sobota, 14 sierpnia 2021 09:39

Między Janem Pawłem II a Prymasem Tysiąclecia była Matka Najświętsza

Autor Mirosław Haładyj
Między Janem Pawłem II a Prymasem Tysiąclecia była Matka Najświętsza

3 sierpnia minęła 120. rocznica urodzin kard. Stefana Wyszyńskiego. Z postacią Prymasa Tysiąclecia nierozerwalnie związana jest osoba papieża Jana Pawła II. Aneta Krupka, adiunkt muzealny w Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach pisze w swoim tekście dla naszego portalu o tym, jak mocno są splecione ze sobą losy tych dwóch kapłanów oraz jak ważne miejsce w ich życiu duchowym zajmowała Maryja, której w sierpniu poświęconych jest szereg świąt, w tym Wielki Odpust w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Kiedy w maju 1981 roku trwała dramatyczna walka o życie polskiego papieża, postrzelonego w zamachu, w Warszawie umierał ciężko chory prymas Wyszyński. Wysiłkiem ich współpracowników udało im się jeszcze przeprowadzić ostatnią rozmowę. Po wzajemny błogosławieństwie papież miał powiedzieć: „Całuję twoje ręce”. Kardynał Wyszyński odpowiedział: „Całuję twoje stopy. Między nami jest Matka Najświętsza. Cała nadzieja jest w Niej”. Skąd jednak wzięła się ta więź, w której kluczową rolę odegrała Maryja?

Patrząc na ich życiorysy całkiem sporo ich różni. Stefan Wyszyński urodził się w 1901 roku, na terenie zaboru rosyjskiego, w rolniczej rodzinie. Pobożność rodzinnego domu wzmacniała praca ojca – organisty miejscowego kościoła i szczególne nabożeństwo do Matki Bożej – tej z Częstochowy i tej z Wilna. Edukację Stefana skomplikowała I wojna światowa. W czasie II wojny światowej był kapelanem niewidomych, m.in. w słynnych już podwarszawskich Laskach, a także kapelanem żołnierzy w czasie Powstania Warszawskiego. Chociaż został zapamiętany jako prawdziwy mąż stanu, jednoznaczny wobec komunistycznej władzy, niewielu pamięta, że w czasie, kiedy był biskupem lubelskim część duchowych odmawiała uznania jego autorytetu, przede wszystkim deprecjonując jego rolnicze pochodzenie.

Karol Wojtyła był od niego młodszy o 19 lat, o jedno pokolenie. Ale było to pokolenie, które jako pierwsze urodziło się już w wolnej Polsce. Karol wychowywał się ze starszym o 14 lat bratem Edmundem, w cieniu służby wojskowej ojca, który najpierw pracował w armii austro-węgierskiej, a później już w wojsku polskim. Mieszczańska rodzina miała zażyłe związki z Krakowem, przede wszystkim dlatego, że stamtąd pochodziła matka Karola. To właśnie m.in. bliskość królewskiego Krakowa ukształtowała młodego Karola, który w tym mieście, rok przed wybuchem II wojny światowej, rozpoczął wymarzone studia.

Tyle o pobieżnych różnicach, które jak się okazało nie przeszkodziły stworzyć szczególnej więzi – takiej do tańca (a właściwie do wspólnych wakacji) i do różańca. Połączył ich najpierw tragiczny szczegół z dziecięcego życia. Obaj stracili matkę kiedy mieli zaledwie po dziewięć lat. Czy właśnie w tej przedwczesnej stracie można widzieć źródła ich pobożności maryjnej? Jakby ta, która jest czczona w Polsce w tylu różnych wizerunkach zastąpiła im ziemską matkę.

Drogi Karola Wojtyły i Stefana Wyszyńskiego łączą się także na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Uczelnia, która wtedy była jednym z przejawów niezależności polskiego Kościoła w państwie rządzonym przez komunistów aż do 1978 roku będzie miejscem pracy księdza, biskupa i kardynała Wojtyły. Dwóch hierarchów różnią ich zainteresowania naukowe. Stefan Wyszyński, doktor prawa kanonicznego wykształcony na KUL-u właśnie, interesuje się przede wszystkim myślą społeczną. Karol Wojtyła będzie pasjonował się bardziej filozofią, etyką. Obaj podporządkują swoją pracę naukową służbie pasterskiej.

Kiedy Karol Wojtyła został krakowskim biskupem pomocniczym, Stefan Wyszyński był już prymasem Polski, będąc metropolitą gnieźnieńskim i warszawskim. Nawet po zakończeniu swojego uwięzienia, prymas był pod nieustanną obserwacją Służby Bezpieczeństwa. Także personalna teczka najpierw księdza, a później biskupa Karola Wojtyły rosła z dnia na dzień. Prymas Wyszyński jako wielki czciciel Matki Bożej Częstochowskiej zaproponował, aby przygotowania do obchodów tysiąclecia chrztu Polski zostały poprzedzone wielką nowenną – trwającą dziewięć lat. W to szczególne dzieło życia kard. Wyszyńskiego został także włączony biskup krakowski.

Bardzo młody biskup uczył się przy Prymasie Kościoła w Polsce, ale także poznawał Kościół powszechny.  Wielką lekcją stał się dla niego Sobór Watykański II (1962-1965). Władze komunistyczne całego bloku wschodniego skutecznie utrudniały udział w pracach biskupom z podległych sobie krajów. Do tego stopnia, że na konklawe, które odbyło się w 1963 roku, pomiędzy sesjami soborowymi, kard. Wyszyński był jedynym przedstawicielem Europy Wschodniej. M.in. wobec stałej niechęci władz polski wobec Wyszyńskiego to biskup pomocniczy, a później metropolita krakowski Karol Wojtyła staje się przedstawicielem polskiego Kościoła poza granicami Polski. Zawsze jednak miał świadomość pewnego rodzaju zastępstwa, podkreślając znaczenie prymasa Wyszyńskiego. Mówi o tym dość znana anegdota według której kard. Wojtyła miał powiedzieć, że w Polsce 40% kardynałów to narciarze. Na zdziwienie rozmówcy, że przecież w Polsce jest tylko dwóch kardynałów, odpowiedział: „Kard. Wyszyński liczy się jako 60%”.

Poza doniosłymi i poważnymi sytuacjami nieco o relacji Wojtyły i Wyszyńskiego można się dowiedzieć także z wakacyjnych zdjęć. Dzięki uprzejmości Instytutu Prymasowskiego możemy zobaczyć, jak dwaj hierarchowie spędzali wolny czas, właśnie w towarzystwie członkiń Instytutu – chyba najsłynniejszego w Polsce świeckiego instytutu życia konsekrowanego, współzałożonego właśnie przez ks. Stefana Wyszyńskiego jeszcze w czasie II wojny światowej. Na tych zdjęciach z wakacji prymas jest zazwyczaj w sutannie, Wojtyła raczej swobodniej – w koszuli, w podwiniętych spodniach. W aktywnym wypoczynku, w spotkaniu z zachwycającą polską przyrodą nabierają sił i pewnie prowadzą długie rozmowy.

Podobno efektem takich rozmów stała się także zgoda kard. Wojtyły udzielona kolegium kardynalskiemu 16 października 1978 roku. Wobec rosnącego poparcia dla młodego polskiego hierarchy prymas miał go prosić o przyjęcie ewentualnego wyboru – świadom znaczenia tego aktu nie tylko dla Kościoła powszechnego, ale także dla Kościołów lokalnych, znajdujących się za żelazną kurtyną. I tak się rzeczywiście stało. Nowy papież miał głęboką świadomość znaczenia Stefana Wyszyńskiego dla tego wyboru. Dziękując, powiedział prymasowi: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy Pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”.

Do historii tego konklawe przeszedł także obraz z homagium, hołdu który zwyczajowi składają papieżowi kardynałowie. Kiedy kard. Wyszyński uklęknął przed Janem Pawłem II i chciał pocałować go w pierścień, papież nie pozwolił mu na ten gest. Wstał ze swojego tronu, podniósł z klęczek prymasa, ucałował jego dłoń i serdecznie go przytulił. Zapewne obaj już wtedy wiedzieli, że teraz prymat ostatecznie należy do wadowiczanina. Czy jednak wiedzieli, ile obaj będą musieli zapłacić cierpieniem za ten wybór?

Tekst: Aneta Krupka, adiunkt muzealny w Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach
Fot.: A. Wiktor

Historia

Historia - najnowsze informacje