "Władcy Pierścieni" a która stała się także przedmiotem liczonych memów: dlaczego Drużyna Pierścienia nie wezwała orłów i z ich pomocą nie poleciała do Mordoru zniszczyć pierścień?
– (śmiech) Wbrew pozorom, powód jest oczywisty. Orły byłyby widoczne, intencja jasna. Sauron wysłałby przeciw nim Nazgule oraz stworzyłby barierę z ptaków nie do przejścia. Fortel się udał, bo Góry Przeznaczenia przyszli niedoceniani mali niepozorni hobbici.


Ryszard Derdziński (ur. 1974), z wykształcenia politolog z zamiłowaniem do historii, a także tolkienista i podróżnik. Znany jako Galadhorn. Aktywny w fandomie miłośników J.R.R. Tolkiena od lat 90. ubiegłego wieku, redaktor czasopism Simbelmynë i Gwaihir, współtwórca serwisu Elendilion.pl i innych inicjatyw internetowych. Znawca lingwistyki tolkienowskiej i badacz biografii oraz filozofii J.R.R. Tolkiena.

Fot. tytułowe: Elżbieta Musialik

Kultura

Kultura - najnowsze informacje