środa, 24 kwiecień 2019 15:16

Historia kpt. Tadeusza Paolone - patrona tymbarskich Strzelców cz.3

W roku 1931 młody Paulone kończy naukę w gimnazjum egzaminem maturalnym.

Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości wraca na krótko do Tymbarku – na odpoczynek. Ma już sprecyzowane plany co do dalszego życia. Postanawia podjąć zawodową służbę wojskową. W rozbudzeniu zainteresowania wojskiem dopomógł brat matki – Jan Homa, zawodowy wojskowy. Skierował on Tadeusza do szkoły wojskowej (niestety nie jest nam znana jej nazwa) w Dębicy. Po jej ukończeniu, już jako oficer Paulone przeniesiony został do Cieszyna, gdzie otrzymał przydział służbowy w 4 PSP.

fot : Cieszyn. Rynek (plac Jana III Sobieskiego)

Służąc w Cieszynie, w roku 1936 poznał panienkę o nazwisku Roma Sygnarska. Była to córka nauczycieli mieszkających pod Dębicą. Do gimnazjum chodziła w Cieszynie. Miłość była głęboka i wzajemna.

Oto co pisze o tym sama Roma Sygnarska w liście do matki Tadeusza:

„Chodziłam wówczas do ósmej klasy gimnazjalnej w Cieszynie, gdy w lutym 1936 roku poznałam Pani syna. Nie mogłam go nie pokochać – Miał coś czarującego w obejściu (...) a poza tym był człowiekiem nadzwyczaj uczciwym, bardzo dobrym i uczynnym, o prawym charakterze (...) Był ceniony w wojsku przez przełożonych (...) przepowiadano mu świetną karierę. Dosyć na tym, że nie widziałam poza nim świata.

Nie wiem dlaczego pokochał mnie i on (...) pewnie wiedział, że jestem mu oddana i bardzo go kocham, bo było przecież mnóstwo kobiet ładniejszych i bardziej wartościowych ode mnie, które chętnie nazwałyby go „swym”.

Niestety, ja jestem biedna, a aby wyjść za mąż za wojskowego, który nie był kapitanem, trzeba było złożyć parę ładnych tysięcy w ministerstwie. Tak więc czekaliśmy: ja koło Dębicy, u moich rodziców, on w Cieszynie. Od czasu do czasu przyjeżdżał do mnie, a gdy ja miałam więcej wolnego czasu niż on, to z kolei ja jeździłam do Cieszyna. (...) Ale nie doczekałam się na ślub. Wybuchła wojna...”

fot: Kolumna samochodów wrzesień 1939

Piękna to miłość i warta opisu – szkoda tylko, że nie doszło do szczęśliwego finału, jak to bywa w romansach lub bajkach. Widmo wojny było natomiast realne.

W połowie roku 1939 nastąpiły nominacje oficerskie. Jan Homa, wujek Tadeusza – na stopień majora, zaś Tadeusz - na stopień kapitana. Radość, gdyż teraz – jako kapitan – będzie mógł zawrzeć związek małżeński z ukochaną Romą. Radość jednak przedwczesna. Dnia 1 września Tadeusz, jako dowódca zwiadu konnego 4 PSP w Cieszynie, wyrusza na front.

fot : Tadeusz Paolone

Niestety, nie znamy jego udziału w kampanii wrześniowej. Przeżył ją jednak zdrowo, bez odniesienia ran. Uniknął niewoli. Natomiast jego wujek – Jan Homa – poległ na polu walki. O dalszych losach Tadeusza dowiadujemy się nieco dzięki temu samemu listowi Romy, który cytowaliśmy powyżej. Czytamy w nim:

„10 września 1939 roku przyszedł do nas Tadzio zarośnięty (...) z dwoma kolegami w pełnym uzbrojeniu. (Niemcy byli tu już od trzech dni). (...) Przebraliśmy ich w cywilne ubrania i tego samego wieczoru wywiozłam ich do znajomego leśniczego. Tam odpoczęli dwa dni i już w cywilu, ale z bronią w ręku (co groziło śmiercią) poszli za wojskiem, aby dołączyć do oddziałów”.

Z tych zdań wynika, że oddział Tadeusza został rozbity, a jemu i jego kolegom udało się wymknąć i uniknąć niewoli. Po odpoczynku udali się w kierunku frontu, by kontynuować walkę. To jednak im się nie udało i wkrótce – jak pisze dalej pani Roma w swym obszernym liście: „Dokładnie po tygodniu wrócił do nas Tadzio. Rosjanie wkroczyli i nie było sensu iść dalej. Siedział u nas trzy tygodnie.”

Te trzy tygodnie to okres przygotowania do dalszego życia. Wraz z panną Romą snuli plany na przyszłość. Ponieważ w szkole, w której uczyli rodzice Romy, kwaterowało wojsko, zaś Tadeusz nie miał żadnych cywilnych dokumentów, pobyt w tej miejscowości stawał się niebezpieczny. Postanowiono więc, że wróci do Tymbarku, gdzie w sposobnym czasie zawrą związek małżeński. W Tymbarku, ze względów bezpieczeństwa, nie zamieszkał u ciotki, lecz w tzw. „Starym Dworze”, u administratora miejscowych dóbr ziemskich, Mariana Prekla. Wcześniej jeszcze – z tych samych powodów – przez krótki czas ukrywał się na terenie Rabki, w willi inż. Antoniego Grochowolskiego. Mieszkając tam nawiązał kontakt z majorem Franciszkiem Galicą, szefem tworzącego się na tamtejszym terenie podziemia.

W Tymbarku zjawił się pod koniec października i został zatrudniony (fikcyjnie) przez dziedziczkę tutejszych dóbr ziemskich, Zofię Turską na stanowisku gajowego lasów pod Mogielicą. To daje mu dużą możliwość kontaktowania się z innymi oficerami WP, z którymi rozpoczyna organizować w terenie tajne komórki ruchu oporu.

W pierwszych dniach stycznia 1940 r., dzięki pracownikom Urzędu Gminy w Tymbarku,a szczególnie Michałowi Macko, Tadeusz Paulone otrzymuje nowe dokumenty na nazwisko „Tadeusz Lisowski, urodzony w miejscowości Krzywczyce koło Lwowa, dnia 23 lipca 1909 roku.” Pod takim też nazwiskiem Podhalańska Spółdzielnia Owocarska w Tymbarku wydała mu dokument (również fikcyjny), że jest zatrudniony w tej placówce jako zbieracz ziół i runa leśnego, co dawało mu możność stosunkowo swobodnego poruszania się w terenie.

fot ; Podhalańska Spółdzielnia Owocowo - Warzywna w Tymbarku

6 stycznia 1940 r., w domu Stanisława Pyrcia w Tymbarku zorganizowano pierwszą formalną komórkę konspiracyjną, pod przewodnictwem kpt. Tadeusza Paulone. W jej skład weszli:

- kpt. Tadeusz Paulone – ps. „Lisowski”

- por. Szymon Pyrć – ps. „Jaskółka”

- Władysław Duchnik – ps. „Duchniewski”

- Józef Kulpa - ps. „Owoc”

- Andrzej Kruczyński – ps. „Horodenko”

- Michał Macko - ps. „Ryszard”

- Adam Niesiołowski - ps. „Gawin”

- Franciszek Sojka - ps.„Kajos”

- Antoni Surdziel - ps. „Dzik”

- Jan Zapała - ps. „Osa”

- bracia Kołowscy.

Wszyscy złożyli przysięgę na krzyż, według tekstu:

„Wobec Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten święty krzyż – znak nadziei i zbawienia – i przysięgam być wiernym Rzeczypospolitej, stać na straży Jej honoru i Jej wyzwolenia. Walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary samego życia.

Przysięgam – Prezydentowi Rzeczypospolitej oraz Naczelnemu Wodzowi i jego rozkazom oraz wyznaczonemu Komendantowi będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg!”

Dokonanie tego aktu potwierdzili wszyscy swymi podpisami na tylnej stronie jednego z obrazów religijnych, znajdujących się w mieszkaniu Stanisława Pyrcia.

Tak rozpoczęła się oficjalna działalność Ruchu Podziemia na Tymbarskiej Ziemi. Oczywiście, działalność ta miała miejsce już wcześniej. Przecież już 11 grudnia 1939 r. we dworze Zofii Turskiej major Szyćko, ps. Wiktor”, wraz z porucznikiem Janem Cieślakiem, ps. „Maciej” przyjęli przysięgę od rodziny Zofii Turskiej i niektórych pracowników jej dworu. Było to jednak działanie nieoficjalne. Natomiast od dnia 6 stycznia, po złożeniu przysięgi w domu Pyrcia, działalność ta stała się już oficjalną.

Opracowanie: Stanisław Wcisło c.d.n

fot: „Materiał pochodzi z serwisu www.audiovis.nac.gov.pl ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego”.

Piotr Sosin

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.