poniedziałek, 17 maja 2021 13:02

Szpital w Wadowicach likwiduje kuchnię, pracę straci 11 osób. Kto zyska na tej decyzji?

Autor Mirosław Haładyj
Szpital w Wadowicach likwiduje kuchnię, pracę straci 11 osób. Kto zyska na tej decyzji?

W szpitalu powiatowym w Wadowicach ma zostać zlikwidowana kuchnia. W wyniku tego, pracę ma stracić 11 osób. Decyzja dyrektor szpitala została jednogłośnie poparta przez zarząd powiatu, w tym także przez opozycję. Co jest powodem likwidacji szpitalnej jadłodajni?

Likwidacja szpitalnej kuchni jest przesądzona i nastąpi w czerwcu. To kolejne cięcia w lokalnych strukturach administracyjnych, po tym, jak Gmina Wadowice zapowiedziała zwolnienia w edukacji w placówkach jej podlegających. O sprawie pisaliśmy miesiąc temu. Do likwidacji mają być przeznaczone 44 etaty.

44 etaty to nie 44 osoby. Epidemia w tle prac nad redukcją w oświacie
Informacja o masowych zwolnieniach w wadowickiej oświacie pracowników pionu administracyjnego i gospodarczego pojawiła się w przestrzeni publicznej końcem marca. Władze gminy postanowiły zlikwidować 44 etaty, by w ten sposób zaoszczędzić w budżecie ok. 2 mln zł rocznie. Sprawdziliśmy z czego wynika …

Po przeprowadzce szpitala powiatowego do nowej siedziby, jego zaplecze gastronomiczne jako jedyny dział pozostał w starych murach. Obiekty poszpitalne przy ul. Karmelickiej generują koszty, a ich ponoszenie jest dla szpitala niewspółmierne do korzyści z tego płynących. Starostwo chce przejąć stare obiekty i urządzić w nich gabinety dla rozrastającej się administracji. Stąd decyzja o likwidacji kuchni, która nie mogąc być przeniesiona w odpowiednie miejsce, nie ma dłużej racji bytu w swoim dotychczasowym miejscu. Operacja przekazania starych budynków szpitala jest na rękę zarówno szpitalowi, jak i Starostwu. W rozmowie z dyrektor szpitala, panią Barbarą Bulanowską, dowiedzieliśmy się, że sprawa ciągnie się już od zeszłego roku. Okazuje się jednak, że przejście na żywienie zewnętrzne szpitala nie jest pokierowane oszczędnościami. Stawka żywieniowa pacjentów placówki nie tylko się nie zmniejszy, ale może jeszcze wzrosnąć. Decyzja o likwidacji szpitalnej kuchni podyktowana jest jedynie kwestią przekazania poszpitalnych budynków Starostwu. Szpital dzięki temu pozbędzie się balastu w postaci konieczności utrzymywania ich, a władze powiatowe zyskają dodatkową powierzchnie biurową. Wątpliwości może budzić jedynie fakt konieczności remontu i modernizacji rzeczonych obiektów, co może okazać się nieopłacalne.

O sytuacji związanej ze zwolnieniami porozmawialiśmy z panią Barbarą Bulanowską, Dyrektor Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Wadowicach, która dokładnie i rzeczowo przedstawiła całą sytuację związaną z likwidacją przyszpitalnej kuchni.

Co jest powodem tego, że jako dyrektor szpitala zdecydowała się pani zamknąć kuchnię?
– Jestem doświadczonym dyrektorem i bardzo cenię sobie sytuację w której szpital ma własną kuchnię, ale pod warunkiem, że jest ona nowoczesna, spełnia najwyższe standardy przygotowywania posiłków i żywienia pacjentów, ponieważ kwestia ta jest bardzo istotnym elementem procesu zdrowienia chorych. Ponadto szpital ponosi odpowiedzialność za jakość żywienia oraz sposób i procedury przygotowywania posiłków. Sytuacja w naszym szpitalu jest taka, że kuchnia znajduje się w bardzo starych obiektach w których, tak na dobrą sprawę, nie powinna być umiejscowiona. Innymi słowy, jeżeli chciałbym mieć kuchnię szpitalną z prawdziwego zdarzenia, nowoczesną, to należałoby wybudować nowy pawilon albo przenieść ją do innego obiektu, które spełniają wszystkie standardy jakościowe, technologiczne. Takich obiektów nie mamy. Ani nie są wybudowane, ani nie są w planie budowy. Mało tego, na chwilę obecną nie mamy miejsca na powstanie takich obiektów, ponieważ szpital jest położony na stosunkowo niewielkiej działce, jak na tego typu budowlę. Zwykle tego rodzaju obiekty są usadowione na dużych działkach, gdzie jest miejsce na np. na duży parking, czego u nas niestety nie ma a co powoduje ogromną frustrację zarówno u pracowników, jak i pacjentów. I nie mówię tu tylko o możliwościach rozbudowy np. o pawilon kuchni, czy pawilon apteki, ale jakikolwiek inny związany z dzielnością medyczną. To jest jedna sprawa. W związku z tym, musimy się odpowiednio się gospodarować. Druga sprawa to taka, że szpital nie jest zainteresowany utrzymywaniem starych obiektów i nie mówię tutaj o obiekcie kuchni szpitalnej, ale o Pawilonie A, czy B. Są to wielkie obiekty, które pochłaniają ogrom energii, a co za tym idzie pieniędzy. Muszą być one ogrzewane, ubezpieczane, utrzymywane w odpowiednim standardzie technicznym. Trzeba dodać, że są to też obiekty, które już nigdy nie staną się obiektami szpitalnymi, ponieważ ani straż, ani sanepid tych budynków, nawet po modernizacji, by nie odebrała. W związku z tym, całkowicie rozumiem Starostwo, że chce te pomieszczenia zagospodarować. Uzgodniliśmy, że do połowy roku szpital przekaże budynki i działki z powrotem Starostwu do zarządzania, żeby nie obciążać szpitala utrzymywaniem terenów i obiektów, które nie są wykorzystywane.

Czy szpital zaoszczędzi na zamknięciu kuchni?
– Wcześniej, z początkiem roku została przeniesienia apteka do szpitala. W związku z tym do połowy roku trzeba było przeorganizować kwestię żywienia pacjentów. Jesteśmy w trakcie przetargu z zewnętrzną firmą i tu pojawiają się dwie kwestie o których wcześniej wspomniałam. Konieczność przekazania tych obiektów Starostwu ze względu na jego plany i druga rzecz, kwestia przestarzałej technologii obiektu. To są dwa powody dla których kuchnia jest likwidowana. Tym powodem bynajmniej nie są oszczędności. Tu musimy się liczyć nawet z nieco większymi kosztami żywienia po zmianach organizacyjnych. Bo po pierwsze nie zaplanowaliśmy jakichkolwiek niższych cen w stosunku do kosztów, które teraz ponosimy. Teraz stawka wyżywieniowa w przeliczeniu na osobę to 19,36 zł, a zaplanowaliśmy w przetargu 19,60. Oczywiście mogą być odchylenia w jedną bądź w drugą stronę w zależności od złożonych ofert. To są koszty niemal identyczne z tymi ponoszonymi obecnie, a dodatkowo chcemy rozbudować system nadzoru dietetycznego na oddziałach szpitalnych. Podjęłam też decyzję, że na oddziale chirurgii ogólnej zatrudnię dietetyczkę, żeby ten nadzór nad jakością żywienia oprócz pani kierownik miały na oddziałach szpitalnych dietetyczki. Tego do tej pory w szpitalu nie było, bo inaczej wyglądała struktura i organizacja. Jeżeli chodzi o personel kuchni, to spotkałam się z osobami tam pracującymi, aby z nimi porozmawiać. Przyznam, że było to bardzo miłe spotkanie, panie kucharki nie miały pretensji do tej całej sytuacji. Tym bardziej, że szpital zapewnił ochronę starszym pracownikom. Wszystkie osoby, które są w okresie ochronnym, otrzymały propozycję pracy, także będą nas wspomagały na oddziałach, pod warunkiem, że nie przejdą na emerytury pomostowe. Decyzja należy już do pań, które mogą wybrać albo kontynuację pracy do emerytury, albo przejście na świadczenia pomostowe. Jak wspomniałam zostaje kierownik, zostaje dietetyczka. Magazynier został przesunięty do pracy w magazynach szpitalnych, także staramy się chronić personel. Bierzemy pod uwagę, że są to zasłużeni pracownicy, którzy byli tu wiele lat, należy im się szacunek i jakaś propozycja, żeby było uczciwie pomiędzy nami. Podczas spotkania uścisnęliśmy sobie dłonie i podziękowaliśmy za wzajemną współpracę.

Powracając do kosztów, dzienna stawka żywieniowa obejmuje także koszty zatrudnienia personelu kuchni?
– 19,36 to koszty obejmujące wszystko – i energię, i pensje.

To na czym państwo zyskujecie, podejmując taką decyzję?
– Na niczym nie zyskujemy. Nawet będziemy dokładać do żywienia, ale uważam to za ważną kwestię w leczeniu. Stawka jest nieco wyższa, ale dodatkowo musimy utrzymać koordynatora i dietetyczki. Tutaj nie ma mowy o ograniczeniu kosztów.

Czyli główną przesłanką do zamknięcia kuchni była konieczność oddania budynków starostwu?
– Tak, poprawianie stanu tych budynków nie miałoby sensu. To takie nieustanne napełnianie skarbonki a nie przynosiłoby to zamierzonego efektu technologicznego w postaci nowoczesnego standardu. Nie należy nigdy płakać w medycynie za tego typu zabytkami. Kiedyś ktoś powiedział o jednym ze szpitali, że to jest „Wawel medycyny” a ja powiedziałam, że nie chciałbym mieć Wawelu, tylko Jumbo Jeta. W medycynie ważne nie są zabytki, tylko nowoczesna technologia, nowoczesne świadczenia, czystość, organizacja. To jest ważne w medycynie.

Czy rzeczywiście są on tak dramatyczne, że groziłby nieodebraniem ich przez odpowiednie służby?
– Te budynki zostały już wyodrębnione i wydzielone z działalności medycznej. Jeżeli miałyby zostać do niej przywrócone, to musiałyby spełnić normy, których nigdy nie spełnią, ponieważ są stare. Nowoczesne standardy pożarowe są zupełnie inne od tych, które obowiązywały dawniej. Gdy zostałam dyrektorem, myślałam, że może coś załatwię ze Starostwem w kwestii uruchomienia w nich działalności medycznej, ale gdy obeszłam budynki, zdałam sobie sprawę, że byłoby to nieopłacalne. To są obiekty „energetycznie” bardzo słabe: grube mury, ale zimne, wysokie stropy… Dramat. Jak się tam wejdzie, pochodzi po tym obiekcie, wejdzie na piętro i zobaczy odpadające tynki… Powiem tak, nawet, jeśli w modernizację włoży się kilkadziesiąt milionów, bo takiego rzędu kwoty należałoby na to przeznaczyć – trzeba by zbijać wszystkie tynki, wymieniać instalacje, łatać dach, po prostu zmienić wszystko – to i tak, te obiekty nie będą miały funkcjonalności. Taka jest prawda. Czy będą mogły funkcjonować tam biura? Tego nie wiem. Wiem, że starostwo robiło ekspertyzę, czy opłacało by się zmodernizować te budynki. Okazało się, że musieliby więcej wydać na ich modernizację, niż na budowę nowych. Ale proszę o tym rozmawiać z organem prowadzącym.

Mówimy o modernizacji pod kątem przywrócenia ich do przydatności medycznej?
– Nie, po prostu o przywróceniu ich do funkcjonalności, na przykład tego, żeby były w nich biura.

Wie pani, co się stanie z tymi budynkami? Ma pani w tej kwestii jakąś wiedzę?
– Trzeba pytać w starostwie, bo opcje są różne. Nie czuję się upoważniona do udzielania informacji w tym zakresie.

A budynek, w którym jest kuchnia?
– Z tego, co pamiętam, bo nie chcę przekłamać, zdaje się, że ma on zostać wyburzony.

Czy w kwestii przekazania działek i obiektów była jakaś presja ze strony starostwa?
– Presji nie było, wszystko odbyło się po wcześniejszym uzgodnieniu. Starostwo zapytało się mnie, kiedy jesteśmy w stanie przekazać budynki, bo chcieliby poczynić jakieś ustalenia. Rozmowy były prowadzone od zeszłego roku. Poprosiłam, żeby dano mi czas do czerwca, bo nie chciałam niczego robić „na zapalenie płuc”. Chciałam też przygotować ludzi z którymi również toczyły się rozmowy od zeszłego roku. Personel wiedział, że kuchnia zostanie zlikwidowana. Wcześniej była nawet mowa o tym, że stanie się to do końca roku. Ostatecznie, po przeprowadzonych rozmowach, wspólnie ze Starostwem uzgodniliśmy, że kuchnia zostanie zamknięta do połowy roku. W rozmowach nie było nakładania presji, tylko wspólnie wypracowane racjonalne uzgodnienia.

Likwidacja kuchni nie ma związku z sytuacją finansową szpitala?
– Akurat kuchnia i żywienie nie jest jej najważniejszym elementem. Jeżeli mamy mówić o sytuacji szpitala w tym względzie, to najważniejszą kwestią jest niepewność co do finasowania w drugiej połowie roku, kiedy będziemy musieli wdrożyć m. in. ustawy podwyżkowe dla jednostek ochrony zdrowia. To w tej chwili stanowi największy problem finansowy a nie kwestia dzielności szpitalnej kuchni i kosztów z nią związanych.

Wadowice

Wadowice - najnowsze informacje