Potrącony przez samochód wilk po blisko trzech miesiącach wrócił do natury. Młoda wilczyca, która w marcu ucierpiała w wypadku w Bujakowie w gminie Porąbka, przeszła skomplikowaną operację i rehabilitację w Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Mysikrólik. Teraz znów jest w Beskidzie Małym, w rejonie swojej lokalnej watahy. Jej dalsze losy będą monitorowane dzięki obroży GPS.
W skrócie:
- Wilczyca została potrącona przez samochód w marcu w gminie Porąbka, w powiecie bielskim.
- Zwierzę uratował Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Mysikrólik z Bielska-Białej.
- Po poważnym urazie kości udowej konieczna była skomplikowana operacja i długa rehabilitacja.
- Po blisko trzech miesiącach wilczyca wróciła do natury, w okolice swojej lokalnej grupy rodzinnej.
Jedni się ich boją, inni je ratują
O wilkach najczęściej mówi się wtedy, gdy pojawiają się blisko zabudowań, budzą niepokój mieszkańców albo gdy dochodzi do szkód w gospodarstwach. Podobnie bywa z niedźwiedziami, których obecność coraz częściej zauważana jest bliżej ludzkich osad. Są jednak ludzie, którzy na dzikie zwierzęta patrzą szerzej — nie tylko przez pryzmat zagrożenia, ale też odpowiedzialności za przyrodę.
Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Mysikrólik z Bielska-Białej poinformował właśnie, że kolejny wilk po potrąceniu przez samochód i długiej rehabilitacji wrócił na wolność. Tym razem była to młoda wilczyca z lokalnej grupy rodzinnej żyjącej u podnóża Beskidu Małego.
Potrącenie, operacja i walka o sprawność
Do zdarzenia doszło pod koniec marca w Bujakowie, w gminie Porąbka. To tam zwierzęta przekraczają ruchliwą trasę DK52. To korytarz wykorzystywany przez różne gatunki.
Na szczęście potrącony przez samochód wilk został zauważony i przypilnowany. Zajął się tym właściciel pobliskiej firmy, który wezwał służby. Na miejsce dotarli ratownicy i specjaliści: lek. wet. Izabela Całus z Gabinetu Weterynaryjnego Vet-House oraz Michał Figura ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. Ranne zwierzę udało się szybko i profesjonalnie schwytać.
Wilczyca miała potrzaskaną kość udową i wymagała skomplikowanej operacji. Zabiegu zespolenia kości podjął się dr n. wet. Jacek Mederski z Przychodni Weterynaryjnej Verum. Jak podkreślali opiekunowie, od powodzenia tej operacji zależały dalsze losy zwierzęcia. Gdyby zabieg się nie udał albo rehabilitacja nie przyniosła efektów, wilczycę prawdopodobnie trzeba byłoby poddać eutanazji. Byłaby to duża strata także dla lokalnej grupy rodzinnej. W przypadku wilków każdy osobnik pełni w stadzie określoną rolę, a utrata jednego z nich może mieć wpływ na funkcjonowanie całej watahy.
Blisko trzy miesiące rehabilitacji
Wilczyca otrzymała robocze imię Jara, które nawiązuje do Jarych Godów — starosłowiańskiego święta symbolizującego odradzanie się przyrody i zwycięstwo życia nad śmiercią, obchodzonego właśnie w tym okresie.
Po operacji rozpoczęła się długa rehabilitacja. Opieka pooperacyjna nad dzikim zwierzęciem wygląda zupełnie inaczej niż opieka nad oswojonym psem. W przypadku dużego drapieżnika sytuacja może zmienić się z dnia na dzień. Zwierzę nie może też oswoić się z obecnością człowieka, dlatego trzymane jest w pełnej izolacji. Każdy błąd mógłby przekreślić szansę na jego powrót do natury.
Jara dobrze znosiła pobyt w ośrodku. Miała spokojne usposobienie, a rana goiła się prawidłowo. Dzięki pracy zespołu określanego przez Mysikrólik jako „Wilcza Triada” — Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, Vet-House i Mysikrólika — oraz zaangażowaniu dr. Jacka Mederskiego wilczyca odzyskała sprawność.
Wróciła do swojego stada
Badania DNA zlecone przez naukowców ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” potwierdziły jej pokrewieństwo z lokalną grupą rodzinną. Dzięki temu Jara mogła wrócić w swoje rodzinne strony Beskidu Małego, w rejon swojej watahy.
Dziś jest już na wolności. Ma obrożę GPS, dzięki której specjaliści mogą monitorować jej przemieszczanie się. Według informacji przekazanych przez Mysikrólik radzi sobie bardzo dobrze.
Ośrodek przypomina przy tej okazji, że Beskidy są wspólną przestrzenią ludzi i dzikich zwierząt. Drogi, zabudowania i codzienny ruch przecinają trasy, którymi od dawna przemieszczają się sarny, jelenie, lisy, wilki i wiele innych gatunków.
„Zachęcamy do swobodnych wędrówek po Beskidach, jednak z poszanowaniem przyrody i refleksją, kto tu kogo odwiedza” — podsumowali opiekunowie z Mysikrólika.
Pomagają nie tylko wilkom
Mysikrólik przypomina, że historia Jary to tylko jeden z przykładów codziennej pracy ośrodka. Placówka z Bielska-Białej pomaga dzikim zwierzętom po wypadkach, urazach i interwencjach, a rocznie pod jej opiekę trafia ponad 1500 pacjentów. Są wśród nich także duże drapieżniki, którymi w Polsce zajmuje się niewiele miejsc.
Działalność Mysikrólika można wesprzeć, przekazując 1,5 proc. podatku na KRS 0000622053, robiąc zakupy w sklepiku na stronie www.mysikrolik.org, wpłacając darowiznę na konto BOŚ Bank: 86 1540 1261 2010 3452 2200 0001 albo przekazując wpłatę BLIK na numer 506 918 902. Ośrodek zachęca też do zaangażowania się w wolontariat.














![Z lokalnych gór na ogólnopolskie sceny „Must Be The Music”. Historia zespołu, który łączy tradycję z nowoczesnością [WYWIAD]](https://cdn.glos24.pl/2025/05/Kapela-PoPieronie3_w300.webp)




